Witam, piszę z nadzieją, że ktoś będzie wstanie mi jakoś pomóc, doradzić. Chodzi oczywiście o związek. Jestem pół roku po ślubie, ale z mężem jesteśmy razem od jakiś prawie 9 lat. Nigdy nie było sytuacji w której byśmy się rozstali. Od dawna już zauważyłam, że są pewne sprzeczki pomiędzy nami, które mają to samo podłże, a mianowicie imprezy mocnozakrapiane. Kiedy zdarzało się, że mąż wychodził z kumplami ,lub wyjeżdżał na szkolenia na kilka dni zawsze łączyło się to oczywiście z imprezą zakrapianą. Kiedyś nie robiłam z tego problemu, ale od kiedy miało miejsce przykre zdarzenie (mąż z powodu dużej ilości wypitego alkoholu na wyjeździe miał wypadek)doznał urazu głowy i stracił przytomność - po upadku trafił do szpitala miał szytą głowę i wybite 2 zęby. Okazało się że upadek był groźny i gdyby źle upadł byłby na wózku lub gorzej... strasznie wtedy się martwiłam o niego, nieprzespane noce. Rozmawialiśmy o wszystkim i bardzo wtedy żałował że tak się stało ma poczucie że dostał 2 szanse. Od tego zdarzenia każda zakrapiana impreza wiązała się z niepokojem. Za jakiś czas była kolejna niemiła sytuacja gdzie małżonek był dość agresywny niepodobało mu się zachowanie kolegi i również słownie na mnie się to zrzuciło po części. Od tego momentu każdy wyjazd i impreza z kolegami jest zakończona awanturą o zbyt dużą ilość alkoholu ( a wsumie naszczęście nie było już takich sytuacji jak te przykładowe). Strasznie zaczełam go wtedy kontrolować - dzwnoić częściej, pisać i mieć pretensje. Zrozumiałam że chyba popadłam w jakąś niezdrową zazdrość czy może paranoje złych zdarzeń. Postanowiłam nad sobą pracować zaczełam walczyć z tym aby nieograniczać go i nie kontrolować. Za pierwszym podejściem było dobrze ja się lepiej czułam a on to dostrzegł, że ma więcej luzu. Ale kolejnym razem już nie było tak przyjemniie znowu był arogancki i mówił o jakiejś sprzeczce. Jak zaczełam mu gadać to stwierdził że mam paranoje. On nie widzi na następny dzień problemu, mówi że mnie kocha i przesadzam. Zastanawiam się czy ze mną jest już tak źle? Mój mąż nie należy do osób które piją często(codziennie), raz w tygodniu(ale nie zawsze) zdarza się impreza zakrapiana rodzinna na którą idziemy razem i wtedy jest ok zna umiar nieawanturuje się. Ogólnie to jest mężczyzną który pomaga w domu jest bardzo przywiązany,kocha mnie i daj mi to odczuć, niepotrafi kłamać(po tych kontrolach tel. zdarzyło się że mówił że nie jest na imprezie czy u kolegów) bo nawet jak skłamie zajakiś czas sam powie co zaś- mówił że czasami kłamie bo boi się awantury; Mam wrażenie że to ja spowodowałam że się kłócimy i przesadzam. Zastanawiam się jak mam sobie z tym dać radę by się ten związek nie zepsuł. Może wina jest po obu stronach? To co radzicie jak rozmawiać i działać by się porozumieć - mąż nie lubi rozmów na te tematy.
Rozmawialiśmy o tym wiele razy ja mówiłam mu że mnie rani w ten sposób i że boje się o niego. I że nie mam nic przeciwko tylko, żeby znał umiar. On zaczyna gadać że mu przykro że to mnie rani ale to ja przesadzam i on czuje sie czasami jak uwiązany. On wciąż pamięta ten incydent z wypadkiem i go żałuje i jest mu za to wsytd i mówi że już niedoprowadzi to takiej sytaucji. Właśnie takie argumenty dają mi do myślenia, że to ja sobie stwarzam problem ale nie wiem już co mam robić.Kochamy się i nie chce by to się jakoś psuło. Chce być wkońcu spokojniejsza i dażyć go większym zaufaniem.