Właśnie przechodzę bardzo trudny okres w moim życiu... W zeszłym roku wyjechaliśmy z moim partnerem za granicę... Nie jest mi łatwo tym bardziej, że mam jeszcze problemy z językiem... Mój partner jest czuły i bardzo kocha nasze dzieci. Jest ode mnie sporo starszy. Niby wszystko było w porządku... aż pewnego razu zostawił włączoną pocztę i wyszedł z domu... córka (4 lata) weszła na jego komputer i "coś" włączyła... zawołała mnie i zamarłam... to były wiadomości od jakiegoś mężczyzny ze zdjęciem... Krótko mówiąc umawiali się na jakieś spotkanie...Był adres i nr telefonu... Poczułam się jakby mi ktoś wbił nóż w plecy... W pierwszej chwili chciałam zabrać dzieci i uciec stamtąd... ale postanowiłam poczekać... przez parę tygodni sprawdzałam jego pocztę i telefony i w sumie nic już nie znalazłam... ale od tego czasu stałam się kłębkiem nerwów... wczoraj nie wytrzymałam i o wszystko go zapytałam... powiedział, że to tylko tak dla zabawy... facet był z ogłoszenia i szukał sexpartnera dla swojej żony... ludzie mieszkają 170 km od nas... i że do żadnego spotkania nie doszło... po czy zrobił mi awanturę o grzebanie w jego poczcie i telefonie... i powiedział, że wszytko zepsułam... Nie wiem co o tym wszystkim sądzić... Przepłakałam pół nocy... a mój świat rozsypał się w jednej chwili... Czy wszystko ze mną w porządku? Dla mnie to było wyjątkowe świństwo! No i nie wiem czy do tego spotkania rzeczywiście nie doszło... Co o tym sądzicie...?
1 2012-11-23 07:49:46 Ostatnio edytowany przez julia7609 (2012-11-23 08:09:30)
Podobne tematy
Oszust. Wypłacz się, wysmarkaj i zastanów się dobrze czy wolałabyś nie wiedzieć? Musisz szybko dorosnąć. Tłumaczeń nie słuchać. Myśleć o sobie i dzieciach. Zabezpieczaj się. Nie wiem jak. Graj wszystkim co masz.
Co jest Twoim celem? Domyślam się, że wychowanie dzieci. Myśl. Rozważaj. Bierz tran (żeby nie wpaść w depresję), planuj. Na razie pewnie musisz być z nim, ale musisz mieć i plan B. Dobrze, że wiesz.
Świnia wór drze i kwiczy... Nawywijał i zwala winę na Ciebie. Co za menda...
..powiedział, że wszytko zepsułam... czy wszystko ze mną w porządku?
Niczego nie zepsułaś. Pytasz, czy to z Twojej winy szmaciarz szuka wrażeń? To nie jest teraz najważniejsze.
Artemida napisała jasno!
Jak najszybciej weź się w garść kobieto.
Zamień ból,szok i niedowierzanie w działanie.
Myśl o dzieciach i swojej przyszłości.
W jedbym z postow,chlopak mojego chlopaka. Napisalas odpowiedz,ze jak go kocha to w sumie fajnie moglo by byc z dwoma facetami. Jestes w bardzo podobnej sytuacji. Wiec odpowiedzialas chyba sobie na pytanie.
Problem tkwi w tym, że robił to za moimi plecami... nie wiem może gdybym o tym wiedziała, że ... nakręca go to czy coś takiego... (oczywiście tylko w pisaniu) MOŻE inaczej bym do tego podeszła... Mam już 37 lat i niejedno w życiu przeszłam... wiem, że ludzie mogą mieć różne upodobania i z reguły jestem bardzo tolerancyjna... znam trójkąty, które do wielu lat świetnie się dogadują... i uważam, że jeżeli dorosłe osoby zgadzają się na coś... to wszystko jest dozwolone... No właśnie i tu chodzi o te dwie strony... robił to za moimi plecami i jeszcze zrobił mi awanturę o naruszenie prywatności! Ale przysięgał mi na życie naszych dzieci i na grób swojej matki, że przez te 15 lat jak jesteśmy razem mnie nie zdradził... Powiedział, że to dla niego taka sama zabawa jak moje żarty ze znajomymi z FB... jednak uważam, że jest różnica pomiędzy oficjalnymi przyzwoitymi żartami na forum publicznym a tym co on robił... Nie wiem co robić... na razie wiem tylko, że dzieci potrzebują ojca (on jest bardzo dobrym ojcem) i możemy tu sobie żyć w spokoju... tylko wiecie co... czuję się teraz jak bezwartościowy przedmiot... i nie wiem jak z tym dalej żyć... wiele już w życiu zrobiłam dla dobra moich dzieci i one są dla mnie najważniejsze ale... no właśnie... chciałabym, żeby to był tylko zły sen... Kurcze dlaczego to tak boli...?
boli, bo kochasz, bo ten kogo kochasz cie oszukuje, klamie i traktuje jak przedmiot....![]()
Rob jak uwazasz.
I wiecie co? Mieliśmy naprawdę wyjątkowo udane życie erotyczne... jestem otwarta na eksperymenty i zawsze o czym zamarzył (lub ja też) wieczorem jak tylko dzieciaki zasnęły zmienialiśmy w czyn... naszą zasadą było: "mów o czym marzysz... bez oporów..." No i szczerze mówiąc faceci oglądają się za mną na ulicy, znajome chwalą jaką to ja jestem idealną kobietą, gospodynią i matką a znajomi mówią, że jestem prawdziwym skarbem... Moja zasadą było zawsze: kobieta w kuchni powinna być kucharką, w salonie damą, a w łóżku kochanką... i wyglądać w domu jakby spodziewała się najważniejszych gości... Więc cholera dlaczego??? Czy faceci mają tak, że jak mają za dobrze to muszą się gdzieś dla równowagi wytarzać...?
8 2012-11-23 15:27:45 Ostatnio edytowany przez dziwnaismutna (2012-11-23 15:30:48)
Głupoty gadasz. Za duzo dajesz , to facet bedzie toba pomiatal i tak wlasnie robi. Badz sobie idealna- w kuchni, w lozku, w pracy - a on tym sie znudzi. Zanudzisz go swoja tolerancyjnoscia i idealnoscia na smierc. znajdzie sobie na boku cos hmmm..innego.
Tylko wiesz co? On zawsze też mi dużo dawał... spełniał moje marzenia... był dobry, czuły i troskliwy, ... nawet jak wieczorem miałam na coś ochotę ubierał się i po to szedł... komplementował i mówił jaka jestem cudowna... wszyscy mieli nas za taka idealną parę... taką co dogaduje się doskonale... nie wiem, może to było spowodowane jego wyrzutami sumienia... ale ja czułam się z nim naprawdę bezpiecznie i dobrze... Zbyt piękne, żeby było prawdziwe? Teraz już wiem, że tak ![]()
zrozum. Swoje marzenia mozesz spelnic tylko Ty.
Druga osoba za Ciebie tego nie zrobi.
Twoje myslenie jest bledne juz od podstaw, dlatego wszytsko gmatwasz, nie rozumiesz.
Moim marzeniem była normalna i szczęśliwa rodzina... to wszystko czego nie miałam w dzieciństwie... dlaczego twierdzisz, że wszystko gmatwam? Może tu jest rzeczywiście też moja wina...?
julia nie przejmuj się to nie Ty tu gmatwasz...
Idę dotlenić mózg bo chyba zaraz zwariuję
O ile oczywiście już tego nie zrobiłam... ![]()
14 2012-11-23 16:06:16 Ostatnio edytowany przez dziwnaismutna (2012-11-23 16:15:40)
Ok. 1/praca i danie sobie szczescia samemu, a nie wymaganie tego od partnera (?!), a potem zwiazek (nie tylko erotyczny) i ewentualnie rodzina, dziecko.
moje pytanie - po co chcialas byc idealna - w lozku, kuchni itp??? nie lepiej byc soba?
Ty oczekujesz zeby mezczyzna Tobie przynosil np to i tamto....a kto wie, moze i wszystko jak ksiaze z bajki.
O.k. milo, jak czasem ktos cos dla nas zrobi. Tyle ze ksiaze sie tym zmeczy i by wolal zebys Ty sama sobie czasem tez przyniosła.
ale najpewniej nie rozumiesz ;-)
Wybacz, ale nie chce w zadnym wypadku po tobie jechac....rob jak uwazasz i zyj jak uwazasz. w kazdy m razie powodzenia.
Niestety jestem zodiakalną panną... już taka porąbana natura, że chcemy być we wszystkim doskonałe
(uśmiechnęłam się
dziękuję
) A tak serio to chcę być przede wszystkim w 100% w porządku w stosunku do samej siebie... mam dzieci, dom, rodzinę, pracę... to chcę by wszystko było tak jak się należy... i nie robię tego tylko dla nich... ale przede wszystkim dla siebie, żeby wiedzieć, że nic sobie nie mogę zarzucić... i wtedy jest mi dobrze i jestem spokojna... może to i idiotyczne ale taka już jestem... bo jak mam wszystko poukładane i wypucowane to mogę wypoczywać w spokoju, nie myśląc, że coś mam jeszcze do zrobienia... Czy to jest chore? Może i trochę tak ale taka jestem...
to nie tak, że jestem rozpuszczona księżniczką, która czeka na spełnianie zachcianek... po prostu to było miłe, że robił to dla mnie... Wiesz ja często sama malowałam mieszkanie i robiłam inne "męskie" prace w domu... bo zwyczajnie sprawiało mi przyjemność, to że mogę to sobie zrobić sama...
Współczuje ci strasznie . Sama nie wiem jakbym ja się zachowała w takiej sytuacji
A może chciał coś nowego ....piszesz ,że mówiliście sobie o czym marzycie , może jemu zamarzył się trójkąt ,ale nie wiedział jak bardzo jesteś w stanie się posunąć i chciał go zrealizować gdzie indziej. Nie jesteś pewna czy to zrobił czy nie ,ale ...nawet jeśli do niczego nie doszło to nie do końca to nazywa się ,wg.mnie zdradą, ale można powiedzieć ,że może był o krok od tego .
Dla mnie nie ma wyjaśnienia dla żartu ,jakoś do mnie to nie przemawia.
Ciągle tłumaczy, że to dla niego była tylko wirtualna zabawa... dla mnie to nie było zabawne... właśnie po kolejnej awanturze doszliśmy do wniosku, że w poniedziałek idziemy do terapeuty... Czy to krok do przodu? Czy tylko mydlenie oczu? W każdym razie ciesze się z tego... bo najłatwiej uciec od problemu... ale problem nie zniknie przez to...
Taka awantura o to że pisał głupoty z jakimś facetem? Wolałabyś aby faktycznie się spotkali? Nie przesadzaj. Zmyj mu głowę. ale nie przsadzaj naprawdę nie ma powodu.
To nie chodzi tylko o to, że pisali... ja się boję, że do tego spotkania doszło... Napisał:"pasuje mi środa albo czwartek. Tylko gdzie?" Facet podał adres i nr tel.
Na tym maile się skończyły... W telefonie ma zapisany ten nr. Połączeń z tym nr. nie było... ale mógł skasować...
Z tego co widzę Twój facet się nie przyzna i prawdy się od niego nie dowiesz. Są, moim zdaniem, dwa wyjścia. Pierwsze, dać sobie z tą sprawą spokój, nie wracać do niej w rozmowach, ale zachowując czujność. Drugie, wynająć prywatnego detektywa, który profesjonalnie załatwi sprawę. Sama nie baw się w detektywa. Szkoda Twoich nerwów. Z mężem też już nie rozmawiaj, bo z tego co widać idzie w zaparte a co więcej, aby odciągnąć uwagę od siebie robi z Ciebie szpiega. Mój Boże skąd ja to znam. ![]()
To zabawne jak niektórzy faceci potrafią odwracać kota ogonem, gdy się ich przyłapie.
No i stało się... mój "ukochany" po raz pierwszy mnie uderzył...
Zadzwoniłam na policję. Na szczęście zareagowali błyskawicznie. Wyprowadzili go z domu. Ma zakaz zbliżania się do nas i do domu na odległość 200 m. Złożyłam zeznania. Do jutra mam zdecydować co dalej... ![]()
Ale jak to? Dlaczego? Pokłóciliście się? Masz się zdecydować na co? Na to czy będzie miał sprawę o pobicie?
25 2012-11-26 06:37:39 Ostatnio edytowany przez julia7609 (2012-11-26 06:48:26)
![]()
Tak pokłóciliśmy się... był pijany. Rzucił mnie na ziemię, uderzyłam głową w kafelki, usiadł mi na brzuchu, jedną ręką trzymał za szyję... drugą bił... na szczęście córka weszła do pokoju i to go powstrzymało... Nie takiego życia chciałam dla moich dzieci
ja miałam w domu to samo... więc wiem jak musiały to przeżyć biedactwa
Sprawa ma być o pobicie...
Już sobie z tym nie radzę...
27 2012-11-26 07:15:37 Ostatnio edytowany przez Animus (2012-11-26 07:34:01)
Julia7609, serdecznie współczuję i gratuluję.
Podałaś klasyczny sposób na zniszczenie dobrej relacji i w dalszej kolejności zniszczenie siebie i swojego partnera.
Dostałaś wspaniałe wsparcie w tym dziele. Osiągnęłaś wszystkie cele bardzo szybko. Dostarczyłaś DORADCZYNIOM i PODSZEPTYWACZKOM (UPADŁYM smutnym i dziwnym ANIOŁKOM) kolejnego wirtualnego dowodu na konieczność kontrolowania, grzebania, sprawdzania, czytania, zbierania informacji.
On powiedział "ZNISZCZYŁAŚ WSZYSTKO" i sama możesz teraz sprawdzić, czy mówił prawdę. Pisałaś o swoich celach i teraz możesz już zweryfikować zastosowane do osiągnięcia tych celów środki.
Zacząłem czytać ten wątek i miałem nadzieję, że zdążę napisać coś innego, zanim ... no właśnie, to stało się bardzo szybko.
Niewiele jest Kobiet, które potrafią powstrzymać się przed spełnieniem tego obowiązku sięgnięcia po zakazany owoc i zniszczenia swojego wewnętrznego raju. Myślą, że to stało się kiedyś, a to wydarza się ciągle, bo Eden jest w każdym z nas i Ziemia jest w każdym z nas. Jak już zjedzą owoc wiadomości dobrego i ZŁEGO, które mogło się nie wydarzyć, przychodzi czas na składanie ofiar przez Kaina i Abla, którzy muszą się wyzabijać, żeby zobrazować destrukcję zazdrości, przekazaną im w spadku przez Rodziców. Natura Ewy: nie zna pojęcia "TEGO NIE RUSZAJ".
Dalej też wszystko potoczy się jak w Księdze Rodzaju Ludzkiego: sędzia wyda wyrok, zacznie się cierpienie, praca w pocie czoła, ból rodzenia dobra swoich dzieci każdego dnia, Archanioł z ognistą pałką policjanta będzie trzymał straż u bram raju. A GAD NIEUFNOŚCI będzie pełzał od jednego raju do drugiego, od jednego wątku na forum do drugiego, zapewniając, że nic się nie stanie, jak poznacie to, czego nie należy ruszać. Skusiwszy się na ten jeden gorzki owoc traci się wszystkie inne, które były słodkie. Prosty przepis. I pewny. Sukces gwarantowany, jak w każdym przepisie kulinarnym.
Rodzina jest najważniejsza, ale czy możliwa jest Rodzina bez Mężczyzny? Dzieci są najważniejsze, ale wtedy Mężczyzna może zostać wyeliminowany, tylko czy to nie ma bardzo negatywnego wpływu na wychowanie dzieci?
W wielu miejscach pojawia się problem KOCHANIA ZA BARDZO. To źle postawiony problem. Nie można kochać za bardzo, ale można w kochaniu zrobić za dużo. Już wiesz, co to znaczy, bo to zrobiłaś.
Wiesz, jak miałam teraz czas żeby to wszystko już na spokojnie przemyśleć to zastanawiam się czy to nie ja sprowokowałam tego wszystkiego... poszperałam trochę w necie... i jestem takim trochę klasycznym przypadkiem osoby z bardzo niską samooceną... moja mama przez całe życie mówiła mi jaka jestem beznadziejna, że nic nie potrafię i do niczego się nie nadaję... i ja faktycznie każdą porażkę czy krytykę przyjmuję zbyt dosłownie i jako osobistą tragedię... i na każdym kroku porównuję się z innymi kobietami... może dlatego aż tak mnie zabolało to co zrobił i zrobiłam z tego większą aferę niż na to zasługiwała... Cały czas dudniły mi w głowie jego słowa: "Ty zawsze robisz z siebie ofiarę!" i chyba faktycznie coś w tym jest... W każdym razie uważam, że NIKT NIGDY NIKOGO NIE MA PRAWA UDERZYĆ!!! Moja mama robiła to praktycznie codziennie i to obojętnie co miała pod ręką... i zwykle w głowę... dlatego obiecałam sobie, że ja nigdy nie uderzę moich dzieci i nikomu nie pozwolę na to by mnie bił...
W całej sytuacji najgorsze jest, to że ucierpiały na tym dzieci ![]()
Masz rację... szkoda, że nie dodałeś swojego wpisu wcześniej...
Czas skończyć z przeszłością! Decyzję podjęłam już chyba wcześniej i potrzebowałam tylko porządnego kopniaka! Mam tylko nadzieję, że dzieci nie będą po tym wszystkim też potrzebowały terapii... i szybko zapomną...
Może mój przypadek da innym do myślenia, że przez swój egoizm i niedowartościowanie może ucierpieć cała rodzina... I może też jakiś facet uświadomi sobie, że głupie zabawy w necie nie dla wszystkich są zabawą...
Mam nadzieję, że jakoś wszystko da się jeszcze poskładać...
29 2012-11-26 15:27:09 Ostatnio edytowany przez iruda (2012-11-26 15:28:55)
Julia7609, serdecznie współczuję i gratuluję.
Podałaś klasyczny sposób na zniszczenie dobrej relacji i w dalszej kolejności zniszczenie siebie i swojego partnera.
Czy Ty masz jakies problemy z czytaniem!!! Gdzie masz dobrą relację?
Julia pisze
był pijany. Rzucił mnie na ziemię, uderzyłam głową w kafelki, usiadł mi na brzuchu, jedną ręką trzymał za szyję... drugą bił... na szczęście córka weszła do pokoju i to go powstrzymało...
a wczesniej umawiał sie z jakimś faciem na sex party.
Chyba czytamy inny wątek, albo jakies problemy z rozumieniem treści sie przyplątały.
Przemoc to przemoc, niezależnie czy upokorzony partner sprawdził komputer i maila. Równie dobrze mogła to być za słona zupa albo inna błahostka.
O do tego jeszcze autorka w poczuciu winy typowo współuzaleznieniowej zastanawia sie czy to nie ona sprowokowała ten atak...
To jakas paranoja.
julia tez mam wrazenie ze piszesz o 2 roznych osobach
1,kochany maz, dobry ojciec, wspanialy seks, duzo czulosci, spelniania marzen...
2.email z facetem, pijany uderzyl, zabrala go policja
to wszystko w jednej osobie? czegos przez te 15lat malznestwa musialas niezauwazyc
uderzyl sie wczoraj czy przedwczoraj, ma zakaz zblizania sie do domu a gdzie on teraz jest? kontaktuje sie z toba? walczy? przeprasza? tlumaczy?
jestes zdecydowana na jakies kroki..jakie??
dla mnie to straszne sprzeczne to co piszesz...
Prawdopodobnie dlatego, że miałaś takie dzieciństwo, to znalazłaś sobie męża, który w pewien sposób odzwierciedla twoją matkę. Powieliłaś znany sobie wzorzec. Rzeczywiście trochę sprzeczne jest to co piszesz, z jednej strony dobry mąż, który za chwilę przeobraża się w potwora.
Co do sprawy o pobicie - zakładaj ją, bo chyba nie chcesz, by takie zachowanie się powtórzyło? Facet chyba prowadzi podwójne życie, z jednej strony jest kochany, ale z drugiej to przemocowiec i seksoholik... Współczuję ci bardzo i trzymam kciuki, byś miała w sobie dość siły powiedzieć "dość" jego zachowaniu.
Tak jest dobrym partnerem i naprawdę dobrym ojcem... tego wieczoru zobaczyłam zupełnie innego człowieka... Nigdy nie skrzywdził mnie ani dzieci. Mnie tylko ten jeden raz. I nie miał prawa tego robić! Ale ja chyba też się do tego przyczyniłam. Ostatnio mieliśmy oboje wiele stresu. Zrobiłam z tej sytuacji aferę na skalę trzeciej wojny światowej... wiem, że z pijanym się nie dyskutuje a tym bardziej nie napastuje. Z natury jestem bardzo spokojna i wyrozumiała ale tego wieczora dostałam prawdziwego szału... Oboje zachowywaliśmy się nie normalnie. Zależy mi na tym związku bo bardzo go kocham i dzieci też ciągle płaczą, że taty nie ma w domu. Sprawy do sądu nie złożę jeżeli oboje zgłosimy się na terapię.
Nie ma prawa przez 7 dni zbliżać się do domu, dzwonić ani pisać. Grozi mu za to natychmiastowa grzywna 250 E i sprawa za napastowanie. Ale prosił policję, żeby przekazała mi, że przeprasza, kocha mnie i dzieci i wie, że mam prawo go teraz zostawić i ma nadzieję, że tego nie zrobię...
ciekawe i co teraz...
byc moze to byl wybuch nerowow...
nie wolno nikogo bic ale powiem ci szczeze ze ja męża z bezsilność tez 2-3 razy uderzyłam bylo to dawno ale nie wiedzialam juz co robic z mezem po alkoholu...
bylo to jeszcze przed slubem i dlugo nam zajelo przejscie do dogadania sie...
po slubie maz nie pije a ja nie bije i nie ma to nic wspolnego ale po prostu sobie wyjasnilismy i jest ok, choc zajelo nam to bardzo duzo czasu
dla tego jesli chcesz z nim zyc to szykuje sie duza praca
34 2012-11-26 17:08:53 Ostatnio edytowany przez Animus (2012-11-26 17:16:17)
Animus napisał/a:Julia7609, serdecznie współczuję i gratuluję.
Podałaś klasyczny sposób na zniszczenie dobrej relacji i w dalszej kolejności zniszczenie siebie i swojego partnera.
Czy Ty masz jakies problemy z czytaniem!!! Gdzie masz dobrą relację? [...].
Iruda, ja nie mam, ale Ty masz problemy z czytaniem.
I wiecie co?
Mieliśmy naprawdę wyjątkowo udane życie erotyczne...
jestem otwarta na eksperymenty i zawsze o czym zamarzył (lub ja też) wieczorem jak tylko dzieciaki zasnęły zmienialiśmy w czyn... naszą zasadą było: "mów o czym marzysz... bez oporów..." No i szczerze mówiąc faceci oglądają się za mną na ulicy, znajome chwalą jaką to ja jestem idealną kobietą, gospodynią i matką a znajomi mówią, że jestem prawdziwym skarbem... Moja zasadą było zawsze: kobieta w kuchni powinna być kucharką, w salonie damą, a w łóżku kochanką... i wyglądać w domu jakby spodziewała się najważniejszych gości... Więc cholera dlaczego???
Czy faceci mają tak, że jak mają za dobrze to muszą się gdzieś dla równowagi wytarzać...?
Dotarło, Iruda, czy musisz jeszcze okulary przetrzeć?
Obstawiam, że nie było żadnego wytarzania. Mężczyźni używają świata wirtualnego w inny sposób: zatrudniają wyobraźnię i to właśnie dlatego czasami uzależniają swój umysł od pornografii. Dlatego tyle narzekań zawiedzionych Pan w necie, które "dziękują bajkopisarzom" i "tylko konkretni" mają u nich szansę. Ale tu już nie wymagam, Iruda, bo to coś więcej niż zdolność czytania, to zdolność czytania miedzy wierszami, rozumienia i widzenia z dużej odległości, a Kobietom się patrzy dobrze tylko z bliska, dlatego nie osiągają jakże często dystansu do problemów, ale je uwielbiają wyolbrzymiać, pompować, nadymać, bić pianę i dodawać proszku do pieczenia.
Agresja i użycie siły było najprawdopodobniej wyładowaniem wielu miesięcy frustracji. Pozwalał Ci i tolerował Twoje wpisy na Fb, bo honorował Twoje techniki podnoszenia sobie samooceny. Pewnie ucierpiało na tym jego ego. Zapragnął je sobie podbudować przy pomocy tej samej techniki, na którą Tobie zezwalał, czyli flirtując. Aby efekt był bardziej realny pojawiła się środa lub czwartek. Może nawet było połączenie, ale pewnie odmowne, z informacją, że jednak nie może pojechać. Kiedy zrobiłaś awanturę o to, zapadł się jak krater wulkanu przed erupcją, upił i nastąpił wybuch. Podziękuj UPADŁYM ANIOŁKOM i PODSZEPTYWACZKOM za dobre rozpoznanie.
Moją wersję możesz sprawdzić i potwierdzić lub obalić. Po Twoim kolejnym poście uważam, że jest szansa i nadzieja. W tym przypadku może nawet sama rozmowa i wzajemne wyjaśnienie wystarczy.
Tak na pewno czeka nas długa droga i praca. Ale mam nadzieję, że się uda
Wiem, że o taki związek jak nasz warto powalczyć. Szkoda tylko, że sprawa wymknęła się spod kontroli...Jestem też po rozmowie z przyjaciółką (teraz już wiem, że mogę ją tak nazywać) wszystko jej opowiedziałam i jest tego samego zdania. Normalnie nie zwierzam się ze swoich problemów przed innymi... chyba mam z tym problem... I szczerze powiem trafiłam tu w przypływie rozpaczy, żeby tak zwyczajnie się wygadać i spojrzeć na sprawę z dystansu... szkoda, że nie zrobiłam tego wcześniej. Zdałam sobie też sprawę z paru innych moich problemów... Czas zacząć nad sobą pracować!
[...]. Czas zacząć nad sobą pracować!
To jest bardzo wartościowy wniosek.
Nie to najważniejsze, co nas spotyka, ale to, co z tym robimy.
Animus choć nie z wszystkimi Twoimi wnioskami zgadzam się w 100%... dziękuję za tego kopniaka ![]()
iruda napisał/a:Animus napisał/a:Julia7609, serdecznie współczuję i gratuluję.
Podałaś klasyczny sposób na zniszczenie dobrej relacji i w dalszej kolejności zniszczenie siebie i swojego partnera.
Czy Ty masz jakies problemy z czytaniem!!! Gdzie masz dobrą relację? [...].
Iruda, ja nie mam, ale Ty masz problemy z czytaniem.
julia7609 napisał/a:I wiecie co?
Mieliśmy naprawdę wyjątkowo udane życie erotyczne...
jestem otwarta na eksperymenty i zawsze o czym zamarzył (lub ja też) wieczorem jak tylko dzieciaki zasnęły zmienialiśmy w czyn... naszą zasadą było: "mów o czym marzysz... bez oporów..." No i szczerze mówiąc faceci oglądają się za mną na ulicy, znajome chwalą jaką to ja jestem idealną kobietą, gospodynią i matką a znajomi mówią, że jestem prawdziwym skarbem... Moja zasadą było zawsze: kobieta w kuchni powinna być kucharką, w salonie damą, a w łóżku kochanką... i wyglądać w domu jakby spodziewała się najważniejszych gości... Więc cholera dlaczego???
Czy faceci mają tak, że jak mają za dobrze to muszą się gdzieś dla równowagi wytarzać...?Dotarło, Iruda, czy musisz jeszcze okulary przetrzeć?
Obstawiam, że nie było żadnego wytarzania. Mężczyźni używają świata wirtualnego w inny sposób: zatrudniają wyobraźnię i to właśnie dlatego czasami uzależniają swój umysł od pornografii. Dlatego tyle narzekań zawiedzionych Pan w necie, które "dziękują bajkopisarzom" i "tylko konkretni" mają u nich szansę. Ale tu już nie wymagam, Iruda, bo to coś więcej niż zdolność czytania, to zdolność czytania miedzy wierszami, rozumienia i widzenia z dużej odległości, a Kobietom się patrzy dobrze tylko z bliska, dlatego nie osiągają jakże często dystansu do problemów, ale je uwielbiają wyolbrzymiać, pompować, nadymać, bić pianę i dodawać proszku do pieczenia.
Agresja i użycie siły było najprawdopodobniej wyładowaniem wielu miesięcy frustracji. Pozwalał Ci i tolerował Twoje wpisy na Fb, bo honorował Twoje techniki podnoszenia sobie samooceny. Pewnie ucierpiało na tym jego ego. Zapragnął je sobie podbudować przy pomocy tej samej techniki, na którą Tobie zezwalał, czyli flirtując. Aby efekt był bardziej realny pojawiła się środa lub czwartek. Może nawet było połączenie, ale pewnie odmowne, z informacją, że jednak nie może pojechać. Kiedy zrobiłaś awanturę o to, zapadł się jak krater wulkanu przed erupcją, upił i nastąpił wybuch. Podziękuj UPADŁYM ANIOŁKOM i PODSZEPTYWACZKOM za dobre rozpoznanie.
Moją wersję możesz sprawdzić i potwierdzić lub obalić. Po Twoim kolejnym poście uważam, że jest szansa i nadzieja. W tym przypadku może nawet sama rozmowa i wzajemne wyjaśnienie wystarczy.
Taaa, ja mam męza seksoholika i tez długo uchodziliśmy za idealne małzeństwo.
To choroba kłamstwa i manipulacji.
Animus, czytaj ze zrozumieniem. Przemoc w rodzinie i próba idealizacji.
Czekam na rozwój wypadków.
Iruda... współczuję...
Ja mam jednak nadzieję, że to nie ten sam przypadek... dlatego uważam, że sama rozmowa i wyjaśnienia nam nie wystarczą... i będę obstawała przy terapii... nie tyko jego ale mojej też. Może to i będzie długa droga ale chcę walczyć.
A jak to wyglądało w Twoim przypadku?
julia pisz co i jak u ciebie sie zmienia
ciekawa jestem co bedzie dalej
trzymam kciuki
Jutro mam wizytę Policji w domu... zrozumiałam tyle, że chodzi o jakieś jeszcze wyjaśnienia... Mam problemy z językiem dlatego poprosiłam o wizytę z tłumaczem. Dzisiaj dzwonili z urzędu opieki nad dziećmi i pytali czy wszystko z nami w porządku.
w szoku jestem jaka opieka(to tak nawiazem mowiac) czyli naprawde da sie pomoc kobietom w ciezkich sytulacjach...
w polsce by matka z dziecmi bylyby w jakims osrodku a pan by siedzial na wlosciach
Tu jest naprawdę wszystko tak jak powinno być... Dobro kobiety a przede wszystkim dzieci jest tu ponad wszystko. Gdy miałam złożyć zeznania na policji zapytano mnie czy mogą po mnie podjechać o godz. 10.00? Na miejscu dostałam picie (do wyboru) a dzieci misie, tak żeby im było trochę weselej w tej trudnej sytuacji. Gdy chciałam wyjść na papierosa... zrobili przerwę. Po wszystkim zostałyśmy odwiezione pod same drzwi domu. W takiej sytuacji nawet właściciel mieszkania musi je opuścić... a ofiara może tam zostać jak długo chce. Pytali mnie od razu czy życzę sobie stałą eksmisję. Dokumenty mogłam wypisać na miejscu. Nie zrobiłam tego. Powiedziałam, że muszę ochłonąć i wszystko przemyśleć. Od razu skierowano mnie na obdukcję a gdy powiedziałam, że właściwie to ja nie mam żadnych obrażeń... pani policjantka była oburzona! Znalazła mi na ręce siniaka i jakieś zadrapanie i od razu robiła zdjęcia bym nie zacierała śladów! Dostałam stos adresów instytucji pomocnych praktycznie we wszystkim... i tak sobie pomyślałam, że gdyby w naszej zakichanej Polsce była taka opieka to pewnie byłoby o 90% mniej pobitych dzieci i kobiet
Bo niestety mam przykry przykład mojej koleżanki z Polski notorycznie katowanej przez męża i teścia... wiec nawet nie ma porównania...
ja udzielalam sie w pewniej fundacji, gdzie zony mezow pijakow i awanturnikow chowaly sie z dziecmi(w piwnicy za metalowymi drzwiami) dyzury sa ciagle, ludzie im pomagaja i tak na jakis czas a co dalej??
powianno byc tak jak piszesz, oj ta polska...jedna z wielu rzeczy ktora stoi na glowie
a wiec ja mysle ze ten tydzien powiannas sie nie kontaktowac, przyda sie jemu i tobie na przemyslenie...
a dzieciom chyba warto mowic ze tata pracuje...
Niestety dzieci o wszystkim wiedzą
Wytłumaczyłam im, że dorośli też czasem mają problemy i się kłócą... a my pokłóciliśmy się za bardzo... i teraz musimy się trochę uspokoić i wszystko przemyśleć, żeby taka sytuacja nigdy się już nie powtórzyła...
bardzo madre... zrozumia dzieci, nawet jesli z mezem nie bedziesz to i tak z dziecmi bedzie sie widziec...
powiesz jaki masz zamiar? on bedzie chcial wrocic i co jak minie ten okres ze nie moze sie zblizac to co dalej?
Do domu pozwolę mu wrócić... jeżeli zgodzi się na terapię... bo nawet jeżeli mieliśmy ostatnio wiele stresu, ja go sprowokowałam i okoliczności były ogólnie ku temu sprzyjające NIE MIAŁ PRAWA MNIE UDERZYĆ! Nie wiem jak będzie z nami na początku ale wierzę, że terapia nam pomoże
Kocham go i nie chcę by ten jeden wieczór zniszczył to na co tak długo pracowaliśmy...
Gdzieś kiedyś widziałam zdjęcie pary staruszków z opisem: Co sprawiło, że przeżyli państwo ze sobą tyle lat? Oni odpowiedzieli: Pewnie dlatego, że my żyliśmy w czasach gdy zepsute sprzęty się naprawiało... teraz wyrzuca się je do kosza i kupuje nowe...
U nas coś się zepsuło i trzeba to naprawić ![]()
[...]
Gdzieś kiedyś widziałam zdjęcie pary staruszków z opisem: Co sprawiło, że przeżyli państwo ze sobą tyle lat? Oni odpowiedzieli: Pewnie dlatego, że my żyliśmy w czasach gdy zepsute sprzęty się naprawiało... teraz wyrzuca się je do kosza i kupuje nowe...
U nas coś się zepsuło i trzeba to naprawić
Julia7609, piękne. W tych słowach jest odkrycie działania konsumpcyjnej kultury na nasze traktowanie rzeczywistości.
Gdzieś kiedyś widziałam zdjęcie pary staruszków z opisem: Co sprawiło, że przeżyli państwo ze sobą tyle lat? Oni odpowiedzieli: Pewnie dlatego, że my żyliśmy w czasach gdy zepsute sprzęty się naprawiało... teraz wyrzuca się je do kosza i kupuje nowe...
U nas coś się zepsuło i trzeba to naprawić
piekne
tak samo uwazam
wydaje mi sie ze masz zdrowe podejscie do sprawy, ze on jest winny nie mial prawo tego robic ale co do ciebie...czy ty rozdmuchalas problem?
sama nie wiem, mogla to byc zabawa, byc moze na terapi dowiesz sie po co dla twego meza ta zabawa
trzymam za was kciuki
Bo niestety taka jest prawda
Stare, zniszczone... do kosza... I przykro mi, z tego powodu, że ja chciałam zwyczajnie zrobić to z moim życiem i życiem moich dzieci...
Tylko co potem? Nowy związek? Nowy facet? Fajnie by było... przez ile? Do pierwszego poważnego problemu? A potem znów to samo? Nie chcę tak żyć! Miałam udany związek... byłam szczęśliwa! Czegoś zabrakło... coś po drodze zgubiliśmy... trzeba tego poszukać
I choć uważam, że w życiu NIGDY NIC NA SIŁĘ... ja chcę o ten związek powalczyć i mam nadzieję, że on też będzie tego chciał ![]()
a wiec kiedy sie widzicie?
Nie wiem... do piątku ma zakaz...
Dziś o 9.00 przyjedzie do mnie policja więc będę mogła o wszystko spokojnie zapytać. Zapytam też o zniesienie tego zakazu... bardzo bym już chciała z nim porozmawiać... i dzieciaki też tęsknią za tatą...
53 2012-11-27 09:59:07 Ostatnio edytowany przez tolkabezlolka (2012-11-27 10:19:40)
Animus
ANIELE MIŁOSIERDZIA, przegiąłeś!
Obarczyłeś wszystkim autorkę.
Ona drążyła temat, zarazem nie dając facetowi innego wyjścia, jak nachlać się i wyładować cały skrywany stres na niej.
Zobaczymy, co teraz odpowie na to jej partner. Skoro Julia WSZYSTKO ZEPSUŁA, to on przecież NAPRAWI WSZYSTKO i sielanka będzie trwać wiecznie... Ha, albo będzie tak, ze to kobieta będzie musiała wszystko naprawić.
Ciekawe tylko, które z nich szybciej odbuduje ten SWÓJ wewnętrzny raj?
Z całym szacunkiem Autorko, nie mnie oceniać, czy idziesz w dobrym kierunku.
Sama znasz siebie, piszesz, że pogubiliście się gdzieś po drodze.
Szukałaś odpowiedzi i znalazłaś. Czeka was ogrom pracy.
Najważniejsze, że w to wierzysz i masz nadzieję.
54 2012-11-27 11:34:28 Ostatnio edytowany przez julia7609 (2012-11-27 11:41:30)
Właśnie jestem po rozmowie z policją, pracownikiem socjalnym i z mężem... Zadzwoniłam bo ja mogłam... czekał na ten telefon i dzisiaj ma spotkać się z dziećmi na neutralnym terenie... od razu prosił o rozmowę ze mną. Prosił byśmy spróbowali wszystko odbudować... bo tylko od nas zależy co będzie dalej... wspomniałam o terapii... zgodził się od razu
Długa i ciężka droga przed nami ale jestem coraz lepszej myśli ![]()
Julio, gdybyś odpuściła, gdybyś zamiotła temat pod dywan, on dowiedziałby się, że może być oszustem, a Ty na to przystajesz.
Teraz (dzięki policji i Twojej postawie) dowiedział się, że cokolwiek się zdarzy, nie ma prawa podnieść na Ciebie ręki.
Nie daj sobie wmówić, że coś zepsułaś, że Twoja reakcja była nadmierna. Jeśli Twoja była nadmierna to jego jaka?
Gdybyście tworzyli związek otwarty, mógłby sobie chodzić na boki. Skoro jesteście małżeństwem, Ty robisz wszystko najlepiej jak możesz i oddajesz się cała, nie ma powodu, byś miała się zadowalać resztkami jego uwagi.
Nie odpuszczaj. nie daj sobie powiedzieć, że on już wszystko zrozumiał i terapia niepotrzebna. On dlatego Cię kocha, że wymagasz i nie odpuszczasz. Będziesz jego motywacją do rozwoju, jego muzą, ale nie daj sobie wmówić, że wymagania są czymś złym. On potrzebował, żeby go ktoś postawił do pionu.
Jesteś wspaniałą kobietą. Gdybyś się zgodziła na zagłaskanie, wszystko by się rozsypało. Mężczyzna ma być mężczyzną, a nie dodatkiem do penisa.
Pokazałaś mu, że za swoje działania poniesie konsekwencje. To cudowny sposób nauki. Jesteś odważna i silna. I taka zostań.
Tłumaczy, że była to tylko dla niego głupia zabawa... teraz już to zrozumiał. Powiedział, że pisał też z paroma innymi osobami i za każdym razem gdy miało już dojść do spotkania kontakt się urywał (tak jak przypuszczałam sprawdzając adres 170km to trochę za daleko). W pewien sposób go to podniecało... wiedział, że może mieć coś "zakazanego" na wyciągnięcie ręki... dziwne upodobania ale ponoć typowe dla niektórych facetów (Animus też o tym wspomniał).
Często upraszczając sprawę mówimy o sobie: mąż - żona ale nie jesteśmy małżeństwem. Od 15 lat konsekwentnie odmawiam
nie chcę głupiego papierka, na którym będzie napisane: "to jest mąż a to żona i teraz macie takie prawa i obowiązki..." Jednego MĘŻA już kiedyś miałam
Po tym przemiłym doświadczeniu postanowiłam: nigdy więcej! Dla mnie największe znaczenie ma to, że ludzie są ze sobą dlatego, że chcą i sprawia im to przyjemność... bez przymusu. Swoją drogą wiecie jak to fajnie mieć raz na rok czy dwa lata oświadczyny
Jesteśmy tzw. wolnym związkiem ale mamy swoje zasady.
Tego wieczoru stało się coś złego, coś co nigdy nie powinno się wydarzyć... to ja zaczęłam... ja uderzyłam pierwsza i szczerze powiem "mój kat" wygląda jak po zderzeniu z ciężarówką... nie miałam nawet pojęcia, że mam w sobie tyle siły... i trochę mnie to przeraziło...
57 2012-11-28 10:35:07 Ostatnio edytowany przez iruda (2012-11-28 10:35:59)
Julia, niestety, przykro sie to czyta.
Mój tez sie tak tłumaczył bardzo długo, a potem w końcu wyszło całe uzaleśnienie od romansów, czatów, flirtów itp.
wg Animusa to opis dobrej relacji
julia7609 napisał:
I wiecie co?
Mieliśmy naprawdę wyjątkowo udane życie erotyczne...
jestem otwarta na eksperymenty i zawsze o czym zamarzył (lub ja też) wieczorem jak tylko dzieciaki zasnęły zmienialiśmy w czyn... naszą zasadą było: "mów o czym marzysz... bez oporów..." No i szczerze mówiąc faceci oglądają się za mną na ulicy, znajome chwalą jaką to ja jestem idealną kobietą, gospodynią i matką a znajomi mówią, że jestem prawdziwym skarbem... Moja zasadą było zawsze: kobieta w kuchni powinna być kucharką, w salonie damą, a w łóżku kochanką... i wyglądać w domu jakby spodziewała się najważniejszych gości... Więc cholera dlaczego???
Czy faceci mają tak, że jak mają za dobrze to muszą się gdzieś dla równowagi wytarzać...?
A wg mnie to opis tego, jak bardzo sie starasz i jak bardzo chcesz wziac wszystko na swoje barki - typowo współuzależniajace myslenie.
wiecej o seksoholizmie i naszej rozpaczy w wątkach
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=11924&p=31
www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1280176#p1280176
A ta opowieść o parze staruszków... cóż, piekna, mój mąż tez mi ją cytował w okresie... swoich najgorętszych romansów.
poczytaj sobie "Koniec współuzależnienia"
Nie chodzi mi o to, by nie naprawiać, ale o to, by spojrzec realnie - jezeli to nałóg, albo jezeli jest przemocowcem, to najpierw terapia indywidualna, a dopiero potem - małżeńska.
To, że sie zgodził ochoczo na terapię, to może byc jego skrucha, a może tez być manipulacja - ma w końcu dużo do stracenia.
Szkoda, ze tak późno trafiłam na ten wątek. To jak bym czytała o sobie.:)
Przeżyłam w związku małżeńskim 26 lat. W miarę spokojnie i "normalnie". Bez fajerwerków ale nieźle. Syn dorosły lat 25.
W styczniu tego roku, trafiłam na otwartą pocztę mojego męża. Ogłoszenia, wymiana maili. Tak obrzydliwe, że nawet ja niekoniecznie mocno pruderyjna, myślałam, że spadnę z fotela. Gdy ja czytałam, on leżał obok na kanapie. Zupełnie nie świadomy, że zostawił wszystko "na talerzu". Oczywiście z mężczyznami. Pisał o sobie "pasyw" i takie tam różne szczegóły co by to mógł robić i co można jemu. Poczułam, że sufit spadł mi na głowę. Właśnie tak. I co zrobiłam? Nic. Zaklinowałam się. Nie prosiłam o żadne wyjaśnienia, bo nie było co wyjaśniać. Z góry byłam przekonana jakie odpowiedzi usłyszę, a najdziwniejsze to to, że "wstydziłam się" za niego i nie chciałam go jeszcze bardziej upokorzyć. Od tego jednak momentu to ja zaczęłam z ciekawości szperać po różnych portalach i interesować się związkami innych. Przyglądać się ludziom poszukującym kogoś. I znalazłam. Od lipca nie mieszkamy już razem. Nie robiłam żadnych awantur, szopek. po prostu w pewnym momencie mu o tym powiedziałam. Że wiem. Na płaszczyźnie emocjonalnej od lat nic nas już wielkiego nie łączyło. Dziecko dorosłe. Nie ma problemu. Myślę, że gdyby nie ten "kopniak" tkwiłabym w tym martwym związku do śmierci, a to sprawiło, że jeszcze się zakochałam. Tak, tak. W martwym związku. Takich związków jest wokół nas tysiące. I nie czarujmy się. Łączą ich dzieci, kredyty, rachunki i przyzwyczajenia oraz strach przed zmianami. Mam 45 lat i nie mam już czasu na "byle co". Życie ucieka i dziś żałuję, że nie stało się to wcześniej.
Jego stanowisko było podobne w tłumaczeniu. To tylko zabawy. Coś co facetów "podkręca". Nigdy z nikim się nie spotkał. Ja jednak przeanalizowałam ostatnie okresy i wszystkie dziwne wyjścia do kolegów (nie na piwo i nie na inne męskie "zabawy"). Nie wiadomo właściwie po co? Wszystko zaczęło mi składać. Może to moja "paranoja", a może nie. Ale nie traciłam już czasu na zastanawianie się nad tym. Wiedziałam, że nawet gdyby jakiś cud sprawił, że uwierzyłabym i została, zawsze już miałabym schize na tym punkcie. Każde jego wyjście nie-do-pracy byłoby przeze mnie analizowane na tej płaszczyźnie. To Golgota, na którą się już nie piszę. Pewnie, że jest/było mi łatwiej. Nie mam małych dzieci, mam pracę, wynajęłam mieszkanie, mam kogoś w kim jestem zakochana. Jednak jestem przekonana, że tego typu okoliczności, które zaszły w waszym związku będą się kładły już zawsze cieniem na waszym życiu, poczynając od erotycznego a skończywszy na towarzyskim. Sama musisz zdecydować czy uniesiesz ten "krzyż" i jak długo? Zaznaczę jeszcze tylko że mój znak zodiaku to także Panna i tez byłam zawsze postrzegana jako "chodząca doskonałość";) Rodzina wciąż jest w szoku. Pozdrawiam i życzę siły na podjęcie ważnej decyzji. Jakiej byś nie podjęła - siła będzie Ci potrzebna.
59 2012-11-28 14:21:29 Ostatnio edytowany przez julia7609 (2012-11-28 16:15:10)
Oczywiście poczytam
Mówił, że robił to jeszcze w Polsce... na niepolskojęzycznych portalach... więc możliwości spotkania nie było. Faktycznie, kiedyś był jakiś wątek... ja weszłam do pokoju coś zobaczyłam ale do końca nie wiedziałam o co chodzi (dziwne ogłoszenie nie po polsku ze zdjęciem gołej pary). Zapytałam co to? Powiedział, że przez przypadek włączył jakieś pierdoły...Teraz nie ma wyjść po pracy, którą i tak w ogromnej części wykonuje w domu przy komputerze i telefonie... Raczej są to wyjścia (w godzinach urzędowania) w celu załatwienia konkretnej sprawy urzędowej... Godzina góra dwie... a często jeździmy razem... on do urzędu ja coś w pobliżu lub na zasadzie (z jego strony): "chodź ze mną to zajmie tylko chwilę". 90% życia spędzamy razem. Jak ja wychodzę do swojej pracy - on zostaje z młodszą córką. Więc tak rozsądnie myśląc... zostaje te 10%...no nie ma czasu i okazji na skok w bok... I szczerze mówiąc... parę razy w tygodniu mamy naprawdę dobry sex. Biorąc pod uwagę jego wiek (58 lat), to co wyprawiamy w łóżku i to, że nie bierze żadnych środków typu np. viagra... No powiedzcie same...?
Dodam jeszcze, że nigdy nie miał wyłączonego telefonu... Zawsze mogłam zadzwonić i on też dzwonił...
Poczytałam trochę o seksoholikach i myślę, że to raczej nie ten przypadek... bardziej chyba faktycznie szukanie dodatkowych... "podniet?" bo dorównać 22 lata młodszej partnerce z dość... "konkretnymi" potrzebami chyba nie jest łatwo...
Jakiś czas temu zapytałam go co sądzi o wizycie w ...seksklubie? Czytałam o tym i chciałabym zobaczyć jak to w rzeczywistości wygląda... z ciekawości... czy to znaczy, że jestem seksoholiczką?
Oczywiście poczytam
![]()
Mówił, że robił to jeszcze w Polsce... na niepolskojęzycznych portalach... więc możliwości spotkania nie było. Faktycznie, kiedyś był jakiś wątek... ja weszłam do pokoju coś zobaczyłam ale do końca nie wiedziałam o co chodzi (dziwne ogłoszenie nie po polsku ze zdjęciem gołej pary). Zapytałam co to? Powiedział, że przez przypadek włączył jakieś pierdoły...Teraz nie ma wyjść po pracy, którą i tak w ogromnej części wykonuje w domu przy komputerze i telefonie... Raczej są to wyjścia (w godzinach urzędowania) w celu załatwienia konkretnej sprawy urzędowej... Godzina góra dwie... a często jeździmy razem... on do urzędu ja coś w pobliżu lub na zasadzie (z jego strony): "chodź ze mną to zajmie tylko chwilę". 90% życia spędzamy razem. Jak ja wychodzę do swojej pracy - on zostaje z młodszą córką. Więc tak rozsądnie myśląc... zostaje te 10%...no nie ma czasu i okazji na skok w bok... I szczerze mówiąc... parę razy w tygodniu mamy naprawdę dobry sex. Biorąc pod uwagę jego wiek (58 lat), to co wyprawiamy w łóżku i to, że nie bierze żadnych środków typu np. viagra... No powiedzcie same...?
Sama sobie odpowiedz - czy chcesz życ z męzczyzną, który uprawia cybersex czy nie.
Jezeli chcesz, to nie szukaj potwierdzenia tutaj czy dobrze robisz, bo nikt nie siedzi w Twojej skórze.
Zaczynasz szukać tych elemencików, które są na "+", żeby przykryć swój strach przed rozstaniem.
My też byliśmy do siebie przyklejeni w tych kilku procentach poza-nałogowych; w moim związku było najwięcej seksu, jak mój maz był w szczytowej fazie swojego nałogu i na romansowym haju - po prostu nakręcał sie w necie, a kończył ze mną.
Jeszcze różne rzeczy odkryjesz i któregoś dnia połączą sie one w jedną całość.
Zgadzam sie z Iruda, mysle, ze szukasz tutaj potwierdzenia tego, ze dobrze robisz a nikt ci tego nie da. Tyle opinii ilu ludzi.
62 2012-11-28 16:31:56 Ostatnio edytowany przez julia7609 (2012-11-28 16:35:22)
Bardziej martwi mnie to, że my tej terapii chyba potrzebujemy bardziej niż mi się wydawało... Bo gdzie jest granica między bogatym życiem erotycznym a seksoholizmem...?
Nie ukrywam, że wizyta w seksklubie mnie kręci...
Julia ja bym nie wierzyla jemu na zadne slowo.Jeszcze smial krzyczec na ciebie ze grzebiesz jemu w skrzynce bardzo dobrze ze wyszlo to na jaw.