Aby być pewnym siebie trzeba się zaakceptować i dobrze czuć się we własnej skórze. Z drugiej strony powinno się być otwartym na ludzi, bo wtedy zwiększają się szanse, że poznasz swoich przyszłych przyjaciół/chłopaka, itp. Ale co zrobić, kiedy bycie otwartym nie jest dla Ciebie naturalne i czujesz się w tym niekomfortowo? Ludzie podobno to wyczuwają. I to jest tak jakby sztuczne, a więc nieprawidłowe. W niektórych przypadkach jest to błędne koło. Czy to znaczy, że dla takiej osoby nie ma nadziei? Ma ten ktoś być sobą , czyli zamknięty na ludzi, bo wtedy ten ktoś czuje się w swojej skórze czy na siłę otwarty, żeby jednak ludzi poznawać?
Podobne tematy
Mam tak samo. Nie wiem co robić...
Myślę,że niepotrzebnie przeciwstawiasz sobie dwie skrajności
Może nie o to chodzi, by introwertyk (bo rozumiem,że nim jesteś) stał sie nagle ekstrawertykiem. Nie wiem co Cię popycha ku "byciu bardziej otwartym", ale myśle,ze można starać się wyuczyc pewnych nawyków, które pomogą wyrobic w sobie chociażby "półotwartosć". Częste rozmowy, nawet z przypadkowymi ludźmi, wyrabianie umiejętności mówienia "o niczym"... Sama jestem intro i też aktualnie staram się siebie "podrasować" w kwestii kontaktów międzyludzkich, i też rozumiem paradoks Twojego pytania: bycia sobą i akceptacji siebie, gdy widzisz, ze coś Ci nie gra. Ja potrzebowałam troche czasu by zacząć wprowadzać zmiany w swoim życiu. Myśle,ze ostatecznie potrzeba wewnętrznej zgody na "ewolucję", a nie zmianę siebie. Wiec nawet, jeśli "bycie otwartym" jest dla Ciebie zbyt trudne, to moze spróbuj "bycia bardziej otwartym" ?
Ja radze jednak zbytnio na siłę nie próbować zmieniać swoich naturalnych zachowań. Osobiście uwielbiam ludzi introwertycznych, nie plotą bzdur, nie gdaczą, zachowują się normalnie, potrafią przemyśleć odpowiedź. Oczywiście Ci drudzy też są ok, grunt by nie przechodzić w jednej skrajności w drugą, bo nic z tego dobrego nie wyniknie. Bądź sobą, a prawdziwi przyjaciele również będą z Tobą.
Może jedynie ciut bardziej staraj się czasami nawiązać rozmowę, zacząć jakiś temat, druga osoba przy introwertyku będzie happy
.
"Bycie sobą" to taki ładny frazesik, który pozwala wielu osobom przez lata wegetować, ubolewając nad tym, jak to natura wrednie z nimi postąpiła. A przecież człowiek cały czas się zmienia i jest to naturalne. Można więc tym procesem pokierować w bardziej pożądanym kierunku. I wcale nie przestaje się przez to "być sobą".
Jeśli "jesteś sobą" i Ci to przeszkadza to ewidentny sygnał, że można (a nawet trzeba) nad sobą popracować. Nie wiem dlaczego ekstrawertycy kojarzą się niektórym z rozchichranymi, przygłupimi dziewczątkami, które plota o bzdurach. W teście osobowości wyszedł mi maksymalny ekstrawertyk, a o bzdurach nie znoszę pleść. Aczkolwiek umiem, kiedy zachodzi taka potrzeba. 10 lat temu byłam całkowitym introwertykiem, ale mi to zaczęło przeszkadzać.
Undecided - zacznij małymi kroczkami. To normalne, że na początku będzie Ci z tym dziwnie. Po prostu zacznij się przełamywać. Zagadaj do kogoś, przyłącz się do jakiegoś towarzystwa zamiast stać z boku. To nic, że na początku będzie Ci się wydawało, że nie pasujesz i nie masz nic do powiedzenia. Obserwuj innych, znajdź sobie jakieś osoby ze swojego otoczenia, z których możesz brać przykład. I staraj się je naśladować (tylko pamiętaj, żeby zawsze brać jakąś pojedynczą cechę do naśladowania, nie całokształt jakiegoś człowieka
), Pozostaniesz sobą, nawet jeśli się diametralnie zmienisz.
To tzw. "bycie otwartym" to moim zdaniem pojęcie wykreowane przez media. Nie każdy przepada za takimi duszami towarzystwa, zwłaszcza jak nie mają charyzmy i po prostu nimi nie są, chociaż bardzo by chciały. Moim zdaniem nie ma sensu udawać i lepiej pozostać sobą.
Aby być pewnym siebie trzeba się zaakceptować i dobrze czuć się we własnej skórze. Z drugiej strony powinno się być otwartym na ludzi, bo wtedy zwiększają się szanse, że poznasz swoich przyszłych przyjaciół/chłopaka, itp. Ale co zrobić, kiedy bycie otwartym nie jest dla Ciebie naturalne i czujesz się w tym niekomfortowo? Ludzie podobno to wyczuwają. I to jest tak jakby sztuczne, a więc nieprawidłowe. W niektórych przypadkach jest to błędne koło. Czy to znaczy, że dla takiej osoby nie ma nadziei? Ma ten ktoś być sobą , czyli zamknięty na ludzi, bo wtedy ten ktoś czuje się w swojej skórze czy na siłę otwarty, żeby jednak ludzi poznawać?
Witaj,
myślę, że jest nadzieja na to by zaakceptować swoją osobę i zbudować poczucie własnej wartości, ja jestem osobą, która ma właśnie taki sam problem, jestem introwertykiem i mam kiepską samoocenę, chodzę na psychoterapię i pracuję nad sobą, jest coraz lepiej, także da się zmienić, oczywiście nigdy człowiek z introwertyka nie stanie się ekstrawertykiem, ale można stać się bardziej pewnym siebie i otwartym, także polecam jak najbardziej pracę nad sobą.
To tzw. "bycie otwartym" to moim zdaniem pojęcie wykreowane przez media. Nie każdy przepada za takimi duszami towarzystwa, zwłaszcza jak nie mają charyzmy i po prostu nimi nie są, chociaż bardzo by chciały. Moim zdaniem nie ma sensu udawać i lepiej pozostać sobą.
A wiesz, że można być otwartym na ludzi i nie być duszą towarzystwa?
Aby być pewnym siebie trzeba się zaakceptować i dobrze czuć się we własnej skórze. Z drugiej strony powinno się być otwartym na ludzi, bo wtedy zwiększają się szanse, że poznasz swoich przyszłych przyjaciół/chłopaka, itp. Ale co zrobić, kiedy bycie otwartym nie jest dla Ciebie naturalne i czujesz się w tym niekomfortowo? Ludzie podobno to wyczuwają. I to jest tak jakby sztuczne, a więc nieprawidłowe. W niektórych przypadkach jest to błędne koło. Czy to znaczy, że dla takiej osoby nie ma nadziei? Ma ten ktoś być sobą , czyli zamknięty na ludzi, bo wtedy ten ktoś czuje się w swojej skórze czy na siłę otwarty, żeby jednak ludzi poznawać?
Czy trzeba być pewnym siebie? - z tym bym polemizował, bo jednak troszkę wstydzenia się, niepewności, nieśmiałości dodaje uroku mężczyźnie. Pewne i niezmienne to mają być jego zasady.
Dobrze czuć się we własnej skórze, akceptować siebie - to faktem ważne bardzo. Lecz akceptować siebie nie oznacza byciem pewnym siebie, skoro tego nie ma w naturze kogoś. Można się akceptować i być zamkniętym, a można nie akceptować i być pewnym siebie.
Lubienie siebie samego jakim się jest wg mnie jest kluczowe. Bo człowiek który lubi siebie jest zadowolony, uśmiecha się, ma wewnętrzny spokój w sobie. Człowiek emanuje tym, ludzie to zauważają i to przyciąga. Nie bycie duszą towarzystwa i rozbawianie publiki, ale wewnętrzna siła oparta na akceptacji siebie przyciąga jak magnes.
I trzeba pamiętać - zabawowi ludzie spotykają zabawowych ludzi, ci którzy cenią wartości większe niż zabawa, takowych spotykają...
Pozdrawiam.
fajnie napisane Remi:) całkowicie się z Tobą zgadzam,
to ta wewnętrzna siła sprawia że i nam jest ze sobą dobrze i innym z nami
i nie ma znaczenia jakim typem extra czy intro jesteśmy!
akceptacja siebie jest (przynajmniej w przypadku moich doświadczeń) kluczem do tej wewnętrznej siły ale i drogą samą w sobie bo nie spada na nas jak grom z jasnego nieba a raczej po kawałeczku otula poszczególne części "naszego ja"