Hej Wszystkim.
Zastanawia mnie czy naprawdę jest możliwe by jeśli się kogoś szczerze kochało to czy można z dnia na dzień zmienić tą miłość w nienawiść do ukochanej osoby? Pisałam już w innym wątku więc nie będę się tu za wiele rozpisywać o mojej sytuacji. Jestem w 8 miesiącu ciąży, miesiąc temu mój chłopak mnie porzucił bo stwierdził że już nas nie kocha i chce być sam, tak mu wygodniej. Jeszcze niedawno mówił, że nas kocha, że będzie z nami a w ostatnich dniach zaczął mówić co innego. Stwierdził, że jego miłość została zabita (przeze mnie oczywiście, bo winy swojej nie widzi w niczym a niestety jest winny i to bardzo) i została przerodzona w nienawiść. Ostatanio jak się spotkaliśmy by ustalić coś w sprawie naszej córeczki to normalnie się go bałam, wystraszyłam. Był taki pełen złości, nienawiści, żalu, jakiejś takiej niechęci, agresji, jakby mógł to normalnie chyba by mnie pobił. POmijając już brzydkie, niegrzeczne słowa pod moim adresem, wymyślanie sytuacji które nawet nie miały miejsca, zwalanie na mnie winy i dogryzanie na każdym kroku. Czy to jest sposób na wybielenie duszy, uciszenie wyrzutów sumienia? TYlko jakich wyrzutów, sam stwierdził że ich nie ma. Byłoby to zrozumiałe gdybym faktycznie zrobiła mu coś złego, ale nic takiego nie było. TO ja się czuję wykończona psychicznie, ciągle płaczę, nie śpię, myśli nie dają mu spokoju, dlaczego tak się zachował, jak mógł nas zostawić itp. Bardzo to wszystko przeżywam a do tego jak zobaczyłam tą jego nienawiść.... Strasznie mnie to zabolało. Co myślicie? Czemu tak się zachowuje?
Pozdrawiam serdecznie
Podobne tematy
Nie wiem też sama się zastanawiam I nie rozumiem nic czy jeśli miłość jest prawdziwa można z dnia na dzień przestać kochać kogoś znienawidzieć? jak można zostawić kobiete w ciąży? mój mąż też swojej winy nie widzi, obwinia za wszystko tylko mnie, też myślę że w ten sposób zagłusza wyrzuty sumienia,których notabene twierdzi nie ma
Ja myślę, że można kogoś znienawidziec, ale ten jeden krok to mała przesada.
Ja już jestem po postawieniu takiego kroku i myślę, że mój mąż również. Na pewno nie była to jedna chwila, jedna kłótnia. Długo sobie razem zapracowywaliśmy na tą nienawiść.
Bardzo trudno też ustalic tą granicę gdzie jest jeszcze niechęc, a już zaczyna się nienawiśc.
Jak opisujesz swojego chłopaka to jakbym widziała mojego męża. Oczy pełne nienawiści, głupia mina, obrażanie mnie, mojej rodziny i wszystkiego co ze mną związane. A on u siebie nic nie widzi, on nie jest winny. Ja stworzyłam z niego takiego potwora, wszystko moja wina. To przeze mnie nic mu się nie chce, przeze mnie stracił chęc, silę, wiarę itd itd. Niech powie co robiłam czy robię źle. Ale też niech zajrzy w siebie i przeanalizuje, czy rzeczywiście był kochającym mężem bez skazy???
W wielu kłótniach powtarzał mi "zacznij od siebie". Ale nigdy nie zastosował tego rzeczywiści na sobie.
mozna....moj ex np. zyczyl mi ostatnio na fb wszystkiego najgorszego. Nie wiem co sadzic o takim zachowaniu ludzi, bo ja nikomu najgorszego nie zycze...
A czy zauwazyliscie ze nienawidza nas partnerzy ktorzy nas zdradzili,zostawili itp a osoby porzucone zdradzone dalej czuja sentyment do tego partnera?
coś w tym jest
MalutkaMI, widzę, że mój były facet jest identyczny jak Twój. Dokładnie takie samo zachowanie, te same pretensje, wiecznie nie widzi u siebie winy, mimo że naprawdę zachowuje i zachował się jak bydlak ;/
Wiele razy się kłóciliśmy, krzyki, nawet czasem padły wyzwiska. On, jak twierdzi, znienawidził mnie, zostawił w ciąży samą:(
A co do tego sentymentalizmu do krzywdzących nas partnerów, to faktycznie coś w tym jest.
Mój eks kiedyś mnie zdradził i zostawił dla innej, tak bardzo go kochałam, że wybaczyłam jak wrócił z podkulonym ogonem.
Teraz wiem, że to był ogromny błąd, ale kochałam go nad życie i ... niestety dalej kocham:(
Dlaczego moja miłość, mimo tak wielu krzywd wyrządzonych wcześniej i nadal wyrządzanych, dalej trwa? Chciałabym go znienawidzić, ale nie potrafię. Może znacie jakieś sposoby, jak sobie obrzydzić faceta?
Bardzo cierpię przez to wszystko. Każdy jego odzew, sms, ewentualne spotkanie w sprawach związanych z dzieckiem przyprawia mnie o zawrót głowy, zaczynam się trząść i okropnie denerwować. Czy to jest jakaś nerwica czy co? Dlaczego tak silnie to przechodzę, te kontakty?
Chciałabym go znienawidzić, ale nie potrafię. Może znacie jakieś sposoby, jak sobie obrzydzić faceta?
Najlepszym wyjściem jest usiąść i spokojnie poczekać aż Ci przejdzie. Serio - obrzydzając go sobie, czy też dręcząc samą siebie nigdy się go ze swojej głowy nie pozbędziesz ![]()
To może ja powiem na swoim przypadku ![]()
Mojego ex kochałam bardzo i zostałam bardzo zraniona nie wnikając w szczegóły zostawił mnie z dnia na dzień, z wspólnego mieszkania zabrał wszystko i okazało się że planował to przez miesiąc (!).
Nie potrafiłam sobie z tym poradzić ciągle płakałam, nic nie jadłam, snułam się po kątach a i upijać zaczęłam się częściej (nie był to alkoholizm ale jakiś sposób). Aż tu pewnego dnia wściekłam się - zabrał komplet noży od mojego Taty (no kurcze bez przesady
) i uwierzcie że złość była dużo lepsza niż rozpacz - mogłam funkcjonować. I tak zaczęłam gromadzić w sobie tą złość, aż do czasu gdy zaczęłam się wyciszać i godzić z sytuacją.
Tak więc jest to możliwe, a co dalej człowiek z tym zrobi to już jest kwestia charakteru. Jedni będą nienawiść pielęgnować latami, mszcząc się na każdym kroku. A inni ot taką krótką chwilę by przetrwać ciężkie chwile.
Pozdrawiam ![]()
Gisia4 mi się wydaje, że ten Twój facet to gówniarz, niedojrzały do związku. Nie wiem ile ma lat, bo może metryka wskazuje na to że jest dorosły, ale kto się tak zachowuje? No kto? Jak można zostawić kobietę w ciąży i szukać sobie głupiego tłumaczenia dla siebie? Po prostu spanikował, a jaki facet tak robi?
Gisia4,
Kij ma dwa końce. Prymitywnego zachowania i owej nieodpowiedzialności oczywiście nic nie tłumaczy, gdy kobieta jest w stanie błogosławionym. Jak nikt potrzebujesz opieki i wsparcia. Ale trzeba tu postawić fundamentalne pyt. Czy on w ogóle chciał tego dziecka? Bo może coś tu stało sie wbrew jemu i oto narasta fala złości?
Ojciec mojego dziecka ma 32 lata, facet na stanowisku, niby poważny i odpowiedzialny... Niesetety żadna z tych cech do niego nie pasuje. Byliśmy ze sobą 3 lata, od roku straliśmy się o dziecko. Owszem kłótni też było sporo ale cały czas twierdził że nas kocha i nie zostawi. Cieszył się szykował pokoik, remont itp. aż tu nagle po jednej z kłótni (z błahego powodu) stwierdził, że już nie chce być z nami i chce być sam bo tak będzie lepiej dla nas wszystkich. Chyba dla niego tylko bo my bardzo cierpimy. Stwierdził że jego miłość zamieniła się w nienawiść, wszystko jest moją winą i mam mieć pretensje sama do siebie, on jest ofiarą wszystkiego i biednym nieszczęśliwym w tym wszystkim. A gdzie jestem ja i dziecko? Ja wciąż go kocham;/
Ojciec mojego dziecka ma 32 lata, facet na stanowisku, niby poważny i odpowiedzialny... Niesetety żadna z tych cech do niego nie pasuje. Byliśmy ze sobą 3 lata, od roku straliśmy się o dziecko. Owszem kłótni też było sporo ale cały czas twierdził że nas kocha i nie zostawi. Cieszył się szykował pokoik, remont itp. aż tu nagle po jednej z kłótni (z błahego powodu) stwierdził, że już nie chce być z nami i chce być sam bo tak będzie lepiej dla nas wszystkich. Chyba dla niego tylko bo my bardzo cierpimy. Stwierdził że jego miłość zamieniła się w nienawiść, wszystko jest moją winą i mam mieć pretensje sama do siebie, on jest ofiarą wszystkiego i biednym nieszczęśliwym w tym wszystkim. A gdzie jestem ja i dziecko? Ja wciąż go kocham;/
Aha. No to faktycznie dziwne zachowanie. Nie ma co tu spekulować, bo i tak tylko on wie, co jest prawdziwą przyczyną tej nagłej nienawiści. Nie odczarujesz go i na siłę nic nie jesteś w stanie zrobić, ni zmusić go by wrócił. Może faktycznie spanikował? Daj czas i nie zmuszaj go do powrotu pod presją.
Trzymaj się.
Nie potrafię tego przetrawić ani z tym żyć. Strasznie jest mi źle. Dni płyną, minął już ponad miesiąc a ja wciąż płaczę, denerwuję się, cierpię. Co zrobić by sobie ulżyć? Rzadko się widujemy ale czasem musimy w sprawie dziecka. Przed każdym spotkaniem przeżywam traume. Cała się trzęsę, denerwuję, chodzę rozdygotana, maxymalny stres i płacz. Boję się kolejnych wybuchów złości, krzyków, znów tej miny nienawidzącego faceta. Kocham go nadal, tylko dlaczego tak okropnie reaguję? Skąd on ma w sobie tyle tej złości? Myślicie, że może tu być wina innej kobiety? Do niczego nie chce mi się przyznać, nawet ze mną szczerze porozmawiać, nic. Tylko smsy a jak już się spotkamy to nie rozmawiamy tylko ta nienawiść. Jak ja powinnam się wogóle zachować w stosunku do faceta który pała do mnie taką niechęcią? Być twarda czy raczej smutna? Starasm się nie pokazywac po sobie cierpienia ale za każdym razem gdy go widzę lub nawet o tym wszystkim myślę to czuję jak serce mi pęka. Pomóżcie proszę
((((
Nie potrafię tego przetrawić ani z tym żyć. Strasznie jest mi źle. Dni płyną, minął już ponad miesiąc a ja wciąż płaczę, denerwuję się, cierpię. Co zrobić by sobie ulżyć? Rzadko się widujemy ale czasem musimy w sprawie dziecka. Przed każdym spotkaniem przeżywam traume. Cała się trzęsę, denerwuję, chodzę rozdygotana, maxymalny stres i płacz. Boję się kolejnych wybuchów złości, krzyków, znów tej miny nienawidzącego faceta. Kocham go nadal, tylko dlaczego tak okropnie reaguję? Skąd on ma w sobie tyle tej złości? Myślicie, że może tu być wina innej kobiety? Do niczego nie chce mi się przyznać, nawet ze mną szczerze porozmawiać, nic. Tylko smsy a jak już się spotkamy to nie rozmawiamy tylko ta nienawiść. Jak ja powinnam się wogóle zachować w stosunku do faceta który pała do mnie taką niechęcią? Być twarda czy raczej smutna? Starasm się nie pokazywac po sobie cierpienia ale za każdym razem gdy go widzę lub nawet o tym wszystkim myślę to czuję jak serce mi pęka. Pomóżcie proszę
((((
U mnie choć minęły już ponad 3 miesięce mam to samo... kurcze nie wierze że czas pomoże, zadziała na naszą korzyść, ciągle słysze potrzeba czasu, tak miało być, ale czas mija a jest tak samo.... czas nie leczy ran tylko je zabliźnia...zobaczymy
Czuję to samo... Czas mija a ja nie czuje się nic lepiej , ani trochę..:(
Wciąż tak samo boli, jest żal i ból w sercu ![]()
Dusza płacze a ja wciąż próbuje się podnieść dla mojej córeczki....tylko niebardzo mi to wychodzi;/
17 2012-10-04 11:57:32 Ostatnio edytowany przez obiectivelady (2012-10-04 11:58:06)
Czuję to samo... Czas mija a ja nie czuje się nic lepiej , ani trochę..:(
Wciąż tak samo boli, jest żal i ból w sercu
Dusza płacze a ja wciąż próbuje się podnieść dla mojej córeczki....tylko niebardzo mi to wychodzi;/
Gosia4,
Te wszystkie Twoje reakcje świadczą,że wciąż kochasz, a to nie ból głowy więc nie minie z dnia na dzień, w tym sensie chodzi o czas, który ostudzi emocje. Ale tak się zastanawiam, skoro jego zachowanie zmieniło się tak nagle i jest tak agresywne, to może on bierze jakieś środki dopingujące, typu testosteron, jakieś anaboliki? Bo wiem, że one nie za dobrze wpływają na układ nerwowy. Faceci są pobudzeni i mają problem z kontrolą emocji.
Nie sądzę żeby coś brał, przynajmniej nigdy nic nie słyszałam od niego. Raczej nie w tym tkwi problem. Bardziej bym się skłoniła do tego, że może jest inna kobieta albo jest poprostu głupi i coś już mu odwaliło w głowie ;/ Ostatnio ma problemy z kręgosłupem i bierze leki przeciwbólowe ale to żadne wytłumaczenie. Ja też różnie się czuję i tak się nie zachowuję agresywnie.
gisia4 napisał/a:Czuję to samo... Czas mija a ja nie czuje się nic lepiej , ani trochę..:(
Wciąż tak samo boli, jest żal i ból w sercu
Dusza płacze a ja wciąż próbuje się podnieść dla mojej córeczki....tylko niebardzo mi to wychodzi;/Gosia4,
Te wszystkie Twoje reakcje świadczą,że wciąż kochasz, a to nie ból głowy więc nie minie z dnia na dzień, w tym sensie chodzi o czas, który ostudzi emocje. Ale tak się zastanawiam, skoro jego zachowanie zmieniło się tak nagle i jest tak agresywne, to może on bierze jakieś środki dopingujące, typu testosteron, jakieś anaboliki? Bo wiem, że one nie za dobrze wpływają na układ nerwowy. Faceci są pobudzeni i mają problem z kontrolą emocji.
Mam praktycznie identyczną sytuację jak Gisia, z tą różnicą, że to ja odeszłam od ojca dziecka w ciąży (jeszcze 2 miesiące do rozwiązania), że względu na jego agresywne zachowania i tendencje uzależnieniowe, bezczelne odzywki i oczekiwania. Jest to człowiek z domu alkoholowego, czyli jest DDA, jego zachowania są niezrownowazone, też zaczęłam się go bać. Moim zdaniem cierpi na borderline, ale leczyć się nie chce. Bierze psychotropy od psychiatry, ale do psychologa nie chce pójść. Te leki połączeniu z alkoholem, marihuaną i emocjami, jakie wywołuje w nim granie na PS po nocach sprawia, że gościu jest agresywny. Miałam wrażenie, że byłam z dwoma facetami w jednym ciele. Jeden mnie ukochał, utulił, zapewniał, że wszystko będzie dobrze, a drugi potrafił zbluzgać, że nie zachowałam się po jego myśli. Okropnie toksyczny człowiek. Nie wiem jak to się skończy, czekam aż urodzę, będziemy mieli syna, a ja zamiast się cieszyć, płaczę po nocach...
Nieważne co on ma. Być może mylisz częściowo ze współuzależnieniem. I to się jak najbardziej leczy. Pomyśl o psychologu dla siebie.
A miłość i nienawiść to to samo uczucie, jedynie przeciwne bieguny.