Witam. Zacznę może od początku. Z moim obecnym chłopakiem zaczęłam być w kwietniu tego roku. Bardzo o mnie zabiegał, ja byłam nastawiona do niego sceptycznie, lecz w końcu uległam. Na początku było wspaniale, okazywał mi dużo czułości, rozmawialiśmy o tym, co nam nie pasuje w związku. Spotykaliśmy się tylko w weekendy, ponieważ mieszkamy 30 km od siebie, a wiadomo po pracy w tygodniu nie zostaje zbyt wiele czasu. Na początku on przyjeżdżał do mnie, ale z powodu zmiany moich warunków mieszkaniowych ja zaczęłam jeździć do niego, i tam spędzaliśmy weekendy. Po jakimś czasie zaczęło się psuć. On stał się bardzo chłodny, mało mnie przytulał, itd. Tłumaczył to tym, że on nie potrzebuje tego tak bardzo. Jednak w głębi serca czułam jego miłość. Przyznam, że jestem osobą bardzo wrażliwą i często zdarzało mi się płakać, często z błahych powodów, jak na to patrzę z perspektywy czasu. Ale ja po prostu potrzebuję dużo ciepła. Jemu to przeszkadzało, naskakiwał na mnie, że mam przestać ciągle ryczeć, a ja nie umiałam skończyć. Kiedy chciałam z nim porozmawiać, o tym że nie podoba mi się jego zachowanie, to on kazał mi przestać wymyślać problemy. W ogóle nie chciał ze mną gadać na temat problemów w związku. I znowu płacz. Druga sprawa to taka, że nie podobało mu się, że nie garnę się do obowiązków domowych. Przyznaję, miał rację a ja nie robiłam nic żeby to zmienić. W sierpniu zerwał ze mną nie podając powodu. Zresztą ja nie chciałam z nim rozmawiać, miałam dość. 3 tygodnie temu odezwał się, że chce porozmawiać o naszym rozstaniu, że powodem tego nie było brak uczucia do mnie, jak przypuszczałam. Spotkaliśmy się, wytłumaczył mi, że zostawił mnie przez powody opisane powyżej. Powiedział, że nie można żyć samą miłością, potrzeba trochę starania, że powinnam zmienić swoje zachowanie, wtedy on zacznie mi okazywać uczucia. Co o tym myślicie? Postanowiliśmy spróbować jeszcze raz, spędziliśmy razem ten weekend razem, ja się starałam, pomagałam jego mamie w pracach domowych, nie brałam do siebie jego uwag, nie płakałam. Widziałam,że mu się to podoba. Nawet raz pocałował mnie pierwszy (co dawno się nie zdarzyło). Jak sądzicie, ten związek ma rację bytu? Czy on twierdzi, że muszę zasłużyć na jego miłość? Jak to jest?
1 2012-11-06 22:12:54 Ostatnio edytowany przez KamilaKarotka (2012-11-06 22:22:21)
Podobne tematy
Myślę, że ten związek nie ma racji bytu. Za wcześnie na takie żądania, na "zasługiwanie na miłość", na próby zmieniania partnera. Mam po prostu wrażenie, że on chce kobiety podporządkowanej. Jeśli Tobie taka rola nie odpowiada - nie będziesz z nim szczęśliwa.
Też byłam w takim związku. Potrzebowałam czułości, a mój facet nie. Co powodowało, że chciałam jej więcej i więcej. Rozstałam się z nim na szczęście, nie tyle z powodu okazywania uczuć, co z bardziej złożonych problemów. Miałam po nim już dwóch facetów, co uświadomiło mi jak bardzo myślał egoistycznie o sobie. On nie chciał mnie całować, więc tego nie robiliśmy, bo przecież moja potrzeba się nie liczyła. Nie może Cię szantażować. Będziesz pracować to okażę Ci uczucia. Nie daj sobą manipulować.
Dziękuję za odpowiedzi. Szczerze mówiąc, nie jestem osobą dominującą w związku, potrafię się dostosować i nie przeszkadza mi to. Jednak chciałabym, żeby moje potrzeby również były brane pod uwagę. Czy mogę jakoś to od niego wyegzekwować?
Chrzanić czułości, ale czy ja dobrze rozumiem, że on Ci każe skakać wokół siebie w jego domu? W obowiązkach domowych to Ty powinnaś pomagać Twojej matce, będziesz też dbała o własny dom, kiedy wyjdziesz za mąż, ale, rany, nie dość, że Ty do niego przyjeżdżasz, to księciunio jeszcze wymaga, byś mu sprzątała i gotowała?
O ja pierdzielę...
6 2012-11-06 22:47:34 Ostatnio edytowany przez KamilaKarotka (2012-11-06 22:49:00)
BabaOsiadła, moja mama nie żyje, prawdę mówiąc nikt nie nauczył mnie dbania o dom. Nie, on nie chce, żeby skakała wokół niego, tylko żebym nauczyła się czegoś, pomagając trochę jego mamie. Bardziej mnie boli to, że nie jest czuły. I nie wiem, czy taki ma charakter, czy po prostu mu na mnie nie zależy. Dodam jeszcze, że jego mama nie każe mi sobie pomagać, to bardzo miła kobieta, ale z czystej przyzwoitości myślę, że wypada zapytać czy potrzebuje pomocy.
Bardzo mi przykro z powodu Twojej mamy ![]()
O.k., rozumiem, że on chce, żebyś czegoś się nauczyła. Można pomyśleć, że chce dla Ciebie dobrze. Ale dlaczego w takim razie z Tobą zerwał? Bo nie chciałaś się nauczyć? Naprawdę nie widzisz tu czegoś dziwnego, ba, wręcz niebezpiecznego? Dla mnie to czysta manipulacja i tresura.
Oczywiście, że miło i grzecznie jest zapytać, czy jego mama nie potrzebuje pomocy, skoro spędzasz tam całe weekendy. Mogłabyś również kupić coś do jedzenia, żeby nie siedzieć mamie chłopaka w kieszeni. Ale z tego powodu się, kurczę, nie zrywa!
A co do czułości - to, że ktoś nie jest czuły, wcale nie znaczy, że nie kocha. Ludzie są różni, niektórzy nie potrzebują pieszczot/miłych słów/przytulasków, niektórych nawet drażnią i brzydzą. Zastanów się lepiej, czy on Ci okazuje uczucie w inny niż te Twoje wymarzone czułości sposób?
Owszem, okazuje mi uczucia w inny sposób. Dopiero po Twoim poście zastanowiłam się nad tym, dziękuję. Myślę, że zerwał ze mną, ponieważ wiele razy powtarzał mi, że nie można tak żyć, a ja nie zwracałam uwagi na te słowa. Nie chcę go teraz usprawiedliwiać, po prostu tak myślę. Kurczę, teraz to już nie wiem, po co napisałam ten post, bo już mi się rozjaśnia w głowie co mam zrobić. Widać, czasem wystarczy chwilę z kimś porozmawiać i problem się rozwiązuje
Dziękuję
Życzę Wam szczęścia ![]()