Jestem z jednym facetem 8 lat. Znamy sie doskonale, taki zwiazek-przyjazn. Z mojej strony bardziej przyjaźń bo on mnie bardzo kocha. Ja go nie kocham.. chyba juz nie. Jest to uczucie jak do brata, przyjaciela- takie przywiązanie, poczucie przy nim bezpieczeństwa. Łóżka niemal zero, z mojej winy, bo po prostu on mnie już nie pociąga tak jak kiedyś. A to jest przecież też ważne przy najmniej w tym wieku?
Wiem, ze taki facet to skarb-wierny, uczciwy, kocha jacy, na którego zawsze mogę liczyć ,
a jednak coraz mocniej czuje, ze to nie jest to.
Mam 28 lat, może to ten ostatni moment żeby zmienić swoje życie.
Czuję, ze potrzebuje czegoś zupełnie innego. Co jakiś czas poznaję kogoś nowego i zastanawiam się wtedy czy może z nim byłabym szczęśliwa.
Z moim facetem mieliśmy pół roczną przerwę spowodowaną moimi wahaniami. Potrzebowałam czasu, aby wszystko przemyśleć i zastanowić się. W tym czasie poznałam mężczyznę, w którym zakochałam się bez pamięci. Wydawało mi się, że to jest to- na całe życie. Rozwiało to moje wątpliwości dot. mojego wieloletniego związku. Byłam pewna, ze do T. nigdy już nie wrócę. Niestety zostałam zraniona i porzucona. W momencie gdy wylewałam łzy i żale po zakończonym związku, to T. był przy mnie-wspierał mnie i pocieszał pomimo tego, że sam bardzo cierpiał i został zraniony przeze mnie. Pomógł mi się pozbierać i byłam mu za to bardzo wdzięczna.
Opowiedziałam mu o swoich wątpliwościach, było mu przykro, ale wybaczył. Postanowiłam dać nam szansę, ale wcale nie jest dobrze.
Zerwać nie potrafię, bo nie chcę poraz kolejny zrobić mu krzywdy i stracić go na zawsze.
To bardzo dobra osoba, ale jeśli chodzi o związek - "nie to".
Ale czy w ten sposób nie unieszczęśliwiam go, albo nie zranię za jakiś czas, będąc z nim a nie kochając go? Boje sie, przyszłości, tego, że podejmę decyzję o rozstaniu a potem będę tego żałować. Zostanę sama, albo zwiąże się z kimś, kto mnie zawiedzie jak poprzedni.
Z drugiej strony, kto nie ryzykuje szczęśliwy nie będzie.
Wizja ślubu z nim tez nie jest czymś co mogłoby mnie chociaż trochę cieszyć. Byłoby to bardziej małżeństwo z rozsądku niż z miłości (przynajmniej z mojej strony). A on chce, planuje, przegląda katalogi z pierścionkami. Niejedna dziewczyna o tym marzy, a ja boję się momentu, kiedy ujrzę ten pierścionek i nie będę wiedziała co mu odpowiedzieć?.
Czasami wydaje mi się, że zachowuję się jak nastolatka niewiedząca czego chce od życia, albo desperatka, która boi się stracić to co ma.
Moje wątpliwości trwają juz strasznie długo. A ja chce być tylko szczęśliwa a nie jestem.