Witam, jestem samotną mamą 2ki chłopców (3 i 5 lat). Mam ogromny problem ze starszym. Do tej pory myślałam, że jestem jedyną mamą z takim problem, ale czytając fora w Internecie na temat agresji u dziecka wiem już, że nie jestem sama, a wiele matek zmaga się z podobnym problemem co mój.
Jak miał 2 lata na świat przyszedł jego brat, mniej więcej w tym samym okresie rozstałam się z jego ojcem i przeprowadziłam do swojej mamy, bez której nie dałabym chyba rady, bardzo pomaga mi przy dzieciach.
Starszy syn od niemowlęcia był bardzo żywiołowy, ruchliwy. Później rzucanie zabawkami, nie potrafił się na niczym skupić na dłużej. Nie można z nim było wyjść normalnie do sklepu czy do znajomych. Ze zdumieniem obserwowałam inne matki ze swoimi dziećmi. Takie spokojne. Mój wyrywał się trzymany za rękę, potrafił w jednej chwili zrobić wielką histerię na ulicy jak nie pozwoliło mu się samemu iść; kładł się, krzyczał, kopał, pluł.
Nic nie pomagało, ani kary typu; nie oglądanie bajek do końca dnia, zamykanie za karę w pokoju (demolował cały pokój ale i tak nic kara nie dała), ani klapsy (sporadyczne ale zdarzały się kiedy przeszedł już samego siebie), ani rozmowy, ani udawanie że się nie widzi (jak któryś tam psycholog radził).
OBRAZ AGRESJI
Było coraz gorzej. Teraz ma 5 lat, jest agresywny psychicznie jak i fizycznie.
-Ubliża, obraża, klnie. Nie mam pojęcia skąd w ogóle zna takie słowa, gdzie je usłyszał. Niektóre przekleństwa zdrabnia po swojemu, wymyśla jakieś swoje.
Nie pomagało udawanie że się tego nie słyszy, karanie, tłumaczenie że to złe. On wiedział, że robi źle i śmiał się z tego, cieszył się.
Najgorsze jest to, że klnie wszędzie, kiedy tylko mu się coś nie spodoba, a nie podoba mu się to, że np. pani na ulicy ładnie się do niego uśmiechnęła. Jest tak w domu, jak ktoś do nas przyjdzie, sąsiadka, listonosz. Na ulicy, a teraz i w szkole ![]()
-Niszczy w domu wszystko co mu wpadnie w ręce jak wpada w złość. Śmieci z kosza potrafi w jednej chwili rozsypać po całym przedpokoju. Książki z regału. Rzuca wszystkim co w danym momencie koło niego jest, butami, papierami, stołkami. Nie ma zahamowań. Znęca się nad kotem. Bije, pluje, gryzie, krzyczy tak jakby go obdzierano ze skóry. Dobrze, że sąsiedzi znają nasz problem, bo inaczej pomyśleliby chyba że się tu nad nim znęcamy. Strzela drzwiami, każe nam się wynosić. Drażni go wszystko. Wybucha w swój atak złości z błahych powodów, kilka razy dziennie. Potrafi bawić się chwilę grzecznie, po czym w jednej chwili wstać i zdemolować wszystko dookoła. Nie da się wtedy nad nim zapanować. Jak już zaczyna być niebezpieczny i sam stwarzać dla siebie zagrożenie chwyta się go , obejmuje całego. Wtedy wrzask i krzyk przez 20min albo i dłużej ale to nic nie daje.
ZAGROŻENIEM DLA ŻYCIA MŁODSZEGO BRATA
Po jakimś czasie zaczął stwarzać poważnie zagrożenie życiu młodszego brata. Jego młodszy brat miał najgorzej. Był przeciwieństwem starszego, grzeczny, spokojny a musiał patrzeć na to wszystko. Przeżywał koszmar. Przynajmniej kilka razy dziennie wpadał w płacz-histerię uderzony czymś przez brata, czy rzuconym z całej siły o podłogę przez niego. Pojawiły się u niego ruchy obronne. Zasłaniał główkę, ciało. Zaczynał się trząść jak starszy wpadał w furię. Mały 3 latek?.
Kiedy doszło już do kilku sytuacji przy których blisko już było od tragedii ? zepchnięcie brata ze schodów (jakbym wtedy nie wchodziła po nich , młodszy spadłby na twardą podłogę piętro niżej?) i rzucenie w niego żelazkiem ? przeprowadziłam się z młodszym do mieszkania mojego nowego partnera, 5min od mieszkania babci. Nie musiał już w domu większość czasu spędzać w jednym pokoju jak do tej pory o obawie przed agresywnym bratem. Widują się codziennie po południu na polu przez pare godz. Wtedy jest w porządku. Wprawdzie starszy podlatuje do niego i zdarza mu się go popchnąć, ale sporadycznie. Po prostu trzeba uważać.
PROBLEMY SAMOTNEJ MAMY
Samotnej matce jest naprawdę ciężko. Nikt kto nie był w takiej sytuacji nie jest sobie w stanie tego wyobrazić. Codzienne problemy z dziećmi, pośpiech przed i po pracy, jeszcze zarobienie grosza na dzieci i na siebie. Dodam, że starszy poza problemami z zachowaniem cierpi na zaostrzone atopowe zapalenie skóry i astmę. Koszty jego leczenia są ogromne.
Musiałam być matką i ojcem zarazem. Chociaż to drugie nie do końca mi wychodziło w natłoku codziennych obowiązków. Wiem natomiast, że mamą byłam jak na swoją sytuację naprawdę bardzo dobrą. Troszczyłam się o dzieci, bardzo je kochałam, kocham, wyrzekałam się podstawowych potrzeb dla siebie żeby im nie brakło do kolejnego miesiąca pieluszek czy chusteczek. Pół zimy przechodziłam w letnich butach... by dzieci zawsze chodziły ciepło i schludnie ubrane.
PRZEDSZKOLA/SZKOŁA
Ponieważ z pierwszego publicznego przedszkola pani dyrektor już chyba 4 raz zgłaszała skargę od rodziców innego dziecka, że został pobity przez syna, same z mamą zdecydowałyśmy o jego wypisaniu. Miał wtedy 3 lata więc ten rok został jeszcze w domu. Jako 4latka zapisałam go do prywatnego przedszkola którego prowadziła siostra zakonna. Tam po paru tygodniach skargi na syna, dokładnie takie jak w pierwszym przedszkolu. Ale dziecko gdzieś chodzić już regularnie musiało. Zwłaszcza, że ja pracowałam w tygodniu, a dla młodszego nie było żłobka i musiałam mamie na te pare godz. go przekazywać w opiekę.
Siostra zakonna w trakcie roku szkolnego oznajmiła, żeby w przyszłym miesiącu już nie przyprowadzać syna, że jest zagrożeniem dla innych dzieci.
Ponieważ do przedszkoli zapisy w marcu, a był to maj zostaliśmy w bardzo trudnej sytuacji. Dyrekcja przedszkola zachowała się mimo że to placówka katolicka, podle. Syn uczył się właśnie roli na Dzień Matki, nie rozumiał czemu nie wystąpi na tym przedstawieniu, czemu do przedszkola nie idzie. Tłumaczyło mu się, że dlatego że był tam niegrzeczny? Ale.. przecież jego zachowanie nie było zależne od niego. Widziałam to.
PROBLEMY PRAWNE ZE WZGLĘDU NA ZACHOWANIE SYNA
Na mnie i dzieci spadła lawina nieprzyjemności, po jak się okazało zgłoszeniu sprawy starszego syna do MOPSu przez siostrę zakonną przedszkola z którego go usunęła!
Myślałam, że poza zmaganiem się w roli samotnej matki z 2ką małych dzieci, zachowaniem starszego, które doprowadzało mnie wieczorami już do łez, ciągłe wydatki na dzieci które tylko się powiększały a pensja nie wzrastała, nie może spaść nic gorszego. A jednak.
Przyszły do nas panie z MOPS. Akurat byliśmy wtedy w czwórkę w mieszkaniu mojej mamy (ja, ona i dzieci). Wszystko było w porządku. Starszy wyjątkowo był bardzo zajęty oglądaniem bajki, więc spotkanie przebiegło spokojnie. Byłyśmy z mamą zszokowane ich wizyta, ale nas uspokajały że musiały sprawdzić jak dostały zgłoszenie. Jednakże miesiąc później przyszło pismo o ograniczenie mi władzy nad dziećmi! W sądzie odczytano mi zarzuty pani z przedszkola: zachowanie syna i z przychodzi z miasta, że do lekarza z synem zamiast matki przychodzi jego babcia. Musiałam tłumaczyć przed sądem, że nie jestem żadną patologią, że dzieciom nie dzieje się krzywda, że owszem mam problemy ze starszym, ale to nie jest powód żeby ograniczać mi prawa do dzieci. Ale niestety?. machina prawa Polskiego, sędzia jest po prostu niedorzeczna. Sędzina potraktowała mnie jak nieodpowiedzialną i złą matkę. Wyznaczyła kuratora. Na mój sprzeciw zagroziła, że jak się nie zgodzę już teraz może mi dzieci odebrać. Od tej pory MOPS i kurator odwiedzają nas pare razy w miesiącu, pytają o wszystko gdzie mogłby się doszukać czegoś negatywnego. A ponieważ takowego nie ma, tylko problemy w zachowaniu ze starszym, czepianie się byle czego. Poczułam się szykanowana. Na każdym kroku pani kurator, mops. Nie odebrałam raz telefonu, jak byłam w pracy, oddzwoniłam tuż po niej. Pani z mopsu oznajmiła że wysłała już pismo do sądu że nie ma ze mną kontaktu! ale że w takim razie cofnie to.
Z przedszkola do jakiego zaczął chodzić od września młodszy byłam b. zadowolona. Mimo że od starszego miał podpatrzone złe rzeczy w zachowaniu jak plucie czy piski, wychowawczyni nie uskarżała się na niego wcale. Codziennie pytałam jak dziś było. Bardzo żywiołowy, trzeba za nim biegać, ale ładnie je i bawi się z innymi dziećmi. Nawet na zebraniu przy innych mamach taką opinię wyraziła o nim. 3 dni po zebraniu, i po jak się dowiedziałam później od znajomej pracującej w przedszkolu wizycie tam pani kurator, pani dyrektor wezwała mnie do siebie i zgłosiła nagle skandaliczne zachowywanie się syna. Że nie daja sobie z nim już tam panie rady. Byłam w szoku, nie wiedziałam co mówić. Dyrektorka stwierdziła, ze jak będzie tak dalej będzie go musiała usunąć. Wychowawczyni milczała? Później dowiedziałam się że była tam pani kurator?
Od tego momentu nie mamy życia. Pani dyrektor dzwoni do mnie pare dni później ze moje dziecko śmierdzi i żebym go przyszła odebrać. Na moje tłumaczenie że jestem w pracy i nie dam rady powiedziała, ze w takim razie będzie chodził z kupom, taki śmierdzący dopóki nie przyjdę. Jakoś do tej pory zmieniano mu w przedszkolu majteczki po takiej sprawie, jak i innym 3-latkom w tym przedszkolu.
Nie wiem co mnie i moje dzieci jeszcze czeka, ale jestem załamana. Nie wyróżniam się niczym od innych matek, poza tym że nie mają ojca. Ale ile takich w Polsce? Całe mnóstwo. Mają zapewne większe problemy ode mnie. Dlaczego jednak to ja mam być szykanowana przez 'prawo' i jak pomóc synkowi?
Jeśli ktoś spotkał się z podobnym problemem, wie jak pomóc mnie albo wie jak mogę pomóc mojemu starszemu synowi (psycholog,psychiatra,rozmowy-nic do tej pory nie pomagało) proszę o wypowiedź i pomoc.
Zapraszam do dyskusji.