Od jakiegoś czasu czuję się taka niepotrzebna.. Mam wrażenie,że każdy mnie olewa, nikt nie patrzy na mnie jak na kogoś kto żyje , tylko jak na kogoś kto po prostu jest. Nawet moi przyjaciele,najbliższe mi osoby traktują mnie jakbym była bo była,jak wiedzą,że coś złego sie u mnie dzieje,to rzucą głupim "będzie dobrze, nie bądz smutna" i odchodzą.. Dawni znajomi, o których nadal pamiętam po prostu o mnie zapomnieli.. Czasem jak kogoś zapytam,po jakimś czasie co u niego,to albo nie odpisuje,albo odpisuje "dobrze" i tyle.Nikt nie zapyta co u mnie,choćby z grzeczności.Czuję się taka obca, jakbym była jakimś zwykłym błędem losu,dzieckiem diabła, które nie powinno istnieć. Jakbym była jednym z przypadków.. a przecież tak bardzo się staram, wspierać innych,pomagać.. Może powinnam umrzeć? Nie radze sobie sama ze sobą. Miesiąc temu rozstałam się z chłopakiem,on tez ciągle mi wmawiał,że do niczego się nie nadaje, bo np nie potrafiłam niczego zrobić, rodzice to samo "w przyszłości będziesz złą matką, z niczym sobie nie poradzisz,nikt Cie nie będzie chciał". Mam dopiero 18 lat a czuję się jakbym miała zaraz umierać.. W sumie,to sama nie wiem o co proszę... Być może chciałam się po prostu komuś wyżalić,może chociaż tutaj ktoś,choć przez chwilę zwróci na mnie uwagę..
Podobne tematy
Witaj,
Rozpaczliwie domagasz się uwagi bo....jej nie dostajesz i pewnie już wcześniej tak było, prawda?.... Zanim coś dalej zrobisz ze swoim życiem, warto usiąść na chwilkę i przypomnieć sobie jak wyglądała Twoja relacja z rodzicami, gdy byłaś dzieckiem; jak spędzaliście wspólnie czas, czy poświęcali Ci tyle uwagi, ile potrzebowałas.i tak dalej.
Teraz...: "a przecież tak bardzo się staram, wspierać innych,pomagać." -dzieje się być może WŁASNIE DLATEGO, że wspierasz wszystkich, wysłuchujesz i dajesz sygnał: >Ja nie potrzebuję uwagi, moje problemy są nieważne< .
Ludzie wyczuwaja pewien typ postawy i odpowiednio się do niego odnoszą. Ciebie najwidoczniej otoczenie odbiera jako osobę niemającą wiekszych problemów (być może świetnie się maskujesz, zakrywając swoje gorsze dni np. poczuciem humoru?...) do której można ładować swoje złe emocje i problemy jak do smietnika.
Zwróciłam uwagę. ![]()
Współczuję Ci takiego kiepskiego myślenia o sobie. Proponuję, byś zaczęła spoglądać na siebie z innej strony i na tej innej stronie się koncentrować. Tą inną stroną są Twe zalety. Zobacz (ale naprawdę zobacz - bez włączania bezwzględnego krytyka), jak dużo ich masz. Bo masz ich dużo, tyle tylko, że zupełnie o nich nie pamiętasz albo ich wartość deprecjonujesz.
Uwierz mi, można zmienić myślenie o sobie i być szczęśliwą.
I wielką pułapką jest "bycie potrzebną".
Od jakiegoś czasu czuję się taka niepotrzebna.. Mam wrażenie,że każdy mnie olewa, nikt nie patrzy na mnie jak na kogoś kto żyje , tylko jak na kogoś kto po prostu jest. Nawet moi przyjaciele,najbliższe mi osoby traktują mnie jakbym była bo była,jak wiedzą,że coś złego sie u mnie dzieje,to rzucą głupim "będzie dobrze, nie bądz smutna" i odchodzą.. Dawni znajomi, o których nadal pamiętam po prostu o mnie zapomnieli.. Czasem jak kogoś zapytam,po jakimś czasie co u niego,to albo nie odpisuje,albo odpisuje "dobrze" i tyle.Nikt nie zapyta co u mnie,choćby z grzeczności.Czuję się taka obca, jakbym była jakimś zwykłym błędem losu,dzieckiem diabła, które nie powinno istnieć. Jakbym była jednym z przypadków.. a przecież tak bardzo się staram, wspierać innych,pomagać.. Może powinnam umrzeć? Nie radze sobie sama ze sobą. Miesiąc temu rozstałam się z chłopakiem,on tez ciągle mi wmawiał,że do niczego się nie nadaje, bo np nie potrafiłam niczego zrobić, rodzice to samo "w przyszłości będziesz złą matką, z niczym sobie nie poradzisz,nikt Cie nie będzie chciał". Mam dopiero 18 lat a czuję się jakbym miała zaraz umierać.. W sumie,to sama nie wiem o co proszę... Być może chciałam się po prostu komuś wyżalić,może chociaż tutaj ktoś,choć przez chwilę zwróci na mnie uwagę..
Hej kochana. Wiesz, przeczytałam Twój post i pomimo, iż ja już dawno temu skończyłam 18ście lat, nadal czasami nachodzą mnie takie myśli jak Twoje.
Wiesz, przede wszystkim bardzo dobrze,że tutaj napisałaś. Może nikt tutaj nie zastąpi Ci przyjaciół w "realu", ale zawsze jest fajnie móc się wygadać. Czasami jak czytamy,że ktoś nas rozumie, lub że ma podobne problemy, bardzo podnosi to na duchu.
Niestety to co nam mówią rodzice, strasznie nam wchodzi do głowy. W końcu są dla nas autorytetem. Gdyby np mama mówiła Ci,że jesteś cudownym kochanym dzieckiem, inaczej myślałabyś o sobie.
Co możesz zrobić? Nie myśl o tym, nie skupiaj się na tym co było kiedyś i nie wybiegaj daleko w przyszłość np,że kiedyś sobie nie poradzisz, że nikt Cię w przyszłości nie będzie chciał itp itd. To nie ma sensu. To co było, było, koniec, kropka. Co nastąpi, nie wiem, ale możemy pomóc przyszłości tym, jak bęziemy myśleć i zachowywać się dzisiaj, teraz.
Wiesz,mi mój mąż, z którym jestem w separacji, też mówił dokładnie tak jak Tobie. Gdybym miała inną psychike, powiedziałabym pomyślałabym po prostu,że jest palantem,który nie ma racji. A tak, brałam wszystko do siebie. Czasami trafiamy na ludzi, którzy wykorzystują to,że ta druga osoba jest może trochę bardziej uległa. Po drugie, warto poznać swoje prawa. Warto wiedzieć, że mamy prawo czuć się tak jak się czujemy. Mamy prawo być smutni, źli, zdenerwowani, samotni, radośni, szczęśliwi.....
Może spróbuj napisać komuś smsa,że chcesz z kimś pogadać,bo czujesz się samotna. Ludzie nie czytają w myślach. I to,że ktoś nie pyta co u Ciebie, nie zawsze znaczy,że ma Cię gdzieś. Nie bój się prosić o pomoc, chwilę uwagi. A gdy ktoś Ci odmówi, nie odbieraj tego jako odrzucenia Twojej osoby. Świat jest pełen różnych sytuacji, ludzie mają przeróżne problemy w danym momencie, ktoś może zwyczajnie przoczyć,że jest Ci źle, bo sam jest tak szczęśliwy,że myśli tylko o swoim szczęściu;) Poza tym, nie jest łatwo znaleźć prawdziwego przyjaciela. Ja, swoją przyjaciółkę odkryłam dopiero gdy ta wyjechała kilkaset km ode mnie. Gdy była obok, unikałam spotkań z nią. Teraz jest daleko i mamy lepszy kontakt niż kiedykolwiek. Ludzie są różni, jedni nas akceptują, inni nie. My też nie musimy być tacy jak inni chcą.
Ja staram się zaakceptować to swoje poczucie "obcości". Słyszałam od najbliżej osoby,że jestem dzikus. No i co, jestem, żyję i funkcjonuję. Może kiedyś będę duszą towarzystwa,ale dzisiaj żyję sobie jako ten dzikusek w swojej skorupce i dobrze mi z tym:)
"apamietaszjak" wiem co przeżywasz, doskonale Cię rozumiem, bo też nieraz czuję się tak jak ty. Wiem jak jest wtedy ciężko. Ja też pomagam, rozmawiam ze wszystkimi, którzy mają jakiś problem. A gdy ja potrzebuję pomocy to każdy ma to gdzieś i tak naprawdę nie mam z kim pogadać o swoich problemach. Kiedyś byłam towarzyska, miałam dużo znajomych, ale odkąd jestem z obecnym mężem zerwałam wszystkie znajomości. Co poskutkowało moim stanem. Przede wszystkim zacznij myśleć pozytywnie o sobie. Jak same siebie nie dowartościujemy, to nikt tego za nas nie zrobi! Pisz jak będziesz chciała pogadać.
Wiesz, kiedyś przez to przechodziłam i pomogło takie uczciwe przemyślenie życia i swoich priorytetów.
Tak naprawdę w takim krytycznym momencie postanowiłam sobie, że "pójdę do przodu".
Postawiłam sobie cele, które chcę osiągnąć i dążyłam do tego.
A przyjaciele i znajomi... tak naprawdę nie warto mieć wielu znajomych, którym na nas nie zależy a cudownie mieć w życiu chociaż jedną osobę, która świetnie nas rozumie i jest zawsze przy nas.
Myśl pozytywnie... jak to mówią... Always look on the bright side of life ![]()
Pogodni i uśmiechnięci ludzie przyciągają do siebie innych
Każdy ma problemy, każdy z czymś się zmaga... ale chyba nie musimy emanować tym na zewnątrz.
można podzielić się problemami z kimś zaufanym i nikim więcej.
Ale to tylko moje zdanie.
Uśmiechnij się ![]()
Współczuję ci trochę, bo w szkole mam podobną sytuację. W szkole się do mnie odzywają, bo odzywają. Spróbuj jakoś się do Twoich kolegów odzywać, zagadywać i w ogóle. Może wtedy się trochę polepszy. ![]()
Ja na razie tyle ci umiem doradzić. ...
Dziękuję Wam bardzo , wiele dla mnie znaczy wasze wsparcie. Niby kilka słów,od tak naprawdę obcych słów, ale wiele mi pomaga. Postanowiłam nabrac pewności siebie , zacząć myśleć też o sobie i olewać ludzi,którzy olewają mnie. Jeszcze raz dziękuję,miło mi że ktoś to rozumie.
pozdrawiam ![]()
apamietaszjak jak Ci idzie?
coś się zmieniło?
może jesteś już w stanie udzielić jakiejś porady na początek komuś kto miewa jak Ty?
ciekawi mnie czy coś ruszyło.
pozdrawiam
Witaj!
Na początku tego postu chciałam Ci powiedziec, że tak naprawdę osób z takimi problemami jak Twoje jest naprawdę wiele. Oznacza to nic innego jak to, że jest dla Ciebie rozwiązanie bo tak naprawdę miliony osób przed Tobą miały ten sam problem co Ty i znalazły sie osoby które opisały jak go rozwiązac. Istnieje wiele książek na ten właśnie temat.
Kiedyś byłam w podobnej sytuacji, szukałam akceptacji w innych ludziach, chciałam żeby ktoś poswięcił mi troche uwagi. Ludzie mnie olewali, starałam się z nimi rozmawiac lecz wogóle mi nie wychodziło. Tutaj trzeba spojrzec prawdzie w oczy. Ludzi guzik obchodzi twój los, chyba, że to twoja rodzina(wyjątkiem są rodziny patologiczne) ponieważ ludzie są zajęci swoim życiem. Tym bardziej w Polsce, gdzie miarą sukcesu nie jest ilośc Twoich sukcesów lecz wrogów. Dlatego nie dziw się, że jest jak jest.
Chcesz rozwiązania na Twoje problemy? Dam Ci je lecz siedząc w domu i nie robiąc nic Twoje życie pozostanie takie jakie jest.
Najważniejsze to zacząc DZIAŁAC! Nie wiem czy wiesz ale to, że tak się właśnie czujesz to Twoja wina! Dlaczego Twoja? Bo to Ty jestes odpowiedzialna za swoje życie! Pewnie myślisz, że łatwo mi powiedziec... Czułam to samo co Ty jeszcze kilka lat temu. Ludzie radzili mi żebym nie przejmowała sie niczym, że bedzie dobrze i takie tam ble,ble ble ble. Oczywiście takie gadanie w niczym mi nie pomogło. Tak więc...
Potaraj się nie patrzec na innych ludzi, nie staraj sie nikomu przypodobac poprostu stań się fajna, a ludzie będą do Ciebie lgnąc. Co to znaczy fajna? To znaczy zacznij się zajmowac sobą. Znajdz sobie jakies zainteresowanie. Usiądź na chwilę, zaparz sobie herbaty i pomyśl co cię interesuje. Co Cię interesuje NAPRAWDĘ, a nie będzie to przejsciowe uczucie.Tak abyś mogła o tym rozmawiac i rozmawiac. Jeżeli masz z tym problem zajrzyj do internetu. W XXI jest tyle możliwosci spedzania czasu, ludzie mają tyle zainteresowan, że samo opisanie każdej z nich zajęło by niejednemu całe życie. Może to byc np: taniec, jazda konna, rysunek, robienie zdjęc, nurkowanie czy nawet wspinaczka górska. Gdy już wybierzesz sobie coś ciekawego zacznij działac w tym kierunku, spotykaj sie z ludzmi którzy maja podobne zainteresowania, w ten sposob zyskasz sobie wielu znajomych.
Ja zmieniłam swój sposób myślenia oglądając jeden z filmów na youtube związanego z motywacją. Poźniej zaczęłam czytac. Na początku trafiłam na książki, które również bardzo mi pomogły. Jeżeli chcesz to napisz do mnie, a mogę Ci podac kilka tytułów. Zaczełam wkońcu robic coś dla siebie, a nie dla innych.
Pisałaś, że: ,,jakbym była jednym z przypadków.. a przecież tak bardzo się staram, wspierać innych,pomagać..'' Wiesz, to nie o to chodzi. To Ty masz się czuc szczesliwa bo to Twoje życie i ty jestes za nie odpowiedzialna i dbasz o to jak będzie ono wyglądac. Każdy z nas jest odpowiedzialny za siebie. Musisz to zrozumiec bo nigdy nie będziesz szcześliwa.
Popatrz na ten przykład:
Tak wygląda dzień jednej z dziewczyn:
Ania wstaje trochę wczesniej niż reszta dziewczyn które zna, przed szkoła wychodzi pobiegac ponieważ dba o sylwetkę. Później bierze prysznic, pakuje sie, robi makijaż i wychodzi do szkoły. Ania uczy się psychologii ponieważ bardzo ją lubi. Pomaga jej to w nauce. Na uczelni rozmawia ze znajomymi, żartuje. W przerwach między lekcjami słucha muzyki. To pomaga jej poczuc się swobodnie. Po wykładach idzie na kurs salsy. Ma tam wielu znajomych, szczególnie mężczyzn dlatego nie narzeka na brak zainteresowania ze strony męskiej. Taniec trenuje już od półtora roku dlatego nieźle jej to wychodzi. Wieczorem jest umówiona na randkę z jednym z chłopaków. Ania jest wartościową osobą dlatego spotyka sie z przystojnym i inteligentnym Kamilem, którego poznała na kursie tańca. Kamil zabiera ją na przejażdzkę motorem po obrzeżach miasta. Wraca do domu przed 22 ponieważ jutro jest piątek, a w te dni Ania jeździ z rodziną na spływy kajakowe i musi byc wypoczęta. Przed położeniem się spac czyta książkę. To ją rozwija...
A tak drugiej:
Kasia wstaje rano, pakuje się, wychodzi na autobus i jedzie na uczelnię. Studiuje prawo ponieważ zawsze jej rodzice tak chcieli mimo iż ona zawsze wolała kosmetologię. Ma zaległości. Gdy kończy wykłądy wraca autobusem do domu, je obiad, ogląda telewizję, poźniej korzysta przez chwilę z komputera , wieczorem siada do nauki żeby nadrobic zaległosci. Kładzie się późno spac, wstaje niewyspana i zaczyna znowu taki sam rutynowy dzień...
Jak sądzisz, która dziewczyna ma poczucie własnej wartości, lepiej sie czuja ze soba?
Myslę, że to oczywiste. Wybór należy do Ciebie!
Jeżeli zaczniesz robic coś dla siebie, nabędziesz nowej wiedzy, która może sie przydac w przyszłosci, będziesz miec pasję której bedziesz mogła sie poświęcic jeżeli tylko bedziesz chciała, bedziesz miała nowe tematy do rozmów. Spójrz na ludzi, którzy mają swoje pasja i jak o nich mówią. Ich słowa są wręcz nabuzowane emocjami, ich mowa ciała aż kipi energią gdy opisują swoje doświadczenia z tym co lubią robic.
CZAS WZIĄŚC SIĘ DO ROBOTY!
apamietaszjak. Cześć ja mam podobny problem, ale staram się na to nie zwracać uwagi. Inni też są zakompleksieni. Żyć trzeba jakoś, nie mam za wiele czasu nad rozmyślaniem. Opiekuję się niepełnosprawną matką, a synowi ostatnio się nie wiedzie, też się nieźle zakompleksił. Są dni że mam naprawdę wszystkiego dość i bym ich oboje zostawiła na dwa tygodnie. Nie mogę tego zrobić. Nikt ze znajomych nie ma pojęcia o części mojej sytuacji, i niech tak zostanie, może coś z tym zrobię w końcu.POWODZENIA DZIEWCZYNO, GŁOWA DO GÓRY.
Znam takie stany bardzo dobrze.Dziś, z perspektywy czasu, spojrzenia na siebie z tamtych lat z całą pewnością napiszę- w dużej mierze zapracowałam sobie na to, zeby ludzie traktowali mnie tak, jak mnie traktowali.Ja-zawsze miałam czas, żeby wysłuchać problemów koleżanki, pogadać, podpowiedzieć, potrząsnąć, przytulić.Miałam problemy, kłopoty, rozterki.Tylko jakoś zawsze, kiedykolwiek chciałam o tym pogadać, czyjeś sprawy były ważniejsze od moich.Sluchając o problemach innych moje zawsze schodziły na dalszy plan.Bo jakbym mogła komuś, kto zmaga się z życiem, dokładać jeszcze coś od siebie?Kogo to moglo zainteresować?Kto, mając swoje problemy, będzie miał czas i ochotę wysłuchiwać mnie?
Odkąd pamiętam, zawsze ludzie do mnie lgnęli.Bo niby jestem jedną z tych, do których ma się zaufanie, którym można się zwierzć, taką, kóra wie kiedy pogłaskać a kiedy nawrzeszczeć.Częściej wrzeszczałam , ale nikt nie miał mi tego za złe.Mijały lata i często spotykałam się z opinią, ze ja to mam tak wszystko poukładane, żadnych problemów.Czasami chciałam wykrzyczeć, że mam już dosyć wysłuchiwania, pomagania.Pomimo, że otoczona byłam wianuszkiem koleżanek, bylo mi źle, często smutno. Nastawiona na dawanie, wziąć coś od kogoś bylo niezręcznie...
Co się zmieniło?Ja się zmieniłam?Nie, to dalej ja.Nadal potrafię słuchać, jeśli mogę pomóc-robię to.Kiedyś też myślałam, że jestem niepotrzebna, bezwartościowa, że nikt mnie nie słucha.Że wszystko i wszyscy są ważniejsi ode mnie.Może wydawać się to dziwne-piszę, że ludzie do mnie lgnęli, a kilka zdań po tym, że czułam sie samotna, niepotrzebna.Tak właśnie bylo.Dopóki nie zdałam sobie sprawy, że to nie tak.Bo przecież do takiego"nikogo"nie idzie się po pomoc, nie zwierza mu się, nie oczekuje się niczego.Olśnienie-jestem dla nich ważna,liczą się z moim zdaniem, wiedzą, że nie zawiodę.Zaskoczeniem było, ze też mam problemy, o których po prostu zaczęłam mówić, choć w chwili obecnej w dalszym ciągu jestem w trybie"dać" a nie "brać".Teraz wiem, że to, co kiedyś odbierałam jako odrzucenie to była tylko moja chora wyobraźnia, sama nie byłam świadoma własnej wartości.
Wszystkim zagubionym, odrzuconym, niechcianym, niepotrzebnym życzę odnalezienia siebie.A także siły i wiary.Ciężka to droga i czasami dluga, ale warto.Nie ma ludzi niepotrzebnych.Jesteśmy tu i teraz z jakiegoś powodu, każdy ma jakiś cel w życiu.Czasami wystarczy spojrzeć naprawdę blisko, żeby zobaczyć.
13 2012-10-20 19:40:32 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2012-10-20 19:41:04)
Ja zmieniłam swój sposób myślenia oglądając jeden z filmów na youtube związanego z motywacją. Poźniej zaczęłam czytac. Na początku trafiłam na książki, które również bardzo mi pomogły. Jeżeli chcesz to napisz do mnie, a mogę Ci podac kilka tytułów.
Hej. Czy mogłabyś mi wysłać na email tytuły książek, o których tutaj piszesz?
Niestety nie mogę wysłać Ci maila, bo masz ukryty adres (prywatny).
Z góry dziękuję!
Moim zdaniem kluczowe jest tu: "a przecież tak bardzo się staram, wspierać innych,pomagać.. ."
Zapytam więc przekornie, a po co się tak starasz? To nie jest dziwne pytanie. Ja znam na nie odpowiedź bo sama taka kiedyś byłam.
Lubiłam się wpraszać z pomocą, wyręczać nawet bo wydawało mi się, ze mnie będą bardziej lubić. Poza tym każdy mierzy swoją miarą i wydawało mi się, że skoro ja się tak poświęcam, to oni też to dla mnie zrobią. Życie jednak weryfikuje nasze "wydaje mi się".
Okazało się, że ludzie zaczęli mnie unikać bo się obawiali mojej chęci pomocy. Odbierali to jako narzucanie się lub wchodzenie w ich przestrzeń, dusili się moim nadskakiwaniem. To jakby zagłaskać kota na śmierć. Sami nie potrafili tak postępować jak ja, więc nawet nie próbowali się interesować moimi problemami, uznając, że i tak nie pomogą.
Inna sprawa; ludzie nas tak widza jak im siebie pokazujemy. Lubisz przebywać sama w swoim towarzystwie? lubisz siebie? Chciałabyś mieć kogoś takiego jak Ty za przyjaciółkę? Skoro sama siebie nie lubisz, nudzisz się sama sobą i nie akceptujesz siebie, to jakim cudem inni to mają zrobić?
Rozumiesz o co mi chodzi?
Od jakiegoś czasu czuję się taka niepotrzebna.. Mam wrażenie,że każdy mnie olewa, nikt nie patrzy na mnie jak na kogoś kto żyje , tylko jak na kogoś kto po prostu jest. Nawet moi przyjaciele,najbliższe mi osoby traktują mnie jakbym była bo była,jak wiedzą,że coś złego sie u mnie dzieje,to rzucą głupim "będzie dobrze, nie bądz smutna" i odchodzą.. Dawni znajomi, o których nadal pamiętam po prostu o mnie zapomnieli.. Czasem jak kogoś zapytam,po jakimś czasie co u niego,to albo nie odpisuje,albo odpisuje "dobrze" i tyle.Nikt nie zapyta co u mnie,choćby z grzeczności.Czuję się taka obca, jakbym była jakimś zwykłym błędem losu,dzieckiem diabła, które nie powinno istnieć. Jakbym była jednym z przypadków.. a przecież tak bardzo się staram, wspierać innych,pomagać.. Może powinnam umrzeć? Nie radze sobie sama ze sobą. Miesiąc temu rozstałam się z chłopakiem,on tez ciągle mi wmawiał,że do niczego się nie nadaje, bo np nie potrafiłam niczego zrobić, rodzice to samo "w przyszłości będziesz złą matką, z niczym sobie nie poradzisz,nikt Cie nie będzie chciał". Mam dopiero 18 lat a czuję się jakbym miała zaraz umierać.. W sumie,to sama nie wiem o co proszę... Być może chciałam się po prostu komuś wyżalić,może chociaż tutaj ktoś,choć przez chwilę zwróci na mnie uwagę..
Hej , właśnie przecztalam Twój Komentarz ...wiem ze to już kilka lat minęło ,ale chciałabym się dowiedzieć jak teraz wygląda ta sprawa ...czy coś się w tym kierunku zmieniło / polepszyło ?
Może się dziwisz dlaczego o to pytam ...napiszę krótko " jestem Kobietą w wieku 44 lata i ten sam problem przerabiałam gdy byłam w Twiom wieku " ....więcej napiszę gdy otrzymam odpowiedź ;-)
Pozdrawiam