Witajcie,
Jestem w sytuacji, o której kilkanaście lat temu nie chciałam myśleć, odpychałam, zrezygnowałam, za zło, szkodę psychiczną i cielesną..Jestem dorosłym dzieckiem alkoholika, ok 13 lat temu uciekłam z mamą z domu, od ojca. Teraz dojrzałam, nie zapomniałam, ale wybaczyłam pisząc w maju tego roku list do ojca, a może taty.. mieszkam teraz w innym mieście, ale słyszałam od znajomych, że dalej mieszka tam skąd uciekłam. W tą niedzielę (sierpień, po prawie 4 miesiącach) dostałam sms'a z jego numerem telefonu, że bardzo się ucieszył, że płakał jak go czytał i nie dowierzał co czyta, że mu wybaczam, bo go rozumiem, ale boi się zadzwonić i czeka na mój krok... tak się ucieszyłam na tego sms'a! Przez całe życie myślałam, że mnie nienawidzi za to, że jestem, że mnie nie kocha i nie chce mnie, że to przeze mnie pije... w każde święta z mamą płakałyśmy, zastanawiałyśmy się co u niego, nawet teraz jak mamy obrane nowe ścieżki życiowe.. i właśnie te nowe ścieżki, boję się zadzwonić, bo jak zadzwonię to na pewno będziemy chcieli się spotkać, a to może tyle zmienić, wprowadzić zamieszanie, może mama będzie zła, może zepsują się jakieś relacje... nie wiem co robić, boję się, ale z drugiej strony chciałabym tego, bo dojrzałam on też już jest wiekowy... nawet nie sądziłam, że tak mnie to sparaliżuje..
Jak myślicie powinnam się do niego odezwać i zaproponować spotkanie? Czy powiedzieć, że nie jestem jeszcze gotowa, albo nie odzywać się w ogóle?
Po tym co mnie kiedyś od niego spotkało bardzo się boję, że coś mi się stanie jak się spotkamy, że mi coś zrobi, że będzie udawał miłego.. myśli czasami wykańczają..
Dzięki, że mogłam się tutaj "wygadać"..
Pozdrawiam ciepło.