Moja historia przedstawia się następująco: mam chłopaka, jesteśmy razem od 2,5 roku. Ostatnio nasze relacje uległy osłabieniu (nie pierwszy raz).. W wakacje pracowałam w sklepie i poznałam tam takiego chłopaka, Patryka. Dobrze nam się gadało i w ogóle. Później rzuciłam pracę w związku z tym, że w październiku rozpoczęłam studia, ale dalej mieliśmy kontakt przez sms. Spotkaliśmy się kilka razy, pewnego takiego razu zaczęliśmy się przytulać, całować.. Tylko, że on myślał, że nie mam chłopaka, bo mu tak powiedziałam. A to dlatego, że wiedziałam, że nie będzie chciał się ze mną spotykać jakby widział, że z nim jestem.. A chciałam się z nim spotykać, bo czułam się szczęśliwa..
W moim związku też byłam, ale tyle razy próbowaliśmy naprawiać to wszystko, że ja już nie wiem czy coś czuję do mojego chłopaka. Wszystko zaczęło się właściwie na studiach. Boli mnie np. to, że nie mogę nigdzie wyjść z dziewczynami z roku, taką większą grupą, bo mi po prostu na to nie pozwala, twierdząc, że tak jest w każdym związku i nie ma co z tego robić afery. Ale to nie wszystko. Najgorsze są różnice poglądowe. Bardzo różnimy się w kwestiach wychowania dzieci, ślubu, kwestiach ekonomicznych czy edukacyjnych (ja bym chciała studiować, a on chce ze mną zamieszkać i bardzo mi wytyka to, że poszłam na studia, bo przez to opóźnią się nasze plany). Do tego ja mam dopiero 19 lat, on 24 skończy w grudniu. I zastanawiam się czy to nie jest spowodowane różnicą wieku ? Nie chcę, żeby mnie naciskał w kwestii rodzicielstwa, zamieszkania razem albo ślubu..
A z Patrykiem jest inaczej, może dlatego, że to początek naszej znajomości. Tylko że mój chłopak dowiedział się, że się z nim spotykałam, bo wszedł niby niechcący na mojego facebooka i zobaczył rozmowy. Powiedziałam mu, że spotkaliśmy się dwa razy i tylko rozmawialiśmy i nic więcej, nie potrafiłam się przyznać, że go po prostu zdradziłam w sumie.. I przez kilka dni wszystko było super, tylko że musiałam napisać Patrykowi, że nie będziemy się już spotykać i ogólnie powiedziałam, że mam chłopaka i go przeprosiłam i podałam swojego maila, żeby jak chce to pisał na niego, bo chłopak mi sprawdza telefon. No i pisaliśmy te maile, bo musiałam go usunąć ze znajomych i zablokować na fejsie.. Ale tęsknię za Patrykiem, cały czas o nim myślę, wspominam te wszystkie chwile z nim spędzone, pocałunki i tak dalej.. Ja wiem, że nie powinnam tak myśleć, że powinnam się skupić na stałym związku, ale nie potrafię, dlatego zgłaszam się do Was: POMÓŻCIE MI !
Czy powinnam zerwać ze swoim chłopakiem i spróbować z Patrykiem ?
Czy zostać z obecnym chłopakiem ?
PS. Na dodatek dzisiaj odkryłam, że mój chłopak planuje wyjazd nad morze, a to może znaczyć, że chce mi się oświadczyć, czego bym po prostu nie zniosła, bo nie jestem pewna czy w ogóle coś do niego czuję..
Proszę o konstruktywne odpowiedzi.
Z góry dziękuję.
Klara
Podobne tematy
Dziewczyno masz 19 lat !!!! To że jesteś w "związku" wcale nie oznacza że nie możesz gdzieś wyjść , z kimś się spotkac czy nawet randkować Masz prawo wyboru, nie podpisywałaś żadnych papierów nie przysiegałaś jestes wolnym człowiekiem Jeżeli z obecnym facetem już nie widzisz perspektyw to po co to ciągnąć ?
Tadam - nikt za Ciebie decyzji nie podejmie.
Jak napisał Tango, jeżeli z związek z obecnym chlopakiem Ci nie odpowiada to nie ma sensu tego ciągnąć.
Czy być z Patrykiem? to Też Ty musisz być pewna. Jeżeli zerwiesz z obecnym to nic nie szkodzi spróbować.
Jedno jest pewne - nie powinnas ciągnąć dwóch związków na raz. To nie jest uczciwe.
To nie jest normalne, że chłopak nie pozwala Ci wychodzić z koleżankami. Tak nie jest w każdym związku, nie słuchaj go. Z tego co widzę to mam wrażenie, że podświadomie podjęłaś decyzję. Cały czas praktycznie krytykujesz swojego chłopaka, a o Patryku mówisz same dobre rzeczy. Jeżeli jesteś nieszczęśliwa to zostaw chłopaka, a jeżeli potrafisz powiedzieć z czystym sercem, że Twój obecny związek jest wspaniały to skończ z Patrykiem. Łatwo się mówi, ale ja zaryzykowałam 2 razy, mimo, że tamte związki dla których zostawiłam tamtych facetów nie przetrwały, to przynajmniej dużo mnie nauczyły i uświadomiły, że gdybym naprawdę była szczęśliwa to nie pozwoliłabym sobie nawet na zdradę w myślach.
Wiem, że dwa związki naraz to nie jest uczciwa opcja i nie chcę, żeby tak było, po prostu nie wiem kogo wybrać. I nie chodzi o to, żeby ktoś za mnie podjął decyzję, chciałam tylko mi w tym pomogli.
Może i krytykuję swojego chłopaka, ale to chyba dlatego, że bardziej go znam i wiem o nim więcej niż o Patryku. Mój obecny chłopak nie jest złym człowiekiem - zabiera mnie do kina, na spacery, itp., ale jak ja proponuję gdzieś wyjść, np. do klubu, bo jak wiadomo życie studenckie już takie jest, a ja jestem młoda i chciałabym trochę pożyć tym życiem, skoro studiuję, to nie chce iść i to nie ze względu na finanse tylko on jest typem domatora. A jak powiem, że w takim razie pójdę tylko z koleżankami to zaczyna się awantura, że jak ja tak mogę.. Poza tym jest jeszcze jedna ważna kwestia - nie układa nam się w sprawach łóżkowych i to też mnie boli. Martwi mnie też fakt, że ma on rodziców alkoholików, a słyszałam, że nawet jak bardzo się chce to nie można pewnych rzeczy wyplenić i boję się, że on też taki będzie, choć póki co nie wykazuje takich tendencji, chociaż jak się ostatnio pokłóciliśmy napisał mi, że chciał się upić.
No i na dodatek ostatnio powiedział mi, że jakiś chłopak powiesił się, bo dziewczyna go rzuciła, a ja mu na to, że to głupota, a on: WCALE NIE. Dlatego boję się, że jeśli go zostawię będzie chciał sobie coś zrobić. Jestem jego pierwszą dziewczyną.
Nie potrafię z czystym sercem powiedzieć, że mój związek jest wspaniały. Gdyby taki był to bym nie zdradzała, a już raz to zrobiłam, jeszcze przed Patrykiem i ciężko mi się do tego przyznać nawet w internecie. Po prostu miałam bardzo ciężki okres w życiu, w szkole cała klasa się na mnie delikatnie mówiąc wypięła przez jedną osobę i jej głupie plotki, gdzie wcześniej miałam ze wszystkimi bardzo dobre stosunki, mój ojciec po 25 latach małżeństwa zdradził i dalej zdradza moją mamę, mnie i moje rodzeństwo ma całkowicie gdzieś, do tego dochodziły stresy związane z maturą, oczekiwania mojej mamy, brak wsparcia ze strony mojego chłopaka. Może się tylko tak usprawiedliwiam, ale otrzymałam duże wsparcie od kolegi wtedy i jakoś się zbliżyliśmy do siebie, aż za bardzo. Nie wiem czy tego żałuję.. Ale wydaje mi się, że jeśli się kogoś kocha to się nie zdradza..
To nie jest normalne, że chłopak nie pozwala Ci wychodzić z koleżankami..
tak to nie jest normalne, ale tak samo nie normalne i niemoralne jest to, że tadam oszukuje zarówno swojego chłopaka jak i owego Patryka.Ze swoim obecnym chłopakiem jest 2,5 roku -chyba wystarczająco dużo czasu żeby pogadać ze swoim chłopakiem, że pewne zachowania jej nie odpowiadają - skoro wcześniej tego nie zrobiła dla mnie sprawa jest prosta- ona teraz próbuje się usprawiedliwić z tego co zrobiła.
Dziewczyno skoro ci tak źle w związku to go zakończ a dopiero potem spotykaj się z innymi.To jest normalna kolej rzeczy wiesz?
Co do Twojej wypowiedzi, że jak się kogoś kocha to się go nie zdradza to zapewne nie tylko ja uważam ,ze jest to wielkie uproszczenie i w wielu przypadkach nieprawda.
michalina7 napisał/a:To nie jest normalne, że chłopak nie pozwala Ci wychodzić z koleżankami..
tak to nie jest normalne, ale tak samo nie normalne i niemoralne jest to, że tadam oszukuje zarówno swojego chłopaka jak i owego Patryka.Ze swoim obecnym chłopakiem jest 2,5 roku -chyba wystarczająco dużo czasu żeby pogadać ze swoim chłopakiem, że pewne zachowania jej nie odpowiadają - skoro wcześniej tego nie zrobiła dla mnie sprawa jest prosta- ona teraz próbuje się usprawiedliwić z tego co zrobiła.
Dziewczyno skoro ci tak źle w związku to go zakończ a dopiero potem spotykaj się z innymi.To jest normalna kolej rzeczy wiesz?
Co do Twojej wypowiedzi, że jak się kogoś kocha to się go nie zdradza to zapewne nie tylko ja uważam ,ze jest to wielkie uproszczenie i w wielu przypadkach nieprawda.
Tak, wiem, że próbuję się usprawiedliwiać, ale naprawdę czuję się winna i wiem, że tylko ja zawiniłam. A co do tego, żeby porozmawiać - tysiąc razy rozmawiałam o tym, że mi to nie pasuje i tysiąc razy dostawałam kontrargumenty, że w innych związkach jest tak samo, że powinnam się dostosować to i on się dostosuje, tylko że ja jestem bardzo bezkonfliktową osobą i nie robię problemów jeśli on chce gdzieś wyjść sam, nawet do klubu czy gdziekolwiek, ale ja nie mogę od niego oczekiwać tego samego.. I wiem, że normalna kolej rzeczy to najpierw zerwać z chłopakiem, a później się z kimś innym spotykać, to wszystko stało się za szybko, ale i za szybko toczy się z moim obecnym chłopakiem. Nie czuję się gotowa na to, żeby związać się już na całe życie, a jemu lata lecą i coraz bardziej mnie naciska.
no to ja nie rozumiem czemu dalej z nim byłaś skoro pewne rzeczy ci nie odpowiadają a on ich nie chce zmienić..... skoro się męczysz, skoro on a za mocno naciska to po co ci to? po co marnować swój i jego czas? najważniejsze to zachowywać się w porządku.
Po prostu nie umiem tego zrobić, boję się, że on sobie coś zrobi, bo jak ja go zostawię, to już nie będzie miał nikogo, jego rodzina jest jaka jest, boję się, że będę odpowiedzialna jeśli coś mu się stanie. I nie wiem jak się do tego zabrać, w końcu 2,5 roku to dużo czasu i trochę razem przeszliśmy i dużo wie o mnie, ja o nim. Ale nie mogę tak wiecznie się wahać, bo mnie to wykańcza psychicznie, a już nie mówiąc o tym, że jemu też robię krzywdę będąc z nim na siłę. Myślałam, że z czasem jakoś to jednak ulegnie zmianie i tak czekałam.. Boję się też, że to ja zostanę sama i że będę żałować tego zerwania i już nikogo takiego nie poznam..
powtarzam nie ma nie umiem, nie potrafię jest tylko nie chcę lub nie wiem jak.
Czyli co chcesz z nim być na siłę bo inaczej on sobie coś zrobi? tak nie można. musisz tą sprawę po prostu załatwić delikatnie. wytłumacz mu, że nie chcesz z nim być tylko dlatego , że grozi że sobie coś zrobi , ze on tak na prawdę tez tego nie chce, że jest jeszcze młody i znajdzie kogoś kto na niego zasługuje.|
Co do Twojego strachu, że zostaniesz sama...no cóż, nawet jeśli się tak stanie to chyba lepiej być samemu niż z kimś z kim się nie chce?
nie wiem jak to rozumieć Nie odnosze sie bezpośrednio do opisywanego przypadku ale czytając te forum zauważyłęm że nastolatki po 2-3 misiącach spotykania się z jakimś chłopakiem , nagle stwierdzaja że są w ZWIĄZKU i że juz mają jakiś ograniczenia, zobowiazania, zależności
ah te nastolatki:P
Czytając wypowiedzi autorki odnoszę wrażenie, że nastolatka zasmakowała życia studenckiego, zapragnęła zatańczyć... Zadaj sobie pytanie "Czy mi się czasem nie znudziło??? Czy jestem gotowa na ŻYCIE ???" Uważam, że 24-letni mężczyzna nie dawałby sygnałów o ślubie, wspólnym życiu itp gdybyś Ty sama nie udawała przy nim że jest wszystko pięknie, musiałaś mu ładnie nakłaść do głowy przekłamanych słówek, aż w pewnym momencie zabrnęłaś za daleko ze wzrostem w jego oczach, no i teraz ciach... Facet pewny Twoich uczuć decyduje się na oddanie, podejmuje decyzje, planuje... A księżniczka otwiera oczy... i brakuje tylko żebyś mu powiedziała " kochanie ja żartowałam przecież, jesteśmy młodzi dokąd Ci się tak śpieszy? Przecież całe życie przed nami... "
Jeżeli trafiłam, no to kochaniutka zabawiłaś się kimś, a teraz zrób tak żeby było dobrze....
może się mylę, aczkolwiek intonacja Twoich wypowiedzi nie pozwala mi na odczytanie tekstu na inny niż tylko "olewatorski" z Twojej strony sposób.
Jeżeli kogoś cokolwiek zabolało to najmocniej przepraszam, no ale nie potrafię inaczej zinterpretować wypowiedzi koleżanki.
Czytając wypowiedzi autorki odnoszę wrażenie, że nastolatka zasmakowała życia studenckiego, zapragnęła zatańczyć... Zadaj sobie pytanie "Czy mi się czasem nie znudziło??? Czy jestem gotowa na ŻYCIE ???" Uważam, że 24-letni mężczyzna nie dawałby sygnałów o ślubie, wspólnym życiu itp gdybyś Ty sama nie udawała przy nim że jest wszystko pięknie, musiałaś mu ładnie nakłaść do głowy przekłamanych słówek, aż w pewnym momencie zabrnęłaś za daleko ze wzrostem w jego oczach, no i teraz ciach... Facet pewny Twoich uczuć decyduje się na oddanie, podejmuje decyzje, planuje... A księżniczka otwiera oczy... i brakuje tylko żebyś mu powiedziała " kochanie ja żartowałam przecież, jesteśmy młodzi dokąd Ci się tak śpieszy? Przecież całe życie przed nami... "
Jeżeli trafiłam, no to kochaniutka zabawiłaś się kimś, a teraz zrób tak żeby było dobrze....może się mylę, aczkolwiek intonacja Twoich wypowiedzi nie pozwala mi na odczytanie tekstu na inny niż tylko "olewatorski" z Twojej strony sposób.
Jeżeli kogoś cokolwiek zabolało to najmocniej przepraszam, no ale nie potrafię inaczej zinterpretować wypowiedzi koleżanki.
Przekłamanych słówek ? Kochałam go, ale to po prostu wygasło z taką rutyną. I to nie jest tak, że to się zaczęło jak poszłam na studia, od tego czasu się tylko pogłębiły moje wątpliwości dotyczące tego związku. Nie udawałam, było pięknie, ale po jakimś czasie zaczęliśmy oboje żyć właśnie rutynowo. Dodam, że to jest taki typ człowieka, że nie umie się postawić, nawet jak dla żartu powiem np. nie idź z kolegami na to piwo to on się na to od razu zgadza i to mnie strasznie denerwuje. Umie się tylko postawić jak ja chcę gdzieś wyjść.. Ale jak ja coś mu każę zrobić to zaraz to robi. Może jestem dziwna, ale nie lubię takiej przesadnej uległości.
Też uważam, że lepiej być samemu niż z kimś z kim się nie chce być. I to nie jest tak, że mam to wszystko gdzieś, to co on czuje i że wcale mnie to rozstanie nie będzie bolało. Już mnie kosztuje to tyle nerwów, ale jeśli nie zrobię nic może być jeszcze gorzej. Postaram się jakoś delikatnie to rozegrać. Wiem, że zasługuje na kogoś lepszego niż dziewczynę, która wciąż myśli o kimś innym i spotyka się z innymi za jego plecami. To na prawdę dobry człowiek, a ja mu tylko zrobiłam krzywdę tym wszystkim i lepiej zrobić to teraz niż np. jakby miał mi się oświadczyć i dopiero zaręczyn nie przyjąć lub co gorsza przyjąć i je zrywać później.
Poza tym wydaje mi się, że on nie jest pewny moich uczuć, ale może chce się oświadczyć po to, żebym mu nie uciekła. Ja mu powiedziałam wprost, że nie wiem co czuję i że się w tym wszystkim pogubiłam..
To teraz powiedzcie mi, proszę, w jaki sposób zacząć tą ciężką dla nas obojga rozmowę ? Co powiedzieć, a czego na pewno nie mówić ? Proponować przyjaźń czy lepiej nie ?
Niekoniecznie musi to być od razu jakąs konkretne rozmowa . Zacznij mieć coraz mniej czasu przecież musisz się uczyć A jak dojdzie do konkretnej rozmowy to po prostu powiedz ze przykro Ci ale sporo się zminiło czas pokazął że jednak nie pasujemy do siebie i nie ma sensu tego ciągnąc dalej czasami łatwo pomylic miłość z zaurtoczeniaem i że tak włąsnei było ....
Nie ma sensu bawić sie w jakies konwenanse i proponowac przyjaźni było mineło i koniec Jełżi ktos jest na poziomie to bedzie potrafił to zromieć i bedzie zachowywac się jak przyjacel
Dzisiaj z nim rozmawiałam, zapytał czy go kocham, powiedziałam, że nie wiem, bo coś we mnie wygasło. Bardzo to przeżył, ale powiedział, że będzie się nadal starał, żebym go pokochała na nowo, żebym dała mu szansę. I teraz jestem w dziwnym położeniu, bo niby jesteśmy razem, ale tak nie do końca, bo jeszcze mu nie powiedziałam, że to definitywnie koniec. Ciężko jest po tak długim czasie z kimś zerwać, bo ma się tysiące wspomnień, ale z drugiej strony trzeba myśleć też o swoim szczęściu. Obiecał mi, że jeśli nie będziemy jednak razem to nic sobie nie zrobi.. Oby było w końcu dobrze.
napisałaś że jesteście razem 2,5 roku czyli jesteście w "związku" przynajmnije w Twoim przypadku od 16 roku życia Czy nie sądzisz z perspektywy czasu że zbyt pochopnie oceniłaś to jako miłość ??
chciałbym abyś zrozumiała że jesteś w wieku gdzie własnie jest czas aby poznawac co to jest przyjaźn , koleżeństwo czym różni się miłośc od fascynacji To normalne i oczywiste że ludzie się poznają są ze sobą zrywaja rozstają zaczynają od nowa
Ciekawi mnie ile tych 16-17 latek które są już w "związku" do trwają w nim powiedzmy do 30stki myłse ze około 5 % tyle że każda "zakochana" para mysli że to oni są włąsnei tymi 5-cioma procentami
Widocznie my nie jesteśmy i trzeba się będzie z tym pogodzić. Może jeszcze kiedyś będziemy razem, czas pokaże. Póki co raczej chciałabym być sama, skupić się mocno na nauce i być może zdobyciu stypendium. Bardzo możliwe, że właśnie było to tylko zauroczenie czy fascynacja, a ja myślałam, że to "ten jedyny". Żałuję, że tak przeciągnęłam decyzję o rozstaniu, bo im dłużej się jest w związku tym trudniejsze one są, ale jak to mówią mądry Polak po szkodzie.
Dziękuję za wszystkie rady i pozdrawiam. ![]()