netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy ślub coś pomoże?

29 odpowiedzi4 288 wyświetleńzałożony przez kalafior, 18.10.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy ślub coś pomoże?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 ]

1

Temat: Czy ślub coś pomoże?

Witam,
Jestem z kobietą w związku od dobrych 3 lat, poznaliśmy sie przez internet i jakoś szybko do siebie przypasowaliśmy.
Historia nie jest niestety tak piękna jak by sie chciało.
Mieszkam za granicami kraju, gdzie 3 lata temu przyjechała do mnie moja dziewczyna, najpierw w odwiedziny, a pozniej na stale.
Problem polega na tym ze jak juz bylismy oficjalnie ze soba mieszkałem jeszcze z moja byłą. Z moją byłą łączyła nas prawdziwa przyjazn co w sumie rozwaliło nasz związek bo zaczeliśmy sie bardziej traktowac jak rodzenstwo niz partnerstwo. Mieszkało sie nam wygodnie choć nic nas nie łaczyło. Moja dziewczyna poprosiła mnie o wyprowadzke, tak też uczyniłem i przyjechała do mnie na stałe. Żyło nam sie wspaniale do pewnego czasu (6 miesiecy), bardzo naciskała na zareczyny, kazda wycieczka konczyła sie kłótnią że myślała że sie na niej jej oświadczę i sie znowu na mnie zawiodła. Powoli stawało się to męczące wiec kupiłem pierścionek, planowałem zaręczyny lecz pewnego dnia tak wyprowadziła mnie z równowagi że rzuciłem jej go na łóżko i wyszedłem z domu. Wyprowadziła sie odemnie, ja wróciłem do polski na rok czasu, przez ten okres czasu miała jakies związki (ktore sie nie udaly), mielismy ze soba dobry kontakt telefoniczny. Po tym czasie zdecydowaliśmy że jesteśmy naprawdę dla siebie i ze nie potrafimy bez siebie żyć. Kocham ją bardzo, ona mnie również, wiec zostawiłem wszystko i wróciłem do niej. Mamy już swoje lata (ona jest w moim wieku) i każdemu z nas śpieszy sie by założyc rodzinę. Problem polega na tym mimo że sie kochamy ona mnie nie szanuje (choc brzmi to paradoksalnie gdzie szacunek jest podstawa miłości), wyzywa używając bardzo wulgarnych słów szczególnie w towarzystwie innych ludzi. Jest to bardzo kompromitujące. Nie ma znajomych tylko jedna koleżanke w wieku 60lat. Ogólnie osoba mało udzielająca sie towarzysko. Wiem ze miała trudne dzieciństwo (ojciec alkoholik), pozniej była 7 lat w zakonie, byłem jej pierwszym facetem (zwiazek), to ze mna stracila dziewictwo w wieku 27 lat.
Czy brak szacunku do ludzi mozna tłumaczyć trudnym dzieciństwem? Wciąż wypomina ze mieszkałem z byłą ze to dziw-ka itp i td ze jestem kur-rzem m(choc nie jestem i z wartosciami ze mnie facet). Jest to bardzo przykre słyszec takie słowa z ust "kochanej" kobiety. Tłumaczy się ze z reguły robi to po alkoholu i jest to dlatego że nie ma z mojej strony stabilności czyli ślubu. Kocham ją i jestem zdecydowany na ślub, ale czy faktycznie on cokolwiek zmieni? Pomagam jej we wszystkim, ma zawsze świeże kwiaty, obiad, pomoc przy studiach, czasami nawet w pracy bo z jezykiem nie domaga. Poswiecam jej czas calkowicie starajac sie jej pomoc, by mogła odpocząć i sie zrelaksować. Myślicie ze jak przyjdzie dziecko zmieni to jej podejscie do świata? Boję sie troche ze łąduje sie w patologie, choć mózg bardzo zaślepiony uczuciem

2

Odp: Czy ślub coś pomoże?

Może zabrzmi to okrutnie - ale po ślubie zawsze jest hmm....prawdziwiej. ( nie chciałam napisać gorzej)
Opadają już wszystkie zasłony i kamuflaże. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś, kto mnie kocha, obrażał mnie i wyzywał publicznie.
Nie znaczy to, że się nie kłócimy z mężem, że w złości nie padają niechciane słowa.Ale to tylko nasza sprawa. Za zamknietymidrzwiami i bez dzieci. Publiczne wymyślanie to dla mnie brak lojalności w związku,skoro nie szanuje Cię teraz, to co ślub tu zmieni?

3 Ostatnio edytowany przez delikvent (2012-10-18 06:12:56)

Odp: Czy ślub coś pomoże?

Ona ma jakieś zalety w ogóle ? Bo z tego co czytam to chyba tylko Ty się starasz w tym związku.Powiem krotko , uciekaj od niej jak najdalej , znajdź sobie miła dziewczynę. Jeśli się  zdecydujesz na ślub ... oj będziesz cierpiał.Poki co jesteś zaślepiony " miłością" I obyś za pono nie otworzył oczu. Jakbyś ta sytuacje i ten tekst z boku przeczytał to nawet byś się nie zastanawiał. Masakra jakaś. Co to za tłumaczenie ze miała trudne dzieciństwo. I dlatego może Cie wyzywać?Jeszcze w towarzystwie.... JA tez miałem trudne i co z tego , kogo to obchodzi , nie usprawiedliwia mnie to wcale. Nie daje mi to  prawa by ranić bliską mi osobę. Daj sobie spokój póki nie jest za późno.

Trzeba by napuścić na Ciebie naprawdę fajną dziewczynę to byś się zdziwił jak może być pięknie.Nie przyzwyczajaj się chłopie do tego ze ona Cie rani , wyzywa. No co TY !

Spróbuj poznać kogoś nowego.Po prostu spróbuj



Szkoda ze ludzie myślą o ślubie jak o lekarstwie na problemy w związku. Dlaczego niby miało by być lepiej po ślubie ?????

4

Odp: Czy ślub coś pomoże?
kalafior napisał/a:

Witam,
Żyło nam sie wspaniale do pewnego czasu (6 miesiecy), bardzo naciskała na zareczyny, kazda wycieczka konczyła sie kłótnią że myślała że sie na niej jej oświadczę i sie znowu na mnie zawiodła.

Cóż za subtelność ze strony tej pani...

kalafior napisał/a:

. Kocham ją bardzo, ona mnie również, wiec zostawiłem wszystko i wróciłem do niej.

Jeśli miłość wymaga palenia za sobą mostów, to nie jest miłość.

kalafior napisał/a:

Problem polega na tym mimo że sie kochamy ona mnie nie szanuje (choc brzmi to paradoksalnie gdzie szacunek jest podstawa miłości), wyzywa używając bardzo wulgarnych słów szczególnie w towarzystwie innych ludzi. Jest to bardzo kompromitujące.

Albo milość i szacunek, albo wyzywanie i publiczne poniżanie partnera. Jak ktoś kocha, to nie krzywdzi, a jeśli krzywdzi, to nie kocha.


kalafior napisał/a:

.
Czy brak szacunku do ludzi mozna tłumaczyć trudnym dzieciństwem?

O tak! Wszystko można tłumaczyć trudnym dzieciństwem. Znałam osobę koło trzydziestki, która nadal swoje chamstwo i lenistwo tłumaczyła trudnym dzieciństwem... Znajomych nie miała, bo nikt nie był zainteresowany nianczeniem dorosłego bachora, a prace każdą prędzej traciła niż znajdowała, bo przecież nie mogła być odpowiedzialnym pracownikiem, bo miała trudne dzieciństwo. Ale źli, nieczuli szefowie tego nie rozumieli!


kalafior napisał/a:

.
Wciąż wypomina ze mieszkałem z byłą ze to dziw-ka itp i td ze jestem kur-rzem

TEgo juz nie skomentuję, bo słowa które się cisna i tak będą przez moderatorów usuniete...


kalafior napisał/a:

.
Tłumaczy się ze z reguły robi to po alkoholu i jest to dlatego że nie ma z mojej strony stabilności czyli ślubu

Dorosły człowiek wie, że alkohol nie jest dobrym doradcą. A ona jako DDA powinna to tymbardziej rozumieć. A ślub to ma jakąś magiczną moc i z roszczeniowej, egoistycznej chamki zmnieni ją w zwiewną, inteligentną księżniczkę? Byłby to pierwszy taki przypadek w historii.

kalafior napisał/a:

.
  . Kocham ją i jestem zdecydowany na ślub ale czy faktycznie on cokolwiek zmieni?

Czy jesteś teraz szczęśliwy tak, żeby stwierdzić, że chcesz aby tak jak teraz było zawsze? Bo po ślubie oboję będziecie tymi samymi ludzmi, z tymi samymi zachowaniami. Tyle, że ze świadomością, że "klamka zapadła", że "widziały gały co brały", więc skąd nagle roszczenia, że mam się zmieniac? Kiedyś trafiłam na takie zdanie skierowane do kobiet, ale tu też pasuje: jak chcesz być traktowana jak księżniczka, to weź księcia. Proste, prawda? To głównie domena kobiet, że marząc o księciu biorą chłopa od gnoju, przed ślubem mają żal, że ma on maniery i przyzwyczajenia chłopa od gnoju, ale i tak lecą z nim do ołtarza, no i po ślubie rwą włosy z głowy, że mają za męża chłopa od gnoju, bo on miał czelność nie zmienić się nagle pod wpływem obrączki w księcia... Kalafior - chcesz księżniczkę, to szukaj księżniczki, a nie licz, że chłopka zmieni się w damę.


kalafior napisał/a:

Pomagam jej we wszystkim, ma zawsze świeże kwiaty, obiad, pomoc przy studiach, czasami nawet w pracy bo z jezykiem nie domaga. Poswiecam jej czas calkowicie starajac sie jej pomoc, by mogła odpocząć i sie zrelaksować.

Ok, dajesz z siebie dużo. A co dostajesz w zamian? Spełniony związek to taki w którym daje się z siebie 101% i dostaje się od partnera 101%. Kontynuując rozpoczętą wcześniej metaforę: małżeństwo to związek dwóch osób i akt równoczesnych czterech ról: są tam rozpieszczana księżniczka i rozpieszczany książe, oddana służka i oddany sługa. CZy u Was jest to rozpisane na te cztery, równocześnie grane role?

kalafior napisał/a:

Myślicie ze jak przyjdzie dziecko zmieni to jej podejscie do świata?

Mój ulubiony fragment :-/ Jestem przekonana, że dziecko zmieni jej podejscie - przede wszystkim do Ciebie. Będziesz miał jeszcze dziecko na głowie i na liście obowiązków, no i ją będziesz musiał jeszcze mocniej wielbić i znosić jej humory, bo przecież urodziła Ci dziecko! A dziecko będzie wzrastać w domu z którego wyniesie przekonanie, że kobieta ma prawo pomiatać mężczyzną, skoro ma taki kaprys, a meżczyzna nie może nawet pisnąć.


A to co nazywasz uczuciem, to chyba bardziej jest jakaś absurdalna forma chęci wejścia w pewne role społeczne. Sam to nawet napisałeś:

kalafior napisał/a:

Mamy już swoje lata (ona jest w moim wieku) i każdemu z nas śpieszy sie by założyc rodzinę.

I dobrze, że chcesz mieć rodzinę. To aby mieć o kogo się troszczyć i samemu być obiektem troski, to aby mieć swój bezpieczny kawałek miejsca w czyimś sercu to jest najnaturalniejsza potrzeba człowieka. Ale nie można brać ślubu, bo chce mieć się żonę. Ślub bierze się, bo chce się tę konretną kobietę mieć za żonę. Żonę, czyli kobietę, która rozumie, kocha bezgranicznie, kiedy trzeba to zgani, kiedy trzeba to przytuli. Nie jest najrozsądniejsze powierzać obowiązki bycia osobą najważniejszą i mającą największy wpływ na szczęście meżczyzny kobiecie, która nie szanuje go, nie ceni, nie chce być dla niego wsparciem.

W moich oczach jesteś ogłupiały potrzebą posiadania rodziny. I jeszcze raz powtórze - jest to dobre i normalne, że taką potrzebą masz! Ale jest to zbyt ważna sprawa, aby do tej rodziny zapraszać byle kogo. A już na pewno nie można zapraszać kogoś, kto już teraz Cię krzywdzi.

Trochę już się rozpisałam, ale jeśli dobrnąłeś do tego miejsca, to jeszcze kilka słówek. Chciałeś rady, wiec oto moja rada. Masz dwa wyjścia, jedno przyniesie ulgę natychmiast i otworzy Ci nowe możliwości i zależy tylko od Twojej decyzji, drugie będzie wymagało ciężkiej pracy przede wszystkim od Twojej partnerki i to od jej woli i zaangażowania będzie zależało powodzenie tej opcji - już na zawsze. Czyli:
1. pozbywasz się ze swojego życia tego emocjonalnego wampira z którym teraz jesteś, zapominasz i idziesz dalej - poznajesz inne dziewczyny i pamiętasz czego unikać i szukasz swojej królewny,
2. Twoja partnerka idzie na dobrą terapie i zmienia swoje podejście do Ciebie i do związku, a Ty na swojej terapii uczysz się jak szybko reagować na jej "nawroty" i nie poddawać się jej przemocy - obecnie ona jest przemocowcem, Ty ofiarą przemocy, może to u niej wynikać z bycia DDA, ale nie jest to usprawiedliwieniem! A trwacie w tym stanie kilka lat, więc wątpie żebyście sami potrafili to przerwać.
Wybór należy do Ciebie, a właściwie do Was.
Powodzenia.

5

Odp: Czy ślub coś pomoże?

Nie sądzę by slub coś pomógł - uszczęśliwi to ją na chwilę, ale tylko na chwilę. Jak Cię nie szanuje i rzuca wulgaryzmami teraz to co będzie dalej ?Wleje Ci ? A dziecko będzie patrzeć na takich rodziców ....

Bardzo dziwnie brzmi jej historia - ojciec alkoholik, ona ucieka więc do zakonu, ale chamstwo i agresja z niej nie wyszło nawet i po 7latach tam, bo kto by się spodziewał, że taka osoba będzie wulgarna ?
Do tego te wszystkie oczekiwania, pełna pomoc z Twojej strony - normalnie ona jest jak huba na drzewie - wyciska soki, wymaga, a jak coś nie pasuje to rzuca się jak bulterier.
Kobiety,jak i faceci, wpadają w złość, ale trzeba znać granice.

Nie można pozwolić na brak szacunku w związku.Ślub nie pomoże.
Masz całą masę czasu - lepiej czekać niż potem żałować pochopnej decyzji.

6

Odp: Czy ślub coś pomoże?
nocnalampka napisał/a:
kalafior napisał/a:

Witam,
Żyło nam sie wspaniale do pewnego czasu (6 miesiecy), bardzo naciskała na zareczyny, kazda wycieczka konczyła sie kłótnią że myślała że sie na niej jej oświadczę i sie znowu na mnie zawiodła.

Cóż za subtelność ze strony tej pani...

kalafior napisał/a:

. Kocham ją bardzo, ona mnie również, wiec zostawiłem wszystko i wróciłem do niej.

Jeśli miłość wymaga palenia za sobą mostów, to nie jest miłość.

kalafior napisał/a:

Problem polega na tym mimo że sie kochamy ona mnie nie szanuje (choc brzmi to paradoksalnie gdzie szacunek jest podstawa miłości), wyzywa używając bardzo wulgarnych słów szczególnie w towarzystwie innych ludzi. Jest to bardzo kompromitujące.

Albo milość i szacunek, albo wyzywanie i publiczne poniżanie partnera. Jak ktoś kocha, to nie krzywdzi, a jeśli krzywdzi, to nie kocha.


kalafior napisał/a:

.
Czy brak szacunku do ludzi mozna tłumaczyć trudnym dzieciństwem?

O tak! Wszystko można tłumaczyć trudnym dzieciństwem. Znałam osobę koło trzydziestki, która nadal swoje chamstwo i lenistwo tłumaczyła trudnym dzieciństwem... Znajomych nie miała, bo nikt nie był zainteresowany nianczeniem dorosłego bachora, a prace każdą prędzej traciła niż znajdowała, bo przecież nie mogła być odpowiedzialnym pracownikiem, bo miała trudne dzieciństwo. Ale źli, nieczuli szefowie tego nie rozumieli!


kalafior napisał/a:

.
Wciąż wypomina ze mieszkałem z byłą ze to dziw-ka itp i td ze jestem kur-rzem

TEgo juz nie skomentuję, bo słowa które się cisna i tak będą przez moderatorów usuniete...


kalafior napisał/a:

.
Tłumaczy się ze z reguły robi to po alkoholu i jest to dlatego że nie ma z mojej strony stabilności czyli ślubu

Dorosły człowiek wie, że alkohol nie jest dobrym doradcą. A ona jako DDA powinna to tymbardziej rozumieć. A ślub to ma jakąś magiczną moc i z roszczeniowej, egoistycznej chamki zmnieni ją w zwiewną, inteligentną księżniczkę? Byłby to pierwszy taki przypadek w historii.

kalafior napisał/a:

.
  . Kocham ją i jestem zdecydowany na ślub ale czy faktycznie on cokolwiek zmieni?

Czy jesteś teraz szczęśliwy tak, żeby stwierdzić, że chcesz aby tak jak teraz było zawsze? Bo po ślubie oboję będziecie tymi samymi ludzmi, z tymi samymi zachowaniami. Tyle, że ze świadomością, że "klamka zapadła", że "widziały gały co brały", więc skąd nagle roszczenia, że mam się zmieniac? Kiedyś trafiłam na takie zdanie skierowane do kobiet, ale tu też pasuje: jak chcesz być traktowana jak księżniczka, to weź księcia. Proste, prawda? To głównie domena kobiet, że marząc o księciu biorą chłopa od gnoju, przed ślubem mają żal, że ma on maniery i przyzwyczajenia chłopa od gnoju, ale i tak lecą z nim do ołtarza, no i po ślubie rwą włosy z głowy, że mają za męża chłopa od gnoju, bo on miał czelność nie zmienić się nagle pod wpływem obrączki w księcia... Kalafior - chcesz księżniczkę, to szukaj księżniczki, a nie licz, że chłopka zmieni się w damę.


kalafior napisał/a:

Pomagam jej we wszystkim, ma zawsze świeże kwiaty, obiad, pomoc przy studiach, czasami nawet w pracy bo z jezykiem nie domaga. Poswiecam jej czas calkowicie starajac sie jej pomoc, by mogła odpocząć i sie zrelaksować.

Ok, dajesz z siebie dużo. A co dostajesz w zamian? Spełniony związek to taki w którym daje się z siebie 101% i dostaje się od partnera 101%. Kontynuując rozpoczętą wcześniej metaforę: małżeństwo to związek dwóch osób i akt równoczesnych czterech ról: są tam rozpieszczana księżniczka i rozpieszczany książe, oddana służka i oddany sługa. CZy u Was jest to rozpisane na te cztery, równocześnie grane role?

kalafior napisał/a:

Myślicie ze jak przyjdzie dziecko zmieni to jej podejscie do świata?

Mój ulubiony fragment :-/ Jestem przekonana, że dziecko zmieni jej podejscie - przede wszystkim do Ciebie. Będziesz miał jeszcze dziecko na głowie i na liście obowiązków, no i ją będziesz musiał jeszcze mocniej wielbić i znosić jej humory, bo przecież urodziła Ci dziecko! A dziecko będzie wzrastać w domu z którego wyniesie przekonanie, że kobieta ma prawo pomiatać mężczyzną, skoro ma taki kaprys, a meżczyzna nie może nawet pisnąć.


A to co nazywasz uczuciem, to chyba bardziej jest jakaś absurdalna forma chęci wejścia w pewne role społeczne. Sam to nawet napisałeś:

kalafior napisał/a:

Mamy już swoje lata (ona jest w moim wieku) i każdemu z nas śpieszy sie by założyc rodzinę.

I dobrze, że chcesz mieć rodzinę. To aby mieć o kogo się troszczyć i samemu być obiektem troski, to aby mieć swój bezpieczny kawałek miejsca w czyimś sercu to jest najnaturalniejsza potrzeba człowieka. Ale nie można brać ślubu, bo chce mieć się żonę. Ślub bierze się, bo chce się tę konretną kobietę mieć za żonę. Żonę, czyli kobietę, która rozumie, kocha bezgranicznie, kiedy trzeba to zgani, kiedy trzeba to przytuli. Nie jest najrozsądniejsze powierzać obowiązki bycia osobą najważniejszą i mającą największy wpływ na szczęście meżczyzny kobiecie, która nie szanuje go, nie ceni, nie chce być dla niego wsparciem.

W moich oczach jesteś ogłupiały potrzebą posiadania rodziny. I jeszcze raz powtórze - jest to dobre i normalne, że taką potrzebą masz! Ale jest to zbyt ważna sprawa, aby do tej rodziny zapraszać byle kogo. A już na pewno nie można zapraszać kogoś, kto już teraz Cię krzywdzi.

Trochę już się rozpisałam, ale jeśli dobrnąłeś do tego miejsca, to jeszcze kilka słówek. Chciałeś rady, wiec oto moja rada. Masz dwa wyjścia, jedno przyniesie ulgę natychmiast i otworzy Ci nowe możliwości i zależy tylko od Twojej decyzji, drugie będzie wymagało ciężkiej pracy przede wszystkim od Twojej partnerki i to od jej woli i zaangażowania będzie zależało powodzenie tej opcji - już na zawsze. Czyli:
1. pozbywasz się ze swojego życia tego emocjonalnego wampira z którym teraz jesteś, zapominasz i idziesz dalej - poznajesz inne dziewczyny i pamiętasz czego unikać i szukasz swojej królewny,
2. Twoja partnerka idzie na dobrą terapie i zmienia swoje podejście do Ciebie i do związku, a Ty na swojej terapii uczysz się jak szybko reagować na jej "nawroty" i nie poddawać się jej przemocy - obecnie ona jest przemocowcem, Ty ofiarą przemocy, może to u niej wynikać z bycia DDA, ale nie jest to usprawiedliwieniem! A trwacie w tym stanie kilka lat, więc wątpie żebyście sami potrafili to przerwać.
Wybór należy do Ciebie, a właściwie do Was.
Powodzenia.

Zgadzam się w 100%. Ślub nie zmieni tej paskudnej ropuchy (przepraszam określenie, ale inaczej nazwać jej nie mogę) w piękną królewnę. Może być tylko gorzej, a dziecko nasili tylko jej humory.

7

Odp: Czy ślub coś pomoże?
kalafior napisał/a:

Mamy już swoje lata (ona jest w moim wieku) i każdemu z nas śpieszy sie by założyc rodzinę.

Festina lente ! Spiesz się powoli !
Bez przesady - wiesz ile kobiet czeka by poznać takiego faceta jak Ty i Twój wiek w niczym tu nie przeszkadza, jakbyś nie zauważył jesteś młody - a ojcem możesz zostać aż do 90-tki smile Otwórz oczy-nie musisz tego znosić !

Jest wiele wspaniałych,wartościowych, ciepłych kobiet - nie upieraj się przy tej jednej, którą zresztą wiele innych, samotnych kobiet przerasta o głowę !

8

Odp: Czy ślub coś pomoże?
anecznik napisał/a:
kalafior napisał/a:

Mamy już swoje lata (ona jest w moim wieku) i każdemu z nas śpieszy sie by założyc rodzinę.

Festina lente ! Spiesz się powoli !
Bez przesady - wiesz ile kobiet czeka by poznać takiego faceta jak Ty i Twój wiek w niczym tu nie przeszkadza, jakbyś nie zauważył jesteś młody - a ojcem możesz zostać aż do 90-tki smile Otwórz oczy-nie musisz tego znosić !

Jest wiele wspaniałych,wartościowych, ciepłych kobiet - nie upieraj się przy tej jednej, którą zresztą wiele innych, samotnych kobiet przerasta o głowę !

Jest takie powiedzenie - "serce nie sługa" . Twoje rada jest na pewno słuszna i praktyczna, ale czy wykonalna?
Może ta dziewczyna nie jest tak do końca zła (na pewno nie jest). Może ma szansę się zmienić, ale na pewno ślub tego nie załatwi. Skoro miała ciężkie dzieciństwo to ewidentnie wydaje jej się, że ślub jej to zrekompensuje, bo pewnie jej marzeniem jest szczęśliwa i pełna rodzina, dlatego naciska na zaręczyny. Biedaczka nie zdaje sobie sprawy, że to od niej samej w dużej mierze zależy, czy zbuduje szczęśliwy i trwały związek a nie od tego, czy będzie miała obrączkę na palcu. Jej zachowanie budowaniu zdrowych relacji nie sprzyja i dobrze by było gdyby to sobie uświadomiła.

9

Odp: Czy ślub coś pomoże?
Kizia75 napisał/a:
anecznik napisał/a:
kalafior napisał/a:

Mamy już swoje lata (ona jest w moim wieku) i każdemu z nas śpieszy sie by założyc rodzinę.

Festina lente ! Spiesz się powoli !
Bez przesady - wiesz ile kobiet czeka by poznać takiego faceta jak Ty i Twój wiek w niczym tu nie przeszkadza, jakbyś nie zauważył jesteś młody - a ojcem możesz zostać aż do 90-tki smile Otwórz oczy-nie musisz tego znosić !

Jest wiele wspaniałych,wartościowych, ciepłych kobiet - nie upieraj się przy tej jednej, którą zresztą wiele innych, samotnych kobiet przerasta o głowę !

Jest takie powiedzenie - "serce nie sługa" . Twoje rada jest na pewno słuszna i praktyczna, ale czy wykonalna?
Może ta dziewczyna nie jest tak do końca zła (na pewno nie jest). Może ma szansę się zmienić, ale na pewno ślub tego nie załatwi. Skoro miała ciężkie dzieciństwo to ewidentnie wydaje jej się, że ślub jej to zrekompensuje, bo pewnie jej marzeniem jest szczęśliwa i pełna rodzina, dlatego naciska na zaręczyny. Biedaczka nie zdaje sobie sprawy, że to od niej samej w dużej mierze zależy, czy zbuduje szczęśliwy i trwały związek a nie od tego, czy będzie miała obrączkę na palcu. Jej zachowanie budowaniu zdrowych relacji nie sprzyja i dobrze by było gdyby to sobie uświadomiła.

Masz racje, dziewczyna nie jest zła, ma bardzo wiele zalet jak: Jest bardzo kreatywna, niezalezna finansowo, ma bardzo dobry gust, potrafi niesamowicie gotować, spontaniczna, lubiaca podroze i ma cos takiego w sobie co bardzo mnie przyciąga. Problem leży ze wogoole nie jest tolerancyjna, wszystko stawia na ostrzu noża, nie potrafi pojsc na kompromis i jest bardzo nerwowa, prawdopodobnie ma nerwice. Wiem ze chce miec szczesliwa rodzine, bo nie miala milosci w dziecinstwie. Tylko że w ten sposób wszystko traci, tłumaczyłem jej to wielokrotnie, jeśli bedziesz dobra dla innych, inni ludzie również dobrocią Tobie to zrekompensują. Ze jezeli nie bedziesz wymuszac pewnych rzeczy jak zareczyny, one bylyby juz dawno, zaaranżowane w niesamowity sposob. Nie jestem pustym człowiekiem wiele potrafie dać od siebie ale nie jesli ktoś cały czas stawia mnie pod murem. To jest bardzo stresujące i nie daje możliwości rozwinięcia skrzydeł. Myślałem o terapi by jej pomóc, ale usłyszałem ze sam sie moge leczyć z braku zdecydowania.

10

Odp: Czy ślub coś pomoże?

Ok, na moje oko niby się zgadzasz z wypowiedziami innych ale bronisz jej i waszego związku z niesamowicie wielkimi klapkami na oczach
Moja propozycja: ... Ożeń się z nią, niech na wasym ślubie cię powyzywa i splunie Ci w twarz, bo miała trudne dzieciństwo i nie ma ojca co by z nią zatańczył, zróbcie dziecko, niech się na nie drze bo płacze a ciebie bije bo dupa jesteś a nie facet.

11

Odp: Czy ślub coś pomoże?

Kalafior, Twoja dziewczyna jest DDA. I to jest ogromne obciążenie w związku. I mówię to z całą świadomością - jako DDA i żona DDA. Naprawde trudno jest z takim obciążeniem zbudować zdrowy, oparty na wzajemnym szacunku i zaufaniu związek. Dla DDA życie z samym sobą jest wystarczająco trudne, więc co dopiero z kimś! To jest jak znamię, o którym zapominasz, ale to nie znaczy, że go nie ma - potrafi wracać w najmniej oczekiwanych momentach. Ale jeśli DDA nie przyzna się na sam początek przed sobą samym - mam problem, to nic sie nie zmieni, a jeśli zmieni to na gorsze. Gdzieś tu na forum był chyba wątek o DDA, może on pozwoli Ci dostrzec z jakim smokiem wojujesz.

12

Odp: Czy ślub coś pomoże?
nocnalampka napisał/a:

Kalafior, Twoja dziewczyna jest DDA. I to jest ogromne obciążenie w związku. I mówię to z całą świadomością - jako DDA i żona DDA. Naprawde trudno jest z takim obciążeniem zbudować zdrowy, oparty na wzajemnym szacunku i zaufaniu związek. Dla DDA życie z samym sobą jest wystarczająco trudne, więc co dopiero z kimś! To jest jak znamię, o którym zapominasz, ale to nie znaczy, że go nie ma - potrafi wracać w najmniej oczekiwanych momentach. Ale jeśli DDA nie przyzna się na sam początek przed sobą samym - mam problem, to nic sie nie zmieni, a jeśli zmieni to na gorsze. Gdzieś tu na forum był chyba wątek o DDA, może on pozwoli Ci dostrzec z jakim smokiem wojujesz.

Ja też jestem DDA ale nie zachowuje się jak wybranka autora postu, a nadmienię że mój ojciec był naprawdę niesamowitą bombą

13

Odp: Czy ślub coś pomoże?

Skoro jest nerwowa i impulsywna to czeka cię kalafior trudne z nią życie smile. Jeśli jesteś bardzo tolerancyjny i cierpliwy to może dasz radę. Najgorsze, że przekracza pewne granice raniąc ciebie (wyzywanie i wulgaryzmy).  To musi się zmienić, bo to oznaka braku szacunku, a jak można kogoś kochać nie szanując go?

14

Odp: Czy ślub coś pomoże?

silent_gnostic, ale ja nigdzie nie stwierdzilam, ze to jest usprawiedliwienie! Wręcz przeciwnie - wprost we wcześniejszym poście to napisałam. A że jesteś DDA, to sama rozumiesz o czym mówię. Ja też nigdy nie zachowywałam się tak jak narzeczona Kalafiora, ale miewałam inne "defekty", które wpływały na moje życiowe wybory i widzenie świata. Wiesz, DDA nie jedno ma imie... I jedni potrafią sobie pewne kwestie sami uświadomić i szukać drogi wyjścia, inni potrzebują prowadzenia w tym - czyli terapii. A mam wrażenie, że opisywana tu pani sama nie podzwignie tematu, bo sama nie rozumie co sie z nią dzieje i - co gorsza - nie widzi, że to w niej jest problem.

15

Odp: Czy ślub coś pomoże?

Osobiście wątpię, by ślub pomógł.
Ewentualnie pogorszy Waszą sytuację.
Ktoś mądrze wspomniał, że szacunek w związku to podstawa - u Was nie ma tego fundamentu.
A co się dzieje z domem bez fundamentów? Nie istnieje.

16

Odp: Czy ślub coś pomoże?
silent_gnostic napisał/a:

Ok, na moje oko niby się zgadzasz z wypowiedziami innych ale bronisz jej i waszego związku z niesamowicie wielkimi klapkami na oczach
Moja propozycja: ... Ożeń się z nią, niech na wasym ślubie cię powyzywa i splunie Ci w twarz, bo miała trudne dzieciństwo i nie ma ojca co by z nią zatańczył, zróbcie dziecko, niech się na nie drze bo płacze a ciebie bije bo dupa jesteś a nie facet.

Masz rację że moze wygladac na to ze jestem dupa nie facet, ale jak bede stawial sprawe na ostrzu noza tak jak ona, to niczego nie wskóram. Żal mi jest z jednej strony tej dziewczyny, chciałbym żeby była szcześliwa bo ma ogromny potencjał w sobie. Wiem również ze najlepiej to zostawic i budowac zycie z kims innym, ale nie sadzicie ze ludzie sie za szybko poddaja ida na łatwizne rozwalając małżeństwa tylko dlatego ze nie chce im sie walczyc o ta druga połowe. Wychodze z założenia im wiecej wsadze pracy w zwiazek tym wieksza mam radosc i bardziej doceniam tą relacje. Moze błędnie myśle ale jestem zwiazkowym człowiekiem który nie lubi skakac z kwiatka na kwiatek bo nie ma to dla mnie ani sensu ani smaku.

17

Odp: Czy ślub coś pomoże?
kalafior napisał/a:

Moze błędnie myśle ale jestem zwiazkowym człowiekiem który nie lubi skakac z kwiatka na kwiatek bo nie ma to dla mnie ani sensu ani smaku.

Myślisz prawidłowo. Dobrze, że chcesz walczyć o swój związek.

18

Odp: Czy ślub coś pomoże?
kalafior napisał/a:

Wychodze z założenia im wiecej wsadze pracy w zwiazek tym wieksza mam radosc i bardziej doceniam tą relacje.

Naiwne. Każdy z nas dając coś chce tez czegoś w zamian.Jak zamierzasz mieć misję i wiecznie DAWAĆ to powodzenia-ona napewno weźmie wszystko i niebawem przestaniesz nad nią panować. Pracować to muszą OBIE strony wtedy to ma sens. Związek to nie praca u podstaw ! Jeny ! To dopasowanie, porozumienie, wspólne wartości, uczucia, a nie Twoja praca nad nią- to jest TERAPIA.
Jak chcesz to walcz, ale ślub da jej pewność,że ma Cię w szachu i wyzwiska przez to nie ustaną.

Myślę, że jakby miała te wszystkie zalety o których piszesz + nie wyzywałaby Ciebie to byłaby podobna do MILIONA innych dziewczyn... ot taka jest wyjątkowa.

19

Odp: Czy ślub coś pomoże?

A ożeń się z nią! Tylko po ślubie nie płacz na forum, jaką masz zołzę w domu. Pamiętaj, wszyscy na forum Cię ostrzegali. Widocznie lubisz jak Cię kobieta nie szanuje.

20

Odp: Czy ślub coś pomoże?
kokoszka567 napisał/a:

A ożeń się z nią! Tylko po ślubie nie płacz na forum, jaką masz zołzę w domu. Pamiętaj, wszyscy na forum Cię ostrzegali. Widocznie lubisz jak Cię kobieta nie szanuje.

Nie płaczę na forum że mam zołze w domu, przedstawiam pewien problem i szukam rozwiązania. Dzieki temu postowi dowiedziałem sie sporo o DDA i wiem jak duże jest to wyzwanie dla mnie jak i dla niej. Postanowiłem pokazać jej tą całą rozmowę, niech się zastanowi nad tym. Jeżeli zrozumie że problem leży po jej stronie to służe pomocą w rozwiązaniu jak i zrozumieniu tej choroby, by wyjść na prostą i być szczęśliwym razem, jeżeli ze złości rzuci laptopem o ścianę to sama podejmuje decyzje. Wydaje mi się być to najrozsądniejsze rozwiązanie. Najgorsze jest to że nie ma koleżanek czy przyjaciół którzy mogli by jej przedstawić ten problem. Dziękuję serdecznie wszystkim i życzę powodzenia

21

Odp: Czy ślub coś pomoże?
kalafior napisał/a:
kokoszka567 napisał/a:

A ożeń się z nią! Tylko po ślubie nie płacz na forum, jaką masz zołzę w domu. Pamiętaj, wszyscy na forum Cię ostrzegali. Widocznie lubisz jak Cię kobieta nie szanuje.

Nie płaczę na forum że mam zołze w domu, przedstawiam pewien problem i szukam rozwiązania. Dzieki temu postowi dowiedziałem sie sporo o DDA i wiem jak duże jest to wyzwanie dla mnie jak i dla niej. Postanowiłem pokazać jej tą całą rozmowę, niech się zastanowi nad tym. Jeżeli zrozumie że problem leży po jej stronie to służe pomocą w rozwiązaniu jak i zrozumieniu tej choroby, by wyjść na prostą i być szczęśliwym razem, jeżeli ze złości rzuci laptopem o ścianę to sama podejmuje decyzje. Wydaje mi się być to najrozsądniejsze rozwiązanie. Najgorsze jest to że nie ma koleżanek czy przyjaciół którzy mogli by jej przedstawić ten problem. Dziękuję serdecznie wszystkim i życzę powodzenia

Daj znać później jaka była jej reakcja.
Ja myślę, że robisz dobrze... Zawalcz najpierw o wasze szczęście.
To będzie długa droga ale tylko wtedy bedziesz mógł z czystym sumieniem powiedzieć "zrobiłem wszystko co w Mojej mocy".

Łatwo jest powiedzieć "odejdź, zostaw".
Problemy się rozwiązuje a nie od nich ucieka....
Walczy się o miłość a nie idzie na łatwiznę i przebiera z jednej kobiety na drugą w poszukiwaniu ideału, który tak naprawdę nie istnieje.

22

Odp: Czy ślub coś pomoże?
kalafior napisał/a:

Witam,
Problem polega na tym ze jak juz bylismy oficjalnie ze soba mieszkałem jeszcze z moja byłą.

Z mojego punktu widzenia to nie jest prawdziwy problem.

kalafior napisał/a:

Żyło nam sie wspaniale do pewnego czasu (6 miesiecy), bardzo naciskała na zareczyny, kazda wycieczka konczyła sie kłótnią że myślała że sie na niej jej oświadczę i sie znowu na mnie zawiodła.

Po 6 miesiacach naciskala na slub...??

kalafior napisał/a:

Mamy już swoje lata (ona jest w moim wieku) i każdemu z nas śpieszy sie by założyc rodzinę.

Tu jest prawdziwy problem. Ze wam sie spieszy...
Co nagle to po diable...


kalafior napisał/a:

Problem polega na tym mimo że sie kochamy ona mnie nie szanuje (choc brzmi to paradoksalnie gdzie szacunek jest podstawa miłości), wyzywa używając bardzo wulgarnych słów szczególnie w towarzystwie innych ludzi. Jest to bardzo kompromitujące. Nie ma znajomych tylko jedna koleżanke w wieku 60lat. Ogólnie osoba mało udzielająca sie towarzysko. Wiem ze miała trudne dzieciństwo (ojciec alkoholik), pozniej była 7 lat w zakonie, byłem jej pierwszym facetem (zwiazek), to ze mna stracila dziewictwo w wieku 27 lat.

Niech no ja podsumuje..
1. Nie radzi sobie z wlasnym gniewem
2. Jest zamknieta w sobie
3. Eks zakonnica big_smile
4. DDA

kalafior napisał/a:

Czy brak szacunku do ludzi mozna tłumaczyć trudnym dzieciństwem?

Nie.

kalafior napisał/a:

Wciąż wypomina ze mieszkałem z byłą ze to dziw-ka itp i td ze jestem kur-rzem m(choc nie jestem i z wartosciami ze mnie facet)

Niskie poczucie wlasnej wartosci i msala pewnosc siebie az kipi.


kalafior napisał/a:

Jest to bardzo przykre słyszec takie słowa z ust "kochanej" kobiety. Tłumaczy się ze z reguły robi to po alkoholu i jest to dlatego że nie ma z mojej strony stabilności czyli ślubu.

5. Problem z alkoholem


kalafior napisał/a:

Kocham ją i jestem zdecydowany na ślub, ale czy faktycznie on cokolwiek zmieni?

Nie.

kalafior napisał/a:

Pomagam jej we wszystkim, ma zawsze świeże kwiaty, obiad, pomoc przy studiach, czasami nawet w pracy bo z jezykiem nie domaga. Poswiecam jej czas calkowicie starajac sie jej pomoc, by mogła odpocząć i sie zrelaksować.

Odpoczac po czym?
Wyzywanie ludzi jest naprawde takie meczace? big_smile

kalafior napisał/a:

Myślicie ze jak przyjdzie dziecko zmieni to jej podejscie do świata?

Nie, nie, nie!!!
Dziecko to ciezka proba dla idealnego zwiazku a wy to nawet sie zescie od ziemi nie oderwali. Nie umiecie pokonac problemow miedzy wami a co dopiero jak pojawi sie dziecko??

kalafior napisał/a:

Boję sie troche ze łąduje sie w patologie, choć mózg bardzo zaślepiony uczuciem

Slusznie sie obawiasz.

23

Odp: Czy ślub coś pomoże?

Absolutnie sie zgadzam z Sadie.

Facet, Ty sie ladujesz w malzenstwo z osoba niezrownowazona, ktora w dodatku Cie zupelnie nie szanuje.

Wybacz, ale bycia chamem nie mozna usprawiedliwiac swoim dziecinstwem. Kobieta jest dorosla i powinna panowac nad gniewem. To tak jakby usprawiedliwiac damskiego boxera tym, ze "sie zdenerwowal" albo go mamusia nie kochala. Infantylne.

Zrobisz jak bedziesz chcial, ale uprzedzam, sytuacja sie na lepsze nie zmieni po slubie. Jak wiele osob tu pisalo, jezeli sie zmieni, to na gorsze, szczegolnie jezeli dziecko do tego dojdzie. Czy Ty naprawde chcesz miec w domu zone, ktora moze raz na rok, laskawie bedzie w dobrym nastroju, a przez reszte 364 dni bedzie Cie traktowac jak podgatunek czlowieka, bo "miala trudne dziecinstwo"?

24

Odp: Czy ślub coś pomoże?
kalafior napisał/a:

ale jak bede stawial sprawe na ostrzu noza tak jak ona, to niczego nie wskóram.

Nie? A ja myśle że się mylisz, bo albo będziesz prosił "kochanie szanuj i kochaj mnie" to niestety nic się nie zmieni, bo jak widzisz do tej pory się nie zmieniło.

kalafior napisał/a:

Żal mi jest z jednej strony tej dziewczyny, chciałbym żeby była szcześliwa bo ma ogromny potencjał w sobie.

Fajnie, że jesteś dobrym człowiekiem który kocha, i rozumiem że jest Ci jej żal, ale .. jest Ci jej żal i z nią jesteś? Czy ją kochasz? Nie możesz robić wszystkiego dla kogoś bo jest Ci żal i próbujesz wynagrodzić tym samym całe jej życie

kalafior napisał/a:

nie sadzicie ze ludzie sie za szybko poddaja ida na łatwizne rozwalając małżeństwa tylko dlatego ze nie chce im sie walczyc o ta druga połowe.

Tak sądze, ale w Twoim przypadku to nie małżeństwo, u was nie ma szcześcia i miłości, jest tylko Twoje pragnienie i otaczająca Cię patologia oraz współuzależnienie od partnerki

kalafior napisał/a:

Wychodze z założenia im wiecej wsadze pracy w zwiazek tym wieksza mam radosc i bardziej doceniam tą relacje.

Zgadzam się, ale to działa tylko w tedy kiedy partnerom zależy, kochają się i pracują RAZEM nad związkiem

kalafior napisał/a:

jestem zwiazkowym człowiekiem który nie lubi skakac z kwiatka na kwiatek bo nie ma to dla mnie ani sensu ani smaku.

yhm yhm ... ok, popieram, ale przecież nie skaczesz na żadnych kwiatkach, Twój związek to fikcja

Przepraszam, że tak brutalnie mówię, ale krew mnie zalewa jak słyszę/czytam/widze jak ludzie na własne życzenie marnują swoje życie.

Twoja partnerka to DDA, miała ciężkie dzieciństwo, naduzywa alkoholu, bije cie, wyzywa, nieszanuje, nie widzi swej winy i wini cały świat za swoje życie ... Ja również jestem DDA, ja również miałam bardzo trudne dzieciństwo, ale nie wyżywam się na ludzich, pracuje aby moje życie było lepsze, kocham i szanuje partnera, i nie truje otoczenia

Jeśli tłumaczysz ją i jej zachowanie tym, że jest DDA, to równie dobrze możesz dać pistolet naładowany osobie która ma raka w ostatnim stadium, by mogła wyładować swoje negatywne emocje strzelając do ludzi, bo może, przecież trudno jej tak?

25

Odp: Czy ślub coś pomoże?
silent_gnostic napisał/a:

Twoja partnerka to DDA, miała ciężkie dzieciństwo, naduzywa alkoholu, bije cie, wyzywa, nieszanuje, nie widzi swej winy i wini cały świat za swoje życie ... Ja również jestem DDA, ja również miałam bardzo trudne dzieciństwo, ale nie wyżywam się na ludzich, pracuje aby moje życie było lepsze, kocham i szanuje partnera, i nie truje otoczenia

Jeśli tłumaczysz ją i jej zachowanie tym, że jest DDA, to równie dobrze możesz dać pistolet naładowany osobie która ma raka w ostatnim stadium, by mogła wyładować swoje negatywne emocje strzelając do ludzi, bo może, przecież trudno jej tak?

O to to!!
Nie kazdego zycie glaskalo po glowie i karmilo ananasami.
Nie ona pierwsza i nei ostatnia miala trudne dziecinstwo.
Tez moge tak o sobie powiedziec.
Ale ja nie wyzywam sie na mezczyznie ktorego kocham, nie lamentuje o oswiadczynach, nie mam problemow z alkoholem, nie robie sie agresywna za niewinnosc...
Mam pewnie inne skrzywienia ale nie robie komus z zycia piekla.

26

Odp: Czy ślub coś pomoże?

Dziwne, ze Ty jako facet dajesz się poniżać i dziwne że byla zakonnica klnie jak szewc na swojego ukochanego big_smile

27

Odp: Czy ślub coś pomoże?
adlernewman napisał/a:

Absolutnie sie zgadzam z Sadie.

Facet, Ty sie ladujesz w malzenstwo z osoba niezrownowazona, ktora w dodatku Cie zupelnie nie szanuje.

Wybacz, ale bycia chamem nie mozna usprawiedliwiac swoim dziecinstwem.

Racja w 100% !

28

Odp: Czy ślub coś pomoże?
kalafior napisał/a:
kokoszka567 napisał/a:

A ożeń się z nią! Tylko po ślubie nie płacz na forum, jaką masz zołzę w domu. Pamiętaj, wszyscy na forum Cię ostrzegali. Widocznie lubisz jak Cię kobieta nie szanuje.

Nie płaczę na forum że mam zołze w domu, przedstawiam pewien problem i szukam rozwiązania. Dzieki temu postowi dowiedziałem sie sporo o DDA i wiem jak duże jest to wyzwanie dla mnie jak i dla niej. Postanowiłem pokazać jej tą całą rozmowę, niech się zastanowi nad tym. Jeżeli zrozumie że problem leży po jej stronie to służe pomocą w rozwiązaniu jak i zrozumieniu tej choroby, by wyjść na prostą i być szczęśliwym razem, jeżeli ze złości rzuci laptopem o ścianę to sama podejmuje decyzje. Wydaje mi się być to najrozsądniejsze rozwiązanie. Najgorsze jest to że nie ma koleżanek czy przyjaciół którzy mogli by jej przedstawić ten problem. Dziękuję serdecznie wszystkim i życzę powodzenia

i tak zrob. postaw sprawe na ostrzu noza. jesli jej na tobie zalezy zacznie sie leczyc, jesli nie to uciekaj od niej. a tak na marginesie ciekawa jestem czy na szefa w pracy tak krzyczy tlumaczac sie ze miala trudne dziecinstwo. albo na studiach. na pewno nie, bo jest swiadoma ze moglaby duzo stracic wiec sie kontroluje a na tobie moze sie wyrzyc bo ty to przyjmiesz i jeszcze ja wytlumaczysz, poglaszczesz. zrozum ze takim zachowanie nie pomagasz jej absolutnie. smile "walnij w koncu piescia w stol"

29

Odp: Czy ślub coś pomoże?

Miałem apodyktyczną żonę. Już jestem po rozwodzie. Mam kolegę, którego dziewczyna robi mu awantury o każde wyjście , delegację i dłuższe siedzenie w pracy. Dzisiaj pomagam mu się od niej wyprowadzić po pięciu latach. Zrobisz jak zechcesz ale związek nie jest do uratowania. Takie osoby są skazane na bycie same. Im wcześniej to zakończysz tym lepiej dla Was. Nie zróbcie sobie chociaż dziecka bo wzorce rodzinne będzie miało  wypaczone. To Twoje życie - masz prawo spieprzyć je sobie w dowolny sposób.

Posty [ 30 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy ślub coś pomoże?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026