Cześć, na początku września rozstałem się z dziewczyną. Byliśmy razem 15 miesięcy, dogadywaliśmy się świetnie, byliśmy zakochani.
W lipcu coś się zepsuło, zaczęła mieć myśli, że to nie to, wątpliwości, byliśmy razem, wszystko było ok, mówiła, że kocha, że jej zależy ale to nie to samo co kiedyś, była dla mnie normalna, z tym, że była mniej czuła, nie tak jak kiedyś... mówiła, że czuje się jak przyjaciółka, że czuję się zaniedbana, że za mało ją gdzieś zabieram.
Powiedziałem jej prosto z mostu, że jak chce, to niech idzie do kogoś, z kim będzie szczęśliwa. Ona się rozpłakała, powiedziała, że mnie kocha i że nie chce mnie zostawiać. Któregoś dnia rozmawialiśmy, a ona powiedziała, że ona chciałaby czuć, że jest szaleńczo zakochana, że to było, ale na początku.
Zerwaliśmy raz, ale tego samego dnia powiedziała, że beze mnie nie może, ze kocha i wróciliśmy do siebie, więc jakby tego rozstania nie było, znowu było super, mówiła, że tęskni, że kocha, że nie ma już złych myśli i wątpliwości, ale po 2 tygodniach znowu rozstanie.
Podczas rozstania mówiła, że ona zawsze czuła ze coś jest nie tak, że nigdy nie potrafiła powiedzieć, że ja to ten jedyny, że nigdy się nie dogadywaliśmy... pomimo tego, że zawsze mówiła odwrotnie, tj że pasujemy, że nie chce nikogo innego itp. Powiedziała że kocha mnie jak przyjaciela, a nie jak faceta, że nie ma potrzeby mówić, że mnie kocha, przytulać się, całować, mimo tego, że 2 dni wcześniej mówiła co innego, całowała mnie, przytulała i nie było widać, że się zmusza... Powiedziała, że nie czuje się zakochana, że źle że to opadło, bo dla niej to za szybko, i powiedziała, że to opada w małżeństwie a nie w pierwszym związku i to nie jest normalne.
Po 2 tygodniach odezwała się, spytała co u mnie, następnego dnia pojechałem do niej, spytałem czemu zerwała, a ona powiedziała, że nasz związek jej się znudził, że wciąż to samo robiliśmy, niczego nowego prawie nie było. Powiedziała, że myśl, że coś jest nie tak naszła ją jakiś czas temu, czasem wracała, a w lipcu była najsilniejsza. Ponadto mówi, że nie czuje euforii, motyli, tego co na początku. Powiedziałem jej, że ją kocham, chcę walczyć, że możemy się postarać, skoro tylko u nudę chodzi. Ona zaczęła płakać, powiedziała, że powinna to przemyśleć. Potem mnie przytuliła a gdy wyszedłem napisała mi SMSa, że przeprasza za wszystko, że musi sobie poukładać.
Następnego dnia się odezwała do mnie, powiedziała, że nie wie co ma z nami zrobić, prosiła o czas, bo musi się uporządkować i że przemyśli i się ułoży. Powiedziała, że jeśli nie chce na nią czekać, to ona zrozumie, bo nie wie ile jej to zajmie. Była miła, powiedziała, że brakuje jej mnie w tym wszystkim, że myśli o mnie, że czuje się samotna. Zaprosiła mnie na spacer, poszliśmy, pogadaliśmy bez czułości i rozmów o związku.
Po 3 dniach się odezwałem, pogadaliśmy, zszedłem na temat związku. Była zła, że znowu o tym gadamy. Powiedziała, że chyba podjęła już decyzje, żebym nie miał nadziei, bo ona nie ma, że nie widzi sensu, że mnie nie chce, że ten związek to nie to. Powiedziała, że ona nie umie nazwać słowami tego co czuje, nie umie tego wytłumaczyć, i ze ten związek to nie jest dla niej to coś, bo ona tego nie czuje. Na następny dzień przeprosiłem ją za to, że ją zdenerwowałem, powiedziałem, że nie chcę jej denerwować, i że chciałbym, żeby sobie przemyślała, jak się już uporządkuje i odpocznie, a ona, że nie chce już o tym myśleć bo ma dosyć, i że wierzy, że znajdę sobie kogoś innego.
Milczałem miesiąc. W międzyczasie dziewczyna poszła na 2 imprezy do klubu, pomimo, że zawsze unikała takich miejsc i generalnie imprez.
Poszedłem za radą paru osób, które mówiły, że warto się spotkać z nią, nie, żeby rozmawiać o nas, ale tak towarzysko, i powoli ja odzyskiwać, starać się, i po paru spotkaniach spróbować poruszyć temat nas, postarać się ją odzyskać.
Napisałem do niej. Spytałem, czy możemy się spotkać, porozmawiać. W dużym skrócie - powiedziała, że uważa, że to niepotrzebne, że przecież możemy porozmawiać na fejsie, i że ona nie czuje potrzeby, żeby się spotkać. Zgodziła się, ale powiedziała, że dopiero w następnym tygodniu, bo w tym ma już plany. Powiedziałem, że jakoś miesiąc temu sama chciała iść ze mną na spacer, a ona, że to było miesiąc temu, od tego czasu wiele się zmieniło, ale jak spytałem co, powiedziała, że nieważne.
Czuję się bezradny. Od miesiąca się nie widzieliśmy, nie mieliśmy kontaktu. Myślałem, że jak pobędzie trochę czasu sama, to poczuje się samotna, i zabraknie jej mnie, zatęskni. Oczywiście, nie liczyłem na to, że rzuci mi się na szyję, ale że chociaż bardziej optymistycznie podejdzie do całej sprawy, że będzie miła, zgodzi się, albo chociaż ucieszy się, że się odezwałem. A ona ? Zachowuje się w stosunku do mnie obojętnie, oschle, jakbym jej zrobił jakąś krzywdę, jakbym był dla niej zupełnie obcą osobą. Tyle razy mówiła mi, że jestem dla niej bardzo ważny, że jestem dla niej jak rodzina, a teraz ? Jakbym zrobił jej coś złego.
Ja nie wiem, czym jest spowodowana taka obojętność. Od czasu rozstania jestem dla niej zupełnie obcym człowiekiem. Jeszcze rozumiem, jakbyśmy się rozstali przez zdradę, oszustwo, ale my się rozstaliśmy właściwie z powodu braku motylków i nudy. To ja nie pojmuje, czemu zachowuje się, jakby mnie miała gdzieś. Rozumiem, jakby nie chciała walczyć o związek, rozumiem, jakby nie chciała już rozmawiać o tym, co było, ale ona nawet nie jest miła.
Czy mam szansę ? Mogę coś zrobić ? Teraz ona jest obojętna, a o związku nie chce rozmawiać. Powiedziała nie, i koniec.