Hej,
potrzebuję Waszej rady. Mój chłopak ma 27 lat, jesteśmy razem od 3 lat. W związku jak to w związku - raz się układa super, czasem jest gorzej, jednak ze sferą seksualną nigdy nie mieliśmy problemów. Aż do teraz... Mam wrażenie, że zmiany w tej "dziedzinie" zaczęły się jakieś 2 miesiące temu.
Zaczęło się od subtelnej różnicy. Mój chłopak mniej mnie pieścił, gra wstępna była krótsza, całość była skoncentrowana bardziej na nim (seks oralny).
Na początku nie widziałam w tym nic niepokojącego - tłumaczyłam sobie taki stan rzeczy chęcią mojego TŻ na szybki numerek. Nie przeszkadzało mi to specjalnie dlatego, że nie mam kłopotów z osiągnięciem podniecenia i gotowości do seksu - ot, chwilowo realizujemy scenariusz "mężczyzna jest najważniejszy".
Potem doszedł kolejny element - brak pełnego rozebrania mnie przez TŻ. Na czas seksu coraz częściej zostawałam w staniku i bluzce.
Na początku sama ściągałam ubrania, potem chcąc zaobserwować jego reakcję przestałam to robić. On nic - kiedy się kochaliśmy byłam więc częściowo ubrana.
Czułam się coraz gorzej - oczywiście mam na myśli psychikę. Zaczęłam myśleć o tym, że nie jestem dla niego atrakcyjna. Fakty są faktami - mam mały biust. Nie wymagam, żeby mój facet szalał na jego punkcie, ale chciałabym, żeby go lubił.
Spytałam go kiedyś czy jest jakiś powód dla którego mnie nie rozbiera. Zdziwił się, że mi to przeszkadza. Powiedział, że podnieca go to, że wszystko odbywa się w konwencji "szybkiego numerka". Od czasu kiedy zwróciłam mu uwagę zaczął zdejmować mi ubrania do końca.
Ale niepokój już zakiełkował. Zostało poczucie, że rozbieranie zostało przeze mnie wymuszone.
Ostatnio pojawił się kolejny problem - kiedy mój chłopak podejmuje aktywność seksualną w danym dniu po raz drugi nie dochodzi do erekcji.
Przykład nr 1: w okolicach godz. 12.00 ma miejsce seks oralny (w domu), około 19:00 dochodzi do zbliżenia (w samochodzie), po ok. 20 minutach seksu (wcześniej 5 min seksu oralnego) mój chłopak nie kończy, ja nie mam siły na kontynuowanie zbliżenia (bo zwyczajnie bolą mnie nogi, a nie mam jak zmienić pozycji).
Przykład 2: ok. 14:00 pełne zbliżenie (seks trwa ok. 20 minut), godz. 22:00 mój chłopak zachęca mnie do seksu oralnego, po 40 minutach moich intensywnych starań członek nadal jest w stanie wzwodu, ale jak mówi mi mój facet na pewno jeszcze długo nie skończy, próbuje sam dokończyć ręką - bez rezultatu.
Nigdy się nie spodziewałam, że tak będzie, ale zwyczajnie straciłam ochotę na seks. Wydaje mi się, że nie podniecam mojego chłopaka, nie umiem sprawić mu przyjemności (choć wcześniej nigdy nie narzekał). Jest mi przykro, czuję się brzydka, straciłam ochotę nawet na zwykłe przytulenie się do niego. Chociaż mi na nim zależy wycofuję się, zastanawiam się czy jest sens o to walczyć. Takie problemy kiedy mamy 27 lat? Spodziewałam się kryzysu, ale ok. 40-stki!
Wiem, że sfera erotyczna to nie wszystko, ale ostatnie zdarzenia sprawiły, że straciłam poczucie bezpieczeństwa. A bez niego nie da się zbudować związku.
On w tym wszystkim bardzo się stara - wysyła jak kiedyś czułe smsy, robi niespodzianki, chce wychodzić do kina. Twierdzi, że to jego wina, że może za często się masturbuje (nie mieszkamy razem, więc nasze zbliżenia nie są regularne). Martwi się, że jest chory, że konieczna będzie wizyta u seksuologa.
Twierdzi, że nikogo nie poznał, nie zakochał się (to była moja pierwsza myśl), a jego uczucie do mnie jest takie samo.
Chyba w to nie wierzę. Bo przecież takie problemy muszą mieć swoje podłoże.
Mój chłopak jest moim drugim partnerem seksualnym.
Kontakty seksualne mojego chłopaka były zanim mnie poznał sporadyczne i nieco przypadkowe - jego poprzednia dziewczyna nie uznawała seksu oralnego, nie poszli razem do łóżka. Wcześniej podobno próbował seksu oralnego i pełnego zbliżenia z pojedynczymi dziewczynami - piszę "podobno", bo mam wrażenie, że nie usłyszałam prawdy. Mam dziwne wrażenie, że do pierwszego zbliżenia doszło ze mną, ale - wiadomo- facet nie chce się przyznać (chociaż dla mnie byłaby to zaleta, więc nie wiem dlaczego
).
Do tej pory miałam wrażenie, że nasze temperamenty są zgodne. Zdarzało się, że odmawiałam aktywności, ale były to sporadyczne sytuacje. Na początku związku zaznaczyłam, że chcę, aby mój obecny chłopak mówił mi o swoich potrzebach, nawet jeśli wydają mu się nieodpowiednie czy zboczone. Wszystkie fantazje, o których mi powiedział zrealizowaliśmy. Starałam się wychodzić z inicjatywą - kiedy opowiadał, że "kolega chciał tak, ale jego dziewczyna się nie zgodziła" zawsze ochoczo pytałam czy my to zrobimy. I to nie było wymuszone. Nie widzę przeszkód, żebyśmy zrobili coś szalonego i przyjemnego, jeśli nikogo przy tym nie krzywdzimy
Kiedy, jak nie teraz, gdy jesteśmy młodzi?
No, ale teraz wszystko się zmieniło. Co o tym wszystkim sądzicie? Co może być przyczyną kłopotów?