Mam taki problem. Jestem z moim chłopakiem od roku. Obydwoje się kochamy i chcemy być razem. Ja mieszkam w Warszawie on na Roztoczu. Zaczynamy powoli myśleć o wspólnym życiu. Ostatnio w naszych rozmowach coraz częściej pojawia się wątek "kto do kogo miałby się przenieść". Do tej pory myślałam, że jego przeprowadzka do Warszawy byłaby łatwiejsza, przede wszystkim chodzi tutaj o znalezienie pracy, ale on kategorycznie nie chce się przenieść. Mówi, że nie lubi tego miasta, źle się tu czuje, ma u siebie dom, prace itp. Z kolei on nie widzi jakiejkolwiek szansy dla mnie na znalezienie pracy u niego. Uważa, że południowo-wschodnia Polska to raczej obszar skąd ludzie uciekają a nie się sprowadzają, na wszelkie moje pomysły znalezienia tam pracy odpowiada, że to nie możliwe, to nie Warszawa, ludzie są tu biedni itp. Mój chłopak nie zarabia tyle, żeby nas utrzymać jako rodzinę, więc wymyślił, że stworzy stronę internetową, która pomogłaby nam w utrzymaniu, ale mówiąc szczerze prace nad nią trwają odkąd go znam, czyli od roku i końca nie widać. Bardzo chcę, żeby mu się udało i staram się go wspierać, ale zaczyna przerażać mnie myśl, że nasza przyszłość zależy od powodzenia tej strony. A co jeśli nie wypali, rozstaniemy się, bo się nie utrzymamy ? Przecież to bez sensu. Nie umiem mu tego przetłumaczyć, on jest strasznie uparty. Poradźcie, jak mogę sobie i jemu pomóc, przekonywać go dalej do przeprowadzki, cierpliwie czekać na jego "sukces", sama nie wiem....
Podobne tematy
kurczę... sytuacja serio wygląda jak bez wyjścia. ale jedno z was musi pójść na kompromis bo bez tego nie da rady. A co do pracy, to że jego zdaniem nie znajdziesz pracy w jego mieście wcale nie oznacza że tego nei zrobisz ![]()
szukałaś chociaż?
Storna internetowa, która was utrzyma? Może ja też taką zacznę tworzyć, to nie będziemy musieli z mężem za granicę do roboty jeździć?
Jeszcze nie próbowałam szukać pracy, bo on torpedował moje próby. Wiem, że czeka nas bardzo poważna rozmowa o naszej przyszłości, ale boję się jej...
Zawsze mawiam - mieszkamy tam, gdzie jesteśmy szczęśliwi i czujemy się potrzebni. I tu trzeba dojść do porozumienia. Zdecydowanie łatwiej znaleźć pracę mężczyźnie niż kobiecie, zdecydowanie łatwiej w wielkim mieście niż na prowincji. Więc dla dobra obojga na ustępstwo powinien iść facet, nikt mu nie zabrania za ileś lat wrócić, ale na obecny czas najważniejsza jest stabilność finansowa i budowanie związku a nie uzależnianie tego od miejsca zamieszkania.
Ciekawe jest to - on ponoć wie, że nie masz szans by u niego pracę znaleźć. Postępuje egoistycznie gdyż ty tracisz pracę, nie będziesz miała, więc robi poniekąd krzywdę tobie i waszemu związkowi. Zadziwiające jest że mówi, że nie znajdziesz, bo każda osoba, która ściąga swoją połówkę do siebie, w pierwszej kolejności stara się znaleźć jej pracę, możliwości, daje nadzieje, a on odrzuca takim tekstem twoją chęć ewentualną i stawia znaki zapytania. Tak jakby nie chciał byś z nim mieszkała...
Sam miałem swego czasu podobną sytuację - bierze się pod uwagę miejsce gdzie będzie lepiej. Zawczasu szuka się pracy w danym miejscu, mając na myśli wyjazd lub szuka u siebie mając na myśli czyjś przyjazd. Tu nie ma miejsca na egoizm i swoje widzimisię. Ważniejszy partner niż miłość do swojego domu. Zresztą dziś czasy, gdy pracę zmienia co kilka lat, tak jak miejsce zamieszkania.
Ja mam wrażenie, że on wziął na siebie cały obowiązek utrzymania nas, stąd pomysł na tę stronę. Wiem, że on sam miał ogromne problemy ze znalezieniem pracy u siebie i obawia się że ze mną będzie tak samo. Widzę, że on jest bardzo zaangażowany w jej tworzenie i nie chciałabym mu odbierać nadziei, że mu się uda. Ale staram się być realistką i widzieć też możliwość porażki. I nie chcę się czuć jak jakaś księżniczka, która przyjdzie na gotowe. Niestety póki co on nie daje mi żadnej szansy na wzięcie choćby części odpowiedzialności za nas oboje. Nawet moją ostatnią uwagę, wypowiedzianą żartem, że mógłby mi zacząć szukać pracy w przedszkolu, zbył udawaniem, że nie wie o co chodzi.