Witam. Piszę ponieważ jestem w dość nietypowej sytuacji. Od około pół roku jestem z mężczyzna 8 lat od siebie starszym (mam 22lata, on 30lat). Wyglądamy na bardzo szczęśliwą parę, jest tylko jeden problem. Nic do niego nie czuję. Jest to człowiek ułożony, zaradny, pomocy, nie opisanie dla mnie dobry. Nie znam drugiego chociażby podobnego do niego. Mógł by za mnie oddać życie. Ja niestety nie potrafię się przełamać... Znamy się ponad dwa lata i on przez ten czas bardzo się o mnie starał, był na każde moje zawołanie. Nie sypiamy ze sobą ponieważ nie potrafię. Nie pociąga mnie i nie ma miedzy nami chemii, jednak nie wyobrażam sobie życia bez niego. Sama nie dała bym sobie rady, jest mi w tym związku wygodnie i wiem że nigdy nie znajdę nikogo kto był by mi tak oddany... i nie chcę też być sama. Znajomi mówią, że nosi mnie dosłownie na rękach i mam szczęście że go spotkałam, a pociąg fizyczny nie jest w życiu najważniejszy. Nie cierpię przez to, że tak jest ale staję się to już dla mnie męczące... pomóżcie...
Podobne tematy
czyli cierpisz
Cóż..albo wóz, albo przewóz. Możesz zdecydować się na związek z rozsądku, możesz też zaakceptować fakt, że nie będzie Twoim partnerem i zdecydować się na przyjaźń- w ten sposób nigdy nie zniknie z Twojego życia.
A co on do Ciebie czuje? I..... czy go oszukujesz? Czy szczerze rozmawiacie o tym co między Wami jest a czego...nie ma ?
Nigdy wprost nie powiedziałam mu, że go nie kocham, że kocham też nie. Ale on na pewno to widzi, czasami mam wrażenie że łudzi się że jeszcze będzie dobrze, że się zmienię, zakocham się jeśli będzie dla mnie dobry. Szkoda mi go, bo jestem świadoma że on traci swój czas. Przyjaźń nie wchodzi w grę, jest we mnie za bardzo zakochany, nie wyobraża sobie życia beze mnie mimo tego że nie jest między nami różowo... a najgorsze jest to, że kiedy on chce się przytulić albo coś wpadam we wściekłość, ale dusze to w sobie. Uciekam w grono przyjaciółek i znajomych, jego to irytuje, zaczyna być o nich zazdrosny, wypomina że wole ich od niego, mówię że przesadza ale w sumie ma racje... Robi sceny, wszędzie chce mnie wozić, narzuca się... nie wiem co mam robić
. Męczę się, ale bez niego będzie mi ciężko. Zdarza się, że pamięta o moich sprawach lepiej niż ja. Jestem chyba od niego uzależniona. Wcześniej byłam w toksycznym związku i boję się, że z kimś innym też tak może być. To typowy związek z rozsądku...
Po pierwsze, jesteście ze sobą krótko, nie trzeba po poł roku kogoś kochac na smierć i życie. Miłość rozkwita stopniowo, u niego jak widać wybuchła.... albo:
"Jestem chyba od niego uzależniona" --on od ciebie. Z tego co opisujesz (choć wiem, ze to może z boku wyglądać zupełnie inaczej) chłopak nie zostawia Ci przestrzeni na ...oddech.
Dlaczego nie chcesz bliskości, pocałunków itd. ... czy kiedyś przerabiałaś ten temat sama ze sobą? Czy jesteś pewna, że nigdy nie naruszono twojej bliskości bez Twojej zgody (np. wykorzystywanie seksualne) -jeśli tak, to może być spory problem no i powód.
Być może jest też tak, że odpychasz go, bo widzisz, że rozmijacie się w "uczuciach" i chcesz mu poprzez to dać do zrozumienia by się nie angażował.
Skończona egoistka...nie rozumiem takich ludzi ,wykorzystujesz dobroć człowieka ,jego uczucia oddanie dla własnej wygody .Robisz jemu złudne nadzieje ,kobieto z czystej przyzwoitości i szacunku do niego zakończ to daj człowiekowi szanse na miłość i prawdziwe szczęście u bogu kobiety która pokocha jego całym sercem .Nie myśl tylko o sobie to już jest bezczelne ;/ skoro wiesz dokładnie że nigdy nie będziesz darzyć jego większym uczuciem daj jemu spokój.
To prawda, niestety zachowuję się jak egoistka, ale uważam że nie wykorzystuję... o nic nigdy go nie prosiłam, ani nic mu nie obiecywałam. Pomaga mi sam z siebie, sam chce być przy mnie i robić wszystko za mnie. Od początku wiedział, że nie będzie łatwo ale mimo tego brnie w to dalej. A ja daje mu do zrozumienia, że nic z tego. Im bardziej to okazuję tym bardziej jest tym zaangażowany. Unosi się, później przeprasza a ja podchodzę do tego bez emocji. Nie jestem jakąś bezczelną zołzą która robi to wszystko z premedytacją, bo ma osiołka od wszystkiego i chce go wykorzystać. Lubie go, nie chce go zranić, doceniam bardzo co dla mnie robi ale nic do niego nie czuje. Zero chemii. Dlatego właśnie napisałam, bo z dnia na dzień coraz ciężej mi z tym, nie chcę żeby zniknął z mojego życia, ale on chcę po prostu za dużo i jest dla mnie dobry, bo chcę dostać to czego daje mi... a ja niestety nie umiem udawać.
Gosha, nie pozostaje Ci NIC innego jak otwarcie mu to powiedzieć. Porozmawiać. On Bóg wie co może sobie umyślić w głowie; że im więcej się będzie starał to ty się zakochasz, że miłośc polega na wyręczaniu we wszystkim itd., dlatego tutaj trzeba otwartej rozmowy. Żadnego czekania, zwodzenia, półsłówek. Im szybciej mu to wyjaśnisz tym lepiej.
Masz rację, jutro z nim o tym porozmawiam. Powiem, że mnie to meczy i nie chce oszukiwać jego i siebie i udawać, że wszystko jest ok. I napisze jutro jaka jest jego reakcja.