Chyba od dłuższego czasu mam depresję. Nie wiem co robić. Życie widzę w samych szarych barwach. Nic mnie już nie cieszy. Ciągle płaczę, ale niestety to nie jest płacz oczyszczający. Czuję się jakbym była pusta w środku. Ciągle stwarzam sobie problemy, których nie ma...non stop...Myślałam już o samobójstwie, bo po co mam trwać jak to wszystko wydaje się takie beznadziejne. Stałam się histeryczna, wystarczy mały impuls żebym dostała ataków spazmów. Tak kiedyś nie było. Potrafiłam się cieszyć z drobnych uroków dnia codziennego. Wychodziłam z założenia, że każdy dzień daje coś nowego, nowe doświadczenia i potrafiłam czerpać z tego radość. Dziś już mnie nic nie cieszy. Mam cudownego faceta, ale tak mówią inni. Moja mama, tata, znajomi, koleżanki, rodzina...Ja tego nie dostrzegam, że on jest taki wspaniały. Tak jak już wiecie, bo zakładałam wątek na ten temat, jego przeszłość wraca do mnie jak bumerang. Szczególnie teraz gdy dopadła mnie szarość dnia codziennego. Mimo iż on mi powiedział, że jestem pierwszą kobietą, do której poczuł miłość...Do tego dochodzą problemy finansowe moich rodziców. Od października nowa szkoła, otoczenie. Boję się, boję się tego wszystkiego. Nie wiem co mnie czeka. Popadam w paranoję. Czuję się rozbita emocjonalnie. Wszystko mnie drażni. Nie odczuwam już sensu dalszej egzystencji...
Podobne tematy
Czy to już depresja -nie wiem.Nie rozumiem też,że czujesz się tak beznadziejnie bez powodu...albo powód jakiś jest,albo na siłę go szukasz.
Lubisz siebie taką jaka jesteś teraz ?
Bo nie wydaje mi się.
Doceń życie bo chyba w tyłek za mocno Cię nie kopie-jest rodzina,znajomi,kochany facet, nowa szkoła=nowe perspektywy, znajomości,ludzie,przygody.
Przestań się użalać nad ...no właśnie-nad sobą. Postaraj się zrobić COKOLWIEK dobrze,docenić siebie, docenić życie, bliskich. Radość życia można czerpać z wielu rzeczy. Pomyśl o ludziach chorych,samotnych, pokrzywdzonych-wielu z nich dalej dzielnie walczy i wierzy,że życie ułoży się szczęśliwie.
Może wizyta u psychologa...jeśli Ci się nie poprawi ....
Uszy do góry-idź pozbieraj kasztany i popatrz ile masz szczęścia ![]()
Chyba od dłuższego czasu mam depresję. Nie wiem co robić. Życie widzę w samych szarych barwach. Nic mnie już nie cieszy. Ciągle płaczę, ale niestety to nie jest płacz oczyszczający. Czuję się jakbym była pusta w środku. Ciągle stwarzam sobie problemy, których nie ma...non stop...Myślałam już o samobójstwie, bo po co mam trwać jak to wszystko wydaje się takie beznadziejne. Stałam się histeryczna, wystarczy mały impuls żebym dostała ataków spazmów. Tak kiedyś nie było. Potrafiłam się cieszyć z drobnych uroków dnia codziennego. Wychodziłam z założenia, że każdy dzień daje coś nowego, nowe doświadczenia i potrafiłam czerpać z tego radość. Dziś już mnie nic nie cieszy. Mam cudownego faceta, ale tak mówią inni. Moja mama, tata, znajomi, koleżanki, rodzina...Ja tego nie dostrzegam, że on jest taki wspaniały. Tak jak już wiecie, bo zakładałam wątek na ten temat, jego przeszłość wraca do mnie jak bumerang. Szczególnie teraz gdy dopadła mnie szarość dnia codziennego. Mimo iż on mi powiedział, że jestem pierwszą kobietą, do której poczuł miłość...Do tego dochodzą problemy finansowe moich rodziców. Od października nowa szkoła, otoczenie. Boję się, boję się tego wszystkiego. Nie wiem co mnie czeka. Popadam w paranoję. Czuję się rozbita emocjonalnie. Wszystko mnie drażni. Nie odczuwam już sensu dalszej egzystencji...
Witaj,
jeśli masz takie myśli i jeśli czujesz, że masz depresję radzę zwrócić się do psychologa, który będzie w stanie Ci pomóc. Masz różne problemy, niestety tak już jest w życiu, Twój lęk przed nową szkołą i otoczeniem jest normalny, dla każdego był by to stres, skup się na tym co na co dzień Cię cieszy,nawet drobne sprawy, postaraj się docenić to co masz:)