Jesteśmy blisko 4 lata po ślubie,już parę miesięcy po zawarciu związku okazało się że On nie jest taki idealny jaki sie wydawał i jakiego udawał podczas narzeczeństwa mniej więcej wtedy dowiedziałam się że zaszłam w ciążę(uznałam że za późno na rozstania). Od tamtej pory sporo się zdarzyło:
1 musieliśmy wyprowadzić z jednego domu bo był zbyt problematyczny(nie chciał pracować, obrażał się jak dziecko i robił awantury...bo on jest taki dorosły) a teściowie są na prawdę w porządku,
2 zamieszkaliśmy u mojego ojca bo na początku nie było pracy a kiedy znalazł pracę zaczął robić problemy i jemu
Teraz On pracuje po 12h 6 dni w tygodniu,nie mamy czasu na rozmowę a jeżeli już tak się zdarzy że jest czas to wynikają z tego zwykle kłótnie. Rozumiem że jest zmęczony ale chciała bym żeby spędzał czasem chwilę ze mną i z dziećmi zamiast z telewizorem lub kompem, nie wymagam nawet pomocy, jakoś sobie radzę z maluchami i domem chodzi mi o spacer czy zwykłą rozmowę zamiast codziennych wyrzutów.zawsze jest coś źle. złe kanapki, nie jadalny obiad,dzieciaki nie dają spać. ma tak trudny charakter że nie wiem ile z nim jeszcze wytrzymam.kiedyś chciałam go zbudzić do pracy i dostałam "kopa" w brzuch, wtedy go wyprosiłam na parę dni z domu bo na takie zachowania nigdy nie pozwolę, pomogło, więcej mnie nie uderzył ale nadal jest porywczy.Najgorsze że ja też się robię nerwowa a przy dzieciach to jest nie na miejscu.
Nie mamy żadnej nici porozumienia a chciała bym lepiej się dogadywać, mamy wspaniałe dzieci, nie chcę żeby patrzyły jak rodzice ciągle krzyczą.ze względu na dzieci nie biorę też pod uwagę rozwodu.nie wiem czy to właściwe.
Co zrobić żeby nie miał powodów do złości bo ja też przez to robię się nerwowa?mijać go szerokim łukiem?
jak go przekonać że warto spędzać z nami czas?