Tak jak w temacie czy ex wracaja ? jak czesto ?
Jesli odszedł do kogos innego ?
Podobne tematy
Temat rzeka. Wiem że powroty zdarzają się. Mój brat z żoną mieli 7 miesięcy przerwy. Nie rozstali się dla kogoś innego ale w międzyczasie próbowali z kimś bez zaangażowania. Ile par tyle historii. Mój brat zerwał... On chciał wrócić.
Ja również ze swoim byłym rozstawałam kilkanaście razy...ale te przerwy nas oddalały i po 6 latach rozstaliśmy się definitywnie i każde z nas poszło w swoją stronę...i w tym momencie nie ma już nawet najmniejszej możliwości powrotu do siebie...
Zerwał ze mną mój ex[stwierdził,że się nie rozumiemy]..Rozpaczałam,wiadomo.Po chyba 2 miesiącach odezwał się,czy go jeszcze kocham,bo on chce być ze mną i żałuje.Ale ja już nie chciałam i nie chcę.Mniej więcej 3 lata od czasu do czasu o to pyta.Bawi mnie to.Nie chcę być z kimś,dla kogo byłam przedmiotem.
Zerwał ze mną mój ex[stwierdził,że się nie rozumiemy]..Rozpaczałam,wiadomo.Po chyba 2 miesiącach odezwał się,czy go jeszcze kocham,bo on chce być ze mną i żałuje.Ale ja już nie chciałam i nie chcę.Mniej więcej 3 lata od czasu do czasu o to pyta.Bawi mnie to.Nie chcę być z kimś,dla kogo byłam przedmiotem.
A moze zrozumial swoj blad i chcialby to naprawic?
kazia14 napisał/a:Zerwał ze mną mój ex[stwierdził,że się nie rozumiemy]..Rozpaczałam,wiadomo.Po chyba 2 miesiącach odezwał się,czy go jeszcze kocham,bo on chce być ze mną i żałuje.Ale ja już nie chciałam i nie chcę.Mniej więcej 3 lata od czasu do czasu o to pyta.Bawi mnie to.Nie chcę być z kimś,dla kogo byłam przedmiotem.
A moze zrozumial swoj blad i chcialby to naprawic?
Nie ma znaczenia, czy ktoś by chciał naprawić, czy nie. Znaczenie ma, czy my tego chcemy. Praktycznie zawsze nie chcemy. Lepiej poświęcić czas na nowe osoby.
7 2012-09-24 10:46:56 Ostatnio edytowany przez Żałosny19 (2012-09-24 10:47:59)
Ja wam powiem szczerze. Mimo iz zostalem zraniony przez swoja EX i totalnie olany to mimo wszystko dalbym jej szanse na powrot. Nie odkocham sie tak szybko, wiec pracuje nad soba, zmieniam sie i mentalnie oczyszczam PP. Kto wie ? Moze w koncu odezwie sie ? Ale nie robie nadzieji. A co do tematu. To pracuje caly czas nad wlasnym doswiadczeniem, wiec milo by bylo gdyby ktos podzielil sie doswiadczeniami zwiazanymi z powrotami swoich bylych ; ) (brak polskich znakow)
Mąż wrócił po 2 letnich perypetiach.
Jak jest?
Inaczej, dobrze, śmiesznie, wesoło, bezpiecznie, bez przeszłości,
on inny i ja inna.
Tak samo jak kiedyś już nie będzie, to niemożliwe.
Trzeba budować nowy związek na innych filarach.
Z jednej strony potrzebna jest taka przerwa w zwiazkach zeby uswiadomic sobie co tak naprawde czuje sie do drugiej osoby LECZ NIE ZAWSZE TAK JEST.
Znam przypadek moje dobrego przyjaciela.
Dawno dawno temu moj przyjaciel byl z kobieta ponad 1,5 roku. Kobieta oddalaby zycie za niego tak samo on za nia. Z dnia na dzien rozsypal sie zwiazek. Dlaczego ? On do tej pory zadaje sobie te pytanie. 3 lata juz ze soba nie rozmawiaja. Widzi ja ale ona zawsze wzrokiem ucieka w innym kierunku. Co sie stalo ? Byc moze nigdy go nie kochala a tylko bylo to szczeniackie uczucie. Nie powiem Wam, bo on nigdy nie chce o tym rozmawiac. Jest on strasznie uczuciowy i wiele kobiet go zranilo (prawde powiedziawszy zal mi go, bo nie uczy sie na bledach). Tak wiec nie utrzymuje kontaktu i chyba ich drogi juz nigdy sie nie zejda.
Po przerwie nie zawsze jest do czego wracac. Ale tez trzeba pokazac ze sie zmienilo i podnioslo sie w gore zamiast spasc w dol.
Ja swojej EX chyba dalem do zrozumienia, ze jest mi dobrze ale tak na prade nie. Zaczely sie dodawanie zdjec z rzeczami ktorymi dostala ode mnie i smutne opisy. Ale co z kontaktem ? Ja go nie szukam, bo nie ja zakonczylem nasz zwiazek...
podziwiam cię twardogłowa
we mnie siedzi ta zdrada jak zadra.... czasami patrzę na niego, słucham co mówi, ale nie słyszę, nie dociera to do mnie... bo pamiętam, bo w zdumieniu nie potrafię pojąc.. jak mógł
jesl nie ma we mnie zdolności, umiejętności do wybaczenia..
bede stała w miejscu, prawda?
i wiesz na czym polega problem twardogłowa?
twój mąż odszedł prawda?
musiałaś leczyć się sama...
natomiast ja.. jak na to nie patrzeć.. miałam go ciągle przy sobie. i nauczyłam traktować go jak plaster na moje bóle, bolączki, żale. złośc i tal dalej
i nie potrafię się uwolnić
to jednak forma zalezności - stawianie mu zadań i okreslanie jego rół.. które mają działąć jak balsam, które mają mnie zapewniać, że kocha
bo nie potrafię wierzyć słowo
tak naprawdę, to pewnie nie potrafię wierzyć tez czynom, bo przecież zachowuje się, jakbvy mnie kochał
ale ja twardogłowa mam pr0oblem z zaakceptowaniem siebie -bo ja siebie teraz nie lubię
nie jestem tą spokojna, pewną siebie kobieta co kiedyś...
i niepokoi mnie mój stan zdrowia, nie może ciągle bolec mnie brzuch, głowa - ja rozumiem, że to mój organizm mówi mi - hej - jest coś nie tak... ostrzegam...
więc zastosuje metodę makra 189 stopni - ale - nie wobec mojego meża, ale wobec siebie.
spróbuje zyć.. bez niego.. przez jakiś czas, bez mojego męża, bez czekania na telefon, na esemesa, na wieczorne dobranoc. spróbuję potowarzyszć mu w zyciu i pozwole na towarzyszenie mnie. ale musze się uporać ze sobą i zamknąc te wszystkie pootwioerane rany..
taki mam plan
za duzo rzeczy, które robię, za dużo inicjatyw które podejmuje, są moim sposobem na ucieczkę
za dużo wymyslam sobie rzeczy, które są ZAMIAST
zamiast pytań, zamiast konfrontacji - mnie samej ze sobą
i tyle twardogłowa
więc podziwiam cię za umiejętnośc pójścia do przodu...
11 2012-09-24 11:56:20 Ostatnio edytowany przez twardogłowa (2012-09-24 12:29:20)
End_aluzja
mój mąż na przestrzeni 2 a właściwie 3 lat odchodził kilka razy, przez 3 lata, od 2007 do 2010 roku jakby tak zliczyć razem czas to może był 3 miesiące w domu, ostatni raz jak odchodził to mówił że na zawsze już, złożył pozew o rozwód, zabrał wszystkie swoje rzeczy, ukradł mi biżuterię, odszedł na 5 miesięcy, w nosie miał płacz dziecka podczas pakowania.
Ja mieszkałam i mieszkam w jego mieszkaniu po rodzicach, gdy odchodził żyła jeszcze jego matka, z którą bardzo dobrze się rozumiałyśmy, wspierałyśmy, myślę, że te jego odejścia i powroty nasiliły jej chorobę i przyspieszyły odejście. To był jej synalek, oczko w głowie, które ją rozczarowało. Ja w sumie już byłam przyzwyczajona do jego wybryków, traktowałam to jako kryzys wieku średniego, padło mu na mózg, widziałam kiedy wraca z całonocnych żyłam swoim życiem, ba, nawet chodziłam na randki, nie mam sobie nic do zarzucenia w tej kwestii. Bo dlaczego nie? On może a ja to co? Cały czas z dzieckiem i jego chorą matką w domu?
Wiedziałam, że wróci, to kwestia czasu, czułam to podskórnie. Nawet jak otrzymałam pozew z sądu powiedziałam mu, że wróci do mnie a ja mu rozwodu nie dam, zaśmiał mi się w twarz ale na czyje wyszło i kto teraz lata mi za spódnicą?
End jeżeli żyjesz cały czas jego zdradą to zjadasz sama siebie, nie rozwijasz się, czy przebaczyłaś mu, przegadałaś temat z przyjaciółką, siostrą, terapeutą? Siedzi to w Tobie cały czas, zauważyłam w Twoich wypowiedziach, że cały czas walczysz z przeszłością, nie pozwalasz na nowe.
Ja nie mogłabym z nim być gdybym ciągle myślała co zrobił, on też nie wytrzymałby ze mną gdybym zaczynała temat jego romansów, on wogóle nie chce o tym rozmawiać, wstydzi się tego co było, dla niego nie ma tego tematu.
A ja za bardzo cenię swój spokój, swoje zdrowie abym miała myśleć o tym co było, co razem robili, jak mnie okłamywał.
Czemu ma to służyć? Umartwianiu się? Ani ja nie będę od tego zdrowsza ani mądrzejsza, ani bardziej szlachetna czy bogatsza:lol:
Wolę to co dziś a swoje myśli wolę zaprzątać planowaniem wycieczki, zakupów ubraniowych czy zarabianiem kasiory niż jakąś tam dziwką i moim mężem. Uwierz, nie warto.
A jeżeli nie mogłabym pozbyć się natrętnych myśli, odeszłabym od męża na zawsze, to wiem na pewno.
Zakazy, nakazy, normy obyczajowe... to wszystko czasem trzyma nas w ryzach nie do udźwignięcia, to można, tego nie wolno, tak powinno być, to nieakceptowalne... dostosowanie się do norm życia społecznego dla niektórych jest zbyt uciążliwe. Ludzie wokół oburzali się, dziwili jak mogłam pozwolić mu wrócić? Jak mogłam mu wybaczyć i jeszcze normalnie bez wstydu mówię o tym co robił? Społeczeństwo nie akceptuje zdrad, nie akceptuje rozwodów, nie akceptuje powrotów, wybaczania, nie akceptuje rozstań, nie akceptuje...
Każdy musi decydować za siebie.
A 7 miesieczny zwiazek w ktorym dwie osoby kochaja sie na zaboj a pozniej druga osoba odchodzi mowiac "nie chce cie ranic, mam metlik w glowie wszystko mnie denerwuje i bedzie jeszcze gorzej przepraszm" a po czym zraniona osoba daje do zrozumiania, ze wgl nie rozumie tej osoby ktora zostawia po czym traci kontak.. Da rady odbudowac po czasie ten zwiazek ? Czy ta osoba ktora rzucila olewa tego ktory chce z nia nadal byc.. Istnieja szanse na powrot do siebie ?
Zawsze istnieje możliwość powrotu jednak do tanga trzeba dwojga. MAsz 19 lat? Jesteś jeszcze młody, wszystko przed Tobą...
Wiem o tym ale mimo wszystko. Ja juz sam wiem, ze sie zmienilem. Jestem bardziej cierpliwy i potrafie zrozumiec druga osobe. Ale jak jej to udowodnic ? Hm rozmowa nie wchodzi w gre przynajmniej nie teraz. Zmienilem sie przez pierwsze 2 tyg bylem zalamany ale wzialem sie w garsc. Mam oczywiscie mysli o niej ale robie to wszystko by tylko zauwazyla ze zmienilem sie i ze znow jestem dla niej atrakcyjny
To Ty tak sądzisz że się zmieniłeś, dopiero relacje z ludźmi to weryfikuje czy tak jest na serio...
Nie Cytrynko nie tylko ja.. Od tamtego czasu odizolowalem sie od ludzi i pracowalem nad soba.. Pierwszy kontakt jaki nawiazalem to ze swoja od tej pory przyjaciolka.. Sama mi powiedziala, ze zmienilem sie.. Jestem kochajacy nadal ale i ostrozny.. Duzo rzeczy stalo mi sie jasnych mimo iz nigdy nie potrafilem zrozumiec. Cudowna przemiana ? Nie. Czy dojzalem ?. Tego jeszcze nie wiem. Po prostu rozstanie zdolowalo mnie i to bardzo i dodalo checi do zmiany siebie samego i polubienia takiego jaki jestem. Chce byc odpowiedni dla swojej wybranki, ktora mnie odrzuca. Nie szczesliwa milosc powiecie. To nie tak.. Po prostu od zawsze tak bylo ze stawiam na swoim i daze do celu. A moj cel teraz jest taki by odzyskac ukochana osobe ale nie za wszelka cene. Tylko po prostu chce zeby ona znow mnie pokochala i to na dluzej. Bede pilegnowal uczucia i zwiazek bedzie polegal na nas dwuch nie tylko na niej. Pieskowalem to zjeba***. Dltego chce to naprawic i pokazac jej ze moze czuc sie przy mnie bezpieczna.
Tylko problem polega na tym, ze ona nie chce ze mna rozmawiac i nie wiem jak jej pokazac, ze wciaz jestem tym samym jakim mnie poznala a nawet lepszy...
Jak długo nie macie już ze sobą kontaktu? Ona spotyka się z kimś?
19 2012-09-24 14:11:33 Ostatnio edytowany przez Żałosny19 (2012-09-24 14:13:01)
Bedzie zaraz tydzien jak przestajemy ze soba pisac. Nie wiem nie kontaktuje sie z nikim i jej nie sprawdzam.
Tzn tak oficjalnie. Bo od czasu do czasu pisalismy i bylo dobrze ale gdy wszedlem na temat rozstania to zaczynala sie gotowac. A gdy napisalem ze ja kocham to SZOK! Nie odpisala juz . Od tamtego momentu nie rozmawiamy. Ja za granica a ona u siebie w miescie.
Tydzień to bardzo mało... Sądzę, że 3 miesiące to minimum... Przykre ale prawdziwe
No nic.. Wytrzymam i bede trenowac cierpliwosc i zdobede wieksze doswiadczenie. Po za tym i tak (oczywiscie jak wyda) to spotkalbym sie z nia przed sylwestrem, bo dopiero bede mogl wrocic do Polski !..
A jeszcze jedno pytanko. Jak sprawdzic czy Ona o mnie mysli, czy teskni i czy mnie jeszcze kocha ? Chce wiedziec na czym stoje .
Niestety jest to pytanie retoryczne. ![]()
Tak myślałem.. Dowiem się tylko od niej ale jak ? Oleje mnie jak napisze a nie chce być w jej garsci
Wybacz wiem, że cierpisz. Ale nie powinieneś się do niej odzywać z takim pytaniem. Jedynie normalne co słychać. Jeżeli nie wykaże chęci dalszej rozmowy to nic nie wskórasz... nic na siłę... Gdyby chciała to by napisała, w końcu to ona zakończyła Was...
A może boi się mojej reakcji jak napisze ? Hm nie wiem sam co mam myśleć. Ale prawda. Gdyby zatesknila. Napisalaby..
Mam 18 lat, z moim chłopakiem byliśmy parą, podobno idealną, przez 3 lata. Związek zaczął się dość dziwnie, bo zdecydowanie nie pałaliśmy do siebie sympatią. Potem wszystko ułożyło się świetnie, rodzice się zakumplowali, my coraz bardziej się do siebie przekonywaliśmy, robiłam wszystko co chciał, czasem chodziłam do niego 20 km na nogach, zajmowałam się jego zwierzątkami jak wyjeżdżał, robiłam za niego lekcje, kanapeczki, skakałam koło niego jak głupia. Wszyscy mu zazdrościli i mówili, że idealni się dobraliśmy ; ) z dnia na dzień jemu odwaliło, wybrał kolegów, bo nei chciał być pantoflem i odszedł.. niby interesował się mną,ale ja nie chciałam mieć z nim kontaktu bo było to za trudne (codziennie musiałam się widzieć z nim w szkole). Minęło trochę czasu, chciał rozmawiać, zgodziłam się, dalej chciał mieć ciastko i zjeść ciastko
potem ja dałam kres tej chorej sytuacji, on zaczął się nawracać, a ja hmm po 10 miesiącach dałam sobie spokój ; ( za dużo tych szpitali, nieprzespanych nocy, złość, gniewu.. Dziś nie żałuję tego, że nie dałam mu wrócić, wręcz przeciwnie, jestem szczęśliwa ![]()
A jeszcze jedno pytanko. Jak sprawdzic czy Ona o mnie mysli, czy teskni i czy mnie jeszcze kocha ? Chce wiedziec na czym stoje .
Szanowny kolego...
Przepraszam z góry, że tak to napiszę, ale "żałosny" będziesz jeśli siebie tym pytaniem będziesz gnębił i próbował na miliony sposobów i podejść wyciągnąć odpowiedź na to pytanie od Niej.
Zakładam, że oznaczenie 19 to Twój wiek, ja mam 31 i kosmicznie piiiiiiiiiiiiiii problem z takim pytaniem w swoim... toksycznym małżeństwie.
Proszę Cię o jedno, byś przyjął na klatę jak 100% facet do zrozumienia to co teraz powiem. Żebra będą długo "boleć", oddychać będzie Ci ciężko, ale trudno.
Na to zagadnienie nie ma jednej, sensownej i jednoznacznej odpowiedzi. To jest bardzo gruby temat szyty mega grubymi nićmi i meritum tej sprawy jest takie, że Ty, ja i Nasi współtowarzysze - ofiary tego "układu" - poprzez swoje dobroczynne działanie na rzecz związku, stają się - w oczach i mniemaniu partnerów - sprawcami (w dosłownym tego słowa znaczeniu) tego najgorszego rozwiązania z dostępnie możliwych.
Mówiąc krótko jest to odzwierciedlenie przypadków polskiego prawa... najbardziej przerąbane - delikatnie mówiąc - na każdym pozytywnym kroku ma ofiara... i staje się sprawcą. Czysty jak kryształ paradoks i dosłowna paranoja. Ale niestety takie są realia jak sam zapewne widzisz.
Więc jak mawia powiedzenie, że brak decyzji to decyzja, tak też brak jakiegokolwiek działania w Naszej sprawie i w tej sytuacji - to najlepsza rzecz jaką teraz możemy zrobić. I bez względu na jej konsekwencje musimy się z tym faktem pogodzić.
Poszukaj sobie mój wątek na tym forum, to zobaczysz o czym mówię... nawet poprzez profil z nicka.
zależy co było powodem rozstania ale jeżeli masz powody aby twierdzić ze coś miedzy wami jest jakaś chemia itd ze jeszcze to nie wygasło to możne ratować to i wrócić wiadomo ze jest mnóstwo związków co rozstaja się kilkanaście razy
zależy co było powodem rozstania ale jeżeli masz powody aby twierdzić ze coś miedzy wami jest jakaś chemia itd ze jeszcze to nie wygasło to możne ratować to i wrócić wiadomo ze jest mnóstwo związków co rozstaja się kilkanaście razy
no dobrze, ale na jakieś podstawie on ma twierdzić i mieć powody, że między nimi chemia jest?
przecież równie dobrze, on po proostu... chce w to wierzyć!
będzie widział chemię, nawet jak jej dawno nie ma
tak samo, jak kobiety myślą, że to nic, że mąz zdradzał, nie mógł mi tego zrobić, wszystkiemu winna sucz, on mnie w środku naprawde kocha.. i co?
zdradzał, bo chciał
odeszła, bo chciała
w gruncie rzeczy ponosimy pełne konsekwencje naszych wyborów i decyzji...
zerwałam z chłopakiem a teraz tego żałuję, ale wiedziałam, że muszę to zrobić. Nasze kłótnie męczyły mnie i jego. Przemyślałam to wszystko, widzę swoje błędy i przeprosiłam go za nie. Zapytałam czy on też sobie wszystko przemyślał powiedział, że tak, że uważa, że chyba nie uda się już tego odbudować, od tej pory nie piszę do niego. Nie wiem czy on czuje się przez to lepszy, ze go przeprosiłam, tzn. czy on czuje, że wszystko to moja wina, skoro przeprosiłam. Wiem, że winę ponosimy oboje. Mimo tego, że się nie odzywa ja wciąż czekam na telefon od niego.
Wiam;)
Jestem tu nowa i jest to pierwsze forum gdzie chcialabym uslyszec wasze zdanie na temat mojego bylego "związku".
A wiec po 3 latach zostawił mnie nie podajac powodu,ostatnie 2 miesiace nie przyjezdzal szukal wymowek wiem ze z kumplami jezdzil na małolaty (16,17lat) teraz jest z jedna z nich,jedym zdaniem posluchal kolegów i odszedl.Dzielilo nas 90km ale czesto sie widywaliśmy.Wspolne wakacje,wyjazdy,imprezy rodzinne.Potrafil znad morza przyjechac do mnie na kilka h bedąc w delegacji.Sam planowal zaręczyny,wspolne zamieszkanie.Meeeega kochal ja jego rownież.No i nagle wstrząsnąl mną jak szmatą i pow ze mnie nienawidzi bo za duzo mu wydzwaniam ze chce czasu na przemyślenia,ze wchodze mu na glowe i nie daje zyć...MInęlo juz kilka miesiecy ale on nadal mi sie śni,niektore rzeczy mi go przypominają,sa dni ze myśle ze wroci.Mowil ze jestem inna kobieta ze nie zostawi.Eh.Nie wiem czy mam robic sobie mala nadzieje ze wróci czy olac temat i zacząc ukladac zycie na nowo? ;/ Czy on teskni,pamieta jeszcze o mnie? Jak to jest? pozdrawiam.
Kiedyś mi psycholog powiedziała, że partner wraca, bo w międzyczasie (czas rozstania) nie znalazł nikogo lepszego od byłego partnera.
Sama w każdym jednym związku przeżywałam rozstania i powroty.
34 2012-09-30 22:16:06 Ostatnio edytowany przez zgubiona_zagubiona (2012-09-30 22:17:07)
Hej, dawno nie pisałam nic! Ale w końcu postanowiłam się odezwać
W moim przypadku przeżyłam dwa rozstania i powroty-i nie żałuję.
Był (i jest) to mój pierwszy chłopak. Wszystko co było między nami było dla mnie pierwsze. Wszystko dopiero poznawałam, z różnymi sytuacjami pierwszy raz się spotkałam. Po 9miesiacach zrobiło się dość dziwnie, spotkaliśmy się i od słowa do słowa usłyszałam "Nie kocham Cię chyba...nie wiem co czuje" coś w tym stylu. Było mi MEGA ciężko... Naprawdę. Choć pisał do mnie i od czasu do czasu się spotykaliśmy. Ja wycofałam się (chociaż zżerało mnie od środka). Wiedziałam, że skoro ON zerwał to ON musi chcieć wrócić i musi się postarać. Po trzech miesiacach wróciliśmy do siebie(na trochę krócej, bo 3miesiące) Rozstanie nastąpiło, bo oddaliliśmy sie od siebie. Miałam wrażenie że dosłownie między nami pojawiła się dzieląca nas ściana. Nie odzywalismy sie do sb przez prawie 2 tygodnie, aż wkońcu napisał i wtedy właśnie spotkaliśmy sie by to zakończyć. Oboje nie wiedzieliśmy jak przebić się przez tę przeszkodę
. Jednak nadal ciagle pisalismy-on pisał. Spotykaliśmy się, pod byle pretekstem. Czułam że to co czuł nie minęło i starał się tak, jakbyśmy sie dopiero poznawali (jak w początkach każdego zwiażku). Czułam cos fajnego, jakbym na nowo się zakochała...motylki w brzuchu itp. Wróciliśmy do siebie, jesteśmy ze sobą od ostatniego rozstania ponad rok, natomiast w czerwcu minęło dwa lata d kiedy ogólnie razem jesteśmy. I naprawdę W PEŁNI mogę powiedzieć że jesteśmy szczęśliwi. Musieliśmy do siebie dotrzeć, nauczyć się siebie. Tego co nam pasuje, co nie; jak razem przechodzić przez różne problemy.
W tym przypadku można powiedzieć, że wyszło nam to na dobre. (Chociaż nigdy wcześniej nie pomyślałam że to powiem!;) ) Myślę że mój chłopak zrozumiał wiele, podobnie jak ja. Widać to w zwykłej "szarej" codzienności, ale i w szczególnych sytuacjach, które nam się przytrafiają. Przyznaje, że są ciężkie dni, ale ogólnie patrząc na to co nas łączy jestem szczęśliwa.
Widać, że czasami wracają i czasami warto dać szansę wrócić. Ale myślę też że to właśnie strona która skreśla związek powinna wyjść z inicjatywą naprawienia go.
Mój kumpel rozstał się z żona kilka miesięcy po ślubie, po czym wrócili do siebie na chwile i później rozstali się ostatecznie. Moja kuzynka ze swoim facetem rozstaje sie co chwile... i co chwile do siebie wracają (takie hobby???) Ja osobiście wyznaje zasadę ze nie wchodzi się dwa razy do tego samego syfu, z jakiegoś powodu ludzie się rozstają...a jeśli tylko na próbę czy coś w tym stylu to i tak nie ma sensu
Mój kumpel rozstał się z żona kilka miesięcy po ślubie, po czym wrócili do siebie na chwile i później rozstali się ostatecznie. Moja kuzynka ze swoim facetem rozstaje sie co chwile... i co chwile do siebie wracają (takie hobby???) Ja osobiście wyznaje zasadę ze nie wchodzi się dwa razy do tego samego syfu, z jakiegoś powodu ludzie się rozstają...a jeśli tylko na próbę czy coś w tym stylu to i tak nie ma sensu
Twój post świadczy o tym, że nie warto wracać. W części się z tym zgadzam, ale post powyżej mówi coś zupełnie innego - że powroty mogą zakończyć się szczęśliwie. Ile par, tyle przypadków, wątpliwości, możliwych rozwiązań. Nie wiem czy jest jakaś uniwersalna zasada. Sama jestem w sytuacji rozstania. Czytam ten wątek od dłuższego czasu i tylko jedna sprawa wydaje mi się jasna na 100% - powinna wracać ta osoba, która zakończyła związek, a nie odwrotnie. Osoba porzucona musi dać czasowi czas, żyć swoim życiem - wiem to strasznie trudne, ale wykonalne. Do mnie były już zaczął się odzywać - mija 1, 5 miesiąca od rozstania. Nie są to jednak wyznania miłosne, lecz takie zaczepne maile lub smsy. W sumie nie wiadomo o co chodzi. W każdym razie kontaktuje się, ale jest to dziwne.
kokolino napisał/a:Mój kumpel rozstał się z żona kilka miesięcy po ślubie, po czym wrócili do siebie na chwile i później rozstali się ostatecznie. Moja kuzynka ze swoim facetem rozstaje sie co chwile... i co chwile do siebie wracają (takie hobby???) Ja osobiście wyznaje zasadę ze nie wchodzi się dwa razy do tego samego syfu, z jakiegoś powodu ludzie się rozstają...a jeśli tylko na próbę czy coś w tym stylu to i tak nie ma sensu
Twój post świadczy o tym, że nie warto wracać. W części się z tym zgadzam, ale post powyżej mówi coś zupełnie innego - że powroty mogą zakończyć się szczęśliwie. Ile par, tyle przypadków, wątpliwości, możliwych rozwiązań. Nie wiem czy jest jakaś uniwersalna zasada. Sama jestem w sytuacji rozstania. Czytam ten wątek od dłuższego czasu i tylko jedna sprawa wydaje mi się jasna na 100% - powinna wracać ta osoba, która zakończyła związek, a nie odwrotnie. Osoba porzucona musi dać czasowi czas, żyć swoim życiem - wiem to strasznie trudne, ale wykonalne. Do mnie były już zaczął się odzywać - mija 1, 5 miesiąca od rozstania. Nie są to jednak wyznania miłosne, lecz takie zaczepne maile lub smsy. W sumie nie wiadomo o co chodzi. W każdym razie kontaktuje się, ale jest to dziwne.
Oczywiście ważny jest powód rozstania.Coraz częściej odnoszę wrażenie, że związki rozpadają się przez głupotę lub emocjonalne rozchwianie, albo przez lenistwo i wygodę życia w pojedynkę, zwłaszcza jeśli ktoś dłużej był singlem. Może po jakimś czasie, w samotności, to dociera do ludzi i chcą wrócić.
W moim przypadku ja zerwałam (rozchwianie emocjonalne). Kiedy po około miesiącu chciałam się pogodzić, on już nie miał ochoty
. Niby kogoś ma. Z drugiej strony on większość życia był samotny. Ze mną miał najdłuższy związek i po raz pierwszy mieszkał z dziewczyną. Nie sądzę by była nadzieja na powrót.
Ludzie wracają do siebie,ale nigdy nie wchodzi się 2 razy do tej samej rzeki,więc efekt pierwszego razu nie działa już.Niektórym to nie przeszkadza,innym tak.
40 2015-10-27 18:20:20 Ostatnio edytowany przez agusia587 (2015-10-27 18:28:43)
Wiadomo że nigdy nie będzie tak samo, że będzie inaczej, ale czy to oznacza że gorzej ?
Owszem mówi się że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, ale podobno rzeka ciągle się zmienia. Nigdy nie jest taka sama.
Wiadomo że nigdy nie będzie tak samo, że będzie inaczej, ale czy to oznacza że gorzej ?
Owszem mówi się że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, ale podobno rzeka ciągle się zmienia. Nigdy nie jest taka sama.
To prawda,ale coś się bezpowrotnie traci,to trochę jak z dziewictwem ![]()
42 2015-10-27 18:57:04 Ostatnio edytowany przez Beozar (2015-10-27 19:09:51)
Ja się z dziewczyna rozstałem 2 miesiące temu... półtora miesiąca temu powiedziała, że chyba musi to przemyśleć, był spacerek. A po paru dniach powiedziała, że jednak nie chce... dałem jej miesiąc, nie odzywałem się, myślałem, że coś się zmieni, że zatęskni albo coś.... nie odzywałem do niej ani ona do mnie.... niestety, nie ma nawet przejawu jakichś chęci... zaproponowałem spotkanie, zgodziła się, ale powiedziała, że nie czuje takiej potrzeby żeby się spotkać....nie wiem co robić ![]()
43 2015-10-27 19:15:50 Ostatnio edytowany przez agusia587 (2015-10-27 19:18:32)
Skoro jasno Ci to powiedziała to chyba powinieneś odpuścić. Nie narzucaj się, nie proś. Jeśli będziesz tak robił to w jej oczach wyjdziesz na mięczaka i jeszcze Cię znienawidzi. Nie ma sensu kogoś nękać, jeśli po tym czasie nadal sądzi że nic z tego, to pewnie naprawdę tak jest. Niestety, ale wszystko wskazuje na koniec.
A jak długo byliście ze sobą ? Kłóciliście się ?
Wątek Beozara jest obok do poczytania.
45 2015-10-27 19:40:30 Ostatnio edytowany przez Beozar (2015-10-27 19:41:11)
Byliśmy ze sobą ponad rok, dokładnie 15 miesięcy. Czy się kłóciliśmy ? Rzadko, ale jak już, to po 10 minutach się przytulaliśmy i mówiliśmy sobie, że się kochamy. Cieszyliśmy się właśnie z tego, że u nas praktycznie nie było kłótni.
Dokładnie tutaj:
http://www.netkobiety.pl/t90193.html
46 2015-10-27 21:08:24 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-10-27 21:12:18)
agusia587 napisał/a:Wiadomo że nigdy nie będzie tak samo, że będzie inaczej, ale czy to oznacza że gorzej ?
Owszem mówi się że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, ale podobno rzeka ciągle się zmienia. Nigdy nie jest taka sama.To prawda,ale coś się bezpowrotnie traci,to trochę jak z dziewictwem
Tę zgrabną pointę wpisuję do sztambucha. Podkreślam wężykiem. Biorę w złotą ramkę. Uczę się na pamięć i ... podaję dalej w świat. ;- )))
Dołączam także cytat z artykułu zamieszczonego przez PAP na jednym z portali rozgłośni radiowych. Pierwszy raz, gdy przestałam wierzyć w bociany był wówczas, gdy w wieku przedszkolnym, kolega podczas leżakowania wytłumaczył mi pewne sprawy ;- ))) związane z posiadaniem potomstwa, a drugi raz przestałam wierzyć w ibisy, właśnie po przeczytaniu wzmiankowanego artykułu: "Bociany w marcu wracają do swoich gniazd w Polsce. Nie czekają jednak na powrót dawnego partnera. Jeśli zjawi się zbyt późno, w gnieździe może już nie być dla niego miejsca! "
oraz: "Bociany przywiązują się do swoich partnerów, ale bardzo często zimują w różnych miejscach. Jeżeli przylot któregoś z partnerów się opóźnia, to zdarza się, że szybszy osobnik nie czeka długo i sprowadza do gniazda nowego partnera."
A zatem wracają, zdarza się, że wracają... ; -)
Ja osobiście mam ogromne szczęście do takich "Powrotnych Ptaków". ;- )))
Rekordzista szukał dawnego gniazdka w moim sercu po ponad 20 latach! Wprawił mnie tym w osłupienie, przyznaję.
Jest w necie sporo ciekawych artykułów na temat przyczyn takiego zachowania u mężczyzn (kobiet także). Zainteresowałam się tym zagadnieniem, bo właściwie każda z moich "Wielkich Miłości" odzywała się po jakimś czasie i "sondowała teren" ;- ))) Chciałam się dowiedzieć co to za "magia" ściąga ich na powrót w moje strony.
Serdecznie polecam zapoznanie się z wynikami badań prowadzonych przez psychologów na temat powrotu byłych partnerów oraz skutkami takich comeback'ów.
Temat został odgrzany jak schabowy z 2012 roku, ale właściwie to taki evergreen, więc może komuś się przyda ;- )))
Aurora borealis muszę przyznać iż tekst o bocianach bardzo mnie zainteresował
. Taki życiowy
.
Osobiście też mi się zdarzyły powroty swoich ex (raz po 3 latach, raz po 12), lecz jakoś nigdy nie dawałam drugiej szansy. Teraz przyszedł czas iż gdyby (obecny były) zmienił zdanie, to miałabym problem co dalej z tym zrobić. Musiałabym się grubo zastanowić. Zazwyczaj powroty nie wychodzą
, niestety.
48 2015-10-27 21:26:26 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-10-27 21:28:17)
Aurora borealis muszę przyznać iż tekst o bocianach bardzo mnie zainteresował
. Taki życiowy
.
Wychodzi na to, że bociany są czasem mądrzejsze niż ludzie ;-)))
W tych rozważaniach psychologów na temat skutecznych i nieskutecznych powrotów można sporo ciekawego wyczytać...
A co do antycznego powiedzonka autorstwa Heraklita z Efezu, które tak często jest tu cytowane, to świetnie skomentowała je kiedyś Manuela Gretkowska: "Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. To niehigieniczne."
;- )))
Właśnie mnie zostawiła jakoś 11 dni temu dziewczyna dla swoich przyjaciółek, opisywałem tutaj wam swoją historię i też mnie to ciekawi czy byli partnerzy wracają? Osobiście nie miałem okazji tego przeżyć, ale ciekawi mnie czy to jest jednak prawda? Mimo, że się niedawno ona ode mnie odeszła nie przyjąłbym ją do swojego gniazda, ponieważ więcej jednak się namęczyłem i nadenerwowałem niż tych chwil w których byłem z nią szczęśliwy - Wiele razy próbowałem z nią zakończyć ten chory związek, ale jednak w głębi myślałem, że się zmieni. I nadszedł czas kiedy to ona zerwała i może za nią trochę tęsknię, ale wiem, że mi przejdzie i znajdę odpowiedniego partnera dla siebie, jednakże ciekawi mnie czy to prawda, że oni/one wracają?
Ja słyszałem od swojego brata, że oni wracają wtedy kiedy byłemu partnerowi się ułoży w życiu i będzie w stanie zapewnić jemu/ jej jakiś komfort i wtedy kiedy się nie ułoży z nowym partnerem. Osobiście uważam powroty za nonsens... Ale jednakże ciekawi mnie to czy wracają? ![]()
50 2015-10-27 21:57:47 Ostatnio edytowany przez agusia587 (2015-10-27 22:04:43)
Wracają i to z różnych powodów.
Jak miałam 16 lat poznałam kogoś, on się we mnie zakochał, jednak że nie byłam zainteresowana związkiem (on miał 22 lata) pożegnałam go. Powiedział mi że wróci jak będę pełnoletnia, być może nie jestem jeszcze gotowa na związek. Pomyślałam sobie że to dobry żart
, ale po 3 latach znalazłam na balkonie różę i maskotkę
. A po czasie eska od niego. Przyszedł do mnie i znów wyznał miłość (nigdy nie przeżyłam takiego szoku). Niestety nadal nie byłam nim zainteresowana.Tego drugiego też poznałam w tym samym czasie (16 lat) i nim wtedy byłam zainteresowana. To była taka pierwsza szczeniacka miłość. Po roku się skończyło, ale do dziś co jakieś pół roku, czy rok się odzywa z propozycją.
Wracają i to z różnych powodów.
Jak miałam 16 lat poznałam kogoś, on się we mnie zakochał, jednak że nie byłam zainteresowana związkiem (on miał 22 lata) pożegnałam go. Powiedział mi że wróci jak będę pełnoletnia, być może jestem jeszcze nie gotowa na związek. Pomyślałam sobie że to dobry żart, ale po 3 latach znalazłam na balkonie różę i maskotkę
. A po czasie eska od niego. Przyszedł do mnie i znów wyznał miłość (nigdy nie przeżyłam takiego szoku). Niestety nadal nie byłam nim zainteresowana.
To jest dobre,"nadal nie byłam zainteresowana" ![]()
Jakby moja była chciała do mnie wrócić to tylko bym powiedział, że jest za późno na analizowaniu co zrobiła źle? Ja po prostu chciałem z nią być na dobre i na złe a nie wtedy kiedy się wszystko rozpieprzy to ona to wyrzuca do kosza i idzie po nowe... Ja uważam, że jeżeli się coś popsuło to trzeba to naprawiać. Ale często też ludzie obawiają się kosztów tej naprawy i idą po nowe a przecież wiadomo, że prędzej czy później i tak się to też zepsuje. Dzisiejsze czasy mnie denerwują, bo ludzi bardziej dbają o telefony niż o partnera i to jest żałosne...
. Ja bynajmniej nie chciałbym mieć nic wspólnego z osoba, która mnie zostawiła dla psiapsiółek, bo jej namieszały w głowie a siostry jej jeszcze pomogły.... Jak raz się ktoś tak zachował to zrobi i drugi raz a może jeszcze coś gorszego... Oprócz tego moja była mnie oszukiwała na każdym kroku, więcej kłamała niż jest liter w Chińskim alfabecie... Po co wracać do kogoś tak żałosnego?
. Ja wolę zacząć z czystą kartą na nowo. Tak jak ktoś napisał, że odgrzewane kotlety nie smakują tak jak za pierwszym razem ![]()
agusia587 napisał/a:Aurora borealis muszę przyznać iż tekst o bocianach bardzo mnie zainteresował
. Taki życiowy
.
Wychodzi na to, że bociany są czasem mądrzejsze niż ludzie ;-)))
W tych rozważaniach psychologów na temat skutecznych i nieskutecznych powrotów można sporo ciekawego wyczytać...
A co do antycznego powiedzonka autorstwa Heraklita z Efezu, które tak często jest tu cytowane, to świetnie skomentowała je kiedyś Manuela Gretkowska: "Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. To niehigieniczne."
;- )))
Auroro rzeka ma to do siebie, że nigdy nie jest i nie będzie taka sama. Ona ciągle płynie, sekunda za sekundą, minuta za minutą itd. itp., jak ludzkie życie. ![]()
Leejunfun, jeśli ona oszukiwała, kłamała to oczywiste że powrót odpada (przynajmniej u mnie by tak było). Ja z moim byłym nigdy nie miałam problemu z zaufaniem. Ufałam mu jak nigdy nikomu, nie okłamywałam i on tak samo. Jeśli masz ochotę to przeczytaj sobie o mojej sytuacji.
Leejunfun, jeśli ona oszukiwała, kłamała to oczywiste że powrót odpada (przynajmniej u mnie by tak było). Ja z moim byłym nigdy nie miałam problemu z zaufaniem. Ufałam mu jak nigdy nikomu, nie okłamywałam i on tak samo. Jeśli masz ochotę to przeczytaj sobie o mojej sytuacji.
Pewnie, że przeczytam ![]()
56 2015-10-27 23:13:43 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-10-28 00:06:31)
aurora borealis napisał/a:agusia587 napisał/a:Aurora borealis muszę przyznać iż tekst o bocianach bardzo mnie zainteresował
. Taki życiowy
.
Wychodzi na to, że bociany są czasem mądrzejsze niż ludzie ;-)))
W tych rozważaniach psychologów na temat skutecznych i nieskutecznych powrotów można sporo ciekawego wyczytać...
A co do antycznego powiedzonka autorstwa Heraklita z Efezu, które tak często jest tu cytowane, to świetnie skomentowała je kiedyś Manuela Gretkowska: "Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. To niehigieniczne."
;- )))Auroro rzeka ma to do siebie, że nigdy nie jest i nie będzie taka sama. Ona ciągle płynie, sekunda za sekundą, minuta za minutą itd. itp., jak ludzkie życie.
Święta racja, Piotrze!
Właśnie tak, jak Ty rozumował ów filozof, bo zdanie to, jak słusznie podkreślasz, odnosiło się do zmienności natury rzeki, a nie do pławiących się w niej, lub wzbraniających przed kąpielą ludzi ;-)))
Przyznaję też, że poruszany tu temat, pasuje mi wyłącznie do relacji osób młodych, jeszcze przed wejściem w związki małżeńskie.
Sytuacja małżonków, ich rozstań i powrotów to już "zupeeeeeeeeeeeeeeeeeełnie inna bajka"...
W każdym razie profil charakterologiczny powracającego oraz motywy, którymi się kieruje ktoś taki, zaciekawiły mnie w momencie, w którym te sytuacje zaczęły się regularnie powtarzać w moim życiu mimo, że od czasu rozstania (gdy oni zrywali) minęło sporo miesięcy lub lat. Mam też w swoim gronie takich znajomych, z którymi nigdy nie zbudowałam bliskiej relacji, a jedynie "czuliśmy do siebie miętę", ale z wielu różnych powodów nie tworzyliśmy "pary". Ci, co ciekawe, są najwytrwalsi w przypominaniu o swoim istnieniu ;- )))
Mężczyźni to jednak bardzo skomplikowane i tajemnicze "zjawiska"... ;- )))
Pokuszę się o stwierdzenie, że tuż po rozstaniu osoba porzucona zwykle najbardziej na świecie pragnie ponownego złączenia z obiektem swoich westchnień i gorączkowo szuka potwierdzenia, że jest to możliwe i że niektórym się udaje. Robi to z powodu nadziei, że w jej życiu właśnie tak się stanie i dlatego zakłada taki wątek jak ten. Pozwala jej to karmić się iluzją, czyli przedłużać agonię i odsuwać w czasie to, co nieuchronne.
Rzadko kiedy taki ktoś, potrafi dokonać gruntownej analizy wszelkich "za" i "przeciw" takich powrotów. Najczęściej stan, w jakim się wówczas znajduje, odcina wszelkie połączenia nerwowe z "jednostką centralną" czyli mózgiem ; -)))
Całe szczęście, że u zdecydowanej większości nie jest to stan chroniczny...
Ja od 7 miesięcy nie mam kontaktu ze swoim byłym. Długo karmiłam się nadzieją i często sobie wizualizowałam nasz romantyczny powrót, ale im więcej czasu upływa tym mniej się o tej osobie myśli. Ostatnio na facebooku nasz wspólny znajomy dodał zdjęcia, na których był on! Nie oglądałam ich tylko od razu tego znajomego usunęłam. Robię wszystko żeby omijać ten temat jak najszerszym łukiem. Przyznam, że gdy zobaczyłam jego postać na zdjęciu to buchnęło mi w głowie takie straszne ciśnienie, zalałam się potem, serce waliło jak szalone, ale szybko się uspokoiłam. Ciężko jest się przed samym sobą przyznać, że ktoś już nas nie kocha, tym bardziej, że nigdy się od tej osoby tego nie usłyszało. Zawsze ta nadzieja na powrót istnieje, u mnie wynosi to nie więcej niż 5%, ale z własnego doświadczenia wiem, że można się zakochać po raz drugi w tej samej osobie ![]()
Ja zostałem oszukany przez narzeczoną i zostawiony ale oddał bym wszystko by wróciła mimo że wiem że to nieosiągalne już, wyzwała całą moją rodzinę od kur... więc nikt bt jej już nie zaakceptował a Była taktowana jak członek rodziny, mieszkała u mnie rok czasu.
Gdybyście do siebie wrócili to ona dopiero wtedy pokazałaby jak Tobą gardzi. Pewnie jesteście świeżo po rozstaniu i stąd te myśli, ale gwarantuję, że niedługo już nie będziesz chciał jej znać ![]()
60 2015-10-28 15:20:26 Ostatnio edytowany przez Leejunfun (2015-10-28 15:23:25)
Wiecie co? ja chciałbym, żeby np. moja była wróciła do mnie albo się chociaż odezwała. Ja do niej nie napiszę, bo to ona mnie zostawiła. Rozstałem się z nią blisko dwa tygodnie temu i wiem, że sprawa jest świeża. Tęsknię za nią jak cholera, mimo, że mnie zostawiła dla swoich psiapsiółek wiem, że przekona się o tym, że zrobiła błąd, ale z drugiej strony staram się o tym nie myśleć czy napisze i czy się do mnie odezwie, sam nawet bym napisał, ale wątpię czy chciałby ze mną pogadać i mnie usłyszeć tym bardziej, że przez parę tygodni mnie olewała i pokazywała, że raczej nie będzie chciała ze mną rozmawiać... A ja szanuję jej decyzję o tym, że chciała zerwać raczej pod wpływem emocji albo czyjegoś buntu. Bo powiedziała, że niej kocha i będzie kochać i, że myślała, że będę tym jedynym. Może się odezwie i znowu coś nas połączy.... Nie zbadane są wyroki Boskie
. Staram się, żeby uczucie do mnie zgasło i jak tylko mi ona przychodzi na myśl to staram się zastępować ją myślą o innej osobie, rzeczy albo co robię w danej chwili. Faktem jest, że ciekawi mnie czy wracają? Wybaczyć jej wybaczyłem, ale nie wiem czy na tyle, żeby być z nią drugi raz. Musiałby pokazać, że rzeczywiście się zmieniła i że warto wracać, spróbowałbym od koleżeństwa a potem zobaczyłoby się co by było dalej? Moja znajoma wróciła do swojego byłego i mówi, że nie żałuję, bo trzeba się docierać i szukać kompromisów a nie gdy już nam się nie uda wszystko skreślić, bo nie na tym polega miłość. Ja też jestem tego zdania, że zawsze da się coś naprawić tylko trzeba czasu i chęci i spodziewać się kosztów takiej nowej relacji. ![]()
Wiecie co? ja chciałbym, żeby np. moja była wróciła do mnie albo się chociaż odezwała. Ja do niej nie napiszę, bo to ona mnie zostawiła. Rozstałem się z nią blisko dwa tygodnie temu i wiem, że sprawa jest świeża. Tęsknię za nią jak cholera, mimo, że mnie zostawiła dla swoich psiapsiółek wiem, że przekona się o tym, że zrobiła błąd, ale z drugiej strony staram się o tym nie myśleć czy napisze i czy się do mnie odezwie, sam nawet bym napisał, ale wątpię czy chciałby ze mną pogadać i mnie usłyszeć tym bardziej, że przez parę tygodni mnie olewała i pokazywała, że raczej nie będzie chciała ze mną rozmawiać... A ja szanuję jej decyzję o tym, że chciała zerwać raczej pod wpływem emocji albo czyjegoś buntu. Bo powiedziała, że mnie kocha i będzie kochać i, że myślała, że będę tym jedynym. Może się odezwie i znowu coś nas połączy.... Nie zbadane są wyroki Boskie
. Staram się, żeby uczucie do niej zgasło i jak tylko mi ona przychodzi na myśl to staram się zastępować ją myślą o innej osobie, rzeczy albo co robię w danej chwili. Faktem jest, że ciekawi mnie czy wracają? Wybaczyć jej wybaczyłem, ale nie wiem czy na tyle, żeby być z nią drugi raz. Musiałby pokazać, że rzeczywiście się zmieniła i że warto wracać, spróbowałbym od koleżeństwa a potem zobaczyłoby się co by było dalej? Moja znajoma wróciła do swojego byłego i mówi, że nie żałuję, bo trzeba się docierać i szukać kompromisów a nie gdy już nam się nie uda wszystko skreślić, bo nie na tym polega miłość. Ja też jestem tego zdania, że zawsze da się coś naprawić tylko trzeba czasu i chęci i spodziewać się kosztów takiej nowej relacji.