Witajcie,
jestem z chłopakiem na odległość ok. 1,5 roku i od początku nasza znajomość była dla mnie wymuszona, czułam sie sztucznie, udawałam i źle sie z tym czułam... Kilkakrotnie chciałam z nim zrywać, wiele razy, aż do teraz kiedy mi robi wodę z mózgu, bo twierdzi, że ja mam schizofrenię, że to przez to neguje wszystkie myśli itp i ,że on mnie nie opuści, że ja sobie sama krzywde zrobie itp... Już mam dość tego.. Robi takie sceny, płacze, wiesza sie na mnie itp.. Zawsze tak robił... Żałuje, że w ogóle na początku tyle mu radości dawałam, trochę sztucznie, mogła ta relacja się inaczej potoczyć.. Teraz jest sobota i muszę do niego jechać, dał mi na bilet, ale nie wiem jak długo to ma trwać ;//. Nie potrafię się obronić, bo on na wszystko ma racjonalne argumenty i jego stanowisko jest ważniejsze, bo ja jestem chora na schizo.. Nie mam na nich ochoty, motywacji, przytyłam kilkanaście kg, nigdzie nie wychodze, nie pracuje, przed komputerem... Nie chcę zrywać od razu, jestem trochę do niego przywiązana - były seksualne sprawy. Ja się czuję jak cyborg, bez uczuć, przytulam go ale się odrywam jakby od siebie.. ze wszystkim tak jest, ze spotkaniami itp. Są momenty kiedy się czuję z nim dobrze, bezpieczenie, ale rzadko.. Chyba nigdy go nie pokocham tak jak on mnie i nie założymy rodziny..
Tylko ,że on mi nie pozwoli zerwać, a mi szkoda też jest człowieka, więc nie wiem co mam zrobić...