Mam 20 lat.
Rok temu zakończył się mój 1,5 roczny związek z facetem, mieszkaliśmy razem, on się wyprowadził bez słowa. Pozbierałam się po tamtym zdarzeniu, jednak od tamtej pory nie mogę ułożyć sobie życia.
Spotykałam się z różnymi facetami od tamtego czasu, jednak albo oni mnie zostawiali, albo ja nie dostrzegałam w nich potencjalnego kandydata na mojego chłopaka, mając wciąż w pamięci byłego.
Jakiś czas temu poznałam fajnego, inteligentnego chłopaka na portalu randkowym, sam do mnie napisał. Rozmawiało nam się bardzo fajnie, na luzie, w poniedziałek zaproponował spacer.
Spotkaliśmy się, czas zleciał bardzo szybko i uważałam to spotkanie za udane, liczyłam na fajną znajomość, niekoniecznie w sferze uczuciowej, ale sądziłam, że będę miała chociaż kolegę. Na moje nieszczęście pochwaliłam się tym spotkaniem rodzicom i przyjaciółkom, którzy teraz mnie o niego wypytują, ale sprawa wygląda następująco... Po spotkaniu powiedział, że "będziemy w kontakcie", odezwał się do mnie jeszcze tego samego wieczora, gdy dojechał do domu, ale zauważyłam ,że rozmowa z jego strony była oschła, potem poszedł z gg bez pożegnania. Nie przejęłam się tym i następnego dnia napisałam do niego luźnego smsa, odpisał. Ja odpisałam... I od tamtej pory z jego strony cisza.
Dzisiaj postanowiłam, że się odezwę, zapytałam, co u niego i mam nadzieję, że nie narzucam się, bo jakoś on się ostatnio nie odzywa ![]()
Odpisał po 10 godzinach..... "Hej, przepraszam, ale z kim mam przyjemność?"
Odechciało mi się odpisywania. Nie rozumiem takiego postępowania, nie wiem, co powiedzieć rodzicom, czy znajomym, po prostu wyszłam na idiotkę.
Co radzicie i jakbyście się zachowali w takiej sytuacji?