Witam wszystkich.
Jestem Patryk, mam 20 lat. Opowiem w skrócie "Naszą" historię.
Wszystko zaczęło się w wakacje 2008, jak poszliśmy do liceum. Ona wtedy zagadała do Mnie i w ten sposób zaczęliśmy rozmawiać, spotykać się itd. Mówiąc krótko zakochałem się w niej dość szybko, dostrzegłem w Niej to coś, co nie spotkałem u żadnej innej. Może głupie, ale już po jakimś miesiącu wyznałem, że ją kocham. Pierwsze 2 lata mieliśmy bardzo burzliwe. Ciągłe kłótnie, rozstania, ale jednak coś razem czuliśmy do Siebie. Ja w wakacje wyjeżdżałem za granice w zależności na 2-3 miesiące. Ona czekała wiernie, wiem że nic nie zrobiła i w ogóle. Od zawsze darzyłem ją ogromnym zaufanie. (Ogólnie jestem osobą stosunkowo skrytą i nie rozmawiam z nikim o moich uczuciach, a przy ludziach po prostu gram kogoś zadowolonego życiem, by się nie pytali czy coś się dzieje itp. Nie na widzę tego. Jedyną osobą, z która Mnie po prostu poznała była moja przyjaciółka, którą poznałem mniej więcej w tym samym czasie co moją [byłą] dziewczynę.) Zrobiłem straszny błąd i po prostu po powrocie z wakacji w 2011r. coś odebrało Mi rozum, a miałem troszkę dość już tych kłótni z dziewczyną, a z przyjaciółką doskonale się rozumieliśmy. Dziewczyna pierwszy raz po 2 latach po moim powrocie wyznała Mi, że Mnie kocha. Jak dla Mnie to był szok, bo tyle czasu na to czekałem (miała problem z zaufaniem i obdarzeniem uczuciem, po prostu wiem, że kochała wcześniej, ale po tych wakacjach, 2 mies beze Mnie uświadomiła Sobie i przełamała się by Mi to powiedzieć). No ja już po powrocie stwierdziłem, że trzeba to zakończyć, mimo iż ją kochałem. Niestety w ten dzień co Ona wyznała Mi miłość, ja skończyłem związek. Wiem, byłem idiotą i z perspektywy czasu wiem, że to był największy błąd, bo straciłem osobę, która Mnie pokochała, a przy okazji niezmiernie skrzywdziłem i zachowałem się poniżej krytyki. (Wiem, że to było nie fair i na pewno nie jedna dziewczyna za coś takiego by Mnie zabiła). I to był koniec tej historii do czasu, bo nie rozmawialiśmy kilka miesięcy. W między czasie po 4 mies z przyjaciółką nie wyszło, w grudniu się rozpadło. (Moje serce nadal kochało Ją, i z przyjaciółką nie mogłem wyjść poza sferę takiego bliższego kontaktu, bo miałem wewnętrzne opory i po prostu przy Niej nie nie mogłem zrobić, bo myślałem o dziewczynie. To uczucie nigdy nie wygasło). Teraz następna część. W styczniu tego roku dziewczyna napisała do Mnie, dlaczego nawet w szkole nie możemy mówić do Siebie "cześć", ani nigdzie wyjść pogadać, jak tyle Nas łączyło. Po tym sms na nowo wszystko się zaczęło. Nadarzyła się po 3 tyg od tego czasu studniówka, co prawda Ona poszła z kolegą, ja z koleżanka. Ale na sali siedzieliśmy obok Siebie, w tańcu chodziłem z partnerką (bo wypadało), ale cały czas o Niej myślałem i w każdej chwili gdy mogłem z Nią rozmawiałem, szedłem tańczyć, wyszliśmy na spacer. Na dworze Ją wziąłem za rękę, przyciągnąłem i mocno przytuliłem. Spojrzeliśmy Sobie w oczy, pocałowaliśmy się. W tym momencie wszystko odżyło. Przez resztę wieczoru spędziliśmy czas razem. Dosłownie wszyscy, nawet nauczyciele powiedzieli Nam, że takiej chemii miedzy ludźmi nigdy nie widzieli. Wszystko toczyło się dobrze, spotykaliśmy się, spędzaliśmy czas w szkole i po, wszystko było na najlepszej drodze. Co najlepsze, nawet w tym czasie się nie kłóciliśmy, co było na prawdę zdziwieniem, po tym że przez 2 lata to było nieodłączne w tym związku. Zmieniliśmy przez rozłąkę troszkę wygląd (wzięliśmy się za Siebie, schudliśmy itp. Ona teraz wygląda jak modelka. Każdy się za nią ogląda.) Ale do rzeczy. Było pięknie, matura, wszystko przeszło. Specjalnie dla Niej zostałem po maturze dłużej w kraju. Niestety nie chciała ze Mną wyjechać. Ale stwierdziłem, żeby o Mnie nie zapomniała, miała w tym czasie zajęcie itp. to postanowiłem jej w ramach "pożyczki" dać za sponsorować prawo jazdy (dlatego, że normalnie nawet by nie przyjęła). Zgodziła się i zaczęła uczęszczać na kurs. Jak już nie miała odwrotu, powiedziałem jej, że to jest jeden z prezentów urodzinowych i ma nic Mi nie oddawać. Wyjechałem zagranice. Dzwoniłem w każdej możliwej chwili, rozmawialiśmy. Wróciłem tydz przed jej urodzinami. Spotkaliśmy się, było bosko. Stwierdziłem, że zarobione pieniądze przeznaczę na "wspomnienia". Wyjechaliśmy do Kołobrzegu. Było miło, chociaż na końcu i tak po marudziła, bo woli góry. Potem były jej urodziny, kolejnym prezentem była wycieczka do Karpacza. Ten czas tam wspominamy bardzo miło, nie szło przewidzieć, że byłoby tak dobrze. (Mimo iż na jednym ze spotkań skręciła wcześniej kostke, i była w górach z opatrunkiem). W tym momencie wszystko już było na najlepszej drodze by do Siebie wrócić. Ale znowu coś Mi odwaliło. Pytała Mi się, czy skończyłem znajomość z ex, powiedziałem że tak (niestety minęło się to z prawdą, ponieważ mimo wszystko była przyjaciółką i znała Mnie jak nikt). 2 dni później, zepsuł jej się tel i dałem jej swój, zostały na nim sms, że mieliśmy się spotkać. W tej chwili wszystko się posypało. Ale dlatego, że w tym momencie nie byliśmy razem, dała szanse i tego nie zakończyła na dobre. Powoli starałem się odzyskiwać jej zaufanie, ale już nie umie uwierzyć w żadne moje słowo, nie wierzy, że wszystko skończone. Postanowiłem jej powiedzieć dosłownie wszystko, każda najmniejszą tajemnice z życia. Bardzo to doceniła, dostrzegła, że ja kocham i na prawdę jej ufam, skoro się otworzyłem. Nadal po tym było już lepiej, ale jednak nie to. Jak jednego wieczoru u Niej byłem, poprosiła bym poszedł do jej szkoły dziennej, ja miałem swoją weekendową informatyczna. Ale ok, 2 dni później zapisałem się dodatkowo do medycznej na dzienne. Bardzo jej się spodobało, że dotrzymałem słowa danego wieczorem, że się zapisze. ale jedźmy dalej. (Przez to, że zawsze nie mówiłem o uczuciach mam małe problemy z rozmową z nią, po prostu bardzo Mi na niej zależy i z tego powodu trudniej Mi rozmawiać). Wie o tym i niestety Mi to wypomina. Kilka dni temu wszystko się posypało, zerwała na dobre. Powiedziała wszystko, co jej na sercu leżało. (Dla Niej robiłem dużo, po prostu rozpieszczałem, za te krzywdy.) Napisałem jej na prawdę z serca, co do niej czuję, jak bardzo Mi na niej zależy i jak bardzo Ją kocham. Udało Mi się tym uprosić rozmowę, zostaliśmy dziś kolegami... Niestety ;(
I teraz dla Was prośba, powiedźcie w jaki sposób mogę ją odzyskać?
PS. Jeszcze jeden istotny szczegół, co do spotkań. Ona zawsze oczekuje, że ja coś zaplanuje, gdzieś zabiorę i w ogóle. No ok. Proponowałem spacery, wyjścia do restauracji, kina, przejażdżki, wyjazdy do różnych miejsc oddalonych ok 100-200km, w domu raczej rzadko się spotykaliśmy. Ale zazwyczaj wszystko jej nie pasowało, jak już się na coś zgodziła, to czułem, że raczej by mieć spokój niżeli z chęci. Ale to szczegół.
Jak macie jakieś jeszcze pytania, to piszcie smiało. I na prawdę proszę o poważne rady, co mogę zrobić by odzyskać Ją, bo nie wyobrażam Sobie życia bez Niej.
Co zrobilibyście na Moim miejscu, odpuścili czy dalej walczyli o Nią? Czy może wreszcie dać spokój, by była szczęśliwa z kimś innym?