witam.mam problem.chodzi o moje małżeństwo.mam 21lat 2,5letnią córeczkę i od dwóch lat jestem mężatką.w moim małżeństwie nie układa się zbyt dobrze.nie minęło pół roku,a my już staliśmy przed sobą w sądzie o rozwód.ciągłe kłótnie,wypominanie wszystkiego doprowadziły właśnie do tego rozstania,ale w ostatniej chwili w sądzie mąż postanowił wycofać ten pozew.ucieszyłam się,ponieważ tak naprawdę kochałam go i mamy też dziecko...obiecywał mi poprawę,że się zmieni,że będzie tylko lepiej.uwierzyłam w to.ale dobre nie trwało zbyt długo.po kilku miesiącach zaczęło się to co na początku.wypominanie,że przyszłam na gotowe,że tu nic nie jest moje,pieniędzy nie widzę wcale.wszystko on trzyma i sam decyduje co kupić a co nie.żeby kupić sobie jakiś ciuch muszę go prosić tygodniami,czasem to skutkuje,a czasem mówi,że mam co jeść i nic mi więcej nie potrzeba.jest mi naprawdę wtedy przykro.często się kłócimy,ponieważ on lubi sobie wypić.piwo to musi mieć co dzień i to na jednym się nie kończy.wódka przynajmiej raz w tygodniu i aż wstyd mi się przyznać,ale zaczął pić z sąsiadem te bełty tanie,co tylko menele takie piją.ja nie toleruję alkoholu i jak widzę,że przychodzi do domu podchmielony to mam takiego nerwa,że szok,ale jak tu się nie denerwować,gdy wtedy padają w moją stronę takie słowa jak np idz stąd,bo rzygać mi się chce na twój widok,albo to się już nie długo skończy i przyprowadzę cię do porządku i wiele innych rzeczy od których uszy więdną;-(ja nie mówię,że jestem święta.każdy ma coś tam na sumieniu,ale to naprawdę już mnie przerasta.mam zamiar jutro z córką wyjechać do rodziców to akurat 15km ode mnie.zostawię mu list w którym no muszę mu napisać parę słów do słuchu,bo tak dłużej nie można.albo się zmieni,albo zakończę to raz na zawsze.przez to wszystko wpadłam w taką nerwicę,że od wiosny leczę się,bo nie ma innej rady;-(
Podobne tematy
Raczej marne szanse ze on sie zmieni. Alkoholizm to powazna choroba, samemu raczej z tego nie wyjdzie,bez terapii. No i musialby chciec,a nie pod przymusem.
Wyglada to zle,chyba najlepszym wyjsciem dla ciebie i dziecka byloby rozstanie. Wy jestescie wspoluzaleznieni, a dziecinstwo i dorastanie przy ojcu alkoholiku zostawia slad na cale zycie.
3 2012-11-04 19:36:10 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-11-04 19:37:50)
Agniesiulka, jeśli wasz związek, to wieczne kłótnie i wypominanie, to ciężko to nazwać chyba związkiem... Może faktycznie powinniście się rozstać? A może poskutkowało by to co zaproponowałaś...wyjazd do mamy. Jeśli masz w niej wsparcie, jeśli faktycznie możesz to zrobić, to zrób. Tylko bądź konsekwentna w tym co robisz. Nie groź rozwodem, jeśli nie będziesz w stanie tego spełnić, w przypadku gdy on znów zapomni co obiecał. Myślę, że czujesz się tak źle, bo siedzisz w domu. Znajdz pracę, jeśli mama obieca pomoc w opiece nad córeczką to jak najszybciej. Dziecko niedługo mogłabyś oddać do przedszkola (jeśli znajdziesz pracę). Odzyskałabyś niezależność i dobre samopoczucie. Wtedy nawet łatwiej rozmawiało by ci się z mężem, bo nie czułabyś jego "przewagi" nad sobą. Postaw warunek... czyli jego leczenie... alkohol to problem, który sam się nie rozwiąże, nawet przy "chęciach i obietnicach"...
boli mnie to,że nie mamy wspólnych tematów,nie mówimy do siebie czule,mijamy się tak bez słów.jest naprawdę ciężko...
5 2012-11-04 19:40:47 Ostatnio edytowany przez agniesiulka (2012-11-04 19:43:35)
Margolinka,ja próbowałam nawet od niego odejść,ale nie miałam na tyle odwagi i nie mam.nie wiem czy tak naprawdę go kocham czy to tylko przyzwyczajenie.mam córkę i chciałabym,aby miała pełną rodzinę.jutro jadę do rodziców i muszę napisać mu list,tylko za bardzo nie wiem jak zacząć.jest tyle wszystkiego o czym chciałabym mu napisać,ale nie potrafię;-(
Margolinka,ja próbowałam nawet od niego odejść,ale nie miałam na tyle odwagi i nie mam.nie wiem czy tak naprawdę go kocham czy to tylko przyzwyczajenie.mam córkę i chciałabym,aby miała pełną rodzinę.jutro jadę do rodziców i muszę napisać mu list,tylko za bardzo nie wiem jak zacząć.jest tyle wszystkiego o czym chciałabym mu napisać,ale nie potrafię;-(
Agasiulka, rodzice którzy nic do siebie nie czują, kłóca się na każdym kroku (przy dziecku też), wyzywają się i ubliżają sobie...to nie jest "pełna rodzina"...uwierz mi...
Dziecko jest coraz większe i coraz mądrzejsze, zaczyna rozumieć co się dzieje wokół niego. Na pewno byłoby bardziej szczęśliwe, gdyby obydwoje rodziców było szczęśliwych, nawet jeśli nie mieszkali by razem. Małe dziecko szybciej przyzwyczai się do rozłąki...starsze będzie jeszcze bardziej przezywać. Pomyśl o tym, że rozstając się (musisz sama zdecydować czy chcesz tego) możecie kiedyś zacząć jeszcze normalnie rozmawiać i mieć poprawne relacje między sobą, a zostając razem mimo ciężkiej atmosfery i wiecznych kłótni...problem będzie się tylko pogłębiał, na szkodą Wasza a przede wszystkim dziecka...
Mam znajomą która niestety była w podobnej sytuacji, tylko jej facet nie pił a i tak potrafił uprzykrzyć jej życie. Ciagle jej wypominał że jest beznadziejna, głupia itp. W końcu nie wytrzymała i sie wyprowadziła do rodziców. Mają 3 letnie dziecko ale żyli bez ślubu.. Młoda jesteś i jeszcze masz szanse ułożyć sobie na nowo życie, więc nie trać czasu na tego faceta. Dałaś mu szanse ale z tego nie skorzystał. Musisz kopną go tak w dupe żeby poczuł. Jeśli będzie chciał walczyć o was to niech udowodni to np. zapisując sie na jakąs terapie, nie jesteś sama w takej sytuacji..
napisz wszystko co Cie boli, wszystko kulturalnie ale napisz bedzie Ci lzej na sumieniu.
tu nie ma co się za dużo rozpisywać Jezeli masz gdzie , uciekaj jak najszybciej ....
jedynym wsparciem jakie mam to moi rodzice.bo z męża strony nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać normalnie i się wyżalić.jego pokręcona rodzinka też dążyła do tego,by nasze małżeństwo się rozpadło.przytoczę nawet taką sytuację z tego lata....gdy między mną,a mężem zaczęło się lepiej układać to jego starsza siostra,która mieszkała z nami no i ze swoją matką 30letnia panna dążyła do tego by to wszystko się rozpadło.wymyślała różne głupie historyjki o tym,że niby mam innego i że jak jeżdżę do rodziców to się z nim spotykam,co jest absurdem,ponieważ przez te pięć lat,które jestem z mężem(jako mąż od dwóch lat)nigdy nie spotkałam się z żadnym facetem badz nawet kolegą,o żadnych innych facetach przy nim nie rozmawiam...wracam do tematu...jak wspomniałam ta jego siostra wymyślała różne cuda na mój temat,kłóciłam się z nią o te kłamstwa,pozniej jej odbiło i zaczęła przede mną chować środki do czyszczenia toalety,łazienki itp,co dla mnie było bardzo śmieszne.w pokoju w którym śpimy ja,mąż i córcia zaczęły znikać kwiaty z parapetu.no zabrała je ona właśnie twierdząc,że to są jej kwiaty.tak co kilka dni znikał jakiś kwiat.w końcu się wkurzyłam i wszystkie te kwiaty wystawiłam jej do pokoju i zakupiłam sobie sto razy ładniejsze.za jakiś czas zabrała pufy,mówiąc,że to dla niej świętej pamięci ojciec kupił.nic już nie mówiłam,tylko sobie pomyślałam masz bierz te swoje pufy.mąż w końcu nie wytrzymał,zrobił jej awanturę i kazał się pakować i wynosić z domu.ta nie wierzyła,że on mówi to serio.to akurat była sobota,ale gdy rano w niedzielę wstała mój mąż(Mariusz) powtórzył jej bardziej dobitnie,że ma się wynosić.spakowała się i pojechała.oczywiście zadzwoniła do swego 43letniego braciszka,który mieszka w Gdańsku,że my ją z chaty wyrzuciliśmy,że nie ma dokąd pójść,że Mariusz chciał ją zabić,co jest okropnym kłamstwem,aj różności na nasz temat się sypały.akurat ja w niedzielę pojechałam z małą do rodziców,żeby odpocząć od tego wariatkowa.ten brat wydzwaniał do mojego i groził mu policją i wszystkim co się dało.dzwonił do mariusza 15razy na dzień,ale już pózniej mariusz nie odbierał.po tygodniu mąż po mnie przyjechał i akurat wyjechaliśmy z podwórka od moich rodziców,gdy nadjechał ten brat.byłam w szoku,gdy go zobaczyłam.obraził całą moją rodzinę,wyzwał od najgorszych i w worku po śmieciach przywiózł mi moje rzeczy i zakazał wracać,bo skoro jego siostra nie może tam mieszkać to ja tym bardziej.byłam bezsilna,a mariusz w tym momencie okazał się zwykłym mięczakiem,który nie potrafił stawić czoła własnemu bratu w obronie żony.ta gnida pa dwóch tyg.wprowadziła się spowrotem do domu,ale my od tamtej pory z nią nie rozmawiamy.jak narazie to poszła na stancję na okres zimy.mam nadzieję,że choć na ten czas będę miła spokój,a tego nich brata nie chcę znać i mam ogromny żal do niego za to co zrobił mi i mojej rodzinie.też się z nim nie odzywam.niech pilnuje swego życia,a nie się wtrąca w czyjeś,ale to u nich rodzinne.taka właśnie jest rodzina mariusza.przykre,ale prawdziwe;-(
Agniesiulka, to chora atmosfera, zwłaszcza dla dziecka... Ty tez dobrze (psychicznie) na tym nie wyjdziesz. Jeśli jesteś pewna, że do męża nic już nie czujesz, że jesteście sobie obojętni, że on nie zamierza nic w sobie zmieniać i ratować małżeństwa, to nie masz na co czekać. Wyjedz do rodziców. Jaki jest sens tkwić e chorym związku, mieszkać w domu w którym jesteś niechciana, i nie mając nawet oparcia w mężu. Jeśli widzisz jednak jakąś szansę, to i tak się wyprowadź, ale postaw warunek mężowi...że albo popracuje nad sobą, zacznie się starać, pójdzie na terapię, zacznie szanować Cię i Twoje uczucia, albo... rozstaniecie się...
Kurcze ciężkie to wszystko ale na moje oko to bardzo trudno będzie wam odbudować normalne zdrowe relacje. Może to kwestia miejsca gdzie mieszkacie może ktoś usiłuje na niego wpłynąć i on sobie z tym nie radzi nie wiem. Ale powiem Ci jedno zastanów się czy chcesz być z człowiekiem , który tak Cię traktuje bo ja nie widzę tu chęci jego poprawy. A dla dziecka naprawdę będzie lepiej jak będzie miało dwoje rodziców , którzy je kochają a siebie nie niszczą. Wiesz mam koleżankę która tkwiła w takim związku kupę lat dwoje dzieci ma prawie dorosłych a najmłodsze ma 12 lat. Mąż ją najpierw poniżał potem bił. Jej dzieci na to patrzyły. najstarszy syn zaczął się zachowywać bardzo agresywnie w stosunku do niej. Teraz jest w trakcie sprawy rozwodowej bo o mały włos mąż na oczach dzieci by ją zabił. Musiała iść z nimi do psychologa i okazało się że problemy z synem są i tak się zachowuje bo nie potrafi sobie poradzić z tym że jego matka była ofiarą. A mówi że najgorsze jak ten mały przychodzi i mówi mamuś ty teraz jesteś szczęśliwa bo nie płaczesz i tato cię nie bije - tylko się uśmiechasz. Moja koleżanka mówi że serce jej pęka że taki los zgotowała dzieciom. A ona chciała tylko pełnej rodziny -aby dzieci nie chowały się bez ojca.
Więc zastanów się czy o taką pełną rodzinę Ci chodzi.
Margolinka,masz rację,muszę w końcu postawić mu ultimatum,bo tak dłużej nie pociągnę.wiem,wiem-też mam trudny charakter,nie ukrywam tego,ale mam też uczucia,które Mariusz rani.on niczym się nie przejmuje,nic go nie obchodzi,nie widzi tego,że ja cierpię,nie raz próbowałam z nim na ten temat rozmawiać,ale wszystko sprowadzało się do kłótni i koniec rozmowy.tym razem na odjezdne napisze mu list,bo rozmowa nic nie da.niech sobie wszystko przemyśli,ja też będę miała czas na podjęcie odpowiedniej decyzji.jakoś to trzeba ogarnąć,bo psychicznie się wykończę;-(
Agniesiulka, koniecznie napisz w tym liście wszystko, ale spokojnie, "dyplomatycznie". Przygotuj się też na to, ze po przeczytaniu listu, mąż może przyjechać do Ciebie. Jeśli będzie zły i przez emocje nie dasz rady z nim porozmawiać, poproś aby wrócił gdy ochłonie. Nie daj się ponieść nerwom. Musisz być spokojna i pokazać mu jak bardzo jesteś zdesperowana, że to nie może skończyć się kolejną awanturą (nic nie wnosząca do sprawy). Musi zakończyć się poważną i spokojna rozmową. W sumie możesz o tym wspomnieć w liście. Żeby najpierw wszystko przemyślał, a gdy będzie mógł na spokojnie porozmawiać, żeby przyjechał do Ciebie. Tylko spokojem można coś zdziałać, bo sama widzisz co dotychczasowe awantury Wam przyniosły...
Margolinka,możliwe,że on może przyjechać do mnie jak przeczyta ten list...kiedyś też wyjechałam do rodziców nie mówiąc mu o tym i przyjechał za jakieś dwie godziny,ale tylko po to,aby mi powiedzieć,że ja mogę zostać u rodziców,ale dziecko to on chce spowrotem,więc nawet jeśli tym razem też przyjedzie to ta kwestia się napewno powtórzy...
Wyjedź do rodziców, ale:
1. Wyjedź z samego rana, gdy on pójdzie do pracy (żebyś miała czas wszystko załatwić).
2. Zgłoś na policję, że chla, po pijanemu robi awantury, a ostatnio Ci groził I DLATEGO SIĘ WYPROWADZASZ - boisz się o bezpieczeństwo swoje I MAŁOLETNIEGO DZIECKA.
3. W liście, który mu zostawisz (to może być dowód!) musisz pisać tak, żeby sąd nie uznał, że się go wcale nie bałaś. Zagrożenie musi być prawdziwe i w moim przekonaniu takie jest.
4. Nie przymierzaj się do naprawiania czegokolwiek.
5. Gdyby przyszedł po dziecko nawet go nie wpuszczaj. Przez drzwi powiedz, że nie ma mowy. Gdyby zaczął pyskować dzwoń NATYCHMIAST na policję.
Rodzina jest wstrętna, a on nie odciął się od niej, czyli będzie taki sam. Nie wyciągniesz go z rynsztoka PONIEWAŻ ON CIĘ NIE SŁUCHA. Jedyna szansa na wyciągnięcie go, to gdyby się odciął, zaczął być bezwarunkowo posłuszny Tobie (innymi słowy gdyby grzecznie wszedł pod pantofel). Rodzice go nie wychowali, więc jest niewychowany. Nie jest gotów być głową rodziny. Przyjmij to do wiadomości.
Dalsze działanie muszą być konkretne, nie połowiczne.
Jeśli chcesz napisać list, napisz:
wyjeżdżam z dzieckiem, ponieważ po pijanemu jesteś nieobliczalny i boję się o dziecko i o siebie. Gdybyś chciał cokolwiek między nami naprawiać, musiałbyś przestać pić, zacząć zachowywać się kulturalnie i traktować mnie z szacunkiem. Nie uwierzę w żadne obietnice, same słowa nie wystarczą. Ważne co robisz.
Nie rozpisuj się za bardzo, żeby sobie nie nagrabić. NIE PISZ, ŻE NIE JESTEŚ ŚWIĘTA! Jesteś. Jesteś dobrą, kochającą żoną, która trafiła na mięczaka, łobuza, umiejącego walczyć z żoną a nie ją chronić. To musi być dla sądu jasne. Dlaczego? Rozwód ma być z orzeczeniem JEGO winy. Inaczej on się rozpije, Ty pójdziesz do pracy, on się - biedaczek - znajdzie w niedostatku i zażąda DLA SIEBIE ALIMENTÓW OD CIEBIE! Musisz mu to uniemożliwić. Musisz teraz grać JAK SZACHISTKA. Dobrze planować KAŻDY RUCH. Rozumiesz?
jeszcze rok temu też byłam w podobnej sytuacji, różnica jest tylko w tym że mój były pił rzadko jak to się mówi okazjonalnie.Pieniądze hmm co z tego że je mi oddawał skoro wiecznie słyszałam że je r..pie...lam na głupoty (od wielkiego święta kupowałam coś sobie i synkowi i to jeszcze jak najtańsze tylko można było żeby tylko za dużo nie wydać ubieraliśmy się w sklepach z odzieżą używaną lub po prostu przyjmowałam rzeczy od rodziny czy znajomych dobitny przykład wesele jego brata ja-sukienka pożyczona nie zbyt ciekawa,przestarzała syn- ciuszki które dostał od mojej mamy po moim bracie a on od góry do dołu wszystko nowe garnitur koszula buty super co nie) na jedno by wyszło jakby sam nimi rozporządzał.Relacje z jego rodziną - żeby mogli to by mi nóż w plecy wbili dokładnie tak samo jak rodzina twojego męża wiecznie mi łatki dorabiali kochanków to mi chyba z 5 znaleźli a on potrafił mi powiedzieć NO WIDOCZNIE COŚ W TYM MUSI BYĆ BO ONI PIERDOŁ NIE SIEJĄ święta z rodziną no obowiązkowo bez znaczenia że sam (nie jeździłam tam od dobrych dwóch lat zanim go zostawiłam) grunt że oni byli. Obietnice że się zmieni pięknie mówił czego to on dla nas nie zrobi jednak z czynami jakoś nie szło w kierunku zmiany na lepsze.Nie rób sobie nadziei że on się zmieni bo to nigdy nie nastąpi a ty nie masz 100 lat na karku żeby nie zacząć układać sobie życia na nowo. Szkoda jest twojego zdrowia i nerwów(dość swoich straciłam a ty przez jego picie tracisz ich jeszcze więcej) masz dziecko, więc nie jesteś sama ona cię potrzebuje bardziej niż mąż który traktuje cię jak jakieś popychadło i worek treningowy( mam tu na myśli to jak cię traktuje i się odnosi). Pewnie myślisz że łatwo mi się mówi fakt teraz tak bo kiedyś miałam obawy że sobie nie dam bez niego rady(a na rodziców w ogóle nie miałam co liczyć mama mnie wspierała tym że mogłam z kimś pogadać a ojciec porażka nic nie wiedział co się w moim życiu dzieje a kiedy dowiedział się że chce być z kimś innym nazwał mnie kurwą) a jednak udało mi się jeszcze będąc w poprzednim związku a raczej farsie poznałam moją obecną połowę która dała mi siłę i odwagę na tak dużą zmianę. Nie jest między nami idealnie, nigdzie z resztą tak nie jest ale nie masz pojęcia jak bardzo cię cieszę i dziękuje jemu i temu kto postawił go na mojej drodze bo gdyby nie on to pewnie dalej bym ciągła tamtą farsę. Nie wahaj się i zmień swoje życie na lepsze bo nie wierze w to że nie chcesz być wreszcie szczęśliwa nawet jeżeli to szczęście miałabyś tworzyć sama z córką. lepiej żeby wychowywała się bez takiego ojca aniżeli miałaby w przyszłości brać przykład z niego i mieć Ciebie za nic bo to jeszcze bardziej by bolało, także pakuj się wyprowadź i zacznij żyć od nowa:) bo ciągnąć to dalej nie ma sensu. Takie jest moje zdanie
Trzeba się rozwieść, podzielić majątek ustalić alimenty. Potem możecie żyć razem długo i szczęśliwie jak będziecie chcieli i będziecie się szanować. A jak nie to każdy do swojego mieszkanka i za parę miesięcy znowu się zedziecie i tak do końca życia.
dotarłam do twojego watku po przez ogłoszenie,niestety nie mam córeczki wiec nie pomogę w kwestii ubranek
ale chciałabym zapytać,czy zmieniłas cos w swoim zyciu przez rok?bo prawie tyle minęło od ostatniego postu tutaj