Witam Was wszystkich i serdecznie pozdrawiam,gdyż jestem tu pierwszy raz ![]()
Jestem młodą dziewczyną, studiuję na politechnice,poznałam tam mężczyznę swojego życia (nazwanym później jako "M"). Od początku układa nam się różnie - czasami lepiej, czasem gorzej. To normalne. Jednakże już od jakiegoś (mniej więcej) roku dręczy mnie pewien problem. Niestety nie mam bliskiej sercu przyjaciółki, tym bardziej bliskiej koleżanki- po prostu komuś, komu mogłabym się zwierzyć. W nadziei o poradę szukałam w google podobnych sytuacji, jednakże żadna nie była taka jak moja..Znalazłam to forum
Zatem posłuchajcie...
Od początku poznania był zgrzyt. Miała coś do mnie, nie lubiła mnie.. 5 lipca- moje i jej imieniny(spędzanie u M).. Na imię mam Karolina(lat 22). Ona też(lat 17).. Życzeń, czy czegokolwiek po niej nie spodziewałam się, ale ku mojemu zdziwieniu na tarasie przy większości rodziny powiedziała mimochodem "wszystkiego najlepszego"- z grzeczności odpowiedziałam. Ale nie o tym. Odkąd przyjeżdżam do M, ona nie wychodzi, aby się ze mną przywitać ( tak mnie uczono w domu, że gospodarz wita gości). Zawsze to ja wchodziłam do jej pokoju i się witałam/żegnałam. Z przyszłą (jeszcze) teściową nie mam żadnych problemów, naprawdę spoko babka. Tylko z nią..
Od dłuższego czasu nie jest między M a mną dobrze.. kłócimy się o wszystko. Zwłaszcza..wiadomo o kogo. Ostatnio byłam u M i zrobiłam wszystkim naleśniki, dodam,że byłam sama w domu. Wiem,że ich pies przepada za nimi, więc dałam jej jednego. Wyszło ich dokładnie 17, raz,że brak ciasta,a dwa smażenie na indukcji jest okropne! Chcąc, aby starczyło im(4-osobowej rodzinie) zjadłam tego pierwszego (jak wiadomo,zawsze najgorszego). Przyjechał M z mamą i nią z miasta. Usiedli do jedzenia. Po czym ona wstaje i daje jednego naleśnika psu.. Nie wytrzymałam i powiedziałam, że już dostała, tym bardziej uprzedziłam ich o tym. Ich matka na to,że "a ,bo ona zawsze dostaje".. Zdenerwowałam się i poszłam do M pokoju. Przyszedł mój M i się spytał, czemu siedzę z głową "w dół" przy laptopie. Wszystko mu powiedziałam. Odpowiedział podniesionym głosem, że jak zwykle się czepiam. Chciałam, żeby im starczyło, a nie jeszcze psa karmić posmarowanym dżemem naleśnikiem..
To jeszcze nic. W lato byli u nich dziadki. Upiekłam ciasto. Ona zeszła na dół, patrząc na ciasto spytała się babci, czy jeśli weźmie kawałek, to czy się nie otruje.. Sytuacja inna - mamy tak samo na imię.. Kazała do swojej matki mówić jej karola,karolinka, a mi karolina..
Ostatnio będąc u nich (a jestem średnio co 2-3 tyg na weekend) nawet nie patrzę się na nią.. działa jak płachta na byka. Wymyśla na mój temat niestworzone historie, że przyszła po szufelkę, a ja zamiast jej odpowiedzieć gdzie jest, tylko kiwnęłam głową (a tak naprawdę powiedziałam). I że źle na nią patrzę.. To mnie rozwaliło.
Jest od początku bardzo chamska dla mnie, daje to odczuć m.in. poprzez podanie mi i M (co się zdarza raz na mln) gorszej zastawy przy tym samym stole( już pal licho, że jestem gościem).. M ciągle jej broni, mówi, że wymyślam sobie.. Jest chyba w niej bardziej zakochany niż we mnie.. Zaczyna się psuć, a czuję, że wszystko się rozwali. Przez nią. Mówiłam mu to. On nic.. Poza tym, żebym nie wymyślała. Kocham Go.. Ale jeszcze ani razu nie stanął po mojej stronie.
Co zrobić?