Z nim jestem od ponad roku, niemal nierozłączni, sporo czasu spędzamy razem. Zwrócił moją uwagę swoim wyglądem, jest naprawdę bardzo przystojny, do tego towarzyski, uzdolniony artystycznie. Jednak po pewnym czasie, kiedy te pierwsze silne emocje i niepewność uczuć ustąpiły miejsca poważnemu związkowi, zaczęło mi czegoś brakować. Docierało to do mnie stopniowo. Tematy do rozmów powoli się wyczerpały, przebywanie ze sobą przestało być tak ekscytujące, wiele cech zaczęło mi w nim przeszkadzać. Jednocześnie przez ten rok bycia razem przeżyliśmy razem mnóstwo fajnych chwil. On mnie bardzo kocha, widzę to w jego wzroku, w tym jak troszczy się o mnie. Jest zupełnie bezinteresowny. Na każdym kroku uświadamia mi ile dla niego znaczę, czuję się przy nim bezpieczna. Wydaje mi się, że jest lepszym człowiekiem niż ja jeżeli chodzi o osobisty kodeks moralny. Zazdroszczę mu tej dobroci, którą aż emanuje. Czasem patrzę na tę jego śliczną twarzyczkę i widzę dziecko, które nie jest jeszcze skażone złem tego świata, ale jednocześnie bezradne i bezbronne.
Dziś nasz związek wydaje mi się dziwny, działamy na zasadzie przyciągających się biegunów. Zupełnie różni, ale jest między nami chemia, (albo fizyka
)To co nas dzieli, to zainteresowania i ambicje. Ciekawi mnie wiele rzeczy, chcę poznawać świat i się rozwijać. I do tego dążyłam zanim się poznaliśmy, jednak związek z nim sprawił, że stanęłam w miejscu.
Na początku sprawiał wrażenie oczytanego, błyskotliwego i tajemniczego, czym mnie oczarował. Ale teraz nasze rozmowy ograniczają się do spraw życia codziennego, ponieważ on nic nie ma już do powiedzenia na temat wydarzeń rozgrywających się w kraju, nie mówiąc o głębszych rozważaniach. Pytany "dlaczego" odpowiedział mi kiedyś, że czuje, że odstaje ode mnie pod względem inteligencji. Że czuje się przy mnie głupi. Wyśmiałam go i powiedziałam, żeby natychmiast to odwołał, bo faktycznie zacznę tak myśleć, a wtedy okazało się że nie żartował.
Teraz widzę że miał rację. Nie uważam się za lepszą, mądrzejszą, błyskotliwszą od innych, ale widzę że od siebie odstajemy. Głupio mi że w ogóle poruszam ten temat. Kocham go, ale nie wiem czy ze świadomością tej różnicy to uczucie się utrzyma na długo. Pewnego dnia przyjdzie taki moment, kiedy zmęczy mnie pustka brakującej więzi między nami. Nie wiem czy to już, skoro tak często o tym myślę...
Z drugiej strony czy inteligencję można przekładać ponad dobroć i odwrotnie? Chciałabym kiedyś znaleźć kogoś kto będzie łączył ze sobą te dwie cechy. Z doświadczenia jednak wiem, że faceci zazwyczaj dzielą się na głupiutkich i dobrych, oraz inteligentnych egoistów.
Miałyście kiedyś taki problem?