w życiu syna w ciągu ostatniego roku zaszło wiele zmian od rozstania z jego ojcem po przeprowadzkę do mojego obecnego partnera w zupełnie nowe otoczenie i środowisko kolejny był pożar domu w którym mieszkaliśmy tylko miesiąc a następnie kolejna przeprowadzka do nowego domu. We wrześniu syn zaczął chodzić do przedszkola jednak i tam nie jest końca tak jak być powinno, syn nie zbyt słucha wychowawców nie chcę wykonywać zadań np. malować rysunków, robić szlaczków itp rzeczy. Najbardziej odpowiada mu sama zabawa nie potrafi skupić się na niczym na dłużej. W domu jest tak samo kiedy ma pokazać mi np zieloną kredkę mówi że jej nie ma, nie umie albo że nie chce jej pokazać albo zaczyna płakać tak jakby nie wiadomo jaka krzywda mu się działa i kiedy ja nie reaguje na jego płacz(bo wiem że potrafi pokazać mi dany kolor bo nie jednokrotnie to robiliśmy) przestaje i pokazuje mi dany kolor i mówi jego nazwę albo zaczyna zgadywanie wymieniając kolory wszystkie oprócz tego który miał pokazać. Kiedy ma iść do swojego pokoju lub zrobić coś co mu nie odpowiada(a praktycznie ze wszystkim jest na NIE) zaczyna się znów płacz, krzyk i dyskusja że on nie chce i nie zrobi tego. Mój partner pomaga mi przy jego wychowaniu.Obydwoje mają ze sobą dobry kontakt(często okazuje się być on lepszy niż z biologicznym ojcem) jednak jest bardziej rygorystyczny niż ja (co nie oznacza że ja jako jego matka pozwalam mu na wszystko co chce bo tak nie jest) i kiedy w mojej ocenie przesadza i zwrócę mu uwagę że pora przystopować to się obraża mówi że nie będzie się więcej wtrącał i że mam sobie robić co chce chociaż wie że zupełnie sama sobie z synem nie poradzę. Czasem myślę że nie mam jednego a dwójkę dzieci w domu. Zapisałam syna na wizytę do poradni psychologiczno-pedagogicznej jednak na umówiony termin muszę czekać dwa miesiące a co mam robić przez ten czas ? Widzę że wszystko zaczyna się psuć przez to że nie radzimy sobie do końca z synem. Chciałabym to jakoś zmienić bo zależy mi żebyśmy byli rodziną bo od czasu kiedy jesteśmy razem ja w końcu poczułam się potrzebna nie tylko dziecku a syn ma ojca który uczestniczy w jego i naszym życiu. Jednak bezsilność i nie wiedza co robić oraz myśl że skoro z 5latkiem sobie nie radzę to co będzie jak będzie miał 10 czy 15 lat zaczyna mi już odbierać wszelkie siły. proszę pomóżcie
Podobne tematy
A czy zwracasz partnerowi uwage w obecnosci dziecka? jak tak to nie ma nic bardziej glupiego, bo podwazasz jego autorytet ojcowskiu(ojciec to nie ten co spladza,ale ten co wychowuje)Na osobnosci masz z nim rozmawiac, tak aby dziekco nie bylo tego swiadkiem,bo to co robisz to jest czysty sabotaż,mimo ze napewno tego nie chcesz,ale tak jest
Z tego co wyczytalam twoj syn ma wiekszy respekt do "taty" bo jest bardziej rygorystyczny i nie poblazliwy w pewnych kwestiach,zas z tobą potrafi sie bawić i grać ci na nerwach
Dojdz do kompromisu ze swoim konkubentemi trzymajcie jedną linie wychowawczą bo dziecko glupieje jak widzi dwa odmienne przeciwstawne reakcje na jego jakies zachowania,jeden karci, drugio broni- fiksum dyrdum
Domyslam sie ze twoj partner reprymenduje twojego syna, nie dlatego ze ma zły dzien i mu sie nudzi, tylko syn w jakis sytuacjach nie umie zachowac samodyscypliny,i jawnie przegina,nie miej zalu że stara go sie wychowac na dobrze ułozonego chłopaka,i powie STOP,lepsze to niz by w wieku nast lat mial miec syn kuratora na karku
Pomysl z psychologiem jest dobry,ale wedlug mnie za dlugo te 2 miesiące.Silą rzeczy umów sie na prywatną wizyte i napewno w przeciagu najblizszych dni,a nie tygodni dojdzie do spotkania
w żadnym nawet najmniejszym stopniu nie mam do niego żalu i cieszę się bardzo że chce go wychowywać razem ze mną. Co do mnie to też nauczyłam się być jeszcze bardziej stanowcza ale na synu to wrażenia nie robi bo gdy tylko pochwale go za coś z powrotem ma mnie gdzieś. Nie chce być matką która tylko potrafi karać dziecko ale na głowę też nie mam zamiaru dać sobie wejść. Może przyczyną tego wszystkiego jest też to że syn od urodzenia był tylko ze mną i gdzieś na początku jego wychowania popełniłam błędy bo i do takiego wniosku dochodzę jak myślę o całym okresie odkąd go wychowuje
Najbardziej odpowiada mu sama zabawa nie potrafi skupić się na niczym na dłużej. W domu jest tak samo kiedy ma pokazać mi np zieloną kredkę mówi że jej nie ma, nie umie albo że nie chce jej pokazać albo zaczyna płakać tak jakby nie wiadomo jaka krzywda mu się działa i kiedy ja nie reaguje na jego płacz(bo wiem że potrafi pokazać mi dany kolor bo nie jednokrotnie to robiliśmy)
Dlaczego się znęcasz nad dzieckiem?
Dlaczego syna egzaminujesz?
Chce mi się płakać z bezsilności. Obudź się!!!! Jesteś matką!!! A nie wredną, złośliwą koleżanka z podwórka, która może dręczyć bezkarnie. Co za podły, głupi człowiek Ci podpowiedział, żeby tak się bawić dzieckiem?
Uruchom wyobraźnię. On nie ma ojca, tylko Ciebie. A Ty go dręczysz. Nie reagujesz na jego płacz. Jest bezsilny. Zostaw go w spokoju. Odczep się. Jak nie umiesz uczyć, to się za to nie bierz!
przestaje i pokazuje mi dany kolor i mówi jego nazwę albo zaczyna zgadywanie wymieniając kolory wszystkie oprócz tego który miał pokazać.
Bo dlaczego traktujesz go jak kretyna? [Czy też każesz mu pokazywać gdzie piesek ma oko, ucho ogon? To zabawy dla dziecka dziewięciomiesięcznego.] On jest zmęczony tymi wymaganiami. Dlaczego nie dasz mu ŻYĆ? Biegać, bawić się, rozwijać motorykę dużą? Teraz TO WŁAŚNIE MA ROBIĆ. A nie debilne obrazki, na które nie ma ochoty. Dlaczego nie dasz mu akceptacji? Co w Ciebie wstąpiło?
Kiedy ma iść do swojego pokoju lub zrobić coś co mu nie odpowiada(a praktycznie ze wszystkim jest na NIE)
Bo się z nim nie liczycie! Bo nie macie pojęcia o jego potrzebach i dręczycie go! Wiadomo, że jak coś wymyślicie to nic dla niego, dla jego dobra. Wszystko dla Was.
zaczyna się znów płacz, krzyk i dyskusja że on nie chce i nie zrobi tego. Mój partner pomaga mi przy jego wychowaniu.Obydwoje mają ze sobą dobry kontakt(często okazuje się być on lepszy niż z biologicznym ojcem) jednak jest bardziej rygorystyczny niż ja (co nie oznacza że ja jako jego matka pozwalam mu na wszystko co chce bo tak nie jest) i kiedy w mojej ocenie przesadza i zwrócę mu uwagę że pora przystopować to się obraża mówi że nie będzie się więcej wtrącał i że mam sobie robić co chce chociaż wie że zupełnie sama sobie z synem nie poradzę. Czasem myślę że nie mam jednego a dwójkę dzieci w domu. Zapisałam syna na wizytę do poradni psychologiczno-pedagogicznej jednak na umówiony termin muszę czekać dwa miesiące a co mam robić przez ten czas ?
Przestań się znęcać. Nie znaczy to, że masz ulegać.
Wyżej napisałam jakby on mówił. Niżej mówię od siebie.
Są rzeczy, które trzeba zrobić: usiąść kulturalnie przy stole, zjeść jak człowiek, ubrać się, umyć, wyczyścić zęby, iść do przedszkola (niestety), wrócić, posprzątać swoje zabawki, pomóc w sprzątaniu ogólnym, mówić "dzień dobry" sąsiadom... I nie ma zmiłuj, musi to robić. Ale jakieś egzaminy? Lekcje? pokazywanie kredek?
Przeczytaj książk Faber, Mazlish Jak mówić... Jak słuchać... serię. Jeśli nawet nic nie wdrożysz, to w czasie czytania nie będziesz mogła męczyć synka. On odetchnie i zacznie zachowywać się zdecydowanie lepiej.
Widzę że wszystko zaczyna się psuć przez to że nie radzimy sobie do końca z synem. Chciałabym to jakoś zmienić bo zależy mi żebyśmy byli rodziną bo od czasu kiedy jesteśmy razem ja w końcu poczułam się potrzebna nie tylko dziecku a syn ma ojca który uczestniczy w jego i naszym życiu. Jednak bezsilność i nie wiedza co robić oraz myśl że skoro z 5latkiem sobie nie radzę to co będzie jak będzie miał 10 czy 15 lat zaczyna mi już odbierać wszelkie siły. proszę pomóżcie
To jest CZŁOWIEK. Zrozum. Ma własną wolę, ma talenty, jest niezwykły i cudowny. Potrzebuje dwóch rzeczy: akceptacji i jasno wyznaczonych granic (określenia zasad). Jeśli będziesz chciała go kształtować, to go zniszczysz.
On wie, czego potrzebuje. Daj mu to. Chce biegać - niech biega. Chce skakać - niech skacze. Chce się turlać - niech się turla. Chce kopać piłkę - niech kopie. Chce rozbić wazon, uderzyć Ciebie albo kogoś innego - a, nie. Tego nie wolno. I gdy próbuje, trzeba mu uniemożliwić, po czym kazać przemyśleć.
Naucz go praw własności. Naucz go szanować innych ludzi, zwierzęta, rośliny, rzeczy i jedzenie.
I kochaj go. Przytulaj, głaskaj, chwal, mów że kochasz, dawaj prezenty, spędzaj z nim czas: bierz do kuchni gdy gotujesz - niech Ci pomaga. Nie ciskaj się, gdy coś zmarnuje, trudno. Wyraź żal, ale nie za duży. Niech z Tobą sprząta. Niech jedzie z Twoim partnerem napompować koła na stację benzynową. Ucz samodzielności. Niech sam zaścieła łóżko i pastuje buty. Niech robi budyń i jajecznicę, kroi szczypiorek itp.
Jak dostanie porcje uwagi akceptującej, jak poczuje się kochany a nie wciąż "wychowywany", ustawiany, zmuszany - będzie zachowywał się normalnie. Będzie szczęśliwym i grzecznym dzieckiem.
Jeśli będzie sobie dobrze radził z samoobsługą, będzie z siebie zadowolony. Poczuje się lepiej. Będzie jeszcze szczęśliwszy i jeszcze grzeczniejszy.
Przeczytaj sobie "Rozwój umysłu. Emocjonalne podstawy inteligencji", Beryl Lieff Benderly , Stanley I. Greenspan. Jak dziecko męczysz, będzie głupie. Jak będzie czuło się kochane, będzie chętnie się uczyć. Będzie genialne.
Po tym co napisałaś już sama nie wiem, co mam robić i myśleć; każdy mówi mi co innego a ja w tym wszystkim jestem już głupsza niż własne dziecko, bo co i jak bym zrobiła, czy też nie zrobiła o wszystko jestem obwiniana tylko ja. Może akurat to właśnie ty masz rację, jednak chciałabym, żebyś wiedziała, że karanie i zakazy to nie jest jedyna rzecz, jaką robię; spędzam z synem dużo czasu, pomaga mi na tyle, ile potrafi w sprzątaniu czy gotowaniu lub innych domowych pracach, bawię się z nim, rozmawiam, czytamy razem książki lub po prostu oglądamy same obrazki (ma swoje ulubione książki ze zwierzętami) i wtedy to nie tylko ja mówię, ale i Błażej opowiada mi co przedstawia dana ilustracja.
Agnieszka - nie mam dzieci, cokolwiek nie powiem, będzie skrytykowane.
Dziecko przeżyło swoje - myślę, że jako mama, twoim zadaniem jest być blisko i do bólu tłumaczyć, zadaniem twego partnera jest by porozumieć z dzieckiem. To nie takie trudne. Co mężczyzna robi taki? - stara się zakumplować, mężczyźni 5 lat i 30 lat potrafią wspólnie cieszyć jak bajkę oglądają, potrafią zrozumieć zabawki, potrafią uderzyć ciuchcią w ciężarówkę i powiedzieć z uśmiechem - wykoleiła się, potrafią dotrzeć w taki sposób jaki mogą. Nawet dorośli mężczyźni szanują wzory jakimi starsi mężczyźni.
Zrozum dziecko, daj mu opiekę, nie zmuszaj do niczego, ale i daj partnerowi porozumieć z nim. Oni znajdą wspólny język. Jak to się mówi - dziecko nie podskoczy do wysokości dorosłego, ale dorosły zniży do wysokości dziecka.
Cierpliwości.
tak małe dziecko a tyle przeszło,w domu brak taty za to obcy facet,żeby był najlepszy ale obcy reszta rzeczy które was spodkała przeprowadzki,współczuje ,nie ma co dziecka do niczego zmuszać, mój syn jak miał 5lat poszedł do zerówki nic kompletnie nie chciał robić, ja go nie zmuszałam i nauczycielka wspaniała osoba tez nie, minął pewien czas i sam zainteresował się książkami ,pisaniem szlaczków.wszystko pomału,ale to musi wyjśc od niego, na siłę nic nie wolno bo efekty będą marne, i jak najwięcej czasu spędzaj z nim dopóki nie pójdzie z nim może nawet zapytaj czy nie chce abyś była jak zasypia może to zbliży jakoś was i wszystko się poprawi,pozdrawiam
Nie możesz go zmuszać żeby robił cokoliwek, bardzo dużo przeszedł Twój synek i nie mówię że masz mu pozwolić wejść Ci na głowę... Pomysł z poradnią jest bardzo dobry ale fakt troszkę późno może gdzie indziej lub prywatnie uda się prędzej???