Witam wszystkich:) chcialabym opowiedziec swoja historie, która może wydawać się śmieszna i głupia. Jak wiadomo wg Maslowa jedna z głowych potrzeb do prawidłowego funkcjonowania jest potrzeba akceptacji i samoreazlizacji. I otóż w tym pies jest pogrzebany. Patrzac na swoje zycie mialam mnostwo znajomych przyjaciol itp itd byłam szczesliwa bo zawsze popieralam ich mimo ze oni kiedy mieli problem mnie potrzebowali a kiedy juz go nie mieli to jz stawalam sie zbedna z wiekiem zaczelo mi to przeszkadzac. i tak zazegnalam przyjazn z jedna z moich kolezanek z szkolnej ławki. Później z nastepna i tak grono sie wykruszało. Liceum bylo takie samo pełno znajomych ale tak naprawde nikogo kto nie byłby falszywy albo nie szukal by we mnie wsparcia tylko na swoje ciezkie dni. Lubie pomagac ludziom i wydaje mi sie ze do tego swiata nie pasuje bo ja nie obgaduje wszystkich za plecami i nie mowie wszytskim tego co ktos mi powiedzial jestem wdzieczna kiedy ktos cos dla mnie zrobi dobrego i mysle ze to przez to ze zostalam wychowana inaczej niz moje towarzystwo. Spotkałam miłość swojego życia , jestem szczesliwa . Tak naprawde z ekipy znajomych zostałam tylko z Nim i 2 " przyjaciolkami" myslalam ze tak zostanie juz. do wczoraj. Z Kolezanka X bylam zżyta od 6 klasy podstawowki, razem robilysmy wszystko do tej pory. kazde przeciwnosci jakie sie pojawialy mialysmy tylko siebie tak naprawde. CZaesto jednak bywalo tak ze sie przejechalam na niej ostro ale cecha ktora w sobie nie lubie jest naiwnosc i wiara w ludzi w to ze sie zmieniaja i szybko zapominam o tym co ktos mi zlego wyrzadzil... Wczoraj przejechałam sie znowu. dowiedzialam sie od naszej wspolnej znajomej ze ja jej nie wspieram , ze jestem szczesliwa z Ukochanym to mam innych gdzies. a tak nie jest bo ostatnie tygodnie praktycznie spedzilam z kolezanka X bo ja zostawil narzeczony byla zalamana , wszystko robilam zeby tylko nie smucila sie zeby sie nie zalamywala. A w zamian uslyszalam ze nie zrozumiem tego nigdy bo mnie nikt nigdy nie zostawil i to ze mam gdzies wszystkich i wszytsko ... zabolało ale bardziej by bylało gdyby to byla prawda. nie cierpie sie klocic dlatego normalnie juz bym dzwonila do niej ze to nie tak wszytsko ze przepraszam ze tak odczula ale mam dosc tego ze wszyscy mna pomiataja... zostane sama ? tak tak wlasnie czuje... w dodatku moj chlopak dowiedzial sie wlasnie o nieuleczalnej chorobie dziedzicznej i on nie chce mnie tym obarczac i nie chce zeby nasze dzieci mialy to samo i strasznie sie ode mnie odsuwa.. aj a nie wiem c robic i nie umiem pomoc. nigdy nikogo nie kochalam az do czasu gdy go poznalam i okazuje sie ze znow zostane sama bo on nie chce mi psuc zycia a ja chce byc z nim chce go wspierac chociaz boje sie tego strasznie... boje sie ze naprawde zostane w zyciu sama i ze jestem jakims cholernym nieudacznikiem ktory wszystkim w kolo przynosi pecha...
Podobne tematy
Trudno odnieść się tak naprawdę do tego, co piszesz. Na pewno nie mo zna oceniać tej "przyjaźni" bo Ty widzisz to inaczej a Twoja przyjaciółka również na pewno widzi to inaczej. Dobrze by bylo, gdybyś nie bazowała na CZYJEJŚ opinii i słuchała KOGOŚ, co o Tobie przyjaciółka sądzi, ale byście może jeszcze raz o tym porozmawiały. A jeśli trzeba: przeprosiły. To na dobry początek.:)
moja przyjaciółka to osoba, ktora uwaza ze wsyztsko robi najlepiej i gdy zwroci sie jej uwage to staje sie falszywa i leci do nastepnej by jej o tym powiedziec. to smutne ze wokol siebie mam same falszywe osoby ....
Proponuję, byś zrobiła porządek w używanych przez Ciebie słowach.
Przyjaciółka, przyjaciel jest określeniem osoby, która wspiera, pomaga, na którą można liczyć, która nie zawodzi, nie oszukuje, mówi trudną prawdę w oczy. Osoba, którą nazywasz swą przyjaciółką, nie spełnia tych kryteriów.
Jeśli masz wokół siebie same fałszywe osoby, to może najwyższa pora na zmianę otoczenia? Nie musisz zgadzać się na towarzystwo osób, które Ciebie oszukują.
Faktycznie, Maslow miał rację, uznając potrzebę akceptacji za niezwykle ważną. Ale bazowanie jedynie na niej przy budowaniu własnej samooceny, zwłaszcza gdy nie akceptują Cię osoby, które uważasz za fałszywe, jest nieporozumieniem i rzeczą nielogiczną.
Twój chłopak i jego choroba.
Właśnie dowiedział się o swej nieuleczalnej chorobie. Zwykle taka wiadomość jest szokiem. Zwykle osoba, która dowiedziała się o swej chorobie, chce ochronić przed jej skutkami osoby, które kocha. Chcesz być ze swym chłopakiem, to bądź. Chcesz go wspierać, to wspieraj. Przecież teraz, zaraz, nie musicie podejmować decyzji o dalszym wspólnym życiu.
5 2012-12-10 00:21:49 Ostatnio edytowany przez larisaaa (2012-12-10 00:29:20)
Może zna ktoś recepte na to zeby znalezc wierną przyjaciółke? która ma poukladane w glowie, nie jest bezczelna, niewdzieczna i po prostu chamska? jak tak to poprosze...
może przyczyna tkwi we mnie. Staram sie byc lojalna i uczciwa wobec wszystkich. nie obgaduje jednej kolezanki do drugiej tak jak one to robia a mimo wszytsko i tak jestemta najgorsza na ktoraj mozna sie wyrzyc i powiedziec wszystko o mnie co najgorsze bo i tak sie nie obraze...
A moze to jest tak ze jesli ja jestem sama i moje "przyjaciolki" tez to wsyztsko jest ok bo mamy taka sama sytuacje ale jesli jedna <ja> mam chlopaka a reszta nie to juz jest problemi odpadam?
larisaaa po prostu musisz natrafić na swoją bratnią duszę. na kogoś, z kim się nawzajem zaakceptujecie ![]()
larisaaa po prostu musisz natrafić na swoją bratnią duszę. na kogoś, z kim się nawzajem zaakceptujecie
Dokładnie:) to jak z miłością, trudno trafić właściwie ale jak już trafisz to na całe życie.
Na pocieszenie powiem Ci, że ja ostatnio też zweryfikowałam moje "przyjaciółki" i znajomych w ogóle, najbardziej przykre było rozczarowanie i świadomość, że ktoś kogo uważałam za ważną osobę w moim życiu oddalił się o lata świetlne ale ... tak bywa w życiu.
Przyjaciółki mają swoje życie, problemy, jakoś tak się zadziało, że zrobiło nam się do siebie daleko. Jedna nie może mieć dzieci a ja mam dwoje, rozumiem że może nie chcieć mnie odwiedzać, że cierpi ale mimo wszystko przykro mi, że się oddaliła. Druga mieszka w Warszawie prowadzi zupełnie inne życie od mojego, podróże, wielki świat .... odwiedziła mnie ostatnio dwa lata temu, rozmawiało nam się jak zawsze fajnie i .... później zapadła cisza, wiem wiem ja mam rodzinę ona jest singielką ma fajnego faceta ale to zupełnie inna "bajka" wielki świat, a u nas wieś, proza życia i ........kolejna była kiedy w życiu miała pod górkę, kiedy miałyśmy tak samo do D. później ja zaczęłam prostować swoje życie, ona też i .... jakoś w szczęściu mnie nie potrzebuje, też ma rodzinę dzieci i przestała odbierać telefony, oddzwaniać, odpisywać na smsy, było mi cholernie przykro ale jakoś przetrawiłam.
Pozostały dwie najbliższe - choć również daleko. One trwają choć w ich życiu bywa różnie, a ja jestem wdzięczna za to że "są" - to chyba i tak niezły wynik
Mam DWIE przyjaciółki:)
weryfikacja trwa. Ostatnio stwierdziłam że fakt że wsyztsko jest ok jak wsyztsko mamy tak samo a gdy jedna ma lepiej to juz pretensje... chociaż nigdy nie byłam zła na moje przyjaciolki jak nie mialy czasu bo z kims sie spotykały ale im moje szczescie przeszkadza.. najgorsze w tym wsyztskim jest to ze jestem ciągłym tamatem ich rozmów ( obgadywania ), i obwiniania mnie za wszystko zło co sie dzieje w ich zyciu... czy to moja wina ze X nie chcial mojej przyjaciolki bo była zbyt łatwa? coraz bardziej wydaje mi się że przyjaźn wogole nie istnieje. Szkoda że nie widza żadnej winy w sobie tylko za zło całego świata odpowiedzialnosc zrzucilyby na mnie... przykre ale prawdziwe.
larisa powiem ci tyle, ze problemy powinny zniknac, jak kazda ulozy sobie zycie- brak czasu!