Witam serdecznie.
Od dawna zastanawiam się, z czego wynika moja nieufnosc i dosc duży dystans do mężczyzn.Mam 20 lat i jak dotąd nie miałam ani jednego poważnego związku.Wszystkie,które "rozwijały się" przerywałam albo robiłam jakieś sztuczne problemy.Sama nawet nie wiem czy świadomie,czy nie.Nie ufam mężczyznom.Tak samo jak nie ufam instytucji małżeństwa.Jestem również zdania, że w większości przypadków,po zawarciu małżeństwa oraz pojawieniu się dzieci, wszystko się rozsypuje.Cała ta "wielka miłosc" przemija w dużej mierze przez to.Oczywiście zdaję sobię sprawę, że każdy myśli inaczej, ale ja nie potrafię wyzbyc się tej myśli.Przecież to chore , żeby kobieta w wieku 20 lat już była pewna tego, że nigdy nie wyjdzie za mąż i nie będzie miała dzieci.Po prostu czuję lęk na samą myśl.Do tego,jestem pewna, że każdy facet i tak prędzej czy później mnie zrani,zostawi,zdradzi albo coś jeszcze innego.Nie jest to na pewno kwestia kompleksów lub braku pewności siebie,wiec szukam przyczyny w mojej przeszłości...I nasunęła mi się pewna myśl.
Otóż odkąd pamiętam w relacjach między moimi rodzicami były problemy.Ojciec wojskowy,problemy rozwiązywał krzykiem. Co dziwne, on nawet sobie z tego nie zdawał sprawy.Mówił '' no przecież ja nie krzyczę,normalnie mówię"...Gdy byłam trochę starsza,zaczęłam dostrzegac więcej.Ojciec wielokrotnie zdradzał moją mamę.Jak nie ze stałą kochanką,to w tzw '"burdelach".
Przeżywałam to razem z mamą,patrząc jak płacze.Ja udawałam silną , udawałam, że mnie to nie rusza.W ogóle pokazywałam straszną nienawisc do niego ale w głębi duszy było mi tak strasznie przykro, że te kobiety są ważniejsze od naszej rodziny, że pieniądze przeznaczone na nas,wydawał na nie.Płakałam samotnie,żeby nikt nie widział.
Nie raz też uderzył mnie i moją mamę gdy był pijany.robił takie awantury, że cały blok słyszał.Ile razy mówiłam mamie, żeby zadzwoniła na policję,jednak ona w strasznych nerwach mówiła " nie będę robic sensacji na podwórku,nie jesteśmy żadną patologią".No a czym do cholery...Skoro ojciec, "wysoki wojskowy" dostawał szału po kilku piwach.Wykłócał się o najmniejszą drobnostkę.Najgorsze było to, że gdy był trzeźwy,udawał, że nic się nie stało.Możliwe,że nawet dużo nie pamiętał.Ale ja pamiętałam.Strasznie dziwiłam się mamie, że to znosi,daje się tak poniżac ,zdradzac.Ale ona nigdy od niego nie odeszła.Możliwe, że ze względu na zarobki.Prawdopodobnie nie poradziłaby sobie ze mną i młodszym bratem.
Mimo tego co robił,nie potrafiłam się długo gniewac.Po jakimś czasie zaczynałam rozmawiac z nim normalnie.Jednak coś we mnie musiało zostac, bo czuję ból,kiedy o tym wszystkim myślę.
Myślicie, że zachowanie ojca ma wpływ na moje relacje z mężczyznami ? Ja sama nie potrafię tego ocenic.Oczywiście te wybryki ojca napisałam w "nadzwyczajnym złagodzeniu ",tego się opisac nie da...
Tęsknię za miłością,bliskością.Chociaż tak naprawdę nigdy nikogo jeszcze nie kochałam,ale bardzo pragnę czuc się kochana przez tego jedynego...Proszę,doradźcie coś .Pozdrawiam.Aga,