Małżeństwo mojego brata od samego początku było jednym wielkim nieporozumieniem. Dwa miesiące po pierwszym spotkaniu Aśka (bratowa) była w ciąży, a pięć miesięcy później byli małżeństwem (w dniu ślubu brat miał 19 lat bratowa 24). Nie muszę nikomu tłumaczyć jak wygląda związek tworzony przez gówniarza i kobietę, która miała głowę pełną marzeń o bogactwie,karierze, a przyszło jej rodzić dziecko ![]()
Pierwsze dziecko trochę ich zbliżyło, mieszkali u teściowej brata i lepiej lub gorzej radzili sobie z wychowywaniem córeczki. Gdy pół roku po pierwszej ciąży pojawiła się druga, teściowa wywaliła młodych z domu. Wówczas wydawało się to dobrym posunięciem z jej strony bo faktycznie wzięli się do życia, kupili mieszkanie brat założył dobrze prosperująca firmę. Przez rok, może półtorej dawali radę, tylko jak to bywa z szybkimi sukcesami sodówka zaczęła im do głowy walić. Zamiast siedzieć na tyłku zmienili mieszkanie na większe (i droższe), kupili auto, plazmę i co dusza pragnęła, kredyt zaczął gonić kredyt i po dwóch latach musieli sprzedać mieszkanie, spakować się i zamieszkać u moich rodziców. Dzieci miały odpowiednio 2 i 2,5 roczku. Bratowa znalazła wymarzoną pracę, a brat próbował utrzymać upadająca firmę(zaniedbał biznes bo w pewnym momencie uznał, że już nie musi pracować bo ludzie na niego pracują...).Mama chcąc, aby młodzi wyszli na prostą zrezygnowała z pracy i zajeła się pociechami brata.
"Babcia " zaczęła "dziadzieć", a młodzi odżyli bo babcia dbała o dzieci jak tylko mogła. Pnąca się po szczeblach kariery bratowa zapomniała, że ma rodzinę, dzieci nie widywały mamy nawet po 5 dni bo wychodziła rano a wracała w nocy, nie interesowało ją czy dzieci sa zdrowe, czy maja co jeść, czy w ogóle żyją. Ona była w swoim żywiole, spełniały sie jej marzenia o karierze. Małżeństwo stawało się fikcją, do tej pory żyją tylko po to żeby grac sobie na nerwach. Brat złożył wniosek o rozwód dwa lata temu, ale go wycofał bo bratowa chciała ratować małżeństwo... oboje chcieli, ale to ich "chcenie" trwało może z dwa tygodnie i od tego czasu rozwodzą się średnio trzy razy w tygodniu... W międzyczasie na świecie pojawił się jeszcze jeden bobas
Jak tylko brat z bratową dowiedzieli się o tej ciaży zaczęli szukać lekarza, który pomógłby im pozbyć się problemu, ale moja mama powiedziała, że jak zrobią " skrobankę" to ich na policję wyda bo ona nie pozwoli dziecka zabić
I na świecie pojawiło sie najweselsze dziecko jakie znam. Julce z ust uśmiech nie schodzi jest pociechą całej rodziny, tylko nie rodziców...
W czym problem... bratowa ostatnio oznajmiła, że wyprowadza się z domu i zabiera swoje dzieci,(które tylko urodziła bo wychowaniem zajmowali się dziadkowie). Mama w ciągu tygodnia postarzała się o 20 lat, płacze bo nie chce dopuścić do siebie myśli, że "jej dzieci" pójdą z matką
(Ola ma 9 lat, Kuba 8, Julia 20 mcy )
Nie chcąc wybielać mamy, ani też oczerniać bratowej mogę tylko stwierdzić,że te dzieciątka faktycznie mojej mamie zawdzięczają większość radosnych dni swojego dzieciństwa, bo rodzice (zarówno mój jeb..ty brat jak i bratowa) byli dla nich chyba najgorszymi rodzicami(zwłasza dla julii, której wg nich przecież miało nie być). Mama rozważa nawet staranie się o opiekę nad dziećmi bo wie, że z matką nic dobrego je nie czeka.
Jak ją uspokoić, przecież ona się psychicznie wykończy, a bratowa koniec końców pewnie się nie wyprowadzi bo kto jej się będzie dziećmi zajmował, jak ona będzie się dalej w karierowiczkę bawić ![]()