Niedawno rozwiodłam się z mężem z którym byłam w związku 10 lat,jest mi strasznie ciezko,nie zdawałam sobie sprawy że to tak bedzie boleć...obwiniam się że może cos jeszcze mogłam zrobić...ratować...mam 36 lat i zastanawiam się co dalej?
Podobne tematy
Kochana, ja się rozwodziłam 3 lata temu. Byłam z eks przez 9 lat i 2 lata trwało małżeństwo. Rozwód boli niezależnie od przyczyny, bo zawsze czuje się własną porażkę. Ja miałam dwie porażki. Pierwszą poczułam, kiedy walczyłam jak lwica o udane małżeństwo, a eks starał się nie dostrzegać problemów, jego problemów - agresji, seksoholizmu, nerwowości, wybuchowości, zazdrości... Ja się modliłam, by się zmienił, a on sobie już przygruchał babę na boku - koleżankę z pracy! Ta walka była jednostronna i musiała zakończyć się klęską. A potem zrozumiałam, że prawdziwą porażką był sam ślub, mimo że od początku związku miałam symptomy infantylizmu eks, agresywności, skłonności do kobiet... Zadręczałam się tym, jaką sama sobie krzywdę wyrządziłam będąc przez 9 lat z małym chłopcem, który kocha tylko siebie i dla którego liczą się tylko własne przyjemności. Nawet moje zdrowie go nie obchodziło. I wiesz, rozwód mnie wyzwolił, to był najszczęśliwszy dzień moje życia, po wyjściu z sali rozpraw skakałam i cieszyłam się jak dziecko
.
Nie obwiniaj się, bo prawdopodobnie zrobiłaś wszystko co możliwe, by ratować związek. Nie możesz pozwolić, by destrukcyjne myśli zawładnęły twoim umysłem. Ciesz się z wolności. Pamiętaj, że po rozwodzie odzyskałaś siebie
. Co dalej? Powiedz, jakie miałaś marzenia, zanim wyszłaś za mąż? Co chciałaś w życiu robić? Dla mnie to była niezależność finansowa, chodzenie po górach, wspinaczka i podróże - i wszystkie realizuję
. Tobie też to radzę. Odkreśl przeszłość grubą kreską, nic już nie wróci, niczego nie naprawisz. Jest dobrze tak, jak jest. Jedyną osobą, której potrzebujesz do szczęścia, jesteś ty sama
. Odnajdź swoje pasje i zajmij się sobą
.
Kochana, ja się rozwodziłam 3 lata temu. Byłam z eks przez 9 lat i 2 lata trwało małżeństwo. Rozwód boli niezależnie od przyczyny, bo zawsze czuje się własną porażkę. Ja miałam dwie porażki. Pierwszą poczułam, kiedy walczyłam jak lwica o udane małżeństwo, a eks starał się nie dostrzegać problemów, jego problemów - agresji, seksoholizmu, nerwowości, wybuchowości, zazdrości... Ja się modliłam, by się zmienił, a on sobie już przygruchał babę na boku - koleżankę z pracy! Ta walka była jednostronna i musiała zakończyć się klęską. A potem zrozumiałam, że prawdziwą porażką był sam ślub, mimo że od początku związku miałam symptomy infantylizmu eks, agresywności, skłonności do kobiet... Zadręczałam się tym, jaką sama sobie krzywdę wyrządziłam będąc przez 9 lat z małym chłopcem, który kocha tylko siebie i dla którego liczą się tylko własne przyjemności. Nawet moje zdrowie go nie obchodziło. I wiesz, rozwód mnie wyzwolił, to był najszczęśliwszy dzień moje życia, po wyjściu z sali rozpraw skakałam i cieszyłam się jak dziecko
.
Nie obwiniaj się, bo prawdopodobnie zrobiłaś wszystko co możliwe, by ratować związek. Nie możesz pozwolić, by destrukcyjne myśli zawładnęły twoim umysłem. Ciesz się z wolności. Pamiętaj, że po rozwodzie odzyskałaś siebie. Co dalej? Powiedz, jakie miałaś marzenia, zanim wyszłaś za mąż? Co chciałaś w życiu robić? Dla mnie to była niezależność finansowa, chodzenie po górach, wspinaczka i podróże - i wszystkie realizuję
. Tobie też to radzę. Odkreśl przeszłość grubą kreską, nic już nie wróci, niczego nie naprawisz. Jest dobrze tak, jak jest. Jedyną osobą, której potrzebujesz do szczęścia, jesteś ty sama
. Odnajdź swoje pasje i zajmij się sobą
.
Emilio jestem pod wrażeniem Twoich słów.
Dawno nie czytałam tak mądrej wypowiedzi od byłej żony
Ja również cieszyłam się z rozwodu.
Też czuję, że był to najszczęśliwszy dzień mojego życia.
Także skakałam z radości, ale po uprawomocnieniu się wyroku.
Wiedziałam, że właśnie od tego dnia będę rozwódką, bez możliwości zmiany wyroku ![]()
Oczywiście wcześniej walczyłam o męża.
Walczyłam kilka lat aż zmęczyłam się ta walką.
Pięknie napisałaś, "jedyną osobą, której potrzebujesz do szczęścia, jesteś ty sama" -piękne i jakże prawdziwe ![]()
Tak kobietki, po rozwodzie cieszcie się wolnością, realizujcie marzenia, siebie rozpieszczajcie ![]()
Niedawno rozwiodłam się z mężem z którym byłam w związku 10 lat,jest mi strasznie ciezko,nie zdawałam sobie sprawy że to tak bedzie boleć...obwiniam się że może cos jeszcze mogłam zrobić...ratować...mam 36 lat i zastanawiam się co dalej?
Co dalej zależy od ciebie.
Możesz samobiczować się, pogrążać w rozpaczy po stracie...zapewne kłamcy, zdrajcy.
Możesz też cieszyć się wolnością, niezależnością.
Życie singielki jest piękne
Zrób bilans zysków i strat.
Kochać należy siebie
.
Jeśli siebie jeszcze nie kochasz, warto odnaleźć to co piękne w sobie, zaakceptować siebie, szanować i kochać.
Ja rozwiodłam się po 26 latach i żałuję, że nie wcześniej - dłużej mogłabym cieszyć się wolnością
.
Pozbyłaś się drania i sama możesz fajnie układać sobie życie. Wszystko w Twoich rękach ![]()
Piszesz, "mogłam zrobić....ratować" i udało Ci się. Uratowałaś SIEBIE !
Teraz może być tylko lepiej.
Trzymaj się i głowa do góry.
[...]
Nie obwiniaj się, bo prawdopodobnie zrobiłaś wszystko co możliwe, by ratować związek. Nie możesz pozwolić, by destrukcyjne myśli zawładnęły twoim umysłem. Ciesz się z wolności. Pamiętaj, że po rozwodzie odzyskałaś siebie. Co dalej? Powiedz, jakie miałaś marzenia, zanim wyszłaś za mąż? Co chciałaś w życiu robić? Dla mnie to była niezależność finansowa, chodzenie po górach, wspinaczka i podróże - i wszystkie realizuję
. Tobie też to radzę. Odkreśl przeszłość grubą kreską, nic już nie wróci, niczego nie naprawisz. Jest dobrze tak, jak jest. Jedyną osobą, której potrzebujesz do szczęścia, jesteś ty sama
. Odnajdź swoje pasje i zajmij się sobą
.
Emilia, aż się uśmiecham do Ciebie. Także prze te podróże i chodzenie po górach.
Osobowa dojrzałość sprzyja pełni życia. Choć nie używam pojęcia szczęścia, bo dla mnie spełnienie ma wymiar bardziej namacalny, to zawsze powtarzam, że w życiu niezbędna nam jest miłość co najmniej jednej osoby i dramat jest wtedy, gdy nie zaczniemy jej szukać w sobie.
Zapisane jest to w ważnym tekście, którego wiele osób nie rozumie: "a bliźniego swego jak siebie samego" i jak się siebie nie umie kochać, to się innych ludzi też nie umie kochać. Niektórzy mówią, że szacunek do innych zależy od szacunku do siebie.
Osławiony egoizm jest podstawą postawy asertywnej i mylony jest często z egocentryzmem (traktowanie siebie jako centrum wszechświata) i egotyzmem (traktowanie siebie jako dobra najwyższego).
Kochana, ja się rozwodziłam 3 lata temu. Byłam z eks przez 9 lat i 2 lata trwało małżeństwo. Rozwód boli niezależnie od przyczyny, bo zawsze czuje się własną porażkę. Ja miałam dwie porażki. Pierwszą poczułam, kiedy walczyłam jak lwica o udane małżeństwo, a eks starał się nie dostrzegać problemów, jego problemów - agresji, seksoholizmu, nerwowości, wybuchowości, zazdrości... Ja się modliłam, by się zmienił, a on sobie już przygruchał babę na boku - koleżankę z pracy! Ta walka była jednostronna i musiała zakończyć się klęską. A potem zrozumiałam, że prawdziwą porażką był sam ślub, mimo że od początku związku miałam symptomy infantylizmu eks, agresywności, skłonności do kobiet... Zadręczałam się tym, jaką sama sobie krzywdę wyrządziłam będąc przez 9 lat z małym chłopcem, który kocha tylko siebie i dla którego liczą się tylko własne przyjemności. Nawet moje zdrowie go nie obchodziło. I wiesz, rozwód mnie wyzwolił, to był najszczęśliwszy dzień moje życia, po wyjściu z sali rozpraw skakałam i cieszyłam się jak dziecko
.
Nie obwiniaj się, bo prawdopodobnie zrobiłaś wszystko co możliwe, by ratować związek. Nie możesz pozwolić, by destrukcyjne myśli zawładnęły twoim umysłem. Ciesz się z wolności. Pamiętaj, że po rozwodzie odzyskałaś siebie. Co dalej? Powiedz, jakie miałaś marzenia, zanim wyszłaś za mąż? Co chciałaś w życiu robić? Dla mnie to była niezależność finansowa, chodzenie po górach, wspinaczka i podróże - i wszystkie realizuję
. Tobie też to radzę. Odkreśl przeszłość grubą kreską, nic już nie wróci, niczego nie naprawisz. Jest dobrze tak, jak jest. Jedyną osobą, której potrzebujesz do szczęścia, jesteś ty sama
. Odnajdź swoje pasje i zajmij się sobą
.
dzięki za pocieszenie,głęboko wierzę że czas odegra znaczącą role...
Emilio, Zofio, jakoś nigdzie nie dostrzegłem by Avra napisała o problemach w swoicm byłym już małżeństwie, które przytaczacie... Podziwiam Waszą dojrzałość, ale to co napisałyście wynika WYŁĄCZNIE z Waszych doświadczeń, nie widzę tutaj przesłanek do tego by to co Wy przeżyłyście było adekwatne do sytuacji Avry, choćby ze względu na to że de facto nic nie napisała co było powodem rozwodu...
Dlatego też Avra może więcej szczegółów... Być może nie chcesz do tego wracać, rozdrapywać, rozumiem....
Jeśli chcesz wsparcia na zasadzie, "to minie", to tak będzie, bo to faktycznie przeminie, a emocje z czasem opadną i zgadzam się z Emilią i Ziofią że zwłaszcza teraz jest czas byś o siebie zadbała w każdym aspekcie życia.
Pozdrawiam.
Emilio, Zofio, jakoś nigdzie nie dostrzegłem by Avra napisała o problemach w swoicm byłym już małżeństwie, które przytaczacie... Podziwiam Waszą dojrzałość, ale to co napisałyście wynika WYŁĄCZNIE z Waszych doświadczeń, nie widzę tutaj przesłanek do tego by to co Wy przeżyłyście było adekwatne do sytuacji Avry, choćby ze względu na to że de facto nic nie napisała co było powodem rozwodu...
Dlatego też Avra może więcej szczegółów... Być może nie chcesz do tego wracać, rozdrapywać, rozumiem....
Jeśli chcesz wsparcia na zasadzie, "to minie", to tak będzie, bo to faktycznie przeminie, a emocje z czasem opadną i zgadzam się z Emilią i Ziofią że zwłaszcza teraz jest czas byś o siebie zadbała w każdym aspekcie życia.
Pozdrawiam.
nie mam doświadczenia w wirtualnym pisaniu na tego typu forach...
co było problemem? brak zrozumienia a przede wszystkim brak szacunku...byłam gnębiona psychicznie...wyszło na to że zostałam całkiem sama...bo nie mogłam nigdzie wychodzić i mieć koleżanek...
Problem zawsze jakiś jest, bo nikt nie rozwodzi się dla kaprysu. Opisałam moje doświadczenia jako przykład, że po traumie można się wyzwolić, stanąć na nogi, a rozwód to nie koniec świata a jedynie nowy początek
. I może też być w pewnym sensie pozytywnym wydarzeniem, bo daje wolność, otwiera na nowe i pozwala zamknąć pewien etap w życiu.