Witajcie, jestem Paweł....do rzeczy...
prawie 6 miesięcy spotykałem się z dziewczyną (wiem, to nie tak długo), z czego niecałe 2 miesiące była za granica w pracy....cały czas mieliśmy kontakt
jak wyjeżdżała to kazała mi czekać...ze mi wszystko wynagrodzi jak wróci...
od początku znajomości podchodziła do wszystkiego z dystansem...to było widać
nie chciała się spieszyć zresztą sama to powiedziała...twierdziła ze szybkie akcje nie są dobre i mamy czas - i tego się trzymałem
nigdy zbytnio na nic nie nalegałem nie chciałem jej naciskać....wszystko się powoli rozwijało, spotkania, wspólne wypady, wieczory spędzone u niej
ostatniej niedzieli umówiliśmy się na spotkanie we wtorek....powiedziałem jej wtedy ze chce poważnie porozmawiać...
w poniedziałek rano dostałem SMSa (tak...SMSa...) ze ona nie jest gotowa na poważny związek, nie potrafi się zaangażować, chce być sama, jeszcze się nie "wyszumiała" i woli to zakończyć teraz bo później może być jeszcze trudniej... dodała ze jestem zajebistym facetem i znajdę sobie na pewno taka która będzie wiedziała czego chce
wystraszyła się ? ciężko mi było z nią wcześniej tak naprawdę szczerze porozmawiać ... nie dlatego ze nie potrafiłem...ale ona jak sama przyznała "nie jest zbyt wylewna"...
ciężko mi było...poprosiłem o spotkanie tego samego dnia...zgodziła się (chciałem wtedy z nią pogadać szczerze ale za dużo emocji ...nie bylem w stanie )
powiedziała mi ze lepiej jej jak jest sama...bo teraz czuje się tak jakby ograniczana, bo jest ta druga osoba o której trzeba myśleć jak coś planuje (np sylwestra)
przyznała ze ma jakaś blokadę, ze nie potrafi się zaangażować
5 lat temu była z kolesiem 7 miesięcy....była zakochana po uszy ale on ja zostawił...przypuszczam ze ona po prostu boi się zaangażować, ze zostanie znowu zraniona tak jak kiedyś.... powiedziała ze ciężko jej się było po tym pozbierać
każdą nowa znajomość po rozstaniu z tym kolesiem kończyła po max 2 spotkaniach, przez tą "blokade"
na koniec dodała ze jak chce to możemy się czasem spotkać (kino, pizza itp).
no kur** .... to mnie najbardziej zabolało
bo niby chce to zakończyć, ale tak jakby nie chciała żebym o niej zapomniał ? chciała utrzymać kontakt?
powiedziałem jej wtedy ze to chyba najgorsze co można usłyszeć....coś jak "zostańmy przyjaciółmi "...wydawała się zmieszana i zdziwiona
żeby dala mi chociaż jakiś powód byłoby mi chyba łatwiej się z tym pogodzić....ale "nie potrafię się zaangażować" ?
nie wierzę w to....czuje ze ona się boi ze ja zranię jak tamten i potrafi ale nie chce się angażować
nie jest na to gotowa jeszcze...przecież nie nalegałem i nie oczekiwałem ze tak będzie od razu
wszystko przyjdzie z czasem a ona nie chce dać sobie....nam szansy
wierze w to....albo chce wierzyć, że da się jakoś do niej dotrzeć...tylko nie wiem jak...
zależy mi na niej bardzo...kocham ja...męczę się strasznie i nie wiem co robić....
chce dać sobie trochę czasu i spróbować za jakiś czas znowu....co o tym myślicie ?