netkobietyWszystkie działy
Nieśmiałość, niska samoocena, kompleksy

wczorajszy wieczór= totalna porażka

22 odpowiedzi14 226 wyświetleńzałożony przez zozomumba, 23.09.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » wczorajszy wieczór= totalna porażka

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

1

Temat: wczorajszy wieczór= totalna porażka

Witajcie!
Założyłam ten wątek, bo potrzebuję się komuś wygadać, być może . Zacznę od początku.Mam 19 lat. Od dziecka jestem nieśmiała. Mam siostrę w moim wieku. Razem chodziłyśmy do podstawówki i gimnazjum. To ona zawsze była tą śmielszą i bardziej lubianą, ale jakby nie patrzeć miałam dużo znajomych, głównie dzięki mojej siostrze, bo to ona ich zdobywała, a ja tylko się "podczepiałam" do nich. Do liceum już nie poszłam z siostrą, tylko z koleżanką, więc na początku była taka sama sytuacja jak z moja siostrą. Jestem osobą, która potrzebuje duuużo czasu, żeby się rozkręcić w towarzystwie. Generalnie jak kogoś dobrze znam to jestem duszą towarzystwa. Zawsze unikam kontaktów z nieznajomymi. Teraz przejdę do sedna. Od roku jestem z chłopakiem. Nie mam dobrych relacji z jego znajomymi. Tzn. rzadko sie widuje z nimi, a jeżeli już to to "spotkanie" trwa z 5-10 min. Zawsze wtedy nie rozmawiam z nimi, bo po prostu wstydzę się ich. Generalnie wśród nich mam opinie  dziwaka, który nic nie mówi. Mój chłopak prosił mnie żebym postarała sie otworzyć i rozmawiać z nimi. Próbowałam, ale miałam jakąś blokadę w sobie. Kiedyś mi powiedział, że koledzy się z niego śmieją, że ma taką dziewczynę, zapytałam czy zależy mu na ich opinii. On powiedział, że nie, ale zależy mu na normalności. Wczoraj wyprawiał urodziny, nie chciałam na nie iść. On nalegał. Tłumaczyłam mu, że nikogo tak naprawdę tam nie znam, że będę się ich wstydziła i będzie jak zawsze, nic nie będę mówiła i potem on będzie miał do mnie pretensje, a jego koledzy znów potem będą się śmiali ze mnie. Prosił, więc uległam. Nie wiem dlaczego, nie chciałam tam iść ale też nie chciałam mu robić przykrości, przecież to wkońcu jego urodziny. I teraz wiem, że to był błąd. Od początku w planach było tak, że miał mnie odwieźć o 23 do domu, bo mam daleko i nie miałam jak wracać, a później nie mógł mnie odwieźć bo chciał trochę opić urodziny. Wyszło tak, że 3 godziny spędziłam sama nic nie mówiąc, tylko czasem odpowiadając na pytania innych. Mój chłopak nawet nie starał się jakoś wciągnąć mnie w rozmowę, przez ten cały czas sam do mnie się nie odzywał, czułam sie tam jak totalna idiotka, myślałam tylko o powrocie do domu. Ten wieczór był jak jakiś koszmar, wszyscy zgrani, rozmawiają ze sobą, śmieją się, a ja jak jakiś gbur siedzę odsunięta od nich i nic nie mówie. Wiem, że to moja wina, że to ja powinnam wyjść do nich, zagadać ale po prostu nie potrafiłam, przerażała mnie wizja odedzwania sie do nich. W końcu poprosiłam, żeby mnie odwiózł o po 21. Odwoził mnie ze swoim kolegą, więc nie mogłam z nim porozmawiać o tej sytuacji. Zapytał się tylko mnie czy mi sie podobało, powiedziałam ze nie, a on odprał: "mogłaś coś mówić, oj dobra nie będę Cię krytykował". Przez cała drogę cały czas coś gadałam, pomimo obecności jego kolegi. Wróciłam do domu, położyłam się na łóżko i całą noc przepłakałam, czuje się jak totalna idiotka. Żałuje ze tam pojechałam, dobrze wiedziała ze tak będzie ale przez chwile pomyślałam że będzie fajnie, on mnie zapewniał, że mnie nie zostawi i że cały czas będzie ze mną przez ten wieczór. Znowu wyszłam na dziwaka. Już mam dość mojej nieśmiałości. Za tydzień idę na studia, boję się że będzie tak jak na urodzinach mojego chłopaka. Mam też dość tych ciągłych pretensji do mnie ze strony chłopaka, ze nic nie mówię. Jeszcze nie rozmawiałam z nim od wczoraj, ale na pewno będzie komentował moje zachowanie. Cały czas się przejmuję tym wczorajszym wieczorem, wiem że go zawiodłam.Nie wiem co mam zrobić w tej sytuacji. Proszę, doradźcie mi.

2

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

Na prawde nikt nie może mi pomóc, doradzić?

3 Ostatnio edytowany przez Remi (2012-09-23 21:44:50)

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

Dziewczyno - nieśmiałość nie jest chorobą, nieśmiałość jest cechą, z której po części wyrasta się w końcu. Jeśli jesteś nieśmiała, wiesz o tym, dlaczego uważasz że zawiodłaś - zawodzi się, gdy nie spełnia oczekiwań czyichś przeważnie. Byłaś sobą, kiedyś poznasz, że to jedna z najważniejszych ludzkich rzeczy - być sobą. Może odwróćmy sytuację - może twój chłopak zawiódł, bo wszystko ważniejsze od tej co być najważniejsza powinna...
Z doświadczenia powiem Ci, że miałem sytuację taką kiedyś dawno, że rozmawiałem z jedną dziewczyną, nie potrafilem się otworzyć, rozmawiać, nie byłem sobą, ani przy niej, ani w obecności znajomych jej, bo za mało mówiłem, bo za cichy, bo to albo tamto, ale jednocześnie z inną dziewczyną mogłem rozmawiać godzinami, w otoczeniu jej znajomych czułem się dobrze, byłem sobą.
Chciałbym Ci zwrócić uwagę, że problem nie leży w Tobie, lecz w otoczeniu, do którego nie pasujesz i pasować na siłę nie będziesz.
Jesteś fajną dziewczyną, otwarcie, choć anonimowo napisałaś, dla mnie nie jesteś literką, a żywą osobą za ekranem komputera, która ma swoje myśli, uczucia i emocje.
Czas będzie działał na twoją korzyść, nie zamartwiaj się, jesteś jaka jesteś i to trzeba akceptować - przez ciebie samą, twojego chłopaka, jak i otoczenie.
Jak sama napisałaś, gdy kogoś znasz, jesteś duszą towarzystwa, jest dobrze, gdy nie znasz jest kiepsko. Więc wniosek wyciągam taki, że nie jesteś dziwna, odludkiem jakimś, tylko potrzebujesz czasu, ludzi, którzy to rozumieją, że jesteś sobą gdy zaufasz komuś. Bo gdy ufasz, znasz - to jest dobrze smile
Pozdrawiam i pozytywnego myślenia o sobie.

4

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka
Remi napisał/a:

Chciałbym Ci zwrócić uwagę, że problem nie leży w Tobie, lecz w otoczeniu, do którego nie pasujesz i pasować na siłę nie będziesz.

tez się z tym zgadzam, sama mam podobnie ze jak kogoś nie nie znam a a idę np z koleżanka to tez się nie odzywam za dużo bo nie wiem o czym mówić

5

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

Wyszło tak, że 3 godziny spędziłam sama nic nie mówiąc, tylko czasem odpowiadając na pytania innych. Mój chłopak nawet nie starał się jakoś wciągnąć mnie w rozmowę, przez ten cały czas sam do mnie się nie odzywał, czułam sie tam jak totalna idiotka, myślałam tylko o powrocie do domu. Ten wieczór był jak jakiś koszmar, wszyscy zgrani, rozmawiają ze sobą, śmieją się, a ja jak jakiś gbur siedzę odsunięta od nich i nic nie mówie. Wiem, że to moja wina, że to ja powinnam wyjść do nich, zagadać ale po prostu nie potrafiłam, przerażała mnie wizja odedzwania sie do nich. W końcu poprosiłam, żeby mnie odwiózł o po 21.

Napiszę od strony osoby, która czasem widzi jak znajomi przyprowadzają "nowe" dziewczyny na imprezy.. nie jest to dziwne, że w tym wieku nie masz na tyle pewności siebie aby podejść i rozmawiać z nieznajomymi.. bo niby o czym miałabyś? nie znałaś ich i to Twój chłopak powinien zadbać o Twój komfort psychiczny, aby lepiej Cię poznać ze znajomymi..
To zupełnie naturalne, że nie byłaś duszą towarzystwa - skoro ich nie znałaś.
Nie poddawaj się jednak tak łatwo - na następnym spotkaniu poznaj ich bliżej i tak małymi kroczkami zdobędziesz ich serca (o ile Ci na tym zależy) - albo i nie, zresztą przestań się tak tym przejmować : naprawdę myślisz że ktokolwiek zauważył poza Tobą że się nie odzywałaś?
Mów tylko, że było FAJNIE! i bedzie git ! pozdrawiam cieplo

6

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

Ja mimo że przeżyłem wiele, od zawsze nie potrafiłem się odnaleźć na dyskotekach. To mi zostało do dziś dzień. Raz tylko dobrze na wiele tych dyskotek bawiłem, ze znajomą, z którą mieszkałem. No w sumie dwa, bo w Anglii udało poznać angielkę i też było bardzo fajnie.
Ja uwielbiam bawić się, tańczyć, ale i rozmawiać. Na dyskotekach nie miałem z kim, była tylko bardzo głośna muzyka, nie szło nigdy rozmawiać, dużo alku tam jest, to nie moje klimaty chyba zawsze. Nie wszystko musi pasować. Staram się bywać, tam gdzie dobrze czuję.

7

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

Dziękuję za odpowiedzi.

Remi. mówisz, że problem leży w otoczeniu do którego nie pasuje i nie będę na siłę pasowała... Jestem tego świadoma. W ich towarzystwie nie czuje się komfortowo. Prawdę mówiąc zależy mi na ich sympatii do mnie ze względu na mojego chłopaka.

alfaalfa. opowiem na Twoje pytanie czy myślę czy ktoś oprócz mnie zobaczył, że się nie odzywałam, Jak już pisałam wcześniej znajomi mojego chłopaka dużo wcześniej uważali, że jestem małomowna. Jestem pewna, że wszyscy mnie obserwowali z zaciekawieniem i zastanawiali się czy się odedzwę i na pewno to był główny temat ich rozmowy po moim odjeździe. Zresztą mój chłopak jest tego samego zdania. I to jest dla mnie najgorsze, bo czuję, że wszyscy mają na mój temat wyrobione zdanie, więc trudno je będzie zmienić

8

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

Witaj zozomumba.    smile

Czy masz siostrę bliźniaczkę, czy tylko jesteście z jednego roku i ona jest tą starszą?
Piszesz, że zawsze miałaś taki problem, z dostosowaniem się do nowego otoczenia, z brakiem poczucia się w 'jego środku'.  Najpierw to Twoja siostra była tą wiodącą, a później w liceum była to koleżanka, czyli sytuacja się powtórzyła. Wygląda mi to, na takie uzależnianie się od bliskich Ci osób, oczekiwanie na pomoc w zrobieniu tego 'pierwszego kroku', bo później już dajesz sobie radę.

Teraz, doszedł chłopak i w Twoim podejściu do nowych znajomości nic się nie zmieniło. Cały czas szukasz kogoś, na kim MUSISZ się oprzeć, aby przełamać pierwsze lody.
Zauważ, że godząc się na pójście do niego na imprezę urodzinową, już na wstępie zakładałaś, że to towarzystwo nie dla Ciebie, ale: 

zozomumba napisał/a:

(...) on mnie zapewniał, że mnie nie zostawi i że cały czas będzie ze mną przez ten wieczór.(...)

z czego się nie wywiązał, bo:

zozomumba napisał/a:

(...)Mój chłopak nawet nie starał się jakoś wciągnąć mnie w rozmowę, przez ten cały czas sam do mnie się nie odzywał, czułam sie tam jak totalna idiotka, myślałam tylko o powrocie do domu. Ten wieczór był jak jakiś koszmar, wszyscy zgrani, rozmawiają ze sobą, śmieją się, a ja jak jakiś gbur siedzę odsunięta od nich i nic nie mówie. Wiem, że to moja wina, że to ja powinnam wyjść do nich, zagadać ale po prostu nie potrafiłam, przerażała mnie wizja odedzwania sie do nich. (...)

Jako gospodarz imprezy, Twój chłopak zachował się skandalicznie, bo powinien zadbać o samopoczucie swoich gości i dołożyć starań, aby nawiązać ze wszystkimi rozmowę. Jak najbardziej  powinien otoczyć Cię swoją opieką, w jakiś sposób wyróżnić z racji tej, że jesteś jego dziewczyną. Nie dziwię się, że czułaś się tam, jak 'piąte koło wozu'. 
Bo chłopak nie zadbał o Twoje dobre samopoczucie, pomimo wcześniejszych zapewnień, a wręcz ignorując Cię, przez co zdołowałaś się/zablokowałaś się bardziej.

Sądzę, że jego zachowanie, nie wróży nic dobrego dla Waszej dalszej znajomości, ale Ty to wiesz, na ile on jest reformowalny, i zmieni swoje postępowanie, jeśli zdecydujesz się na rozmowę z nim. Znacie się już rok, więc to nie jest jakaś przelotna, krótka znajomość.

Nie zmienia to jednak faktu, że moim zdaniem masz pewien problem w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi. Wygląda to tak, jakbyś już na wstępie bała się odrzucenia, boisz się zranienia (może byłaś?) i dlatego chcesz się kimś asekurować.
Twierdzę tak, analizując całościowo Twoje zachowania, począwszy od dzieciństwa.
Czy rozmawiałaś kiedykolwiek o tym z osobą Ci bliską np. matka, siostrą...albo z nauczycielem, psychologiem?

Pozdrawiam Cię serdecznie.  smile

9 Ostatnio edytowany przez zozomumba (2012-09-23 23:53:46)

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

żyworódka, mam siostrę bliźniaczkę, zawsze byłam do niej porównywana. Nikt nie ukrywał, że to ona jest tą ładniejszą i bardziej kontaktową, nawet jakieś panie które widziałam pierwszy raz na oczy otwarcie o tym mówiły. Co do zachowania mojego chłopka to mam mu to za złe, że traktował mnie jak powietrze. Zresztą zawsze tak było jak spotykaliśmy jego znajomych. Jakby w ogóle mnie nie było przy nim i jego koledze/kolegach. Mówiłam mu o tym, że mnie olewa wśród znajomych dlatego też nie chciałam iśc na urodziny. Wtedy mi obiecał, że nie zostawi mnie samej. Wczoraj przedstawił mnie tylko tym których "nie znałam" i dalej wyglądało to na zasadzie baw się sama. Rozmawiałam z nim o tym. Sam przyznał, że to w dużej mierze jego wina, że się nie odzywałam. I jest mu przykro. Mówił, że sam się stresował, bo jeszcze nigdy nie był gospodarzem imprezy. Czasem mam wrażenie, że to jego znajomi są ważniejsi.

Na temat mojej nieśmiałości i problemie z nawiązywaniem kontaktów rozmawiałam tylko z moim chłopakiem.

10

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

Ja powiem że złoszczą mnie takie tematy.

Sam jeszcze jakiś czas temu byłem nieśmiały - ba! ja po prostu bałem się ludzi. Potem zacząłem czytać książki, grać na gitarze, zamiast gadać przez gg umawiać się więcej z ludźmi na żywo, próbować nowych rzeczy, wychodzić do ludzi - i co? nagle okazało się że całkiem dobrze to wychodzi. Myślę że po prostu byłem nudnym człowiekiem - i takie jest moje zdanie. Ludzie którzy nie umieją znaleźć się w towarzystwie (nie wiem czemu ktoś to tłumaczy nieśmiałością) są po prostu nudni. Ew nie są zainteresowani znajomością.

Autorko tematu - stawiasz się w pozycji tak jakbyś oczekiwała pomocy od innych i to załatwi sprawę ale świat nie jest taki miły i trzeba samemu zacząć walczyć. Niestety nikt ci do końca życia nie będzie zmieniał pieluch, a twój chłopak wydaje się być zmęczony taką sytuacją i tym że musi się za ciebie wstydzić. Ludzie na ogół nie znoszą zamkniętych w sobie ludzi - po prostu przebywanie z nimi i wyciąganie informacji którymi normalni ludzie chętnie się sami dzielą jest nużące. Zadaj sobie pytanie - czy chcesz to zmienić czy nie. A potem małymi krokami realizuj swoje postanowienie.

11

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka
iw25 napisał/a:
Remi napisał/a:

Chciałbym Ci zwrócić uwagę, że problem nie leży w Tobie, lecz w otoczeniu, do którego nie pasujesz i pasować na siłę nie będziesz.

tez się z tym zgadzam, sama mam podobnie ze jak kogoś nie nie znam a a idę np z koleżanka to tez się nie odzywam za dużo bo nie wiem o czym mówić

Nie mogę z Wami zgodzić. Problem leży również w autorce, jej nastawienie jest naprawdę wiele mówiące. Dlaczego zakładać z góry najgorsze scenariusze? Dlaczego nawet nie próbować rozmawiać z ludźmi? Nie chcieć iść na urodziny faceta, bo tam będą inni ludzie? No jak możecie mówić, że problem leży w otoczeniu, a nie w samej autorce?
Niestety, trzeba brać byka za rogi, wbrew pozorom problemy podobne do zozomumba ma bardzo dużo ludzi. Z pewnością ciągłe porównywanie do siostry bliźniaczki doskonale się do tego przyczyniło, że ciągle czuje się gorsza. Bo kto powiedział, że ludzie muszą być jednakowi? Autorko, nie widzę w Tobie nic gorszego niż w Twojej siostrze, macie najzwyczajniej w świecie inne charaktery, Ty musisz bardzo nad sobą pracować, małymi krokami próbować zmieniać swoją codzienność. Pewnie jesteś typem, który długo oswaja nowe sytuacje, najlepsza więc będzie jakaś powolna metoda, zmiany w Twoim własnym tempie. Ale bardzo dużo zależy od samej Ciebie i Twojego nastawienie do siebie. Od tego, że zaczniesz się szanować, dostrzegać swoje dobre strony i myśleć o sobie dobrze.

12 Ostatnio edytowany przez maoam (2012-09-24 08:40:07)

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

dopóki będziesz się czuła gorsza nie zmienisz nastawienia co do innych, siostry, przyjaciół obcych ludzi. Na studiach niestety będziesz zdana nie tylko na siebie ale również na innych studentów. Masz 3-5 lat zanim pójdziesz na rozmowę kwalifikacyjną nim znajdziesz się w kolejnym nowym towarzystwie zwanym pracą. Nie rób nic dla Twojego chłopaka bo ta akurat sprawa jest bardziej istotna dla Ciebie.
Moim Zdaniem to świetny czas żeby odciąć się od opinii którą masz pośród znajomych by wyrobić sobie nową od zera w nowym miejscu smile A chłopak... hmmm pogadaj z nim  ze to trudne dla Ciebie i powinien Ci pomóc a nie przeszkadzać. poza tym jak facet się pyta jak było a ty mu powiesz ze do kitu to dla niego temat jest zamknięty nawet jeśli ty chciałaś pogadać. Następnym razem powiedz ze pogadacie o tym później na spokojnie.

13

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

Muszę coś sprostować. To nie jest tak, że jestem aż taka nieśmiała, że do nikogo się nie odzywam i jestem zamknięta w sobie przy wszystkich ludziach. Ja próbuję walczyć z nieśmiałością, staram się i muszę powiedzieć, że zaczynałam być coraz bardziej śmielsza. Po prostu zaczęłam nie przejmować się opinią innych czego widziałam pozytywne skutki. W wakacje pracowałam, nikogo tam nie znałam jednak dość szybko jak na mnie złapałam z nimi kontakt i nie byli to moi rówieśnicy tylko osoby w różnym wieku: 20 lat, 30, a nawet 60 lat. Nie wiem dlaczego tak mam, ale jeśli znajduję się w sytuacji gdzie nikogo nie znam to sama zagaduję i prowadzę rozmowę. Dlatego też wiem, że na studiach będzie tak samo, bo nie będę nikogo znała. Jednak sytuacja wygląda zupełnie inaczej jeśli poznaje jakiś ludzie z inną z np koleżanka. W tej okoliczności tak jak mówicie liczę na pomoc innych. Może nawet nie to, że liczę tylko po prostu wiem, że ta moja znajoma pomoże mi nawiązać z innymi jakiś kontakt i później sama sobie dam radę. Może po prostu się przyzwyczaiłam do tego i zawsze tego oczekuje od innych. Natomiast w przypadku znajomych mojego chłopaka (na tym chciałam się skupić w tym wątku), gdy spotykam się z nimi to nie potrafię słowa wydusić z siebie. Są oni wygadani i bardzo inteligentni. Nigdy nie byłam, aż tak nieśmiała w stosunku do kogoś. Oczywiście znajduje się wśród nich ze dwóch chłopaków, których się nie wstydzę, może dlatego, że różnią się od pozostałych jego znajomych, są mniej śmielsi. Ale to też nie jest tak, że z nimi ciągle gadam bo z tutaj z kolei to chyba oni się mnie wstydzą. Jednak zdecydowana większość jest taka że np będąc w trojkę (ja, mój chłopak i jego znajomy) nie potrafię przy nich cokolwiek powiedzieć, mam jakąś blokadę. Chyba tak mi zależy, żeby mnie polubili, że boję się popełnić jakąś gafę.

14

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

Nie mów proszę że ludzie któych poznałać w pracy czy na studiach byli nieśmiali i mniej wygadani niz Ty i dlatego byłaś w stanie z nimi rozmawiać.
Może stworzyłaś sobie antypatię to przyjaciół twojego chłopaka która cię blokuje. Ludzie wszędzie są tacy sami. Wydaje mi się że twojemu chłopakowi mimo wszystko zależy skoro nadal chce żebyś poznawałą jego przyjaciół. Co innego gdyby nie chciał żebyś z nim tam była. Daj sobie i innym szansę.

15

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka
zozomumba napisał/a:

Chyba tak mi zależy, żeby mnie polubili, że boję się popełnić jakąś gafę.

Od samego początku, kiedy zaczęłam czytać ten wątek, myślałam właśnie o Tym. Moim zdaniem kłopot właśnie w tym, że Ty się boisz, że czymś się ośmieszysz.
Przychodzi mi do głowy jedna ze starych piosenek Varius Manx i jej słowa:

"Przez palce zwykłych dni
Oglądasz świat
W pośpiechu gubiąc sny
Twój śmiech zawstydza Cię,
Więc wolisz nie śmiać się
Niż chwilę śmiesznym być"
Myślę, że one tu doskonale pasują. Być może nigdy nie byłam szczególnie nieśmiała i może nie do końca wiem jak to jest, ale zawsze gdy nachodził mnie taki strach, zaczynałam wszystko tłumaczyć sobie w racjonalny sposób. Tak jak wtedy, kiedy boję się ciemności (mam taką małą obsesję). Powtarzałam sobie, że:

1) każdy robi czasem głupoty i bywa śmieszny tylko większość z nas po prostu się tymi bzdurami nie przejmuje
2) jeśli ktoś się ze mnie śmieje to nie musi to być przecież śmiech nieżyczliwy
3) jeśli ktoś śmieje się ze mnie w sposób chamski, to czemu mam zawracać sobie głowę burakiem?
4) wszyscy robimy głupoty, tylko prawie wszystkie z nich są niewarte przejmowania się; o niczym nie świadczą
5) to nic złego popełnić gafę - zawsze można obrócić ją w żart
6) dystans do siebie to świetny lek na takie "przypadłości"
7 poza tym, co z tego, że czasem zrobi się coś śmiesznego? za chwilę nikt nie będzie o tym pamiętał
8) i wreszcie: przecież nikt może gafy nie zauważyć; przecież nikt nie siedzi i nie wpatruje się we mnie żeby tylko widzieć jak mi coś nie wyjdzie.

W ten sposób lęk i stres był mniejszy.

16

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

Wiecie co, macie racje. Idę jutro do kina z moim chłopakiem i jego znajomym i znajomego dziewczyną. Postaram się przełamać, na razie jestem pozytywnie nastawiona więc może mi się uda. Przed kinem zostałam zaproszona na piwo też z chłopakiem i jego dwoma znajomymi i prawdę mówiąc nie wiem czy iść, z jednej strony bardzo chcę, bo chcę z nimi złapać kontakt i przełamać wstydliwość, natomiast z drugiej boję się, że znów wyjdzie tak jak zawsze.

17

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka
zozomumba napisał/a:

Wiecie co, macie racje. Idę jutro do kina z moim chłopakiem i jego znajomym i znajomego dziewczyną. Postaram się przełamać, na razie jestem pozytywnie nastawiona więc może mi się uda. Przed kinem zostałam zaproszona na piwo też z chłopakiem i jego dwoma znajomymi i prawdę mówiąc nie wiem czy iść, z jednej strony bardzo chcę, bo chcę z nimi złapać kontakt i przełamać wstydliwość, natomiast z drugiej boję się, że znów wyjdzie tak jak zawsze.

Życzę najlepszego.
Tylko czy ktoś z owych ludzi namyśla, pyta - czego Ty chcesz?

18

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

nie

19

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

Witaj, czytając Twoją historię czułam jakby to była o  mnie, z tym że ja stawałam się tak niesmiała w stosunku do rodziny mojego chłopaka. Po prostu jak tam jechałam i miałam się spotkac z jego siostrami rodzicami, stawałam się tak zestresowana że nic nie mówiląm albo odpowiadałam półsłówkami na pytania i tyle. I znalazłam na to sposób. Zauważyłam że im więcej przebywam z tymi ludzmi tym swobodniej się z nimi czuję. Oczywiscie nie stałam się od razu wygadana osobą, której się buzia nei zamyka. Teraz jak tam jadę nie stresuję się , swobodnie ze wszystkimi rozmawiam. Nie bez znaczenia jest fakt że trochę zakolegowałam się z jedną z sióstr. Wydaje mi się że to jest tak że im lepiej chcesz wypaść tym wychodzi Ci gorzej. Ja sobei powiedziałam że pora to olać oni tez nie dążyli do tego aby jakiś kontakt ze mną złapać. I wiesz co? Na prawdę to działa. Spotykasz się z nimi i myślisz sobie "niech sobie myślą co chcą o mnie, gdzieś to mam".

Wydaje mi się że z Twoją samooceną też nie jest najlepiej przez to jak byłaś traktowana przez otoczenie. Miałam podobnie z tą różnicą że ja zawsze wybierałam sobie takie "przyjaciółki" o ktorych myślałam że są lepsze bo reakcja otoczenia na nas była taka sama jak w Twoim przypadku. Po prostu zawsze byłam gorsza. Teraz też jestem w takiej przyjaźni, chociaż staram się nad tym pracować żeby nie czuć się gorszą. Jak mi to idzie? Słabo. Raz jest lepiej raz gorzej...

Podsumowując, Może spróbujesz nie przejmować się tak opinią innych, każdy człowiek jest inny jeden tak się zachowuje inny tak. Mówiłaś o osobach których az tak się nie wstydzisz w tym towarzystwie, więc spróbuj jakoś do nich dotrzeć,  popytaj chłpoaka czym oni się interesują, co lubią i spróbuj na te tematy z nimi pogadać. Może akurat trafisz w taki temat gdzie fajnie będzie wam się rozmawiało.
A co do siostry postaraj sie nie porównywac do niej, a nawet poszukaj w sobie czegoś co masz lepsze od niej, bo na pewno jest coś takiego. I WIĘCEJ WIARY W SIEBIE smile smile

20

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

Dokładnie.... ja też miałam identycznie jak Troche inna ja. Czas spędzony z rodziną chłopaka działa tylko i wyłącznie na Twoją korzyść. Ja za pierwszym razem byłam tak zestresowana, że zaciskało mi żołądek i właściwie nic nie potrafiłam z siebie wykrztusić. A teraz dogaduje się ze swoją teściową super! Trzymam kciuki za Ciebie!

21 Ostatnio edytowany przez troche inna ja (2012-09-27 23:43:41)

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

EwelinaTre
Dziękuję smile

22

Odp: wczorajszy wieczór= totalna porażka

To ja dodam coś od siebie . Rok temu byłam zupełnie taka osoba jak Ty smile Niesmiala i zagubiona, zamknieta w swoim swiecie. Np Babcia nazywała mnie "cielaczkiem" ;P Ze to takie małomowne , bojazliwe i w ogole bla bla. Miala racje ale sie wyrobilam ze tak to nazwe hehe.:)
Przenieslismy sie z rodzicami do zupelnie innego miejsca 150km dalej . Nikogo nie znałam , zupelnie obce mi miejsce . Na poczatku byłam zrozpaczona . Nie mialam w nikim podpory , bylo mi bardzo zle, sama zaczelam wszedzie chodzic poznawac okolice. Zostalam rzucona na gleboka wode . Od tamtej pory bardzo sie USAMODZIELNILAM i wydoroslalam czego zycze i Tobie , poznalam mnostwo nowych osob w roznych miejscach - szkola , na nauce jazdy, imprezach ( w tym chlopaka juz bylego , teraz jestem w nowym zwiazku) i caly czas poznaje nowe i obracam sie w roznym kregu ludzi . Przelamalam sie i to bardzo smile Lubie obserwowac innych ludzi i wdawac sie z nimi w rozmowe. Czerpie z tego radosc i to mnie napedza. Nad soba trzeba non stop pracowac. Mozesz zaczac od malych kroczkow porozmawiac z ekspedientka w sklepie czy to z fryzjerka w czasie strzyzenia. Wiesz mysle ze masz niska samoocene i przez to szukasz akceptacji w innych.. Zrobilam taki maly test .. jak jestem w swietnym nastroju to odemnie to emanuje i wtedy w ogole ludzie patrza przyjazniej:) Wystarczy zwykly usmiech do danej osoby i juz atmosfera sie rozladowuje:) A nie pomyslalas o tym ze jestes z chlopakiem w zwiazku i gdy Cie poznał zaakceptowal Cie taka jaka jestes? smile Mysle , ze jestes typem introwertyka . A na pocieszenie dodam ze charakter czlowieka ksztaltuje sie cale zycie smile Wszystko przed Toba kochana. Powodzonka , uszy do gory i nie rozdrabniaj sie szczegolowo w swoich porazkach , pomysl co mozesz osiagnac:)

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » wczorajszy wieczór= totalna porażka

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026