Witajcie....krotko i na temat przedstawię Wam moja historie....otóż jestem z narzeczonym już 7 lat...., jest nam razem cudownie...jest kochany opiekuńczy dogadujemy się świetnie...do czasu gdy nie wchodzi w grę jego rodzinka....od samego początku naszej znajomości nie spodobałam im się, co więcej nie mowie tego od tak dostawałam przez okres naszego całego związku od siostrzyczek mojego K., obraźliwe, chamskie sms, no ale dobra pomyślałam ze przetrwamy to, ale ostatnio problem znowu powrócił z tym ze ataki już nie są co do mojej osoby a dostaje się moim siostrom np. na ulicy są wytykane przez siostry K. palcami, dostają od nich nie miłe smsy ....powstała znowu bardzonie fajna sytuacja, ja z tego wszystkiego mam żal do swojego narzeczonego , że nie może temu zaradzić...widzi to wszystko i ciągle powtarza że przecież on nic nie zrobił, i dochodzi do sprzeczek...z tego wszystkiego bardzo nie lubię rodziny K., przez co do jego domu przez cały okres byłam zaproszona 4 razy!!...nie wiem czy ten związek ma sens...
Ostatnia przygoda:mój K. postanowił wysadzić mnie na cpn, (bo musiał się spotkać z mama) i miałam poczekać na tym cpn żebym nie musiała się denerwować jego mama...nie wiem czy to nie jest dziwne???