Bubuś napisał/a:lidka_21 napisał/a:i kompocik z suszek 
bleeee!
Nie znoszę 
Bubus......ja tez nie znosze.A moja Mamita wciska mi, ze jak byla dzieckiem, to wprost przepadalam.I lypalam okiem zlowrogim na kazdego, kto poprosil o dolewke.
Swieta powiadacie..........z lat dziecinnych pamietam jeszcze to uczucie........Mikolaj, choinka, zapach grzybow, ciasta.....pamietam tez porzadki.Dom sprzatalo sie od gory do dolu, szafy, szafki, okna(to nic, ze -20 i pada snieg, wszyscy myja, my tez),trzepanie dywanow w sniegu.....mieszkalismy w typowym blokowisku, bywalo, ze trzeba bylo z dywanem na lake dralowac, bo nie bylo juz ''czystego '' sniegu do trzepania.Polowanie na pomarancze, sprzedawanie butelek i innej makulatury, zeby zrobic prezenty.Ach..........bylo inaczej.
Moje Swieta sa inne.Przede wszystkim nie ma szalenstwa porzadkowego.Wlasciwie nie ma nawet hasla''porzadki swiateczne''Sa tylko swiateczne zakupy, robione odpowiednio wczesnie.Staram sie tak zorganizowac czasowo, zeby w Wigilie juz nic nie robic-nie stac przy garach.Pogonie malzonka do odkurzenia psich kudlow, ubierzemy chojaka(jasne, ze prawdziwego),kazdy po tajniacku podlozy prezenty pod choinke,pakujemy inne prezenty i jedziemy do Mamitki mojej.A tam......wesele.Pisalam juz w kafejce 40-stek.......nie pozwoli sobie pomoc, nie pozwoli nic ugotowac, nie przyjmie grosza.Bo tak!Oczywiscie przed Swietami wszystko wysprzatane po staremu........i jak slysze, ze Tadzik tylko dywan odkurzyl, bo sniegu nie ma...i tak Jej przez to nie tak, tak sie czuje, jakby to nie Swieta..........Mamus!!!
Wigilie w mamusinym domu zaczynamy oplatkiem, zyczenia ogolne, buzka,buzka.Potem jako pierwsze ziemniaki gotowane w mundurkach, juz wystudzone, obrane, pokrojone w talarki, posolone, kazdy sobie nabiera i do tego ''postny'' sledzik.A pozniej barszczyk z uszkami grzybowymi, kapustka wigilijna(przepadam, obzeram sie, wiem, ze bede cierpiec...),smazony karp i pstrag, tysiac piecset rodzajow sledzi, rybka po grecku....okropny kompot z suszu, makowiec.......do domu wracamy obladowani, bo przeciez nie zjedlismy wszystkiego.
Na nasze domowe Swieta, z racji tego, ze Wigilia mi odpada, robie co roku-salatke jarzynowa(ilosc przemyslowa-uwielbiamy),pieke schab, karkowke, biala kielbase(koniecznie pieczona w majeranku musi byc), rybe po grecku, bigos(tez sporo, bo potem wekuje).
Wszystko to robie zawsze dzien przed Wigilia.Po prostu spedzam dzien w kuchni.Rodzina jest ''w gotowosci'' jakby trzeba bylo po cos wyskoczyc do sklepu.Ja jestem w swoim zywiole, oni przeszczesliwi, ze ich nie ustawiam, telewizorza, komputeruja.
Najbardziej do szalu i pasji szewskiej doprowadzaja mnie gonitwy w sklepach.W Wigilie malzonek wyrusza na chlebowe lowy.
W pierwszy i drugi dzien swiat jest u nas pelen luz.Czasami idziemy na sniadanie do mojej Cioci, milutko, bez stresu.Po poludniu spacer, czasem pakujemy ogon w auto i jedziemy nad morze.Raczej daleka jestem od wariowania organizujac Swieta.Za to moja Mamitka-jak najbardziej-co roku to samo. I nijak nie mozna Jej tego wbic do glowy, ze mozna inaczej.Chyle czolo, ja chyba z innej bajki jestem.