Cześć chce wam opowiedzieć moją historię, która jeszcze niedawno była jak z bajki...
Poznaliśmy się około 5 lat temu na urodzinach koleżanki byliśmy ze sobą pół rok i się rozstaliśmy, lecz po dwóch latach wróciliśmy do siebie i jesteśmy razem do teraz. Przez pierwszy rok było cudownie dosłownie jak historia z bajki był kochany, czuły, zawsze mi pomagała w czym mógł, chciał się spotykać tak często jak tylko było można, zrobił by dla mnie wszystko... ale od pewniego czasu się zmienił i to bardzo... zaczęło się od wielkiej zazdrości usunięcia wszystkich numerów moich kolegów z telefonu następnie ograniczanie czasu wychodzenia na dwór i kontrolowanie, a kiedy ja się go zapytałam np kto dzwoni to mi odpowiadał nikt albo co chciał...nic... a ode mnie wymaga tłumaczenia się dosłownie ze wszystkiego ...ale tym jeszcze się tak nie przejęłam jak tym co teraz robi. Wszystko jest dobrze dopóki ja nie wyraże swojego zdania, np że coś mi się nie podoba coś robi źle....wtedy wpada w taki szał, krzyczy na mnie nie da mi dojść do słowa i najgorsze jest to że niby tak mnie kocha bardzo, a gdy się pokłóciliśmy o drobną rzecz to zerwał ze mną i za każdą kłótnią mnie obraża różnymi słowami. Prosiłam go o to żeby tak się nie zwracał do mnie ale on i tak to robi a bardzo mnie to boli usłyszeć takie słowa od osoby, którą kocham ponad życie ;(. Zawsze na koniec kłótni usłysze, że to jest moja wina...za każdym razem tak jest...I twierdzi, że kobiete trzeba sobie wychować i próbuje to zrobić ze mną . Ostatnio usłyszałam od niego, że mam się ogarnąć bo już raz ze mną zerwał to i drugi raz bez wachania to zrobi... Proszę napiszcie mi co mam z tym zrobić bo już nie daje rady
bardzo go kocham ale też nie potrafie mu zapomnieć tych słów, które skierował do mnie. Zabiera mnie tak jak kiedyś wszędzie jest miły i kochany oraz pomocny....ale tylko do momentu gdy ja się na wszystko zgadzam... ale czasami naprawde przesadza i mi się coś nie podoba to musze wyrazić swoje zdanie zwłaszcza, że on jak powie mi, że mu coś nie pasuje to od razu go posłucham... Wszyscy mówią mi, że najlepiej mam skończyć z nim, bo próbuje mnie sobie podporządkować a sam dla mnie nie zrobi nic takiego, ale ja nie moge to nie jest takie proste ;( Mam nadzieje, że tu ktoś mi doradzi co mam zrobić...
Podobne tematy
Jak zamierzasz się wciąż podporządkowywać to unikniesz konfliktów i wyzwisk, ale co to za związek gdzie słuchasz się jak małe dziecko i nie masz prawa do własnego zdania.
Jakiś toksyczny facet.
Chyba lepiej się rozstać i przeboleć niż być nieszanowaną w związku.
Ale widzę,że tego rozwiązania nie chcesz .... cóż ..może ktoś inny ma magiczną receptę....
Wychować? On Cię tresuje!
I nie kocha. Bądź pewna. Chce z Ciebie korzystać jak ze sprzętu domowego.
zaczęło się od wielkiej zazdrości usunięcia wszystkich numerów moich kolegów z telefonu
Dla mnie to totalna dyskwalifikacja partnerstwa i zaufania. Czyli, każdy Twój kolega to potencjalny kochanek z którym się pójdziesz puszczać? Nie rozumiem dlaczego pozwalasz na to, ALE TO Twoje życie.
następnie ograniczanie czasu wychodzenia na dwór i kontrolowanie
Nie rozumiem, jak dorosła kobieta ma wyznaczany czas ?wyjścia na dwór? przez swojego chłopaka, przecież to jakieś niewolnictwo ?. Wiesz, zgodnie z konstytucją wszyscy jesteśmy wolni ?
ode mnie wymaga tłumaczenia się dosłownie ze wszystkiego ...
No to normalne chyba? Przecież Ty pozwalasz mu na przepytywania, kontrolowanie, brak prywatności? On u siebie winy nie widzi bo przecież jest cudowny i na pewno nie zdradzi Ciebie, a Ty, to już taka czarna gwiazda jesteś
ale tym jeszcze się tak nie przejęłam jak tym co teraz robi.
I Tu właściwie to się dziwię, jak to????
Wszystko jest dobrze dopóki ja nie wyraże swojego zdania,
Nie wiesz że niewolnik i ladacznica nie ma prawa do własnego zdania? Uświadamia Ci Twoje miejsce w waszym związku, dziwne że potulnie się na to zgadzasz
Zawsze na koniec kłótni usłysze, że to jest moja wina...za każdym razem tak jest...I twierdzi, że kobiete trzeba sobie wychować i próbuje to zrobić ze mną .
No a czyja wina ma być? Jego, wspaniałego królewicza na lśniącym koniu z szabelką przy pasku??
Serio, ogarnij się kobieto, i nie pozwól robić z siebie jakieś głupiej lafiryndy.
Wszyscy mówią mi, że najlepiej mam skończyć z nim, bo próbuje mnie sobie podporządkować a sam dla mnie nie zrobi nic takiego, ale ja nie moge to nie jest takie proste ;(
I wszyscy mają rację. I właśnie że jest proste, uwierz mi. Może początki są trudne, ale później jest z górki.
5 2012-10-29 15:00:00 Ostatnio edytowany przez daria181 (2012-10-29 15:09:46)
I to jest właśnie najgorsze, że wiem o tym, że chce mnie podporządkować i całą reszte co napisałyście. Nie chce się wpakować w takie coś w przyszłości ale nie potrafię tego skończyć
a może macie jakies rady żeby coś zrobić sprawdzić go czy coś ?. Bo łudze się, że będzie kiedyś taki jak dawniej. Gdybym mogła cofnąć czas to na pewno bym tego nie zaczęła drugi raz....
Dobrze wiecie, że nie łatwo się pogodzić z rozstaniem z osobą na, której nam zależy dlatego szukam rad na formu może jakoś uda się z nim dojść do porozumienia...
Jak moj byly. Daj sobie spokoj i uciekaj.
7 2012-10-30 09:50:25 Ostatnio edytowany przez daria181 (2012-10-30 12:43:48)
gabi1930 mogłabyś coś więcej napisać o Twoim byłym związku? może w końcu dam sobie spokój po tym....
Witam was. Już raz pisałam wam moją historię o moim związku, który trwa już prawie dwa lata i, że mój chłopak przy kłótni obraża mnie różnymi słowami i zawsze mówi, że to moja wina. Nawet zerwał ze mną raz i powiedział, że drugi raz zrobi to bez wachania bo wie jak się wtedy czuł... jak ja mam to rozumieć to co dobrze mu z tym było ??. A teraz to co chciałabym wam przedstawić i żeby mi ktoś powiedział czy może naprawde wina leży po mojej stronie. Jestem bardzo o niego zazdrosna czego sam mnie nauczył, bo był chorobliwie zazdrosny o mnie ale już aż tak bardzo nie jest. I wtedy robie mu pretensje, że mi nie powiedział z jaką dziewczyną ostatnio rozmawiał on też mi się każe tłumaczyć ze wszystkiego to czemu ja jemu nie mogę tak robić. Niby właśnie mówi mi wszystko jest szczery nawet kiedyś chciałam go sprawdzić i z innego numeru do niego napisałam to od razu zadzwonił i mi o tym powiedział mało tego napisał na ten numer, że nie chce tego kogoś poznawać bo ma dziewczynę, którą bardzo kocha i byłam bardzo z tego dumna... tylko czym oczywiście mnie zdenerwował, że chciał koniecznie wiedzieć kim jest ta dziewczyna co mnie zdenerwowało bo po co mu to?? odpowiadał bo chce wiedzieć i tyle... ale po co mu to potrzebne?? Robie często mu pretensje czasami słuszne czasami mniej i przez to są kłótnie mój płacz na kóry już nie zwraca nawet uwagi tylko czasami przytuli i pocieszy. Ostatnio jak się pokłóciliśmy ja płakałam do słuchawki a on się z tego śmiał dla mnie to nie jest normalne. Ostatnio mi powiedział, że po kłótni pierwszy by wyciągnął rękę na zgode ale nie zrobi tak bo chce pokazać, że ma honor i że nie pozwoli sobie tak robić... Nie wiem co mam o tym myśleć... Mówi okropne rzeczy na mnie a jak się pogodzimy to mówi, że to było w złości a naprawdę tak nie myśli. Kiedyś jak byłam u niego i się kłóciliśmy to mnie wygnał z domu no to wziełam torbę i płacząc chciałam wyjść to zerwał się i mnie zatrzymywał. Nie wiem co o tym myśleć czy ze mną jest coś nie tak z tymi pretensjami czy to jest jego wina Proszę pomóżcie!
ten związek jest chory...Ty go sprawdzasz on Cie wyzywa, ty masz do niego pretensje, on ci zabrania....ah i po co to wszystko? nie lepiej dać sobie szanse na normalny związek?
Chciałabym żeby było normalnie tak jak kiedyś... ale kiedy ja chcę się starać i to zmienić i mówie mu żeby on swoje wady spróbował zmienić to mówi, że on nie robi źle tylko ja go prowokuje do tego.
toć mówiłam to chore! on jeszcze na dokładkę nie widzi swojej winy i wszystko zwala na Ciebie. I ty się zastanawiasz czy go nie zostawić? nie ma nad czym myśleć trza działać
Ale ja jestem taka głupia że nie potrafię go zostawić. Nie umiem już żyć bez niego...wszystko co mnie otacza jest związane z nim. Nie ptrafie...a zarazem nie chce z kimś taki być
i nie wiem co zrobić ciągle sobie robie nadzieje, że może się ułoży ;(
głupie to jest myślenie,że się nie da bez kogoś żyć. skoro nie chcesz z nim być to nie bądź! miej trochę szacunku do siebie i nie daj się tak traktować
Jak ktoś z boku patrzy na to to łatwo mu powiedzieć skończ z nim, ale jak się jest w takim związku to nie jest tak łatwo... też doradzałam koleżance w sprawie jej chłopaka ale teraz dopiero rozumiem jakie to trudne.
a czy ja powiedziałam, że to łatwe? zresztą zasłanianie się tym ,że to trudne jest tylko pretekstem do zaniechania działań. Matko ja Cię nie chce do niczego zmuszać ale sama piszesz że nie chcesz z nim być.zastanów się może czego chcesz
Nigdy nie dałam się tak traktować jak kiedyś jeden chłopak chciał tak zrobić to go zostawiłam ale z tym teraz jest inaczej...nie potrafie
może i jestem żałosna, że z kimś takim jeszcze jestem, ale nie mam siły skończyć tego...
nie ma nie potrafię jest tylko nie chcę....i jeśli już to nie powinnaś mieć siły żeby go znosić a nie żeby to skończyc.
I masz racje na niego mam siłe a do tego nie... planowaliśmy razem przyszłość i dlatego nie mogę się z tym pogodzić, że nic z tego nie wyjdzie
za pół roku mieliśmy razem zamieszkać i chciałam zobaczyć czy układałoby się nam a widze, że nawet do tego czasu już nie będziemy chyba razem...
niemasz się co łamać! to nie koniec świata. ja wiem, jak pewno większość z nas jak to jest stracić kogoś ale uwierz mi nie ma takigo faceta którego nie mozna zapomnieć.daj sobie szansę na coś lepszego.
A masz może jakieś rady żeby najpierw spróbować przemówić mu do rozumu??
Spróbuje dać sobie spokój z nim
Ale chyba będe musiała coś na uspokojenie brać bo inaczej nie wytrzymam.
słuchaj, jeśli już koniecznie chcesz spróbować to najlepszym rozwiązaniem będzie szczera rozmowa. popros go by Cię wysłuchał i nie przerywał i postaraj się jak najspokojniej i jak najdokładniej wytłumaczyć mu jak się czujesz ostatniow waszym związku. powiedz mu tez że to nie jest wyłacznie jego wina ale ty sama niczego nie naprawisz i jesłi mu zalezy to niech choć spróbuje pójśc na pewne kompromisy. ustalcie czego wzajemnie oczekujecie i jak to wszystko ma wyglądac a e w taki sposób żeby obojgu to wam odpowiadało.
Daria....nie wiem co Ci radzić, bo sama jestem w podobnej sytaucji. Kocham Go, a z drugiej strony ten związek psychicznie mnie wykańcza. JAk jest dobrze ....jest cudownie, jak nie po jego myśli.....zaraz się wkurza, obraża, a wszytstko to moja wina. A poniżej moja historia: Poznaliśmy się przez internet, a pierwsze spotkanie było w Święta Wielkanocne. Początki jak to początki były cudowne. Po dwóch miesiącach zamieszkaliśmy razem i tak jest do dziś. Chcę zaznaczyć, że jest między nami spora różnica wieku, ja mam 37 lat, a mój chłopak 27 lat. Już od początku mówił, że jestem taką osobą jakiej szuka. Pragnę dodać, że widział i widzie we mnie kobietę ? taka umiejąca zadbać o faceta, o dom i ewentualną przyszłą rodzinę. Zawsze mówi mi ?Misiaku jesteś mistrzynią w gotowaniu?.
Ale zacznijmy od początku?.Adam wrócił z zagranicy, znalazł jedną pracę ? do kitu, drugą ? pracują nie tacy ludzie jak trzeba, trzecią ? poszedł jeden raz i na drugi dzień już nie. Suma sumarum?.dokładał mi się na czynsz za mieszkanie, ale tylko na to, a poza tym wszystkie zakupy robiłam ja. Nie wyliczam bo w miłości się nie wylicza, ale to miał być związek partnerski. Doszło do tego, że obecnie ja mam płacić za mieszkanie, wszystkie opłaty i jedzenie, ale to nie wszystko.
W sobotę czy w piątek przeglądałam zdjęcia na jego telefonie.....nie wiem chyba A. już nie ufam tak jak to było na początku. Znalazłam zdjęcia.
Dwa dni biłam się z myślami czy mnie zdradza czy nie i w końcu pękło w poniedziałek rano przed wyjściem do pracy......Powiedziałam Mu, że mnie zdradza i niech się pakuje. Próbował mnie uspokoić ale ja nic. Wpisał w google "kobiety w mini" i wyskoczyły te zdjęcie.
Tłumaczył, "Misiaczku ja lubię patrzeć na kobiety w mini i stąd te zdjęcia. Nawet Tobie chciałem zaproponować zrobienie zdjęć w mini. Chciałabyś abym miał w telefonie facetów, albo filmy porno."
Ja nic, byłam nieugięta. " A. ale tam są jeszcze zdjęcia w limuzynie, którą jeździ się po Wawie i byłeś tam w środku z tymi laskami, plus w klubie. Mogłeś powiedzieć, że chciałeś wyjść zabawić się, a nie tak poza plecami".
A.:" Ptysiu, zobacz to jest moja koleżanka na sesji zdjęciowej, te zdjęcia ściągnięte są z facebooka z jej strony. Ona ma chłopaka, nigdy z nią nie byłem. Poza tym juz dawno zgrałem sobie i nie histeryzuj. Nawet nie mam do niej nr tel. Ona ma 18 czy 19 lat i ma stałego chłopaka."
"A., ale te zdjęcia są juz z okresu jak byliśmy razem.
"Asiu ale ja na nie patrzę, były ale mogę je wyrzucić".
Zapytał czy się ma spakować. Powiedział, że chce być ze mną, że mu na mnie zależy....ale ja " pakuj się i to koniec, przemyślisz u mamy, ja tu czy rzeczywiście chcemy być ze sobą". Spakował się i wyszedł. Przemyślałam wszystko i poszłam za Nim. Długa rozmowa na zewnątrz, że już nie będziemy razem. A powiedział: "Znajdziesz sobie innego faceta, jesteś atrakcyjna, na powodzenie nie będziesz narzekać. Zobaczysz jak to jest w związku. Może kiedyś wspomnisz, że nie byłem najgorszy.
Żałowałam, że tak wyszło, powiedziałam, że jeśli rzeczywiście jesteśmy sobie pisami to i tak nie ma takiej siły co nas rozdzieli.
Ochłonęłam na zewnątrz, uspokoiłam się i poprosiłam, aby wrócił, że zaczniemy lepiej. Uświadomiłam sobie, że w każdym następnym też coś mogę znaleźć. Nie ma ideałów, a sama tez nim nie jestem. Pomimo wszystkiego kocham go za to, że jest. Nie patrzę na jego majątek, chciałabym tylko aby pracował. W gruncie rzeczy uświadomiłam sobie, że o co Go nie poproszę to zrobi to, a że ja nie lubię prosić się to mam to co chcę. W ogóle ja nie lubię być zależna, nie tylko od faceta.
A. powiedział, że ktoś kiedyś (starsza osoba) powiedziała mu, że nie jest dobrze jak facet już wyszedł, że jak raz wyjdzie, to będzie wychodził, że to nie jest dobry znak.
Nie wiem, powiedzenia swoje, a życie swoje.....wiem jedno, że jak ludzie sa sobie pisani to nie wiem co i tak będą razem. Nie ma to nic wspólnego z powiedzeniem "dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki" . To prawda bo woda w rzece przepłynie i nawet jeśli się wejdzie to już jest coś innego.....i tak jest z ludźmi rozejdą się, potem jeszcze raz mogą się zejść, ale to już nie jest ten sam związek....ale nie wiadomo czy będzie dobrze czy źle.
Jeszcze jedno co wykryłam u A. o czym mi powiedziałam. Kiedyś w niedzielę powiedział, że idzie na dworzec odebrać coś od kuzyna, który rzekomo miał mu przywieść coś z domu. Ale nie w tym rzecz o jaką rzecz do odebrania chodziło, a o osobę z którą miał się spotkać. Powiedział, że to kuzyn i nie chciał abym jechała z nim. No cóż nie nalegałam, zapytałam tylko czy się mnie wstydzi. Powiedział, że mnie nie, bardziej chodzi o tę drugą stronę. Wyszło na jaw, że to była jego matka. Powiedziałam mu, że spotkał się z matką i mnie okłamał. Powiedział, że głupio mu było mówić nieprawdę, ale nie chciał abym poznała jego matkę bo on się jej wstydzi. Wstydzi się swoich rodziców. Powiedziałam mu, że rodziców się nie wybiera, akceptuje się takimi jakimi są, ale A. i tak jest nastawiony do nich anty. Do matki dlatego, że ukradła mu pierwsze jego zarobione pieniądze. Na moje pytanie dlaczego rodzice nie mieszkają razem odpowiedział, że oni od zawsze nie żyli ze sobą dobrze, nie dobrali się.
No i po tym tez już straciłam do niego zaufanie.
Namawia mnie na wzięcie kredytu abyśmy otworzyli jakiś biznes. Oczywiście kredyt mam wziąć ja. powiedziałam, że nie, za dużo się miedzy nami ostatnio zadziało. A., ja wezmę kredyt, Tobie coś się nie spodoba, a ja będę bujać się z kredytem i z całym biznesem, który nawet nie wiem czy wypali. Poza tym A. dużo mówi, a z realizacją jest tak sobie.
Wtedy jak się pakował, chociaż nie chciał bo zapytał się czy chcę zakończyć ten związek, ja histeryzowałam, tuliłam się do niego, A. ja cię kocham. Nie wiem na ile to prawda, mężczyźni kochają inaczej.
Spuściłam z tonu, jeszcze wczoraj wspomniałam coś o legalizacji związku, ale A. powiedział, że bardzo naciskam, abym się tak nie spalała. Powiedziałam mu, że ja nie chcę urodzić dziecka w wieku 45 lat, bo nie mam zamiaru być babcią dla swojego dziecka. Powiedział spokojnie, aż tak długo nie będziemy czekać.
Nie wiem, boję się, ale kocham Go.
słuchaj, jeśli już koniecznie chcesz spróbować to najlepszym rozwiązaniem będzie szczera rozmowa. popros go by Cię wysłuchał i nie przerywał i postaraj się jak najspokojniej i jak najdokładniej wytłumaczyć mu jak się czujesz ostatniow waszym związku. powiedz mu tez że to nie jest wyłacznie jego wina ale ty sama niczego nie naprawisz i jesłi mu zalezy to niech choć spróbuje pójśc na pewne kompromisy. ustalcie czego wzajemnie oczekujecie i jak to wszystko ma wyglądac a e w taki sposób żeby obojgu to wam odpowiadało.
Dziękuje bardzo spróbuje a jeśli nic to nie da to nie mam innego wyboru ![]()
NosicielŚwiatła
Tak samo się czuje jak Ty nie wiem co robić bo go kocham i nie chce go stracić ale nie daje mi wyboru:( spróbuje z nim dzisiaj poważnie porozmawiać i zobaczę wtedy co z tym zrobić. Jutro napisze co wyszło z tej rozmowy.
Dario wiem, że jest Ci ciężko i cały czas myślisz, że się zmieni,ale musze Cię zmartwic i posłuchaj.....
Żyłam w takim samym związku, zaczeło się od okropnej zazdrości, ograniczania czasu, sprawdzania komórki, nie mogłam miec kolegów, a koleżanki też były złe... ale tłumaczyam sobie, że się zmieni i będzie dobrze... nie było...
zaczął podnosc na mnie rękę, bił mnie a później przepraszał,a ja dalej wierzyłam że sie zmieni,bo go kochałam i tylko to mnie trzymało przy nim...posuwał się do coraz gorszych rzeczy zaczął bic przy znajomych i urządzac mi dzikie awantury, a ja dalej kochałam i wybaczałam...po 5 latach kiedy musiałam wyjechac na pare miesięcy i wracałam tylko na weekendy uświadomiłam sobie, że muszę wkońcu zrobic coś dla siebie...
Dario odeszłam po ponad 5 latach związku i jestem najszczęśliwsszą osobą na świecie, bo nie wiem czy teraz bym to pisała....
Odejdź jak najszybciej...póki żyjesz
Ale cały czas zastanawiam się jak mogło się tak stać, że z chłopaka wprost idealnego zrobiło się takie coś....nie mogę cały czas tego pojąć... We wszystkim mi pomagał zawsze mogłam na niego liczyć...może to jest śmieszne ale nawet paznokcie mi zawsze malował albo włosy mył i suszył... dosłownie wszystko robił żebym była z niego zadowolona... Pomagał mi w szkole jak jeszcze chodziłam... mieszka ode mnie 13 km i specjalnie wstawał rano przed szkoła żeby przyjechać po mnie i zawieźć mnie do szkoły... aż mi się płakać chce jak wspominam to wszytko...jeszcze w zeszłym roku pracował po to żeby zapewnić nam wakacje marzeń i takie były... a teraz nie chce się już ze mną widywać częściej niż trzy razy w tygodniu chociaż ma czas.... mówi mi że szkoda kasy żebym nie wydawała żeby do niego na dwie godziny przyjechać... ale dla mnie pieniądze nie mają znaczenia jeśli chodzi o spotkanie...stał się obojętny na mnie, wszystko co powiem go drażni... a może poprostu ma kogoś innego? ![]()
Nie mogę w to uwierzyć co się dzieje... planowaliśmy za pół roku razem zamieszkać... a teraz co??. Ja już tego nie wytrzymuję ciągle o tym myśle nie mogę jeść przez to ani spać
Dlaczego nie może być tak jak dawniej ![]()
hey. wiesz co, duzo by opowiadac o moim bylym. troche mam go opisanego u siebie w postach.. ale to juz jest koncowka naszego zwiazku. W skrocie.. na poczatku byl idealny. Moglam na niego liczyc, we wszystkim mi pomagal.. ciagle czule slowka, czulam sie kochana, otoczona wsparciem i opieka. Ale kiedy pojawial sie problem... on uciekal. Wina ewidentnie lezala po jego stronie. a on odwracal kota ogonem i ze mna zrywal. Potem ja zabiegalam.. beczalam.. bo kochalam go jak nikogo.. on z laska wracal. Pozniej mowil mi, ze nie potrafil wykonac pierwszego kroku.. bo mu meska duma nie pozwalala itd. wiec od tej pory zawsze jak ze mna zrywal ja prosilam sie o powrot, bo bylam pewna ze on po prostu nie potrafi. Wielokrotnie nasluchalam sie od niego 'milych slowek' typu ; odpierd.. sie. nie wpierd.. sie.. pojeb.. jestes. i inne ciekawe epitety. mieszkalam z nim rok. 1.5 roku z nim bylam. Kiedy zamieszkalismy bylo ok. dopiero potem zaczelo sie sypac. On uciekal w gierki na kompie. Siedzial calymi dniami i nocami przy komputerze.. gral na necie z ludzmi.. i przy okazji flirtowal z laseczkami xd. odchodzil miliony razy.. i wracal.. doprowadzajac mnie do lekow depresyjnych i histerii. gral na moich uczuciach. mial dwa oblicza. jedno czule i kochane a drugie.. okropne, chamskie.. aroganckie.. cwaniackie.. wyprowadzil sie zostawiajac mnie sama na swieta. bez powodow. pozniej oklamal mnie.. zerwalam. ale kumplowalismy sie nadal.. bo mial mi pomoc w przeprowadzce. Ja traktowalam go chlodno.. a on wtedy na nowo zaczynal zachowywac sie jakbysmy byli razem. zaczepial mnie.. dbal o mnie.. przytulal calowal.. byl pare razy na noc. ale oklamal mnie kolejny raz.. powiedzial ze zdradzil, ze nie potrafi byc w stalym zwiazku.. ze od dawna mnie nie kocha. ze to moja wina bo sie zmienilam. i zakonczylam to. a ja zrobilabym dla niego wszystko.:)
Dario droga, szacunek jest podstawą miłości. Nie można kochać śmiecia. Nikt na całym świecie nie kocha tego, co nie jest nic warte (tego, kto nie jest dla niego ważny).
Twój chłopak... Moim zdaniem do wymiany. Bo szkoda Twojego czasu. Czas jest wszystkim co masz. Jest życiem.
NosicieluŚwiatła, Twojego czasu też szkoda. Piotruś Pan potrafi być czarujący, ale nie ma z nim przyszłości...
gabi1930
W tym momencie jestem w szoku to co napisałaś to wygląda dosłownie tak samo jak mój związek tylko, że ja z nim jeszcze nie mieszkam to nie wiem czy to tez by było takie same jak Twoje. A jak się dowiedziałaś, że Cię zdradził?? bo ja kiedy zaczęłam coś podejrzewać to sprawdzałam mu telefon ale i tak nic nie znalazłam nawet koleżankę wysłałam żeby sprawdziła czy jest w domu w jakimś podejrzanym dla mnie czasie i był... Właśnie coraz częściej zastanawiam się nad tym czy on nie ma innej za moimi plecami... Gdybym się dowiedziała, że ma inną to w końcu bym go zostawiła bo tego już nie wytrzymałabym...wszystko można znieść, ale nie zdradę.
Po ostatniej rozmowie z nim przestał mnie obrażać ale jeszcze robi pretensje o byle co czasami...ale dobre i to na początek... ucieszyłam się z tego, ale teraz mam wątpliwści co do jego wierności
Jak uważacie czy na jego teraźniejsze zachowanie mogą mieć wpływ znajomi?? Bo od jakiegoś czasu odnowił znajomość ze swoim kolegą, który traktował swoją dziewczyne jak szm*tę i po trzech latach go zostawiła... czy on może mieć taki wpływ na niego???
A kiedy zaczęłam się upewniać czy mnie nie zdradza to zaczął do mnie mówić, że mu przykro że nie wierzę mu skoro nigdy mnie nie okłamał... w sumie to naprawdę nigdy mnie nie okłamał ( przynajmniej się nie dowiedziałam o niczym ) , a jak jakaś dziewczyna do niego napisała to od razu do mnie dzwonił i mówił o tym i spławiał ją (pakazał mi smsy).
ja o zdradzie dowiedzialam sie od niego. w sumie mysle ze to nieprawda. bo nim z nim zamieszkalam to tez mi takitekst wciskal a potem mowil ze to bylo na zlosc i po to zebym dalasobie spokoj. wiedzial ze zdrada to dla mnie koniec. a poza tym chcial mi pocisnac na koniec wiec to powiedzial. calymi dniami siedzial w domu..wiec mialam go na oku. chyba ze jak sie wyprowadzil i zaczal za moimi plecami chodzic na dyskoteki, mogl cos zrobix. tel mu zawsze sprawdzalam. nic nie mial. ale jak sie wyprowadzil to weszlam na jego profil na necie z grami.. a tam na wiadomosci. i czytalam jak sobie flirtowal z dziewczynami.
A mój chłopak widzi, że coś podejrzewam to specjalnie mi mówi, że rozmawia z taką dziewczyną której nienawidzę a jak się wkurze to mówi, że żartował i chciał zobaczyć moją reakcję. Chciałabym żeby naprawdę się okazało, że mnie nie zdradza bo już kiedyś miałam chłopaka o którym po czasie się dowiedziałam, że każdą z którą był zdradzał... i nie chce drugi raz tego przeżywać...Ale według mnie nie ma żadnego normalnego chłopaka w tych czasch wszyscy są chamscy albo zdradzają albo chcą pokazać swoją wyższość nad dziewczyną. Już straciłam wiarę w to że są jeszcze normalni chłopacy. Mam tyle przykładów takich chamskich chłopaków moich kolezanek a nawet siostry, że już w nic miłego nie uwierze o chłopaku.
zostawiła go i co... po paru dniach przyszedł do mnie jak pies z podkulonym ogonem...i po co to wszystko jak po jakimś czasie sobie uświadamia, że ''chce ze mną być'' ??? nie rozumiem tego...
zostawiłam go i co... przyszedł do mnie po paru dniach jak pies z podkulonym ogonem... i po co to??? jak niby po paru dniach uświadomił sobie, że ''chce ze mną być''.....