Witam forumowiczów,
Na forum dla kobiet trafiłam przypadkowo...szukając ?pocieszenia, ukojenia, zrozumienia siebie, swojego zachowania, zrozumienia mechanizmów, którymi się kieruje od lat a które nie przynoszą mi nic dobrego?
Chciałabym opisać pokrótce swoją przeszłośc abyście lepiej zrozumieli dlaczego kieruję się takimi mechanizmami?a może sama chcę sobie pewne rzeczy usystematyzować?zrozumieć zmienić swoje nastawienie do siebie, ludzi, świata?(zwłaszcza mężczyzn ale to za chwilę).
Jestem DDA, wychowywałam się w rodzinie alkoholowej, w której nie było czasu, siły, warunków do dawania dzieciom miłości, ciepła, dobrych uczuć?zamiast tego było dużo bólu, smutku, strachu o siebie, o swoją rodzinę, o swoje życie?
Dorosły alkoholik płci męskiej zgotował mnie, mojej matce i mojemu rodzeństwu ten los?ale będę pisać tylko o sobie?
Pamiętam wybijane szyb w drzwiach, oknach, pamiętam rozbijanie krzeseł, stołów, wszystkiego co było pod ręką, pamiętam moje ucieczki z domu ze strachu o własne życie, pamiętam moje błaganie o spokój ze łzami w oczach, pamiętam jego, , pamiętam jego słowa, jego twarz kiedy mówił, że to ostatni dzień naszego życia, pamiętam każdy jego gest, pamiętam mój lęk kiedy był, nie było go, kiedy wchodził?Pamiętam kilkanaście lat życia w strachu dzień w dzień, noc w noc?a zaczęło się to gdy miałam zaledwie kilka lat?
Kiedy stałam się nastolatką, buntowałam się przeciwko temu co dzieje się w domu zaczął się mój osobisty koszmar?Przez kilka lat dzień w dzień słyszałam od niego najgoprsze rzeczy jakie można sobie wyobrazić?Nie będę wypisywać ale każde najgorsze słowo, które przychodzi mi teraz do głowy ja otrzymywałam od niego?Najgorsze jest to, że?JA W TO WIERZYŁAM?nie wiem dlaczego?Myślałam sobie wtedy co z tego, że to alkoholik, cham, mój oprawca?on jest dorosły i na pewno wie co mówi??dziś? wiem, że chciał mnie zranić?że powiedziałby wszystko, żeby tylko mnie zranić bo nie chciałam być dalej ofiarą, bo chciałam inaczej żyć?Wtedy wierzyłąm w każde najgorsze słowo, które mówił?pomimo, że to wszystko to kłamstwo?Nie wiem jak mam to wyjaśnić bo sama dziś nie rozumiem?Tak sobie myślę, że po takich przeżyciach nic, żadne słowo drugiego człowieka nie powinno mnie ruszyć, nie powinno mnie zranić?Jest niestety inaczej?
Trwało to wiele lat- tak jak pisałam - a więc można by tu napisać kilka tomów książki o życiu w strachu, lęku, smutku, samotności, braku pomocy, naśmiewania przez innych, depresji?
Jakoś przetrwałam to. Nie miałam radosnego, bezstresowego dzieciństwa z bajki. Musiałam szybko dorosnąć. Musiałam nauczyć się radzić sobie w trudnych sytuacjach. Musiałam opiekować się rodzeństwem, mamą, a nawet nim-?katem??.Musiałam być dzielna. Czasem się zastanawiam czy to wszystko mi się przypadkiem nie? przyśniło ?bo jak mała dziewczynka może coś takiego przeżyć?
?Dziś? jestem dorosłą kobietą?ale NIE dojrzałą dorosłą kobietą??Dziś? okazuje się, że mam wiele problemów ze sobą, okazuje się, że nigdy tak naprawdę nie dorosłam. ?Dziś?panicznie boję się ludzi, uważam siebie za gorszą, brzydszą, mniej wartościową??Dziś? okazuje się, że mam ogromne problemy z kontaktach z ludźmi, z kobietami a zwłaszcza z mężczyznami?Boję się ludzi, boję się relacji z ludźmi, ogarnia mnie ogromny lęk kiedy muszę rozmawiać z nowopoznanymi zwłaszcza mężczyznami?
Gdzieś na forum ktoś napisał, że nie ma kolegów a inna osoba ze zdziwieniem pytała: jak można nie mieć kolegów?MOŻNA?napiszę więcej: przez całą szkołę podstwową a więc przez 8 lat, nie odezwałam się pierwsza do żadnego kolegi?Widziałam ich zainteresowanie mną, ciekawość czasem zdziwienie dlaczego taka jestem?ale ja czułam się od nich wszystkich gorsza?nie warta tego aby tacy ludzie (dzieci) jak oni zamienili ze mną chociaż jedno słowo, nie warta tego aby powiedzieli mi chociaż ?cześć? Koszmar. Życie każdego dnia w koszmarze, lęku, strachu, że ktoś z klasy mnie skrzywdzi, że ktoś się dowie ? jak wtedy o sobie myślałam -?że jestem patologią?Oprócz strachu czułam wstyd, wstyd za to co mam w domu?Zazdrościłam innym dzieciom spokoju w domu?Obserwowałam dzieci i myślałam jacy oni są szczęśliwi, radośni, beztroscy?Ja wiecznie byłam smutna, samotna, zdenerwowana?.sama ze sobą zamknięta w sobie ze swoimi problemami?
Na pewno powiecie, żebym udała się do psychologa?Chodzę od dawna. Od prawie 10 lat?I zachęcam?Nie u każdego musi trwać to tak długo?Ja byłam przez kilka lat bardzo zamnknięta w sobie. Nie rozumiałam co Ci ludzie do mnie mówią?o jakichś uczuciach?A ja nie wiedziałam co czuję. Byłam zamrożona. Jedyne co wiedziałam i o czym mówiłam to to, że ja jestem dziwna.. świat jest normalny.. nawet on jest normalny. TO ZE MNĄ JEST COŚ NIE TAK. Długo żyłam w takim przekonaniu. Już nie?Już od dawna nie ale to nie znaczy, że jest już wspaniale?Nadal o wielu rzeczach nie potrafię, nie umiem powiedzieć więc nikt, nawet najlepszy psycholog na świecie mi nie pomoże?Kieruję się mechanizmami, o których niby wiem, ale których nie potrafię zmienić, kieruje się mechanizmami, które mnie krzywdzą. Nadal krzywdzę siebie?Już nie on..Ja teraz jestem swoim ?katem??Założyłam sobie filtr przez który widzę świat, przez który widzę siebie, ludzi, sytuacje?chodzi o moje pesymistyczne nastawienie do wszystkiego (ale i tak jest dużo lepiej niż wcześniej)?chodzi o mój lęk i strach przed sobą i drugim człowiekiem?Nie znam ludzi, nie zamieniam z nimi nawet jednego słowa a już się boję?bywało, że trzęsłam się z nerwów?bałam się kontaktu z drugim człowiekiem zwłaszcza mężczyzną?Wiem, wiem, ze to siedzi w mojej głowie?Niby wiem, ale ?nadal zyje w strachu?
Jak było w Liceum? Dobrze się uczyłam bo nauka, jakieś sukcesy dawały mi satysfakcje, były czymś dobrym w moim życiu. Skończyłam więc dobrą uczelnię. Moim celem była dobra, satysfakcjonująca mnie praca?stabilizacja i bezpieczeństwo w pracy, w zyciu?Po to tyle wkuwałam, aby sobie to zapewnić?PO studiach nie dostałam pracy w zawodzie pomimo tysięcy rozmów kwalifikacyjnych na których byłam, przygotowana , mniej przygotowana?. Praca, którą od lat wykonuję bardzo odbiega od mojej upragnionej, jest poniżej moich kwalifikacji i zainteresowań ale ?po latach bólu, smutku, wściekłości, żalu, rozpaczy, depresji z tego powodu??dziś? w miarę ją akceptuję?Być może nie mam już sił na płacz, rozpacz, ciągłego rozmyślania jak to nic nie potrafiłam osiągnąć?
Oczywiście wiem, że się zmieniam pomału? od 10 lat zmieniam się?jestem w stanie pomyśleć, a nawet wierzę w to, że są fajni, wartościowi ludzie..że mają tez pozytywne cechy?że są mężczyźni, którzy nie ranią?
Największy problem zaraz obok nieakceptowania siebie, swojego wyglądu, mam z budowaniem zdrowej zadowalającej relacji z drugim człowiekiem?zwłaszcza z mężczyzną?Dziwnie to zabrzmiało, że największy?bo właściwie ten problem rujnuje w moim życiu wszystko. Tworzyłam jakiś czas związek z mężczyzną?Nie było cały czas cudownie ale nie było też źle, nie ranił mnie, akceptował to jaka jestem, prawił komplementy?Rozstaliśmy się?Kolejny związek, nic poważnego, jakby romans?Czułam, że mu się podobam fizycznie ale chyba nie rozumiał mojego zamknięcia w sobie?Podejrzewam, że mógł nawet pomyśleć, że Go nie lubię, jestem jakaś zadufana w sobie?Mało rozmawialiśmy bo ja sobie ubzdurałam, że jestem głupia, na pewno wszystko co powiem to będzie totalna durnota?Rozstaliśmy się?
Relacje ja ? mężczyzna to temat rzeka?Wiem, że to ja oceniam mężczyzn, wiem, że to ja skreślam ich zanim się nawet przywitają?.zwłaszcza tych którzy według mojego umysłu najbardziej mnie mogą zranić?CI dobrze ubrani, pachnący, inteligentni?Nie mam odwagi poznać mężczyzny?Nie mam odwagi sprawdzić czy to dobry człowiek?Nie potrafiłam niejednokrotnie powiedzieć do któregoś cześć?bo głosu -z nerwów, strachu, lęku -nie mogłam z siebie wydobyć?Wiem co sobie myśleli?ależ głupia zadufana w sobie dziewucha?
Relacje z kobietami, również boję się kobiet ale w mniejszym stopniu ?Boję się atrakcyjnych, pewnym siebie kobiet?bo przecież ja jestem ta gorsza?i na pewno dadzą mi to odczuć? Oj też temat rzeka?
Jestem po 30 nie mam męża, nie mam dzieci, nie mam pracy jaką zawsze chciałam, nadal nie akceptuję siebie. Mam takie momenty kiedy siebie nienawidzę, nie mogę na siebie patrzeć?patrzę w lustro i płaczę nad sobą?wciąż nie mogę zaakceptować tego, że nie jestem idealna?Pomimo całej wiedzy, którą mam z psychoterapii, pomimo, że sama nie patrzę na urodę innych a na osobowość i charakter siebie nie akceptuję, siebie nie potrafię kochać?Zeby być szczęśliwą wciąż muszę przypominać sobie, ze trzeba zdjąć filtr, że jestem normalna kobietą, ba nawet podobam się niektórym mężczyznom?Realnie patrząc na mnie nie jestem brzydka, ani głupia? Jestem normalna?Ciągle się nakręcam, że ludzie mnie chcą zranić, każde ich słowo biorę do siebie i odczytuję, żę jest kierowane przeciwko mnie?I wtedy się zaczyna nakręcanie się jaka to jestem, jaka nie jestem, jacy są inni, jak mnie ranią, jak boli?Muszę przypomnieć sobie ten filtr ale w takich momentach myślę, że ten filtr to kłamstwo?mój umysł się nie myli: to ja jestem do niczego,i dlatego ludzie chcą mnie ranić.zasługuję na ból! Jestem masochostką. Jestem swoim katem?.Boli!
Przepraszam jeśli kogoś obraziłam?zwłaszcza za swoje błędy?na pewno ich wiele bo szybko pisałam..
Pozdrawiam
Podobne tematy
To wciąż złe oprogramowanie najlepszego komputera na świecie - Twojego mózgu.
Ważne, że myślisz. Ważne, żebyś kontrolowała o czym myślisz. Gdy napada na Ciebie coś z przeszłości, gdy Ci wewnętrzny głos próbuje powiedzieć, że jesteś ... (nie taka jak "powinnaś"), jak szybko się orientujesz? Jak szybko zauważasz, tego sabotażystę?
Gdybyś mogła zauważyć go po pierwszym niszczącym zdaniu i powiedzieć, że się myli, bo jesteś ... (tu wpisz wszystko dobre co wiesz o sobie), gdybyś mogła natrętne myśli odgonić jak muchy a w ich miejsce wpuścić kolorowe motyle... Możesz? Spróbujesz? Proszę, spróbuj. Nie jutro. Dziś. Teraz.
To wciąż złe oprogramowanie najlepszego komputera na świecie - Twojego mózgu.
Ważne, że myślisz. Ważne, żebyś kontrolowała o czym myślisz. Gdy napada na Ciebie coś z przeszłości, gdy Ci wewnętrzny głos próbuje powiedzieć, że jesteś ... (nie taka jak "powinnaś"), jak szybko się orientujesz? Jak szybko zauważasz, tego sabotażystę?
Gdybyś mogła zauważyć go po pierwszym niszczącym zdaniu i powiedzieć, że się myli, bo jesteś ... (tu wpisz wszystko dobre co wiesz o sobie), gdybyś mogła natrętne myśli odgonić jak muchy a w ich miejsce wpuścić kolorowe motyle... Możesz? Spróbujesz? Proszę, spróbuj. Nie jutro. Dziś. Teraz.
Artemido dziękuję, że odpisałaś...Ja staram się kontrolować ten wew. głos.Nie zawsze się udaje.
Mam wrażenie, że żyję jakby w dwóch światach.Na codzień, mój wewnętrzny "oprawca" mówi, że jestem do niczego, pokazuje mi co we mnie jest brzydkie, co mam, czego nie mam. Towarzyszy mi to każdego dnia.
Mój oprawca to jakby moje życie, które znam, to jakby "moja normalność".
Kiedy się postram, kiedy mimo bólu jaki sprawia mi mój wewnętrzny głos ,czasem wręcz na siłę zdejmę ten filtr przez który tak źle widzę świat i siebie- wtedy odczuwam ulgę, wtedy myślę sobie, że wszystko jest dobrze, że ze mną jest wszystko dobrze. Nawet, z czego jestem tak bardzo dumna i szczęśliwa - bywają chwile kiedy widzę w sobie naprawdę piękną, mądrą i inteligentną kobietę. Dzięki temu, że ujrzałam już siebie jako ten "lepszy model" to pozwala mi w tych najgorszych chwilach mieć nadzieję, że będzie lepiej, że już niedługo będzie lepiej.
Mogłabym powiedzieć, że przez większość czasu Wy byście powiedziały/li, że widzę siebie w krzywym zwierciadle (według mnie normalnym). Bywały dni, tygodnie kiedy żyłam w przeświadczeniu, że wszystko jest do d*py.W takim złym czasie nie pamiętam o moim oprawcy. Orientuję się dopiero po jakimś czasie, że znów sobie to zrobiłam, znów się skrzywdziłam.
Teraz mam ten lepszy czas. Znów wiem, że trzeba ucinać ten głos, który niszczy, że trzeba patrzeć realnie. Teraz mam tego świadomość, ale jak długo(?) Mam nadzieję, że jak najdłużej bo moja psychoterapia ostatnio bardzo mi pomaga- kobieta do której chodzę potrafi mnie nieźle zbesztać za to co sobie robię ale nie wiedzieć czemu pomaga mi to.Wcale nie sprawia, że zamykam się w sobie, wręcz przeciwnie....przede wszystkim mówi o mechanizmach, które opisywałam a ich świadomość na pewno coś zmienia we mnie pomimo, że na początku zupełnie tego nie rozumiem. Poza tym sama szukam informacji np. na tej stronie:)
Zanim zdecydowałam się tu napisać przeczytałam wiele tematów, problemów. Dyskusje, które prowadzicie, jak dla mnie są bardzo pomocne, "uświadamiające" o pewnych problemach, o mechanizmach...Nawet jeśli miałby tu nikt więcej nie odpisać zapewniam, że i tak mi już wszyscy dużo pomogliście za co jestem bardzo wdzięczna...Chyba jednak powtarzanie ludziom pewnych rzeczy, których u siebie nie dostrzegają przyniesie po pewnym czasei pożytek zwłaszcza im samym. Ja już poczułam ulgę...to właśnie kilka dni wcześniej kiedy tu trafiłam i kiedy sobie trochę poczytałam znów zauważyłam tego oprawcę i trochę go na chwilę pogoniłam ![]()
Mój poprzedni post jest bardzo pesymistyczny - może i z racji tego, że pisząc go powróciłam znów do "tamtego" czasu, a to wywołało ogromny ból...
Tak sobie teraz myślę, że jest we mnie jakaś nadzieja na lepsze jutro...ja wierzę w to, że będzie lepiej. Muszę nadal pracować nad sobą ale wierze, że to przyniesie pożytek.
Uważa, że jesteś bardzo dzielna, że tak walczysz z demonami przeszłosci i że się nie poddajesz.
Mnie pomogła kartka (z afirmacją) w portfelu. Była jeszcze taka nad biurkiem, na biurku, w kalendarzu - w różnym czasie. Pomagało gdy śpiewałam w drodze do pracy. Bo w domu miałam oprawcę (exa)...
Chyba chodzi o to, żeby pamiętać. Cały czas. Ciągłość uwagi.
Kochana , bardzo mocno Cię przytulam, na pewno jesteś wspaniałą osobą , nie poddawaj się i walcz ze swoimi słabościami . Ja tez na codzień walcze , każdy z nas ma jakieś demony przeszłości , twoje są wyjątkowo okrutne , ale już sam fakt tego że starasz się z tym walczyć i jesteś świadoma jest wielkim sukcesem . Nie będę cię czarować że możesz wyzdrowieć bo ludzie którzy zostali skrzywdzeni w dzieciństwie nie zdrowieją do końca nigdy , ale na pewno możesz ułożyć sobie życie , musisz tylko zaufać innym i sobie . Pokochaj siebie , to klucz , mów sobie piękne rzeczy . ŻYCZĘ POWODZENIA.
Jaki jest źle, to jest dobrze.
Znasz tylko to, co złe, więc wszystko inne Cię przeraża.
Jak spotyka Cię coś dobrego, to chcesz to zniszczyć. Bo myślisz, że na to nie zasługujesz. Bo nie wierzysz, że ktoś obcy może obdarzyć Cię miłością, skoro osoba, która powinna kochać bezwarunkowo, tego nie zrobiła. Bo myślisz, że skoro ktoś jest spokojny i dobry, to widocznie nie budzisz w nim żadnych emocji = nie kocha Cię. Dobroć Cię przeraża, czasem nawet brzydzi, wydaje się sztuczna i fałszywa.
Mnie terapia nie pomogła. Tzn. nie miałam ochoty rozgrzebywać tego wszystkiego na nowo, przeżywać wciąż i wciąż, płakać, wracać myślami, zatruwać sobie kolejne miesiące, lata...
Mnie uleczyła miłość. Miłość nieskończenie dobrego, czułego, cierpliwego człowieka, który nie reagował na moje próby zniechęcenia go, na moje ataki agresji, na opowiadanie o sobie najgorszych rzeczy, żeby wreszcie przejrzał na oczy, z jakim śmieciem chce się związać... Patrzył tylko na mnie tymi swoimi dobrymi oczami i powtarzał: "Malutka, to już minęło. Teraz jesteśmy my."
"Poniewierka" bardzo dziękuję za te słowa. Bardzo wiele dla mnie znaczą.
Artemida - mogłabym pow., że robię jedną dobrą rzecz dla siebie.Od jakiegoś czasu piszę zdanie: "Ja (moje imię) kocham siebie" Nie piszę tego po kilka razy dziennie po 10 razy bo znając siebie szybko bym się zniechęciła tylko raz albo dwa razy dziennie to jedno zdanie. Ostatnio czuję się lepiej, może to i zasługa tego pisania...Ale o afirmacjach na biurku, nad biurkiem i w portfelu pomyślę.dzięki.
Kerma dziękuję. Ja również Cię przytulam i życzę wszystkiego dobrego. Zdaję sobie sprawę, że do końca życia będę walczyć z demonami przeszłości. Mam cały czas nadzieję, że te demony będą mniej dokuczliwe, że tak się nauczę z nimi żyć, że będzie mi dużo lżej. Tak naprawdę "teraz" jest mi dużo lżej niż kiedyś. Wszyskie osoby, które zastanawiają się nad pójściem do psychologa namawiam!!!!.Ja kiedy pierwszy raz trafiłam do psychologa byłam zalękniona i zamknięta w sobie. Myślałam sobie wtedy, że psycholog to jak "Bóg", wszystko wie najlepiej. Na pewno każdego psychoterapeutę, i pedagoga którego w życiu spotkałam bardzo miło wspominam, każdy z nich bardzo chciał mi pomóc ale nie każdy potrafił trafić w to co mi jest.. a może to ja nie słuchałam (?)
Chciałabym też napisać, że mam świadomość, że każdy z nas walczy z jakimiś demonami przeszłości. Wiem, że nikt nie miał idealnego dzieciństwa, że trzeba mimo to żyć najlepiej jak się umie...raz jest lepiej raz gorzej ale trzeba pracować nad sobą, być otwartą na życie i ludzi..Bardzo mi pomagają opowieści ludzi o ich życiu. Każda historia uczy i pomaga.
Baba osiadła to co piszesz - doskonale to znam, doskonale to rozumiesz, dokładnie tak jest. Znam to co złe, znam ludzi od tej złej strony, znam świat od tej złej strony...Ja na terapii na szczęście już nie rozgrzebuje przeszłości, bardziej skupiam się nad tym co tu i teraz, nad swoimi "dzisiejszymi" problemami.
Bardzo miło się czyta, że mimo trudnych doświadczeń i patrzenia na świat przez taki filtr spotkałaś tak fantastycznego mężczyznę. Napiszę Ci, że mnie bardzo pomaga kiedy czytam szczęśliwe ludzkie historie...Tutaj na forum są dyskusje, w których to kobiety bronią mężczyzn, piszą o ich zaletach, piszą o dobrych cechach a ja nie mogę się oderwać od czytania. Nadal uczę się i szukam tego "świata", w którym mężczyźni są fajni
.
W realu też już to zauważam. Czasem robiłam duże oczy i zastanawiałam się jak, gdzie, kiedy ktoś spotkał kogoś wartościowego, i to osobę, która najzwyczajniej w świecie nie ma zamiaru ranić. Czasem myślałam sobie, że to kłamstwo, oszustwo, doszukiwałam się drugiego dna ale tak jak pisałam wcześniej od jakiegoś czasu wierzę w to, że są wartościowi mężczyźni nawet gdzieś blisko mnie. Rozumiem dlaczego w moim życiu nie ma mężczyzny. Wierzę natomiast, że moja ciężka praca przyniesie mi moją prawdziwą miłość i kiedyś tu o niej napiszę ![]()
Jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję za odpowiedzi ![]()
Miałam dziś nieprzyjemną sytuację w sklepie z ...pachnącym, dobrze ubranym i przystojnym facetem...ale na pewno nie inteligentnym. Poszłam zareklamować zabawkę, którą kupiłam jako prezent na Chrzest dla dziecka koleżanki. Zabawka, kiedy ją kupowałam kilka dni temu działała, wczoraj coś mnie tknęło żeby sprawdzić. Okazało się, że nie działa. Poszłam do sklepu, mówię gościowi co się stało a ten na to podniesionym głosem, że tu nie ma podstaw do reklamacji, że pewnie sama to popsułam i, że to jest świeszne, że chcę reklamować. Czułam, że ręce mi zaczynają "latać" z nerwów, głos zaczął drżeć ale mimo wszystko zdołałam powiedzieć, że znam swoje prawa, które pozwalają mi złożyć reklamację na tą rzecz. W tym czasie przyszła kierowniczka sklepu.Opowiedziałam o całej sytuacji jaka tu przed chwilą zaszła. Widać było, że wkurzyła się na kolegę. Przeprosiła mnie za Niego (że to niby nowy pracownik i nie wie) i za tą wadliwą recz bo jak się okazało, to nie pierwsza reklamacja na ten towar...Gdyby nie te trzęsące się ręce to nawet uznałabym, że świetnie sobie z tym poradziłam;)
A tak apropos tego wątku to zastanawiam się czy nie powinien zostać przeniesiony do działu, w którym poruszane są tematy dda (albo jakiegos zblizonego). Tutaj chyba jednak nie pasuje. A tam może komuś pomoże (?) Niech moderator zdecyduje:)
bardzo pomogly mi dzieci, jestem innym czlowiekiem....maz tez wykorzytywal moja niepewnosc siebie,bylam kozlem ofiarnym, kierdys zlozylam wniosek o rozwod i doszlo do ugody, wywalczylam swoja pozycje jesli chodzi o pieniazki, zadbalam o sprawy mieszkaniowe dzieci, aby pokonczyly studia i zyli bez strachu i lekow.....w zasadzie poczulam wewnetrzny spokoj majac 50lat, teraz nie boje sie odezwac w problemowych sprawach nigdzie, a najciekawsze , ze moja toksyczna matka , ktora nie mogla na mnie patrzec ...umarla na moich rekach....ale coz bylo robic????
11 2013-01-02 16:18:45 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2013-01-02 16:23:40)
Jak jest dziś? zaraz ktoś się wkurzy ale i tak chcę to napisać: NIENAWIDZĘ TEGO [wulgaryzmy]. i nie wybaczyłam nikomu z tamtego czasu.nie mam dla nich szacunku.dziękuję
Na naszym forum nie ma miejsca na taki język. Proszę, zapoznaj się z regulaminem.
Moderatorka Anemonne
wspolczuje i zycze powodzenia w naprawianiu siebie. Smutne jest to ze rodzice gotuja swoim dzieciom taki los. Wydajesz sie juz uswiadomiona osoba i do tego inteligentna i mozaby sie spodziewac ze mozesz odciac sie od przeszlosci. Widac to nie takie proste..