Rooma
Przede wszystkim chcę Ci powiedzieć, że piszesz piękne wiersze. A ponieważ Ty zaczęłaś swój post rzeczą w pewnym sensie abstrakcyjną - czyli wierszem - ja też pozwolę sobie na pewną abstrakcyjną opowieść.
Były sobie dwie piękne istoty. Bardzo się kochały i oddychać nawet bez siebie nie potrafiły. I byłyby bardzo szczęsliwe gdyby nie fakt, że były zupełnie takie same. Ani jedna, ani druga, nie miały w sobie nic szczególnie odróżniającego się, czym mogłyby się nawzajem obdarowywać. Żadna nie mogła się czuć wyjątkowa i wartościowa dla tej drugiej. I wtedy stało się coś dziwnego... Zaczęły odstępować sobie nawzajem pewne sfery swojej egzystencji, pewne pola działań i możliwości. Zrobiły to z ogromnej miłości, z szacunku do siebie nawzajem, z wzajemnej troski o uczucia. Jedna z istot nazwała się Kobietą, a druga Mężczyzną.
Chcę przez to powiedzieć, że wbrew różnym archaicznym stereotypom, obie płcie dzielą absolutnie tę samą naturę - obie są równie piękne i delikatne (przynajmniej nominalnie) bo są dziełem Miłości. Tylko w trochę innej formie tę naturę wyrażają. Ja wiem, ktoś powie: "Co to za bzdury?!". Ale to prawda. Pokrótce muszę to tutaj opisać.
Ja też byłem wychowany w tym stereotypie, że prawdziwy mężczyzna jest twardy i niezłomny, ale zdążyłem dojrzeć już na tyle, żeby zrozumieć jak bardzo błędna to droga. Ale czy miałem jakikolwiek wybór? Od wczesnego dzieciństwa wszystkie autorytety to twardzi faceci, a nawet książe z bajki jest zawsze dzielny a smoka zarzyna brutalnie bez mrugnięcia okiem - ot, taki agent 007 w wersji dla dzieci. A potem jest jeszcze gorzej - dobrych, męskich wzorów do naśladowania nie ma... bo a to jakiś Bond właśnie, a to Rambo, a to inny Shwarzenneger. W otoczeniu też mężczyźni szortcy i gruboskurni. Jak miałem się nauczyć bycia pięknym, kiedy otoczenie wartościuje tylko mężczyzn twardych i już w dzieciństwie każdego chłopca czeka rodzaj "fali". Nam nie daje się prawa do łez i czułości, do piękna i dbania o siebie - bo te rzeczy są piętnowane.
Wrażliwość i niechęć do walki jest traktowana jako słabość - a przecież każdy chłopak chce i potrzebuje stawać się silny.
Dlaczego tak jest? To dosyć proste. Umysł uczy się kojarzyć proste fakty i robi to zupełnie automatycznie.
Kiedy stajesz w życiu przed jakimś trudnym, bolesnym doświadczeniem, upokorzeniem - jakąkalwiek sytuacją wywołującą silne i przykre uczucia, umysł stara się jakoś bronić. Taką podstawową reakcją obronną jest ucieczka inaczej nazywana też wypieraniem. Po prostu, starasz się odsunąć od trudnych doznań i zamknąć na nie - żeby nie czuć, żeby nie bolało. Naturalna sprawa. Ale szybko okazuje się, że TO DZIAŁA, i nie boli dzięki temu tak mocno, nie czujesz tak ogromnego skrępowania emocjami i... łatwiej jest działać. I tu jest cały haczyk. Po pierwsze: działanie to już domena siły właśnie. A umysł umie kojarzyć te fakty i z automatu zaczynamy utożsamiać siłę z odpornością, twardością. Po drugie: Otoczenie jeszcze przyklaskuje, co sprawia, że czujemy się chciani i akceptowani - wartościowi. A przecież twardość odbiera nam mnóstwo wrażliwości - zdolności poznawczej. Może i trochę upraszczam ale sens z pewnością jest uchwycony.
Trochę się rozpisałem, ale mam nadzieję, że wzbudzi to w tobie (i może w innych kobietach także) refleksję nad istotą prawdziwej męskości. Bo czy bycie silnym naprawdę musi koniecznie obligować do stawania się wojownikiem? Przecież siła to zdolność wpływania na rzeczywistość, ale JAK ją wykorzystam, zależy tylko ode mnie. Albo co tak naprawdę daje poczucie bezpieczeństwa? Czy jest mężczyzna, który może kobietę obronić przed kataklizmami, śmiertelnymi chorobami, szkodliwymi zjawiskami społecznymi itp.? No, nie ma. Więc co jest tak naprawdę tą siłą? I jak to jest, że mężczyzna też się czuje przy ukochanej kobiecie bezpieczny?
Najważniejszy dla każdego mężczyzny jego atrybut męskości, będący wyobrażeniem jego siły jest też bardzo DELIKATNY. I przecież - jest twórczy i służy miłości, a NIE walce 
Nie chcę Ci niczego sugerować ale...może warto szukać relacji z mężczyzną tak pięknym jak twoje wiersze.
Bo przecież pewne ogólne cechy - to czy ktoś wrażliwy, czy gruboskórny macho - można wyczuć już po kilku chwilach zwykłej rozmowy. Ba! Nawet po kilku spojrzeniach czasem.
Rozpaczliwie potrzebujemy drugiej płci - bo one nigdy nie były stworzone do rozłąki ale dopiero obie razem połączone odzwierciedlają pełnię natury każdego z nas. Siła to także część Twojej własnej natury, dlatego tak bardzo ci jej brak. Mam nadzieję, że jednak znajdzie się ktoś kto bardzo delikatnie i z troską złoży całą swą siłę Tobie w darze - i wyszepta drżącym głosem, ze łzami w oczach prosto do ucha gorące i czułe "KOCHAM".
Pozdrawiam ciepło (również wszystkich zażenowanych) i życzę Tobie, Rooma wszystkiego dobrego 