Jestem tu nowa, jeszcze nigdy nie pisałam na forum, ale nie mam komu się zwierzyć z najbliższych, ponieważ wszyscy bagatelizują problem, a muszę to z siebie wyrzucić bo zwariuję.
Mój mąż ma depresję, już taką zdiagnozowaną, był u lekarza, bierze leki. Dopiero 12 dzień, ale z dnia na dzień jest coraz gorzej, a ja myślałam że po lekach Jego stan będzie się poprawiał.
Zanim ustaliliśmy, że ma depresję, i to potwierdził psycholog i psychiatra usłyszałam od Niego wiele przykrych słów. Że już mnie nie kocha tak jak kiedyś, że nie na tyle, żeby być ze mną. Mamy 3,5 letnią córeczkę i to dla Niej postanowił zostać.
Cała sytuacja wydarzyła się na początku grudnia, nosił się z zamiarem powiedzenia mi tego już od dłuższego czasu, bo w Jego przekonaniu nie układała nam się już najlepiej.
I w grudniu zawalił się cały mój świat, facet którego kochała całą sobą i nie wyobrażałam sobie życia bez Niego nawet jednego dnia, nagle stał mi się obcym człowiekiem. Zrobił sie zimny, nie czuły, bez żadnych emocji. Poszliśmy nawet na terapie małżeńską, ale w między czasie wyszło, że im bardziej ja sie staram tym bardziej jest mu źle i Pani Psycholog skierowała męża do specjalisty.
Po jakimś miesiącu cierpliwości z mojej strony, zaczęły się poprawiać nasze relacje, nie było jakiegoś szału, ale już zaczął inaczej myśleć, inaczej do mnie mówił, Nie brał jeszcze leków, bo mimo że lekarza mieliśmy prywatnego, to na wizytę trzeba było czekać.
Mówił, że kocha po prostu mnie kocha, jest obojętny, ale to nie jest moja wina, wie że to przez chorobę. Powtarzał mi, że się boi, czy jak się podleczy zacznie znowu czuć to co kiedyś. A później z dnia na dzień było tylko lepiej, były dni miłe i bardziej ciche, ale generalnie było spokojnie. I zaczął brać leki, na początku źle się czuł, po 3 godzinach od przyjęcia leku zaczynała go boleć głowa, brzuch, trzęsły się ręce. Miał taki spadek formy, mówił, że czuje się gorzej niż przed przyjmowaniem leków, że ma często napady nerwów, i taką złość w sobie, a kolejnego dnia miał doła, takiego, że nie chciało mu się nic robić.
Teraz mamy 12 dzień przyjmowania leków i znowu zaczynają się problemy, z minuty na minutę odciął się ode mnie, stwierdził, żę teraz czuję się silniejszy, nie jest taki juz wymęczony psychicznie, i nie wie, czy chce być ze mną, kocha mnie ale już nie tak bardzo. Po długiej rozmowie stwierdził, że nagle naszły go takie myśli i nie wie co sądzić. Nie chce mi robić nadziei, bo nie wiem ile wytrzyma i czy wytrzyma, czy jak wyzdrowieje nadal będzie chciał byc ze mną. Przerażają mnie takie teksty, czytam dużo na temat depresji, tłumaczę sobie, że to choroba przez Niego przemawia, ale często opuszczają mnie siły, nie wiem co mam robić. Czytałam, że po ok 2 tygodniach brania leków może się tak czuć, może opowiadać takie rzeczy, ale słysząc to z ust ukochanej osoby ciężko czasami podejść do tego tak na chłodno.
Podzielcie się swoimi doświadczeniami z tą straszną chorobą, może jest ktoś kto już to przeszedł i może mi poradzić i dodać otuchy, bo wiem, że muszę mieć dużo siły dla Niego i dla siebie.