Hej dziewczyny. Długo się zbierałam, żeby to napisać, ale sytuacja zaczęła mnie przerastać. Nie mam z kim o tym porozmawiać, a potrzebuję porady a może tego by mnie ktoś wysłuchał... Dwa lata temu wróciłam do swojego partnera z którym już byłam wcześniej. Było cudownie, miłość rozkwitła na nowo. Korzystaliśmy z życia ile wlezie. Pół roku później, on zjawił się u mnie z bukietem róż i... pierścionkiem zaręczynowym. No i po tym pierścionku nasze szczęśliwe Narzeczeństwo trwało tylko kolejne pół roku. Bo od początku 2012 coś się zmieniło, przestało mu zależeć. Wiedział, że już mnie ma. Więc nasze wielkie uczucie odeszło na dalszy plan i pozostało tylko to co nazywają przyzwyczajeniem. Nie interesował się ze mną, a ja w tym czasie znalazłam sobie przyjaciela, który był dla mnie wsparciem i nie ukrywajmy pociągało mnie to, że mnie adoruje, interesuje się mną i z zaciekawieniem słucha. Bardzo mi tego brakowało, a on mi to dawał. Nasza znajomość się zacieśniała coraz bardziej, aż doszło do pierwszego pocałunku. Każdego dnia rozważałam zakończenie swojego związku. Nie widziałam dla nas przyszłości. Nie chciałam z nim być. I wtedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. To był dla mnie koniec świata. Nie ze względu, na to, że pojawiło się nowe życie, tylko dlatego, że to zamykało mi drogę uwolnienia się od niego. Pomyslałam, że może dziecko nas do siebie zbliży, połączy. Przecież to taka wielka radość. Niestety, mój partner okazał się nieodpowiedzialnym dupkiem, który nie interesował się mną dalej. Teraz mi powtarzał tylko to, że już na pewno będziemy razem bo łaczy nas dziecko. Ciągle się kłócimy, patrząc na niego czuję złość, żal, a nawet wstręt. We wrześniu wzięliśmy cywilny, bo rodzice nalegali. Jestem pewna, że go nie kocham. Zabił wszystko co we mnie było do tej pory. Jestem strzępkiem nerwów. Odkąd ze mną zamieszkał, zamknęłam się w sobie i nie umiem, po prostu nie umiem się przełamać. Śpimy razem, ale nie ma co mówić o czułości. Nienawidzę jego dotyku. Powiedziałam mu, że go nie kocham, że nie umiem sie przełamać do czułości. Olał to, powiedział, że do miłości mnie nie zmusi. A ja tak głupia chciałam, żeby on choć troche się mną zainteresował, żeby powiedział, że możemy to odbudować czy cokolwiek co dawałoby mi nadzieję na to, że jemu zależy. Próbowałam udawać, że jest wszystko ok, ale po trzech dniach byłam tak zmęczona tym sztucznym związkiem, że skumulowało się to we mnie dużo bardziej... Co ja mam teraz zrobić? W grudniu na świecie pojawi się Moje Maleństwo. Jak mam mu pokazywać świat, będąc rozbita na kawałki? Może któraś z Was ma dla mnie jakąś radę...
Podobne tematy
Moja rada - przestań myśleć tylko o sobie i swoim złamanym sercu, a zajmij się dobrem dziecka.
Moja rada nie słuchaj wcześniejszej rady!!!!
Prawdę mówiąc to uważam, że powinnaś odejść od niego. Wiem jest twoim mężem... ale tylko na papierze, jeśli tylko masz wsparcie rodziców i jesteś zabezpieczona materialnie to odejdź, albo poczekaj może dziecko partnera zmieni, choć nie wierze w to
Kobiety mimo dziecka z poprzedniego związku, poznają wartościowych facetów. Moim przykładem jest koleżanka, której 3 letni "bagaż"
nie przeszkodził w ułożeniu sobie życia na nowo.
Jeśli jednak czujesz, że możesz jeszcze pokochać partnera, walcz. Porozmawiaj, wszystko wytłumacz, powiedz że myślisz o odejściu może zacznie się starać, a może kiedy odejdziesz, pojawi się dziecko on zatęskni i zobaczy co stracił, ogarnie się i postara choć odrobinę.
Wiem jedno mama nieszczęśliwa=nieszczęsliwe dziecko. Ściskam was macno, trzymajcie się
* będzie dobrze
Niektórych pojawienie się dziecka przeraża i wprowadza panikę. Ale jak się zobaczy maleństwo, to wiele kamiennych serc już zmiękło.
Zgadzam się "zprzeminęłozwiatrem" jeśli dasz radę go ponownie pokochać powalczcie o wasze małżeństwo, porozmawiajcie szczerze, mów wszystko co Cię boli, co Ci się nie podoba, nie zamykaj się w sobie! Jeżeli jednak nie dogadacie się, odejdź od niego, póki jeszcze malucha nie ma na świecie, jeśli już są kłótnie, bo później będzie to samo, albo jeszcze gorzej. Nikt nie cierpi bardziej jak dziecko mające nie szczęśliwych, kłócących się rodziców. Wiem co mówię.
Zgadzam się "zprzeminęłozwiatrem" jeśli dasz radę go ponownie pokochać powalczcie o wasze małżeństwo, porozmawiajcie szczerze, mów wszystko co Cię boli, co Ci się nie podoba, nie zamykaj się w sobie! Jeżeli jednak nie dogadacie się, odejdź od niego, póki jeszcze malucha nie ma na świecie, jeśli już są kłótnie, bo później będzie to samo, albo jeszcze gorzej. Nikt nie cierpi bardziej jak dziecko mające nie szczęśliwych, kłócących się rodziców. Wiem co mówię.
Popieram całkowicie. Jestem obecnie na podobnym etapie.
Próbujemy z żoną na nowo po jej zdradzie, ale uczucia między nami zgasły. Jeśli się nie uda, rozstaniemy się, bo wychowywanie dziecka bez miłości między rodzicami to jakieś nieporozumienie... ![]()
O co tu walczyć? Facet jest d...kiem.