Witam
Wstyd się przyznać do pewnych rzeczy, wstyd się przyznać do swoich słabości..... Czuję się okropnie bo nie opanowałam się w porę. Mój problem polega na tym, iż nie radzdę sobie z odrzuceniem ze strony drugiej osoby. Generalnie jestem osoba poukładaną, opanowaną, zdystansowaną. Jednak kiedy mi na kimś zaczyna zależeć - za bardzo się angażuję, później mam problem żeby zaakceptować niepowodzenie..... Może trochę wyjaśnię. Zawsze chyba miałam problem z pewnością siebie, od dziecka byłam wrażliwa, uczuciowa, niepewna swoich decyzji. Zawsze starałam się udowodnić,że jestem silna, wszystko zniosę. Pokierowałam swoim życiem - nie tak jak marzyłam. Mam za sobą rozwód po 7 miesiącach małżeństwa. Decyzja o małżeństwie była pomyłką.
Dobrze- przetrawiłam to w sobie, jakoś zaczęłam żyć dalej po tej porażce. Po ok roku po rozstaniu z mężem - poznałam kogoś. Bałam się , ale zaangażowałam się, otworzyłam się - niestety , zaszłam w nieplanowaną ciążę, poroniłam, zostałam sama z tym wszystkim - niedoszły ojciec dziecka okazał się nieodpowiedzialny,nieczuły ,z brakiem sumienia. Przeżyłam - poszłam dalej. Skupiłam się na pracy, rozwijaniu siebie, zdecydowałam się na nowe studia.
Po ok roku od tamtej sytuacji poznałam kogoś - bardzo szybko się zaangażowałam, zresztą to było szybkie zaangażowanie z obu stron. Idealnie się dogadywaliśmy, podobnie patrzyliśmy na życie.....Niestety znowu dostałam obuchem w głowę. Wszystko się urwało - nawet nie porozmawialiśmy twarzą w twarz jakie są przyczyny "zniknięcia". Próbowałam z nim wyjaśnić, dzwoniąc parę razy, pisząc, prosząc o wyjaśnienie, spotkanie. Mijały dni i było coraz gorzej "ze mną" - puściło mi opanowanie i zaczęłam pisać sporo smsów ( ok 4-5 dziennie, ale nie codziennie)- prosząc o wyjaśnienie, kontakt, rozmowę itd Zdaję sobie sprawę,że nie powinnam . Może powinnam była zlekceważyć - odpuścić i przyjąć gorzką pigułkę odrzucenia bez słowa..... Nadmienię - że mężczyzna jest w trakcie rozwodu, jednak to nie było długie małżeństwo,zaledwie paromiesięczne, bezdzietne. Żona go zdradziła - taki powód. Jeśli okoliczności byłyby inne - nie zdecydowałabym się na relacje z męzczyzną w trakcie rozwodu. Wiem,że jego zona ma już inny związek, nie kontaktują się ze sobą poza formalnościami. Naprawdę dobrze nam było ze sobą. Jestem na siebie wściekła,że uwierzyłam w uczucie od pierwszego wejrzenia. Powinnam była podejść z dystansem - jak przeważnie to robiłam. Nie wiem co się ze mną dzieje, że nie potrafiłam unieść się honorem i odejść nie prosząc o wyjaśnienia. Tylko poniżyłam się prosząc o rozmowę, przepraszając że powiedziałam coś dosadnie, znowu prosząc o wyjaśnienia ...i tak w kółko . To trwało parę dni. Teraz ma kaca moralnego,że nie byłam silna,że wyszłam na żałosną kretynkę, w dodatku rozchwianą emocjonalnie. Nigdy nie zrozumiem - jak można zniknąć bez rozmowy, wszystko skończyć jednym cięciem. Jestem do niczego ;-/ Mam 27 lat, on 2 lata starszy. To wszystko...
Podobne tematy
Witaj, cóż tu można powiedzieć - życie, każdy ma jakąs historię zycia niby uczymy się na błędach. Ja dałam swojemu ex szanse rok temu bo żałował tego co zrobił i co zwiodłam się po raz kolejny znowu odszedł ja się starałam a on teraz bawi się z inną a ja cierpię bo byłam głupia. Tak to już jest ztym facetami nie można im ufac do końca a boli bo boli
Tak bardzo chciałabym byc tą mądrą, która zawsze panuje nad swoimi emocjami... A jednak jestem słabą osobą.
Tak bardzo chciałabym byc tą mądrą, która zawsze panuje nad swoimi emocjami... A jednak jestem słabą osobą.
Zastanów się nad przyczynami swojej "słabości". Być może problem leży w Twoim dzieciństwie. Może warto pogadać o tym z jakimś specjalistą skoro jest to rzecz która przeszkadza Ci w życiu i chcesz to zmienić.
Ja wiem,że to się ciągnie za mną od dziecka. Byłam kiedyś u psychologa.... Nie sądziłam,że to tak się odbije na moim poczuciu wartości później. Wiem,że nie miałam wzorca w ojcu, brak oparcia, brak uwagi , brak uczuć.... Mnie to przeraża,że tak to wpływa na moją samoocenę, poczucie własnej wartości. Tak jak przeżywałam (odkąd pamiętam) - brak przytulenia, słów "kocham cię", "jestem z ciebie dumny" - tak do teraz szukam tego u innych mężczyzn.... I najczęściej kończę jako czyjś powiernik, koń pociągowy, emocjonalny worek treningowy.... Tyle ile razy podnosiłam się z kolan wierząc, ze dam radę,że jestem silna ....tak teraz nie umiem się podnieść. Za krótkie chwile szczęścia płacę wysoką cenę. Czuję się jak "żebrak". To mnie przerasta
jonna15
Nie jesteś słabą osobą, a miałaś chwile słabości. Jetseś bardzo silna o czym świadczy to, że podniosłaś się po poprzednich ciosach. Tylko pytanie- ile tych ciosów może wytrzymać jedna osoba i to tak młoda? Ciężko kierować się rozsadkiem, gdy w grę w chodzą uczucia, zwlaszcza kiedy jest się tak bardzo spragnionym czyjejś miłości i bliskości. Sposób zakończenia ostatniego związku- bez komentarza. Doskonale wiem jak bardzo to boli. Odejście osoby, którą się kocha jest traumatycznym przeżyciem i często wyzwala w nas emocje i zachowania, ktorych sie później wstydzimy. A to że chciaś porozmawiać i usłyszać jakiekolwiek wyjaśnienie od niego jest całkiem normalne. Nie obwiniaj się więc!! Trudno pogodzic się z rozstaniem, ale pogodzić się z porzuceniem w taki sposób jeszcze trudniej. Badź dla siebie łagodna. Spróbuj spojrzeć na tą sytuację z dystansem (wiem, że ciężko o dystans w tej sytuacji). Wyobraź sobie, że taka sytuacja dotknęła którąś z twoich bliskich koleżanek- co byś jej poradziła, co byś jej powiedziała? Walcz o tchórza, który nawet nie miał odwagi spojrzeć ci w oczy i doprowadził cię swoim zachowaniem do (jak sma piszesz) poniżenia się?
Jeśli masz kogoś bliskiego z kim możesz bez obaw porozmawiać- zrób to, prawdziwi przyjaciele sa w takich chwilach prawdziwym oparciem, jeśli nie- powylewaj żale na forum, albo jak radza poprzedniczki- może faktycznie dobrym rozwiązaniem bylby terapeuta, skoro przyczyna może tkwić w dziecinstwie.
Najważniejsze, żebyś teraz zaakceptowała jego odejście na zawsze. Tak długo jak bedziesz żyła nadzieją, tak długo nie staniesz na nogi.
Nie raz - słuchając czyiś opowieści o toksycznych relacjach, czytając jakich mężczyzn przyciągamy - w zależności jakimi jesteśmy kobietami, na co im pozwalamy - zawsze potrafiłam rozsądnie ocenić - że kobiety "które kochają za bardzo" faktycznie przyciągają do siebie specyficznych mężczyzn. Nawet miałam "radę" co zrobić - aby nie dawać się wykorzystywać, nie dawać się ranić- tylko walczyć o siebie.... I co ? Jestem pewnie jedną z nich a nie potrafię tych "rad" zastosować do siebie.... Jak spojrzę z perspektywy czasu na swoje związki to faktycznie (przyciągałam = wybierałam) - mężczyzn trudnych, nieczułych,którzy w chwilach kryzysu totalnie tchórzyli a mi podcinali skrzydła. Zawsze wtedy podnosiłam się sama. Bez ich wsparcia....
Chodziłam do psychologa z tym dokładnie problemem - niestety , powód przerwania terapii dość prozaiczny - nie stać mnie było wydawać prawie 300 zł miesięcznie , chociażbym bardzo tego chciała ;-/
Mam wrażenie - że trochę chyba za dużo jak na jednego człowieka. Nie wiem w którą stronę iść.
Jak spojrzę z perspektywy czasu na swoje związki to faktycznie (przyciągałam = wybierałam) - mężczyzn trudnych, nieczułych,którzy w chwilach kryzysu totalnie tchórzyli a mi podcinali skrzydła. Zawsze wtedy podnosiłam się sama. Bez ich wsparcia....
Asiu! Jak mało kto doskonale rozumiem Twój problem. Ale też wiem, że możesz trafić w końcu na odpowiedniego faceta, który doceni kobietę z sercem na dłoni. To jest możliwe. Tylko nie goń za nim na siłę.
Wiem,że to zabrzmi niedojrzale.... ale ja sie tak czuję samotna,że już nie daję rady. Brakuje mi rodziny - którą zawsze chciałam mieć - stąd małżeństwo, które nie wyszło.... Tęsknie za dzieckiem, które miało być a je straciłam. Najgorsze ,że to w kimś widzę szansę na swoje szczęście a nie w sobie.... Wróciłam teraz na studia- w końcu wybrałam te studia świadomie, fizjoterapię....Chcę pracować z ludźmi, pomagać im - wiem też,że te studia na najbliższe lata skupią mocno na sobie moją uwagę... Może dzięki nim poczuję się coś więcej warta...
Hm... Wiem, że pomogłaby Ci praca w sprzedaży. Tam to dopiero trening w przyjmowaniu odrzucenia! A gdy już to umiesz, niestraszne ci głupie teksty głupich ludzi albo ich znikanie.
Hm... Wiem, że pomogłaby Ci praca w sprzedaży. Tam to dopiero trening w przyjmowaniu odrzucenia! A gdy już to umiesz, niestraszne ci głupie teksty głupich ludzi albo ich znikanie.
Raczej nie mam problemu z odmową na jakiejkolwiek płaszczyźnie - zawodowej, społecznej itd Pracuję z ludźmi i miewam sporo sytuacji z którymi się nie zgadzam, coś nie idzie po mojej myśli - owszem bywa czasem przykro, ale szybko ta przykrość znika. Tutaj chodzi o poradzenie sobie z poczuciem odrzucenia od bliskiej osoby z którą się wiązało plany, spędzało czas, przytulało, rozmawiało itd Tutaj jest mój problem - bo najczęściej siebie obwiniam, przyjmuję postawę osoby odpowiedzialnej za błędy - chodź zawsze do różnych sytuacji trzeba dwojga...
Ja również mialam problem z przyjmowaniem odrzucenia, to o czym piszesz jest przykre, też przez to przechodziłam, na codzien twarda, poukladana, asertywana, kiedy zaczynam czuc sie chociaz minimalnie odepchnieta w moim zwiazku (a nie rzadko byly to jedynie moje paranoje) zaczynałam zachowywac sie jak furiatka, jak rozchwiana emocjonalnie, namolna kobieta, ktora bezzwłocznie potrzebuje leczenia psychiatrycznego. Potrafiłam w zlosci wyrzucic wazon z kwiatami, ktore dostalam od partnera zaledwie kilka godzin wczesniej, bo kiedy przyszedl zmeczony po pracy nie zwrocil na mnie uwagi, tylko od razu poszedl do lozka. Nie zachowuje sie tak na codzien i nie potrafilam zrozumiec skad te skrajne emocje. Wizyta u terapeuty bardzo mi pomogla, przede wszystkim, ze to nie jestem naprawde ja, tylko psychika pod wplywem emocji plata mi rozne figle, po roku budowania poczucia wlasnej wartosci, poznawania i odkrywania siebie, moge smialo powiedziec, ze mam to juz za soba. Polecam Ci, naprawde, to zaden wstyd udac sie po pomoc do specjalisty, nie masz nic do stracenia. Samo wyrzucenie tego z siebie, ubranie swojego problemu i wstydu w slowa duzo pomaga. Powodzenia ![]()
Mam okropne wyrzuty sumienia czasem -że nie potrafię z związku być asertywna...chyba boję się utraty partnera. Irytuje mnie to - bo uważam siebie za kobietę atrakcyjną - i jeśli chodzi o rozmowę, poradę, spontaniczną rozrywkę ( w dobrym tego słowa znaczeniu) - jak i o wygląd fizyczny ( wyglądam na osobę pewną siebie, dowartościowaną). Nie mam w sobie jakiejś "agresji" fizycznej - nie biję,nie krzyczę panicznie, nie rozbijam tego co mam pod ręką. W sumie to jestem osobą - opanowaną , skupioną na pracy, celu. Gorzej - gdy w grę wchodzą uczucia , za góry po cichu zakładam,że się sparzę - a jak faktycznie coś niefajnego się stanie - próbuję ratować to na siłę, biorę całą odpowiedzialność na siebie- a później jestem mega wypalona, a co najgorsze mam w sobie okropne poczucie winy - że zrobiłam za dużo, albo za mało... Czasem mam ochotę wejść na jakąś górę i krzyczeć do utraty tchu aby wszystko z siebie wyrzucić. Z resztą od dzieciaka byłam taka "mała-dorosła".... To,że czemuś nie zapobiegnę, czegoś nie naprawię, nie ustąpię - traktuję jako własną porażkę. Męczy mnie to strasznie
jonna15
Mam ten sam problem co Ty. Przyczyna tkwiła w dzieciństwie, czego bym się kompletnie nie spodziewała, bo byłam przekonana, że miałam szczęśliwe dzieciństwo.
Pomogły mi rozmowy z psychologiem, ale miałam fuksa, bo terapii podjęła się zupełnie za free dziewczyna poznana na jednym z forów, na których pisałam po odejściu mojego męża. Jestem jej dozgonnie za to wdzięczna.
Nie mniej - poznać przyczyny - to jest bardzo ważne, bo skoro już wiesz, skąd się to bierze, wiesz od czego zacząć zwalczanie i jakie myśli powoli eliminować. Ty mówisz, że prawdopodobnie wiesz, czemu tak się dzieje. Zastanów się więc, jak mogłabyś wytłumaczyć zachowanie swojego ojca, czy znajdujesz jakieś usprawiedliwienie dla niego. W tym przypadku ważne jest, żeby zrozumieć, dlaczego ktoś zachowywał się tak a nie inaczej, bo to daje swoiste wyzwolenie.
Następny krok - to praca nad pokochaniem siebie przede wszystkim. W sieci jest mnóstwo porad, jak radzić sobie z porzuceniem, np. wyznaczać sobie, ile czasu w ciągu dnia możesz poświęcić na myślenie o człowieku, którego kochasz lub wydaje Ci się, że kochasz. I staraj się poświęcić tylko tyle... ani minuty dłużej. Wiem, że to było najtrudniejsze, bo te myśli atakowały ze wszystkich stron. Ale mi się udało, więc nie jest to niewykonalne.
Praca nad sobą... masz jeden cel - pokochać siebie, bo wszystkie nasze zachowania typu narzucanie się byłemu, żądanie wyjaśnień itd. wywodzą się z jednej konkretnej rzeczy - czujemy się niepełnowartościowymi ludźmi bez kogoś, dla kogo moglibyśmy żyć. Przypuszczam, że i stąd u Ciebie bierze się żal za utraconym dzieckiem i mężczyzną, który odszedł. gdyby byli, miałabyś dla kogo żyć. Dlatego bezwzględnie musisz pokochać siebie. A to oznacza, że sama siebie akceptujesz, że trzeba zaakceptować to, co widzisz (odkrywasz )w sobie bez oceniania ,żeby się rozwijać.
Dopóki widzisz tylko to, co chcesz widzieć,a nie to co jet faktycznie, nie ma szans na ruszenie do przodu w rozwoju. Tak to działa.
Poza tym -to bardzo ważne- wszystkie twoje cechy ,które odkrywasz, a które ci sie nie podobają, to sposoby przystosowania ,które rozwinęłaś tak, jak umiałaś ze swoimi wrodzonymi uwarunkowaniami oraz w środowisku, w którym sie rozwijalaś. Intencja zawsze jest pozytywna. Gdybyś potrafiła inaczej zrobiłabyś inaczej. Natomiast teraz ,jako bardziej świadoma osoba, możesz sie zmienić i rozwijać lepsze mechanizmy przystosowania i radzenia sobie w życiu.
Nie twierdzę, że będzie lekko, bo mi zabrało to ładnych kilka miesięcy, ale na pewno warto zawalczyć o siebie. Jeśli Ci się uda, zaczniesz rozumieć innych i - co najważniejsze - staniesz się kobietą silną w pozytywnym tego słowa znaczeniu, pełną empatii. I odkryjesz przede wszystkim, że warto żyć dla siebie.
Jonna 15 czytam co napisałaś i jakbym czytała o sobie. Też mam problem, że boję się odrzucenia. Wiem, że to bierze się z niskiego poczucia własnej wartości. W moich relacjach z mężczyznami, którzy mi się podobają potrafiłam znieść wiele, sądzę że starałam się za bardzo i zawsze dostawałam po tyłku. Natomiast faceci którzy się starali ale nie widziałam w nich tego kogoś nie dawałam nawet szansy. Ja też zostałam porzucona z jakby się wydawało szczęśliwego związku bez podania przyczyny. Cierpię okrutnie mimo, że wiem że byłam w porządku wobec partnera. Wiadomo bywały jakieś nie porozumienia. Jednak czym jest miłość jak nie akceptacja tej drugiej połówki wraz z jej wadami i czasami gorszymi dniami. Ja nie sprostałam oczekiwaniom narcyza. Jednak wiem, że problem tkwi we mnie. Panicznie boję się, że ktoś mnie odrzuci, nie jestem pewna siebie i swoich racji. dostosowuję się i tym samym zatracam siebie, gdyż boję się odrzucenia. Nie wiem skąd to się bierze. miałam szczęśliwe dzieciństwo, kochający rodzice i rodzeństwo. Mam przyjaciól, kończe dobre studia, mężczyźni oglądają się za mną. Jednak jeżeli zakocham się w kimś, to żadne argumenty nie docierają do mnie, że On mnie nie chce...Wiem że mam problem. Wiem, że mam niskie poczucie własnej wartości a szczęścia szukam będąc z kimś, w tej osobie...
Jonna 15 czytam co napisałaś i jakbym czytała o sobie. Też mam problem, że boję się odrzucenia. Wiem, że to bierze się z niskiego poczucia własnej wartości. W moich relacjach z mężczyznami, którzy mi się podobają potrafiłam znieść wiele, sądzę że starałam się za bardzo i zawsze dostawałam po tyłku. Natomiast faceci którzy się starali ale nie widziałam w nich tego kogoś nie dawałam nawet szansy. Ja też zostałam porzucona z jakby się wydawało szczęśliwego związku bez podania przyczyny. Cierpię okrutnie mimo, że wiem że byłam w porządku wobec partnera. Wiadomo bywały jakieś nie porozumienia. Jednak czym jest miłość jak nie akceptacja tej drugiej połówki wraz z jej wadami i czasami gorszymi dniami. Ja nie sprostałam oczekiwaniom narcyza. Jednak wiem, że problem tkwi we mnie. Panicznie boję się, że ktoś mnie odrzuci, nie jestem pewna siebie i swoich racji. dostosowuję się i tym samym zatracam siebie, gdyż boję się odrzucenia. Nie wiem skąd to się bierze. miałam szczęśliwe dzieciństwo, kochający rodzice i rodzeństwo. Mam przyjaciól, kończe dobre studia, mężczyźni oglądają się za mną. Jednak jeżeli zakocham się w kimś, to żadne argumenty nie docierają do mnie, że On mnie nie chce...Wiem że mam problem. Wiem, że mam niskie poczucie własnej wartości a szczęścia szukam będąc z kimś, w tej osobie...
Dokładnie....Wiem co jest nie tak w moich relacjach - a jak przychodzi co do czego to nie potrafię zachować się tak jak powinnam - żeby nie dostać po dupie..... Boję się to powiedzieć, ale ja chyba "samej siebie" nie akceptuję. Zawsze byłam dla siebie surowa, wymagałam więcej siły w czymkolwiek, więcej zaangażowania od siebie. Ja wiem,że po prostu "samej siebie" nie kocham...
Chyba to jest czas by udać się do specjalisty. Nawet nie wiem jak sie za to zabrac, gdzie szukac fachowej pomocy. Poza tym nie wiem czy mnie na to stać, jestem studentką. Wiem że potrzebuję pomocy jednak nie potrafię sobie pomóc i ociągam się, a im dłużej to trwa tym bardziej krzywdzę siebie.
A wiecie dziewczyny co w moim przypadku jest najgorsze? Kiedy ktoś mnie odtrąca czuję sie mało atrakcyjna. Też tak macie? Generalnie mogę przyznać, że wszyscy moi faceci z którymi byłam do tej pory byli przystojni, i ja sama wiem, że brzydka nie jestem, ale watpie w to w momencie odtracenia. Zawsze byłam z kimś, rzadko sama, bo nie potrafię być sama...to jest jakieś chore. Poznalam ostatnio faceta, mlodszy o 3 lata, nie moj typ, wyglad taki sobie, nie wiązałam z nim żadnych planów, chciałam poprostu kogos obok kiedy bede chciala sie przytulic czy porobic cos razem, to mi dodaje pewnosci siebie. Powiedzial mi niedawno, że on nie szuka niczego poważnego no tto ja przyznałam że ja tez nie, spotkalismy sie pozniej moze jeszcze z 2 razy i przestal sie odzywac. I to jest wlasnie najgorsze, facet, ktory nawet nie jest w Twoim typie, nie wyglada jakos rewelacyjnie i daje Ci kopa w tyłek. Czuję teraz zero wartosci w sobie...i cały czas pytam siebie jak taki typ mogl mnie olac? AAAAAAAAAAAAAA
A wiecie dziewczyny co w moim przypadku jest najgorsze? Kiedy ktoś mnie odtrąca czuję sie mało atrakcyjna. Też tak macie? Generalnie mogę przyznać, że wszyscy moi faceci z którymi byłam do tej pory byli przystojni, i ja sama wiem, że brzydka nie jestem, ale watpie w to w momencie odtracenia. Zawsze byłam z kimś, rzadko sama, bo nie potrafię być sama...to jest jakieś chore. Poznalam ostatnio faceta, mlodszy o 3 lata, nie moj typ, wyglad taki sobie, nie wiązałam z nim żadnych planów, chciałam poprostu kogos obok kiedy bede chciala sie przytulic czy porobic cos razem, to mi dodaje pewnosci siebie. Powiedzial mi niedawno, że on nie szuka niczego poważnego no tto ja przyznałam że ja tez nie, spotkalismy sie pozniej moze jeszcze z 2 razy i przestal sie odzywac. I to jest wlasnie najgorsze, facet, ktory nawet nie jest w Twoim typie, nie wyglada jakos rewelacyjnie i daje Ci kopa w tyłek. Czuję teraz zero wartosci w sobie...i cały czas pytam siebie jak taki typ mogl mnie olac? AAAAAAAAAAAAAA
"niecierpliwa" - coś w tym jest...dokładnie, jak zostaję odtrącona- czuję się mało atrakcyjna i fizycznie i psychicznie....zaczynam wtedy analizę - co ze mną jest nie tak (a z góry zakładam,ze coś na pewno musi być "nie tak"..) - nie potrafię pomyśleć,że po prostu - się nie zgraliśmy.... Do takich wniosków potrafię dojść dopiero po nabraniu dystansu - że być może byłam zbyt w porządku dla tego kogoś, może ten ktoś szukał innych cech i miał do tego prawo- tak jak ja mam prawo szukać mi odpowiadających cech u kogoś.... Może za bardzo chcemy ułozyć sobie życie, za dużo wymagamy od siebie, może czujemy się zbyt samotne..... Mi się wydaje ,że za bardzo uzależniamy swoje szczęście od innych ;-/
niecierpliwa napisał/a:A wiecie dziewczyny co w moim przypadku jest najgorsze? Kiedy ktoś mnie odtrąca czuję sie mało atrakcyjna. Też tak macie? Generalnie mogę przyznać, że wszyscy moi faceci z którymi byłam do tej pory byli przystojni, i ja sama wiem, że brzydka nie jestem, ale watpie w to w momencie odtracenia. Zawsze byłam z kimś, rzadko sama, bo nie potrafię być sama...to jest jakieś chore. Poznalam ostatnio faceta, mlodszy o 3 lata, nie moj typ, wyglad taki sobie, nie wiązałam z nim żadnych planów, chciałam poprostu kogos obok kiedy bede chciala sie przytulic czy porobic cos razem, to mi dodaje pewnosci siebie. Powiedzial mi niedawno, że on nie szuka niczego poważnego no tto ja przyznałam że ja tez nie, spotkalismy sie pozniej moze jeszcze z 2 razy i przestal sie odzywac. I to jest wlasnie najgorsze, facet, ktory nawet nie jest w Twoim typie, nie wyglada jakos rewelacyjnie i daje Ci kopa w tyłek. Czuję teraz zero wartosci w sobie...i cały czas pytam siebie jak taki typ mogl mnie olac? AAAAAAAAAAAAAA
"niecierpliwa" - coś w tym jest...dokładnie, jak zostaję odtrącona- czuję się mało atrakcyjna i fizycznie i psychicznie....zaczynam wtedy analizę - co ze mną jest nie tak (a z góry zakładam,ze coś na pewno musi być "nie tak"..) - nie potrafię pomyśleć,że po prostu - się nie zgraliśmy.... Do takich wniosków potrafię dojść dopiero po nabraniu dystansu - że być może byłam zbyt w porządku dla tego kogoś, może ten ktoś szukał innych cech i miał do tego prawo- tak jak ja mam prawo szukać mi odpowiadających cech u kogoś.... Może za bardzo chcemy ułozyć sobie życie, za dużo wymagamy od siebie, może czujemy się zbyt samotne..... Mi się wydaje ,że za bardzo uzależniamy swoje szczęście od innych ;-/
Ja też tak miałam, byłam 6 lat w związku gdzie już tak po 2 widziałam, że jakoś nie pasuje mi ten facet, ale mimo wszystko nie mogłam się z nim rozstać bałam sie samotności, tego, że sama sobie nie poradzę, że bez niego będę nikim to jest straszne on stał się moim szcześciem zamiast ja poszukać tego szczęścia w sobie to szukałam w nim. Przy nim udawałam, że jestem happy ważna atrakcyjna a gdy już wyszedł nie nawidziłam siebie. I tak rozstawaliśmy się wiele razy, chodź powiem, że on chyba tez miał to samo co ja nie mógł się rozstać i odejść, ale odszedł po 6 latach przeciągaliśmy wszystko bo baliśmy się być sami bez siebie, że może nam z kimś innym nie wyjdzie. Aż on wkońcu znalazł dobrą pracę w norwegi dowartośiowało go to kupił mieszkanie poznał jakąs inną i odszedł a ja dalje twkie w tej dziurze.:(
Mi się wydaje ,że za bardzo uzależniamy swoje szczęście od innych ;-/
Dlatego fajnie, że zaczęłaś studia. Robisz coś tylko dla siebie. Dla swojego szczęścia. Bo kiedy Ty będziesz szczęśliwa sama ze sobą to przestaniesz odczuwać tak silną presję na bycie z kimś. Bo im bardziej będziesz napierać, tym mocniej będziesz odstraszać. Pomyśl o tym psychologu.
jak taki typ mogl mnie olac? AAAAAAAAAAAAAA
On czuł, że nie jest dla Ciebie atrakcyjny.
Iskrzy, gdy kobieta pragnie TEGO mężczyzny, mężczyzna pragnie TEJ kobiety.
Ja wiem,że to się ciągnie za mną od dziecka. Byłam kiedyś u psychologa.... Nie sądziłam,że to tak się odbije na moim poczuciu wartości później. Wiem,że nie miałam wzorca w ojcu, brak oparcia, brak uwagi , brak uczuć.... Mnie to przeraża,że tak to wpływa na moją samoocenę, poczucie własnej wartości. Tak jak przeżywałam (odkąd pamiętam) - brak przytulenia, słów "kocham cię", "jestem z ciebie dumny" - tak do teraz szukam tego u innych mężczyzn.... I najczęściej kończę jako czyjś powiernik, koń pociągowy, emocjonalny worek treningowy.... Tyle ile razy podnosiłam się z kolan wierząc, ze dam radę,że jestem silna ....tak teraz nie umiem się podnieść. Za krótkie chwile szczęścia płacę wysoką cenę. Czuję się jak "żebrak". To mnie przerasta
Rozumiem, bo sama to właśnie przechodzę. Dokładnie to samo co opisałaś. Te same braki w dzieciństwie odbiły się na moim obecnym życiu. Jak tylko mi na kimś zależy, a potem coś jest nie tak, to nie potrafię pozwolić mu odejść. Jest to straszne, bo nie umiem pogodzić się ze stratą i odrzuceniem. Zadręczam siebie myślami, przychodzą mi do głowy może coś ze mną nie tak... (??) Prozę o rozmowy, spotkania... i nie umiem zaakceptować, że to już jest koniec. Później czuję się poniżona i manipulowana, a ja po prostu jak kocham to oczekuję tego samego od drugiej osoby. Nawet myślałm o psychologu, ale takie terapie sa dość kosztowne. Jak znajdziesz sposób jak z tym walczyć, to napisz proszę :-)
Mnie też dosięgła sprawa odrzucenia przez męża. Gdy zapytałam dlaczego? to otrzymałam odpowiedź że on się ze mną ożenił po to żebym go wsparła finansowo.A uczucie miało później przyjść. Jak przestałam dawać pieniądze na jego zachcianki to przestałam być żoną. Wszystkie niepowodzenia zwalał na mnie. Nigdy nie byłam dość mądra jak on. Zarzucał mi nawet ,że nie znam się na technicznych sprawach, czyli na samochodach, jak można naprawić daną usterkę itp. Nawet gdy córka z pierwszego małżeństwa musiała się leczyć z alkoholizmu, ja za to byłam obwiniana. Gdy wnuczki przerwały studia za to też byłam obwiniana. jak powiedziałam dość tego to był koniec naszego małżeństwa.
Ja wiem,że to się ciągnie za mną od dziecka. Byłam kiedyś u psychologa.... Nie sądziłam,że to tak się odbije na moim poczuciu wartości później. Wiem,że nie miałam wzorca w ojcu, brak oparcia, brak uwagi , brak uczuć.... Mnie to przeraża,że tak to wpływa na moją samoocenę, poczucie własnej wartości. Tak jak przeżywałam (odkąd pamiętam) - brak przytulenia, słów "kocham cię", "jestem z ciebie dumny" - tak do teraz szukam tego u innych mężczyzn.... I najczęściej kończę jako czyjś powiernik, koń pociągowy, emocjonalny worek treningowy.... Tyle ile razy podnosiłam się z kolan wierząc, ze dam radę,że jestem silna ....tak teraz nie umiem się podnieść. Za krótkie chwile szczęścia płacę wysoką cenę. Czuję się jak "żebrak". To mnie przerasta
Pomóżcie mi.proszę ,jestem tu pierwszy raz i nie wiem z kim mam porozmawiac. Dorota
26 2015-11-02 10:55:21 Ostatnio edytowany przez verdad (2015-11-02 15:54:03)
jonna15 napisał/a:Ja wiem,że to się ciągnie za mną od dziecka. Byłam kiedyś u psychologa.... Nie sądziłam,że to tak się odbije na moim poczuciu wartości później. Wiem,że nie miałam wzorca w ojcu, brak oparcia, brak uwagi , brak uczuć.... Mnie to przeraża,że tak to wpływa na moją samoocenę, poczucie własnej wartości. Tak jak przeżywałam (odkąd pamiętam) - brak przytulenia, słów "kocham cię", "jestem z ciebie dumny" - tak do teraz szukam tego u innych mężczyzn.... I najczęściej kończę jako czyjś powiernik, koń pociągowy, emocjonalny worek treningowy.... Tyle ile razy podnosiłam się z kolan wierząc, ze dam radę,że jestem silna ....tak teraz nie umiem się podnieść. Za krótkie chwile szczęścia płacę wysoką cenę. Czuję się jak "żebrak". To mnie przerasta
Pomóżcie mi.proszę ,jestem tu pierwszy raz i nie wiem z kim mam porozmawiac. Dorota
Witamy Cie, Dorota.
Co Ci lezy na sercu ?
Ile masz lat ?
Moze zalozysz nowy watek ?