Witam.
Długo myślałam, zanim napisałam ten post. Zacznę od tego że o moim problemie nie mówiłam nikomu. Mam ponad 30 lat i jestem osobą bardzo wysoką i brzydką. Od dzieciństwa miałam kompleks na tym punkcie - przeważnie od kolegów z podwórka słyszałam obelżywe teksty. Zawsze bałam się przechodzić koło nich, bo wyzywali mnie. Pamiętam noce przepłakane z tego powodu, bolało mocno ,ale nikomu się nie skarżyłam. Tak też było z kolegami z klasy. Nic tylko wieża, nosorożec, hiroszima, miss pustyni itd. Raz świadkiem mojego upodlenia była moja przyszywana ciotka- słyszała jak pewni faceci notabene dorośli ja miałam wtedy naście lat się , wyzywali mnie- nic nie powiedziała, a mnie było niesamowicie przykro. Wydaje mi się, że moja matka o wszystkim wiedziała, czuła to, lecz nigdy ze mną na ten temat nie rozmawiała. Wydawało mi się , że z biegiem czasu nabrałam do tego dystansu. Jednak nic bardziej mylnego. Strasznie chciałam aby ktoś mnie pokochał. O dziwo wyszłam za mąż. Mało tego mój mąż mówi że jest ze mną szczęśliwy, tylko ja nie wiem czy jestem. A dlaczego ? Ponieważ mój mąż jest równie zakompleksiony jak ja. Nie chcę się tutaj o nim rozpisywać, powiem tylko że również chodzi o wygląd. I tak właśnie żeśmy się dobrali. Oboje szukający miłości. Tylko że mój mąż kompleksy przykrywa czasem niezbyt przyjemnym charakterem i właściwie odnoszę czasem wrażenie, że nie słucha tego co ja chcę, tylko spełnia swoje oczekiwania. Nie, nie jest złym człowiekiem, tylko uważa, że to co on robi, myśli , to jest najlepsze. Robi i myśli również za mnie. Czy go kocham ? Sama nie wiem, bywa że za nim tęsknie a bywa i tak, że ciesze się jak go nie ma. O moich kompleksach nigdy mu nie mówiłam. Robi też dla m ie wiele miłych rzeczy. Czy on mnie kocha ? Nie wiem, on twierdzi, że tak, ale nie jestem do końca do tego przekonana. Często po kłótniach bywa, że żałuję że się pobraliśmy a od dłuższego czasu meczy mnie myśl, czy lepiej się nie rozejść. Tylko boję się samotności.
Na dodatek , choć staram się z wszystkimi pracownikami żyć w zgodzie, to wiem że część z nich nie akceptuje mnie.
Co dalej ? Nie wiem. Odizolowałam się od znajomych - głównie to są koleżanki, kolegów nie miałam chyba w ogóle. Od towarzystwa ludzi, wolę towarzystwo mojego psa. Dla niego jest obojętne jak wyglądam.
Co dalej?Nie wiem.
Podobne tematy
Po przeczytaniu Twojego postu nasunęła mi się pewna myśl - zastanawiam się, czy Twoje kompleksy mają jakieś drugie dno. Jak wyglądało Twoje dzieciństwo, Twoja rodzina? Jakie miałaś relacje z rodzicami? Masz rodzeństwo?
Nie tylko ludzie piękni są szczęśliwi. Każdy może tak kierować swoim życiem aby osiągnąć spełnienie i nieważne czy jest się niskim, czy wysokim, grubym, czy chudym, ładnym czy brzydkim. Za tymi Twoimi kompleksami związanymi z wyglądem musi kryć się coś innego. Jeśli możesz to odpowiedz na pytania, które zawarłam na początku mojego postu...
MagdaEM. czy jesteś psychologiem? Pytam z ciekawości, bo zapytałaś o relację z rodziną i rodzeństwo, a psycholodzy tak robią.
4 2012-09-30 12:49:21 Ostatnio edytowany przez walcząca z wilkami (2012-09-30 12:54:15)
Drogi chomiczku.Nie dziwi mnie wcale,że masz wątpliwości,czy mąż ciebie kocha.Jesteś zakompleksiona na punkcie swojej urody,a takiemu człowiekowi trudno uwierzyć,że ktoś może go pokochać.Przypuszczalnie, twój mąż,skoro też nie należy do supermenów jest zakompleksiony i tak samo trudno mu uwierzyć,że ktoś go kocha.Ale tak naprawdę-uroda nie daje gwarancji szczęscia,miłości,powodzenia w życiu!!!Mąż ciebie pokochał,ty pokochałaś męża,czyli zdarzyła się wam miłość.A to,ze są kłótnie od czasu do czasu...w każdym związku są,nawet wśród tzw.Królów życia,pięknych i bogatych.Radzę ci uwierzyć w miłość męża i starać się zaakceptować wreszcie swoją urodę,aby twoje myśli o wyglądzie nie przesłaniały ci uroków życia.Na razie wnioskuję,że twój mąż stara się walczyć z waszymi kompleksami za was obydwoje,bo chyba on siebie zaakceptował,a widzi,że ty ciągle jeszcze nie.Może dlatego stał się taki władczy.Jesteś kobietą,staraj się robić samej sobie drobne przyjemności,jakiś makijaż,ciuszek,fryzurka,delikatne perfumy...Pooglądaj czasem pokazy mody na YouTube,modelki na tych pokazach są wysokie,kościste,chude,twarze często odbiegające od standardów urody,ale zwróć uwagę,jak one się poruszają na wybiegu:pewne siebie,zdecydowane,mają gdzieś,co o nich pomyśli ulica,pokazują nawet niezbyt zgrabne nogi w wysokich szpilach i głowa do góry!A ludzie na pokazie wpatrzeni w nie jak w anioły!!!Uroda,to rzecz względna,jednemu podoba się Glen Close a drugiemu Marylin Monroe.Powodzenia na drodze metamorfozy.
Wiesz, jest cos takiego jak grupy wsparcia. Może przy takich sesjach udąloby ci sie zmienić swoja samoocene. Zwlaszcza przy zrozumieniu z innymi ludźmi. Pomyśl nad tym.
A może warto byłoby też wysłać na coś takiego męża?