Cześć wszystkim .
Moje życie od pewnego czasu jest pasmem nieporozumień na linii ja-mój facet. Nie wiem właściwie po co tutaj piszę, może łudzę się, że tutaj ktoś da mi jakąś sensowną radę, a może potrzebuję się tylko wygadać.
Mam 21 lat, mój Ł. 22, ja studiuję (ostatni semestr ), on pracuje. Od 4,5 roku jesteśmy w związku. Poznaliśmy się dość dziwnie, miałam dobrego kolegę, który stwierdził że byśmy do siebie pasowali, podał mu mój numer i tak się zaczęło. Początkowo ze sobą pisaliśmy, umówiliśmy się raz, drugi, trzeci. Miałam wtedy niespełna 17 lat, priorytetem była dla mnie nauka, z resztą nie widziałam w ogóle przyszłości dla tego związku; ja wiecznie zatopiona w książkach, prymuska i on, chłopak który ledwo zdawał z klasy do klasy. Nie mieliśmy zbyt wielu tematów do rozmów ale urzekło mnie w nim to jak o mnie zabiegał. W moim domu panują dosyć żelazne zasady, nie było więc mowy o przyprowadzaniu każdego kandydata na męża. Zima nie zima, przychodził po mnie do szkoły, tulił do siebie, wspierał. Tak przetrwaliśmy pierwszy rok. Uczucie urosło, już nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Znaleźliśmy wspólne tematy, zainteresowania. Tak dotarliśmy do trzeciego roku naszego związku. Oczywiście, po drodze były też kłótnie, gorzkie słowa, ale w zasadzie po każdym incydencie kochaliśmy się jeszcze bardziej. Gdy wylądowaliśmy w łóżku, może to dziwne, ale wtedy poczułam, że chcę z nim spędzić resztę życia. Zaczęliśmy rozmawiać o wspólnym życiu. W tym roku 'stuknęło' nam 4 lata, myślałam, że to odpowiedni czas na jakąś decyzję, z resztą sporo mówiliśmy o zaręczynach. Pytał jak je sobie wyobrażam, o czym marzę, odpowiadałam ukazując swoje najskrytsze marzenia. Byłam wręcz pewna, że nastąpi to na wspólnym urlopie, z resztą sam dawał mi to zrozumienia. Niestety, urlop minął i nic nowego się nie wydarzyło
. Ł. jest raczej zdecydowanym facetem, jeśli o czymś mówi to stara się to realizować. Ostatnio czuję, że przechodzimy jakiś kryzys, oddalamy się od siebie, częściej na siebie warczymy niż normalnie rozmawiamy. Rutyna zapanowała na dobre, widujemy się zawsze u mnie, często pół dnia przesypiając. Nie zaproponuje nawet wyjścia na spacer, o kinie czy czymś w tym stylu już nie mam co marzyć. Kiedy proszę go, żeby zadzwonił, tak po prostu bo tęsknie za jego głosem, to obruszony pyta o czym mamy rozmawiać skoro tak często ze sobą piszemy. Nie dba o siebie, często przychodzi do mnie nie ogolony, kilka razy z rzędu w tych samych spodniach i swetrze. Ostatnio nawet rzucił, że na uczelnię to się szykuję a jego przyjmuję w dresach. Nie wiem czym jest spowodowane jego zachowanie, kiedyś o mnie zabiegał, baa był nawet zazdrosny, a teraz gdy ja nie zapytam czy się spotkamy po jakiejś kłótni to on by milczał. Mam mętlik w głowie, co o tym sądzicie?
Podobne tematy
A rozmawiałaś z nim o tym? Wiesz co sądzi?
Tak, za każdym razem gdy staram się z nim porozmawiac to bagatelizuje problem, że ja trochę wyolbrzymiam, że przecież mnie kocha, że się stara, że to nie tak, że się zmieni. Na gadaniu się kończy, poprawy nie ma. Zaczynam powoli wierzyc w to, że to wyłącznie moja wina
Totalnie spowszednieliście sobie. Każde spotkanie jest takie same. Nie dajecie z siebie nic a oczekujecie czegoś od partnera(ki). Wam się nie chce być ze sobą. Zacznijcie robić rzeczy nowe. Wyjazd we dwoje ale i w pojedynkę. Trochę zazdrości nie zaszkodzi. Życie erotyczne moglibyście też wzbogacić. Niekonwencjonalne zachowania zawsze przykuwają uwagę.
Czytając mam wrażenie, że nie interesuje Cię on - tylko co Ty będziesz z tego związku miała..
Jest to jednak naturalne w przypadku młodych dziewcząt - żyjesz wyobrażeniami i ideałami.
Piszesz, że wyjawiłaś mu swoje marzenia..
Czy zapytałaś go, jakie są jego?
Jak On wyobraża sobie wasze wspólne życie?
W jaki sposób Ty starasz się w tym związku?
Pytam bo widzę że oczekiwania masz wielkie - ale tylko wobec niego. Piszesz też że " Nie dba o siebie, często przychodzi do mnie nie ogolony, kilka razy z rzędu w tych samych spodniach i swetrze. " - przecież Ty też "przyjmujesz go w dresach" to po co ma się inaczej ubierać??
Proponowałam mu wyjazd we dwoje, na weekend żeby trochę pobyc sam na sam. Zasugerowałam, żeby o tym pomyślał, coś może zarezerwował. Skwitował, że on nic rezerwował nie będzie, że jak chce jechac to możemy zrobic to na spontana. Ze wszystkim tak jest. Cały nasz urlop załatwiłam sama, latałam po biurach podróży bo on był wiecznie zajęty. Wszystko dopięłam na ostatni guzik (pedantyzm z mojej strony) a od niego nie usłyszałam nawet słowa dziękuję.
Na życie erotyczne raczej nie narzekamy
żadne z nas nie jest w łóżku specjalnie nieśmiałe. Ale kiedy ciągle się kłócimy to nawet nie mam na to ochoty.
Usiłowałam go wyciągnąc na koncert,nie bo to nie jego klimaty; wyjazd do rodziny, nie bo nie lubi; spacer, nie bo jest zmęczony; zakupy, nie, innym razem.
Czytając mam wrażenie, że nie interesuje Cię on - tylko co Ty będziesz z tego związku miała..
Nie żyję wyobrażeniami i marzeniami, twardo stąpam po ziemi, wiem czego chcę od życia.
Wiele razy rozmawialiśmy na temat moich marzeń, jego marzeń i wyglądały na podobne do siebie. To on stwierdził, że powinniśmy tak szybko jak będzie to możliwe zamieszkac razem. Oboje nie jesteśmy specjalnie wierzący, poruszaliśmy kwestię ślubu, nie z mojej inicjatywy. Aż tak do tego mi się nie śpieszy, nie naciskam, oboje jesteśmy młodzi.
Co do tego przyjmowania w dresach. Zdarzyło mi się parę razy gdy np nie wyrobiłam się ze sprzątaniem, byłam chora lub tym podobne. Zawsze się staram przed jego przyjściem, nie robię sobie może kompletnego makijażu ale wyglądam schludnie. Nigdy nie spotykamy się u niego, nie mam nawet okazji się 'wykazac'.
Oczywiście, mam sobie tez wiele do zarzucenia, wiem że często też popełniam błędy ale staram się mu je rekompensowac. Cztery wspolne wyjazdy tylko z mojej inicjatywy, od 3 lat za każdym razem obiadek gdy przyjdzie, oglądam i czytam wiele na temat jego pasji żeby miec o czym rozmawiac; czasem wręcz go zaglaskuję żeby tylko było mu dobrze. I to jest chyba mój błąd.
Może być tak jak piszesz - coś powoli się w nim wypaliło.. przez pierwsze lata to On zabiegał - teraz zabiegasz tylko ty. Jest pewny Twojego uczucia i nie pielęgnuje go, nie stara się o jego podtrzymanie..
Tak sobie myślę, czy nie powinniście ze sobą szczerze porozmawiać. Jeśli Ty chcesz więcej, a On się stał wygodnicki i nic w tym temacie nie zrobi, to faktycznie za chwilę Wasz związek przestanie istnieć.
Sama nic nie zdziałasz.
Doskonale wiem jak trudna jest rozmowa z kimś, kto nie chce rozmawiać, bo wydaje mu się, że jest wszystko w porządku, a to Ty się czepiasz...
małamaria, mogę podać Ci rękę, bo u nas dzieje się podobnie, a nawet mam wrażenie, że on nie chce spędzać ze mną czasu, bo ciągle gdzieś ucieka w swój świat, w swoje zainteresowania, hobby, pracę...
Nie będę radziła Ci rozmowy, bo wiem z własnego doświadczenia, że ona nic nie da, bo powie, że "wymyślasz na siłę problemy". Mi już nawet nie chce się tracić więcej energii na gadanie, po prostu odpuszczam, zostawię to losowi. Najwyżej się rozpadnie.
Ja też już nie mam siły ciągle z nim walczyc, odechciewa mi się wszystkiego.
Trzymam za Was kciuki Lejdi_in_red :*
11 2012-09-08 18:14:27 Ostatnio edytowany przez Lejdi_in_red (2012-09-08 18:14:48)
małamaria, dziękuję
Ja za Was też zaciskam ![]()
Niektórzy mówią, że w takiej sytuacji nie gadanie, ale odsunięcie się działa na faceta. Nie mówię tutaj, żeby od razu zupełnie się osuwać i nie spotykać, ale troszeczkę olać sprawę, być powściągliwą, nie dzwonić pierwszej, nie pisać, itp. Przez takie próby nawiązania rozmowy o związku oni czują, że nam zależy, są pewni że zawsze z nimi będziemy i przestają się starać. Myślę, że nutka niepewności jeszcze nikomu nie zaszkodziła, więc ja mam zamiar wykorzystać tą "strategię" ![]()
A długo już u Was tak się dzieje?
Próbuję się do niego nie odzywac a jeśli już to raczej nie wykazywac większych emocji tylko średnio sobie z tym radzę, i tak siedzę i wpatruję się jak głupia w telefon, liczę że przyjdzie, pocałuje, przytuli, przeprosi... taaaaa niestety to nie moja bajka i nie ten typ faceta.
Po powrocie z wakacji jakoś się 'rozjechaliśmy' czyli początek sierpnia, a u Was?
małamaria, zajmij się czymś, żeby nie myśleć i nie czekać aż się odezwie. Żyj swoim życiem, choć wiem, że to ciężkie. Jeśli kocha Cię naprawdę, to sam się odezwie, przyjedzie i w końcu zacznie zabiegać i się starać. Jeśli nie...to trudno, widocznie to nie miłość.
Mieszkacie w jednym mieście? Daleko macie do siebie?
U nas też już jakiś czas trwa ta stagnacja. I też czekam na zaręczyny, tylko, że na darmo, bo pewnie nigdy nie będzie dane mi tego przeżyć...
Wiesz najgorsze jest to, że on kompletnie nie ma poczucia winy. Nic a nic. Zero.
Mieszkamy w jednym mieście, 30 minut komunikacją miejską lub 10 autem.
Przeczytałam w innym wątku, że jesteś starsza ode mnie o 5 lat, aż dziw że nie naskoczyłaś że jestem małolatą
. Ja póki co zeszłam na ziemię, nie wybiegłam w przyszłośc, chcę żeby po prostu było dobrze. O zaręczynach cóż, w tym momencie muszę zapomniec na pewno na długi czas.
"Wiesz najgorsze jest to, że on kompletnie nie ma poczucia winy. Nic a nic. Zero."
Rozumiem, mój podobnie. Takie typy.
"Mieszkamy w jednym mieście, 30 minut komunikacją miejską lub 10 autem. "
To niedaleko. Jakby chciał, to mógłby codziennie choć na godzinę do Ciebie przyjeżdżać.
Mówię Ci, odpuść trochę, nie zabiegaj tak. Z czasem się wszystko wyjaśni.
"Przeczytałam w innym wątku, że jesteś starsza ode mnie o 5 lat, aż dziw że nie naskoczyłaś że jestem małolatą "
Przestań, dlaczego miałabym to robić? ![]()
"Ja póki co zeszłam na ziemię, nie wybiegłam w przyszłośc, chcę żeby po prostu było dobrze. O zaręczynach cóż, w tym momencie muszę zapomniec na pewno na długi czas."
Wiesz co, tak chyba jest najlepiej. Nie wybiegać w przyszłość, żyć tym co jest tu i teraz, cieszyć się tym i się starać by było dobrze.
Zaręczyny...na razie odpuść sobie, masz jeszcze czas, jesteś młodziutka, nie to co ja ![]()
To niedaleko. Jakby chciał, to mógłby codziennie choć na godzinę do Ciebie przyjeżdżać.
Oj na to to nie mam co liczyc. Ja studiuję dziennie tak jak wspominałam, spędzam na uczelni całe dnie, on pracuje u wujka, jest o wiele bardziej dyspozycyjny niż ja. Nie ma szans, żeby wpadł na godzinkę, dla niego wyprawa do mnie to całodzienna wycieczka.
"Przeczytałam w innym wątku, że jesteś starsza ode mnie o 5 lat, aż dziw że nie naskoczyłaś że jestem małolatą "
Przestań, dlaczego miałabym to robić?
Bo często gdy czytam inne wątki to do osób w moim wieku kierowane są tego typu komentarze o niedojrzałości i tym podobnych ![]()
Zaręczyny...na razie odpuść sobie, masz jeszcze czas, jesteś młodziutka, nie to co ja
No już nie przesadzaj, że Ty taka stara jesteś ![]()
"Bo często gdy czytam inne wątki to do osób w moim wieku kierowane są tego typu komentarze o niedojrzałości i tym podobnych smile"
Sama nie jestem do końca dojrzała, więc naskakiwać na nikogo nie zamierzam ![]()
"Oj na to to nie mam co liczyc. Ja studiuję dziennie tak jak wspominałam, spędzam na uczelni całe dnie, on pracuje u wujka, jest o wiele bardziej dyspozycyjny niż ja. Nie ma szans, żeby wpadł na godzinkę, dla niego wyprawa do mnie to całodzienna wycieczka."
Aha to zrozumiałe. Ale to chyba dobrze, że jesteś mniej dyspozycyjna niż on? ![]()
W pierwszym poście pisałaś, że od jakiegoś czasu przestał zabiegać o Ciebie, przestał być zazdrosny, to Ty wychodzisz za każdym razem z propozycją spotkania, itp... Więc może czas odwrócić role?
Masz zajęcia, nie ma Cię dużo w domu, potrafisz zagospodarować sobie sama czas, więc przestań nalegać na te spotkania, dzwonić i zabiegać. Jesteś zajęta, a on nie i chce Cię usłyszeć, to niech on dzwoni ![]()
Ja w zasadzie jak wpadnę w wir akademicki to przepadam na amen
uwielbiam się uczyc. Za to on, całe dnie w domu.
Kiedyś bywał zazdrosny, nawet o kolegów z uczelni. Teraz nic.
Czasem też denerwuje mnie to, że sam mnie wypytuje o moją przeszłośc mimo że wie że nie była barwna, a ja nie mogę nawet zapytac z iloma dziewczynami wcześniej coś flirtował bo wpada w furię.
Masz rację Lejdi_in_red koniec wychodzenia mu w każdym aspekcie życia naprzeciw ![]()
Ja w zasadzie jak wpadnę w wir akademicki to przepadam na amen
uwielbiam się uczyć. Za to on, całe dnie w domu.
Kiedyś bywał zazdrosny, nawet o kolegów z uczelni. Teraz nic.
Czasem też denerwuje mnie to, że sam mnie wypytuje o moją przeszłość mimo że wie że nie była barwna, a ja nie mogę nawet zapytać z iloma dziewczynami wcześniej coś flirtował bo wpada w furię.
Jakbym czytała o swojej przeszłości. Ja spontaniczna, zaradna, towarzyska, zdobywająca wiedzę
i szczeble drabiny zawodowej, a on - domator.
Dla niego liczyło się przede wszystkim to, czy ma sprawny samochód, pilot w ręku, dobre zaopatrzenie
/robione przeze mnie/ w lodówce i dobre obiadki, które uwielbiał, bo ponoć dobrze gotowałam.
Z czasem od zazdrości przeszedł do rękoczynów............. i po miłości. Wszystko we mnie zabił.
I nie było już nas. Był on, jego potrzeby, jego spokój. Byłam ja, zapracowana do granic wytrzymałości,
by naszej rodzinie /2 dzieci/ było nie gorzej od innych.
Potem przyszła depresja............ ale już go w ogóle nie obchodziłam
Teraz zastanawiam się jak mogłam zmarnować sobie życie w taki sposób?
Wychodząc za niego maiłam 20 lat, wiarę i nadzieję i kochałam.............. za dwoje.
Uciekaj póki czas!
O swojej przeszłości nie mów za dużo, bo każdy ją ma, ale nie każdy lubi wszystko odkrywać.
Liczy się tu i teraz.
Dziewczyny nie milo, ze wasi partnerzy zachowuja sie w taki sposob. Skoro oni nie okazuja Wam uczuc, to co tu robic? olewac, czy probowac rozmawiac? z tym ze kazda rozmowa konczy sie tak samo... Mysle, zeby przez jakis czas lekko odsunac sie od nich, wtedy mysle zacznie im Wam brakowac, i prawdopodobnie zaczna zabiegac, i tesknic...mam taka nadzieje. Piszcie jak Wam idzie :-) interesujacy watek, bo kiedys mialam tak samo ![]()
"Skoro oni nie okazuja Wam uczuc, to co tu robic?"
Jeśli o mnie chodzi, to mój mi okazuje uczucia. Przytula, pocałuje, pomoże jeśli tego potrzebuję, ale chciałabym czegoś więcej. Więcej tych uczuć, tej uwagi, zainteresowania, zazdrości...Chciałabym czuć, że jestem najważniejsza, a ja tylko czuję, że jestem ważna...ale nie najważniejsza.
"Skoro oni nie okazuja Wam uczuc, to co tu robic?"
Jeśli o mnie chodzi, to mój mi okazuje uczucia. Przytula, pocałuje, pomoże jeśli tego potrzebuję, ale chciałabym czegoś więcej. Więcej tych uczuć, tej uwagi, zainteresowania, zazdrości...Chciałabym czuć, że jestem najważniejsza, a ja tylko czuję, że jestem ważna...ale nie najważniejsza.
Jesli nie okazuje Ci zbyt duzo uczuc to moze powiedz mu, ze chcialabys by czesciej Ci okazywal, bo moze facet mysli ze jak raz na jakis czas powie ze kocha to wystarczy. A my dziewczyny lubimy byc adorowane i lubimy jak faceci czesciej nam mowia mile slowa.
saffari, mówiłam wielokrotnie. Jego odpowiedź, to, że on nie jest wylewny i nie potrafi mówić tego codziennie, zresztą powinnam o tym wiedzieć. Jego musi "najźdź";/
24 2012-09-10 11:11:32 Ostatnio edytowany przez fairytale (2012-09-10 11:13:29)
Związki w liceum to takie gówniarstwo jeszcze, więc wasz staż wedlug mnie Wam nie pomoże przetrwać, skoro macie inne potrzeby w związku. Musisz wziąć pod uwagę to, ze może po prostu do siebie nie pasujecie....
Mówisz, że facet przestał się starać... A może po prostu to Ty zaczęłaś mieć większe wymagania? Na pewno faceci bardziej starają się na początku związku, ale trudno mi uwierzyć że facet który na początku jest schludny, wychodzi z nami do kina, na spacery etc, nagle nie chce nigdzie wychodzić (pomijając przypadki, gdy jest naprawdę zmęczony po pracy). Chyba, że facetowi kompletnie na dziewczynie nie zależy.
A może po prostu wyszło z niego lenistwo ale dziwne, żeby dopiero po 4 latach. Takie coś powinno być wcześniej widoczne.
Oczywiście, mam sobie tez wiele do zarzucenia, wiem że często też popełniam błędy ale staram się mu je rekompensowac. Cztery wspolne wyjazdy tylko z mojej inicjatywy, od 3 lat za każdym razem obiadek gdy przyjdzie, oglądam i czytam wiele na temat jego pasji żeby miec o czym rozmawiac; czasem wręcz go zaglaskuję żeby tylko było mu dobrze. I to jest chyba mój błąd.
Z tej wypowiedzi jasno wynika, że sama doprowadziłaś do tego, że on się nie stara. Skoro mial wszystko podane na tacy i Ty wszystko załatwiałaś to dziwne, że nagle oczekujesz zmiany. On widocznie od początku/od dawna taki był, a Ty nagle zaczęłaś to dostrzegać i się czepiać.