Witam. Ile lat można znosić krytykę? Od wielu lat to samo... Już nie wytrzymuję. Boję się że w pewnym momencie dojdzie do jakiejś tragedii, bo nie panuję już nad sobą.. Wszystko robię źle! U znajomych, źle spojrzałam, gdzie byśmy nie poszli, zawsze jest jakieś ale... Przeze mnie dziecko ma trudny charakter. Myślę już że i przeze mnie deszcz pada! Można zwariować. A dziś było znowu. Coś źle powiedziałam, w rozmowie ze szwagierką. Mam dość. Nie wiem już co robić!
Podobne tematy
2 2012-09-01 10:39:30 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-09-01 10:40:18)
(...)Nie wiem już co robić!
Może przestań znosić takie zachowanie?
Może przestań ukrywać uczucia?
Może uświadom sobie, że takie zachowanie męża to nic innego jak przemoc psychiczna?
tak samanta to jest przemoc psychiczna nic innego.jesli twojemu partnerowi cos nie pasuje to niech zrobi po swojemu skoro lepiej potrafi, ty sie niczym nie przejmuj albo cie zakceptuje taka jaka jestes albo niech poszuka sobie innej co bedzie spelniala jego oczekiwania, ty sie nie wysililaj vbo to i tak nic nie zmieni znajdzie inne powody do krytyki
Własnie, niech poszuka sobie innej skoro tak mu nic nie pasuje. Aczkolwiek Ty chyba powinnas go uprzedzić, mąż widzi że to akceptujesz i nie potrafisz mu się postawić, może by oprzytomniał gdybyś się wyprowadziła z dzieckiem na jakiś czas do rodziców, przyjaciół itp? A, i nie myśl że to z Ty jesteś zła i winna wszystkiemu, mąż porpostu znalazł w Tobie osobe do wyżywania się, musisz pokazać mu że jesteś stanowczą kobietką a nie jakimś pomiotłem. Przemyśl to sobie. Czasem radykalne środki są jedynym wyściem z sytuacji.
Wywal mu twoje złości.
6 2012-09-01 23:31:38 Ostatnio edytowany przez Sewilla26 (2012-09-01 23:34:00)
Ja bym powiedziała " Skoro jestem tak beznadziejna, to po co jesteś ze mną? Za co mnie kochasz? Ja zawsze byłam i jestem taka sama. Taką mnie pokochałeś to taką kochaj a jeśli nie to spakuj manatki i zjadź sobie kogoś bardziej perfekcyjnego ode mnie, droga wolna! ".
Ot co.
Dziękuję za odpowiedzi! Tak właśnie myślałam, czy takie zachowanie to nie jest czasem forma przemocy psychicznej. Ale teraz już jestem pewna. Za długo ulegałam, jak to się mówi dla świętego spokoju. Ale wszystko ma swoje granice. Postawię sprawę jasno. Albo wóz, albo przewóz! Nie jestem niewolnicą u boku "pana".
...Ile lat można znosić krytykę? Od wielu lat to samo...Wszystko robię źle! U znajomych, źle spojrzałam, gdzie byśmy nie poszli, zawsze jest jakieś ale...Coś źle powiedziałam
W zasadzie prosta sprawa - ciągłe krytykowanie dobija psychicznie i odechciewa się już czegokolwiek. Fakt.
Odpowiedzi to potwierdzają.
Wiele tematów tak właśnie wygląda: ktoś pisze o swojej sytuacji, wyraża swoje odczucia, opisuje w określony, subiektywny sposób - i obraz dla forumowiczów jest jasny, klarowny. A odpowiedzi zazwyczaj tylko popierają i nakręcają wątpliwości autora...
Wiem, że trudno być obiektywnym i neutralnym opisując sytuację z własnego życia. Taki opis zawsze cechują emocje wyrażane poprzez użycie często nieadekwatnych do sytuacji, a wyrazistych sformułowań.
Na podstawie słów autorki faktycznie można jednoznacznie stwierdzić, że jest gnębiona i wiecznie krytykowana. Jedyna rada na to - już wiemy...
A może cała sytuacja wygląda troszkę inaczej? Szkoda, że nie można poznać zdania osób trzecich, zdania partnera autorki. Może wówczas opisywane sytuacje stałyby się troszkę mniej jednoznaczne?
Krytyka...
Dla jednej osoby to będzie kwestionowanie czegoś, zarzucanie błędu, czepianie się czegoś.
Dla drugiej osoby: delikatne zwracanie uwagi na coś, co nie powinno mieć miejsca, dyskretne sygnalizowanie zachowań czy słów, które odbieramy jako przykrość.
Spotkałem się już w życiu z taką różnicą zdań...
I spotkałem się też z sytuacjami, gdzie inne osoby słuchając tak subiektywnych słów, "nadmuchanych" zarzutów, przejaskrawionych i ubarwionych opisów - miast poznać zdanie drugiej strony, miast pomyśleć, mieć własne zdanie i spojrzenie na sytuacje, ochoczo popierały i dodatkowo nakręcały tą ..."żalącą się".
Owszem, czasem zupełnie niewinne sytuacje urastają do potwornych rozmiarów, gdy opiszemy je w specyficzny sposób.
Podam przykłady...
Nie podobało mi się kontaktowanie partnerki z byłym za moimi plecami. I wielokrotnie to delikatnie sygnalizowałem, mówiąc, że jest to nie fair wobec mnie, że sprawia mi to przykrość i chcę, aby to się skończyło. A potem dowiedziałem się, że się czepiam i szukam dziury w całym... ![]()
Nie akceptowałem mieszania się niedoszłej teściowej do naszego życia - okazało się, że krytykuję jej postępowanie, że znów się czepiam.
Dziwiło mnie, że partnerka nie staje w mojej obronie, gdy za moimi plecami ktoś wyrażał się obraźliwie na mój temat - oczywiście "krytykowałem" jej sposób bycia, miałem pretensje "o nic" ![]()
Sprawiało mi przykrość ignorowanie mojej osoby przez rodzinę partnerki, często starałem się rozmawiać o wyjaśnieniu nieporozumień, sprawiało mi przykrość pomijanie mnie nawet w rozmowach telefonicznych - okazało się, że krytykuję swoją partnerkę, że kwestionuję jej postępowanie, że czepiam się jej słów ![]()
Przykrość sprawiało mi to, że partnerka nie mając dla mnie czasu, znajduje go dla byłego. Ze mną nie miała czasu rozmawiać, ale do byłego sama dzwoniła i rozmawiała za moimi plecami - okazało się, że jestem zaborczy, chorobliwie zazdrosny i ją ograniczam ![]()
To tylko takie proste przykłady. Ale gdyby taka osoba - jak moja była - opisała tu swoimi słowami sytuacje w związku, używając "czepia się, krytykuje ciągle, ogranicza mnie, jest chorobliwie zazdrosny i zaborczy" - pewnie też dostałaby podobne, co wyżej, rady... ![]()
Do autorki.
Opisz wspomniane sytuacje. Co "źle powiedziałaś", co "źle zrobiłaś", w jaki sposób "źle spojrzałaś"?
Więcej szczegółów, a nasza opinia może trochę zmieni Twoje spojrzenie na partnera... Niekoniecznie on musi być tak zły, może to Ty nie liczysz się z nim i jego uczuciami?
To tylko taka moja teza, ale spróbuj wyprowadzić mnie z błędu..
Proszę, podam przykład. Nie ugotowałam TAK potrawy, jak sobie życzył małżonek, broniłam syna przed przemocą fizyczną /lanie pasem/, więc PRZEZE MNIE syn jest zły, na przyjęciu, patrzyłam rzekomo gościom na ręce, przez co wcześniej od nas wyszli. Nie mówię że jestem święta. Mam wady jak każdy. Rzeczywiście należało by wysłuchać obu stron, by ocenić sytuację. W każdym razie, dziękuję za odpowiedzi.
Niepotrzebnie się irytujesz...
Po prostu znam takie sytuacje, gdzie stronnicze przedstawianie "realiów" wpływa ewidentnie na ocenę.
To co napisałaś - rzeczywiście jest coś "na rzeczy" i przedmówcy mają rację.
Dziękuję za wyjaśnienia ![]()
Tak właśnie myślałam, czy takie zachowanie to nie jest czasem forma przemocy psychicznej. Ale teraz już jestem pewna. Za długo ulegałam, jak to się mówi dla świętego spokoju. Ale wszystko ma swoje granice. Postawię sprawę jasno. Albo wóz, albo przewóz! Nie jestem niewolnicą u boku "pana".
Każdy jest wolnym człowiekiem i ma prawo do szacunku, godności i spokoju.
Ja o tym jednak dowiedziałam się bardzo późno i mój przemocowiec moje życie zmarnował.
Dopiero terapia otworzyła mi oczy w jakim związku wiele lat tkwiłam, unicestwiając siebie, bo w sobie ciągle szukałam winy.
Nie znaczy to, że jedynie on był winien. Ja także, bo nie umiejąc sobie radzić, szukałam pocieszenia w alkoholu.
Dziś jestem sama, ale odzyskałam swoją godność i szacunek do samej siebie.
Szukaj pomocy u fachowców, żeby nie było za późno, bo i dzieci wychowujące się w takim domu, będą zwichnięte.
cisza to ja - dziękuję ci za odpowiedź. Dobrze że wzięłaś się w garść i choć jesteś sama, to w końcu odżyłaś. Ja też nie jestem męczennicą, więc zaczęłam działać. Pozdrawiam!
Witam. Ile lat można znosić krytykę? Od wielu lat to samo... Nie wiem już co robić!
Mam pytanie do Ciebie, samanthab313, co zrobiłaś przez te wszystkie lata, żeby rozwiązać ten problem?
Wprowadziłaś może jakieś zmiany w swoim zachowaniu, żeby zobaczyć jaki będzie skutek takiego działania?
Czy w znaczeniu przyznawania racji miałam wprowadzić zmiany? Miałam mu przytakiwać na wszystkie jego uwagi? Tak mężu, robię źle, bardzo cię przepraszam.. Wtedy może rzeczywiście nie było by spięć między nami. Ale ja nie pozwalam na ciągłą krytykę i dlatego często dochodzi do nieporozumień. Tylko w pracy czuję się doceniana. To w dzisiejszych czasach i tak mam farta!
nie no nic nie uspraiwedliwia przemocy ani psychicznej a ni fizycznej a mimo iz samanta by miala sie zmienic tak jak jej maz oczekuje to on sobie by znalazl ine powody krytykowania przemocowcy slowni tak maja. ja zylam prawie 10 lat zanim mi ktos otworzyl oczy co sie dzieje w moim zyciu. robilam wszystko zeby maz tylko nie mial powodow do oczerniania mnie a on zawsze cos znalzl.wykanczalo mnie to do tego stopnia ze poszlam do psychologa porade jak byc lepsza zona i co sie okazalo ze to on robi zle. jesli mu cos nie pasuje to niech odejdzie. Samanto radze ci tez poszukac jakiegos wsparcia psychologicznego, bedzie wam bardzo potrzebne sama nie dasz rady z tego wyjsc
Dziękuję Wiktorio za odpowiedź. Jestem już bardzo zdeterminowana. Wiele lat w tym związku, bardzo dynamicznym, choć zawartym z miłości, bardzo już mnie zmęczyło. Nie mam odwagi tego zakończyć. Dzieci małych nie mamy, mieszkanie mam zapewnione, bo własne. Sama nie wiem czemu tak się męczę. Może boję się że nie poradzę sobie finansowo, gdyż teraz, gdy oboje pracujemy, inaczej to wygląda. A obecnie, moja firma niedługo kończy działalność.. Poza tym nie mam własnej rodziny. Wiem, że gdybym ją miała, już dawno bym odeszła. Ciężko mi podjąć decyzję.
rozumiem twoje obawy ale uwierz mi jja jestem w gorszej sytuacji ale powoli wychodze na ludzi. dasz sobie rade musisz tylko uwierzyc w siebie twoja samoocenia jest napewno zanizona prze twojego partnera stad boisz sie ze sobie nie poradzisz z pomoca terapeuty dasz rade. w urzedach gminy sa takie instytucje ktore sie zajmuja takimi sprawami idz tam dowiedz sie szczegolow oni ci pomoga, mozesz tez namowic partnera na terapie malzenska. ja tam chodze juz kilka miesiecy i bardzo mi to pomoglo zmienilam sie nie do poznania moj mąż narazie jest grzeczny bo wie ze jesli znowu cos przeskrobie odejde i to definitywnie. bedzie ci na poczatku bardzo ciezko ale jak bedziesz sie stosowac do ich rad wyjdziesz na ludzi. zycze ci powodzenia i trzymam kciuki.
18 2012-09-03 14:30:09 Ostatnio edytowany przez samanthab313 (2012-09-03 17:02:26)
Dziękuję ci za poradę. Tobie również życzę wszystkiego dobrego! Ale ja tak mam dość, że tylko sama mogę chodzić na taką terapię. Niedawno znowu się zaczęło. Rozmawiałam z kuzynką i podobno za dużo { ! } mówiłam.. I mężuś nie mógł nic przeze mnie powiedzieć! Więc potem zaczął się na mnie drzeć jak dziki zwierz! Nerwy mam zszarpane zupełnie. Nie ma tygodnia żebym nie płakała. Chcę mu powiedzieć że to koniec, ale się boję, bo kiedyś jak zaczęłam ten temat, to się wściekł i od razu leciał do mnie z łapami! Choć wyglądam młodo, to mam już "swoje" lata. Na zdrowie nie narzekam. Ale ile jeszcze wytrzymam?
lekko nie bedzie odejsc od niego ale narazie zajmij sie tylko sobą zacznij robic cos tylko dla siebie, meza odstaw na dalszy plana jesli tak jak piszesz idzie na ciebie z lapami to smialo wezwij policje, masz nawet prawo wzywac policje jak ci ubliza. moze po paru iterwencjach w koncu cos do niego dotrze
20 2012-09-04 11:11:16 Ostatnio edytowany przez samanthab313 (2012-09-04 11:14:21)
Ja bym powiedziała " Skoro jestem tak beznadziejna, to po co jesteś ze mną? Za co mnie kochasz? Ja zawsze byłam i jestem taka sama. Taką mnie pokochałeś to taką kochaj a jeśli nie to spakuj manatki i zjadź sobie kogoś bardziej perfekcyjnego ode mnie, droga wolna! ".
Ot co.
I tak właśnie powiedziałam! A jego odpowiedź?! Na pytanie, dlaczego w takim razie jest ze mną, odpowiedział : "sam nie wiem". A na propozycję spakowania manatek, odpowiedź była taka : "jak bym miał gdzie iść, to dawno bym poszedł". Tylko że ja w to nie wierzę, bo przy jego dochodach, stać go coś sobie wynająć! Ale nasze mieszkanie jest wspólne. Wykupiliśmy je razem na własność. A teraz ON chce zająć 1 pokój, a w drugim każe mi spać z dorosłym synem!! Chyba mu odbiło!
Dalsza część mojej historii jest taka, że mąż postanowił za kilka dni się wyprowadzić. Tylko... wpadł w głęboką depresję, nerwicę i wygląda bardzo źle. Albo naprawdę to tak tragicznie przeżywa, albo.. chce wzbudzić litość i "gra" nieszczęśnika /czasami tak bywało/. Zachowuje się jak człowiek zdeterminowany, wykończony psychicznie. Mówił że mu teraz wszystko jedno czy będzie żył czy nie... Może ktoś kto zna mój wątek, może mi doradzić co robić? W końcu pomimo takiej sytuacji, nie chcę by mu się coś stało..
Myślę, że powinniście dłuugo ze sobą porozmawiać i to szczerze co kogo gryzie i ustalić pewne zasady i granice
Dalsza część mojej historii jest taka, że mąż postanowił za kilka dni się wyprowadzić. Tylko... wpadł w głęboką depresję, nerwicę i wygląda bardzo źle. Albo naprawdę to tak tragicznie przeżywa, albo.. chce wzbudzić litość i "gra" nieszczęśnika /czasami tak bywało/. Zachowuje się jak człowiek zdeterminowany, wykończony psychicznie. Mówił że mu teraz wszystko jedno czy będzie żył czy nie... Może ktoś kto zna mój wątek, może mi doradzić co robić? W końcu pomimo takiej sytuacji, nie chcę by mu się coś stało..
Tak jak wiele osob napisałao,zyjesz w przemocy psychicznej.
Osoba ,która jej doswiadcza zyje w ciagłym strachu,poczuciu winy , bezradnosci i niskim poczuciu własnej wartosci.Trudno samemu wyjsc z takiego stanu i racjonalnie spojrzec na zycie i swoja sytuacje.Polecam skorzystac z terapii ,zeby wzmocnic sie ,zobaczyc swoje zycie z innej perspektywy.
Znajdz w swoim miescie poradnie p/dzialania przemocy lub zadzwon na
http://www.niebieskalinia.pl/
http://www.cpk.org.pl/
A to o czym piszesz po wyzej to jest zwykly szantaz emocjonalny ze strony Twojego meza.
Jaki to on jest biedny i załamany (on robi z siebie ofiare i to Ty jestes winna,a nie odwrotnie)
Probuje Toba manipulowac jak zwykle.Nawet jak bedzie chcial odebrac sobie zycie to i tak to zrobi i nikt nie bedzie temu winien ,a na pewno nie Ty.
Jak bedziesz chciala skorzystac z pomocy to nauczysz sie to wszystko dostrzegac i zrozumiesz jakie sa mechanizmy przemocy.
Ciezko jest podjac decyzje o zmianie zycie bez wsparcia i bedac ciagle w roli ofiary.