netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

30 odpowiedzi6 896 wyświetleńzałożony przez strzała, 19.08.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 31 ]

1

Temat: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Nieraz w swoim życiu próbowałam szukac jakichś autorytetów.
Było mi lepiej wiedząc,że mogę brac z kogoś przykład , czy wzorowac się na kimś , życ według zasad ,czy kierowac się tym, co jest dobre w życiu.
Czułam się bezpiecznie wiedząc ,że taka osoba gdzieś jest.
Zastanawiam się ,dlaczego zawsze znalazł się ktoś, kto mi te autorytety niszczył.
Czy rzeczywiście jest tak ,że tak serio to nie ma obok nas tych dobrych ludzi ,którym można ufac?

Wierzę w Boga , szanuję księży . Naczytałam się już tyle złych rzeczy na ten temat,że mózg się lasuje.
Nie wiem dlaczego tylu ludzi jest przeciwko Kościołowi? Dlaczego Bóg tak niektórym ludziom przeszkadza?

Kiedyś moim autorytetem była wychowawczyni , niestety już jej nie ma.

Ostatnio moim autorytetem stała się moja psycholog.
A ktoś mi pisze ,że nie jest profesjonalistką , bo ma inne zdanie na dany temat.
Ktoś mi tłumaczy ,żebym zmieniła ją.

To tak, jakby ktoś dawał mi do zrozumienia ,że to w co wcześniej wierzyłam tak na prawdę nie jest prawdziwe , tego nie ma i nikt nie jest godny zaufania , bo zdanie i poglądy każdego można podważyc , zmienic.

To robi zamęt w moim życiu.

Nie ufam ludziom i tak .

Jest mi zle, gdy tracę autorytety.
Potrzebuję ich, jak powietrza.

Komu wierzyc?

2

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Chyba najlepiej byłoby gdybyś znalazła sobie autorytet w rodzinie, kogoś kto poprowadziłby Cię za rękę.

Ja zawsze podziwiam ludzi, którzy wierzą w Boga, mają proste instrukcję postępowania (dekalog), wiedzą co jest dobre, co złe, do czego Ci w tym układzie autorytet? Myślisz, że jakiś ksiądz-pedofil, albo ksiądz-biznesmen będzie lepszym autorytetem, zdaj się na siebie, jak Ty rozumiesz Boga.
Po co Ci autorytet w postaci pani wychowawczyni? Nie lepiej zabazować na tym co Ci przekazała i znaleźć dla siebie wartości, które są ważne w Twoim życiu, a nie takie, które ktoś uznaje z istotne.

Chyba nie chodzi o autorytet, tylko o wartości, które przekazuje.

3

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

A może najwyższy czas, byś sama dla siebie była autorytetem? Byś miała zaufanie do siebie?

4

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?
Wielokropek napisał/a:

A może najwyższy czas, byś sama dla siebie była autorytetem? Byś miała zaufanie do siebie?

Bingo:)

Szukanie autorytetu w kimś to droga na skróty. Sama widzisz, jak łatwo obalić czyjś autorytet. Sama czytaj, rozmawiaj, poznawaj i myśl. Bo wygląda mi na to, że autorytet w Twoim przypadku to ktoś, kto wypowiada się mając wiedzę z pozoru dla Ciebie niedostępną, a często jej nie mając. A to ocenić powinnaś umieć sama.

5

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Nie mam autorytetu w najbliższej rodzinie to całkowicie nie ten kierunek.

Może i fakt jeśli chodzi o religie ,żeby wierzyc w to ,co samemu uważa się za słuszne. Przeraża mnie tylko to ,że to w co ja wierze inny może tak po prostu zdeptac.
Nigdy nie zapomnę rozmów z pewnym księdzem , które  tak bardzo utkwiły mi w pamięci . Jego ciepło ,jego troska o mnie sprawiały ,że czułam się bezpiecznie.
Tak samo głęboko utkwiły we mnie wszelkie konferencje pielgrzymkowe , nauki o życiu , o tym jak postępowac.
Wkurza mnie to ,że to co jest dobre to nie jest dobre dla wszystkich. Niektórzy wybierają zło i twierdzą ,że ono jest dobre.

Z wychowawczynią wręcz siłą przerwano mi kontakt ( nie pytajcie o to) , teraz ona już nie żyje.
Była dla mnie jak matka, brakuje mi jej. To ona pierwszy raz w życiu mnie przytuliła.

Moja psycholog też stała się tym autorytetem. Okazała mi wsparcie , zrozumienie , ciepło.
Pomogła mi stanąc na nogi. Przytuliła mnie i trzymała mnie za rękę.
W takich momentach nie liczą się żadne inne zdania , inne poglądy.
Nigdy o niej nie zapomnę . I tak jeszcze do niej pójdę ... kiedyś.
Tłumaczyła mi ,że nie zostanę sama, że bez niej ,ale nie sama.

Możecie się śmiac z tego co napiszę ,ale od dziecka zawsze miałam swoje autorytety , takie na niby tato i na niby mama.

Byli to np "pan na ławce" którego spotykałam czasem wałęsając się po mieście, gdy nie zdążyłam na autobus.Dosiadałam się do niego ,a on mi opowiadał o sobie ,o pracy i o wszystkim. Miałam wtedy 7-8 lat, tego pana zaliczałam do tych dobrych panów.
Innym "tatem" był kierowca autobusu , który pozwalał mi wchodzic do siebie do kabiny, tam miał stołeczek , na który mogłam usiąśc i pozwalał mi otwierac i zamykac drzwi przyciskami. Byłam szczęśliwa , a ten pan był miły i dobry dla mnie. Szukałam kierowcy autobusu, który najechał na mojego tatę, nie udało mi się.

Mogłabym jeszcze podac kilka takich przykładów.
Podam jeszcze ostatni przykład , w sumie już z przed ok 2 lat.
Kilka lat temu pracowałam w sklepie, przychodził tam jeden pan ok 60 lat. Był miły , często ze mną rozmawiał, wypytywał jak żyję ,jak sobie radzę. Powymienialiśmy się nr tel . Co jakiś czas puszczał mi sygnałki , ja odpuszczałam. Czasem zadzwonił, wypytywał co słychac ,czy mam pracę, czułam ,że się o mnie martwi.
Długo trwała ta znajomośc . Ostatnio ok 2 lata temu zadzwonił i zapytał, czy może wybralibyśmy się gdzieś razem np do lasu na grzyby. Dał mi do zrozumienia, o co tak naprawdę mu chodzi. Dla mnie -to szok. Wykasowałam nr , więcej się nie odezwał. Strasznie się zawiodłam , traktowałam go jak ojca.

Teraz jestem w takiej sytuacji ,że bardzo potrzebuję starszej, mądrej osoby. Właśnie teraz bardzo potrzebny mi jest ojciec.
Muszę podjąc mądre decyzje i po męsku poprowadzic wszystko .

Wierze ,że jeśli sama będę czegoś mocno chciała, to i tak to osiągnę.
Wierzę, że przecież mam dużo siły.

Ale nie mogę się z tym pogodzic, że będę ja sama dla siebie , że nikt starszy nie będzie nade mną . Nikt mi już nie powie , czy robię coś dobrze ,czy zle. Nikt nie będzie mnie wspierał, nie okaże uczuc, nie zapyta co słychac , jak sobie radzę.

Fakt,że przecież ja sama i tak wiem co jest dla mnie najlepsze.
Nieraz już myślałam ,że właśnie sama mam byc dla siebie autorytetem.
Jednak tego się boję. Świadomośc tego,że obecnie nie mam nad sobą żadnej takiej osoby, przeraża mnie.

6

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

strzało,
śmiać się z Ciebie? Nie śmiałam się i nie zamierzam śmiać się z Ciebie (ani z kogokolwiek innego).
I, zajmując głos w wątku o homoseksualizmie, nie deptałam nikogo, niczyich autorytetów również. Zwróciłam tylko uwagę na brak wiedzy na temat homoseksualizmu u cytowanej przez Ciebie osoby. Pisząc to co napisałam, nie ?anulowałam? kompetencji tej osoby w innych sprawach.

Kolejny mój post, już w tym wątku, spowodowany był troską. O Ciebie. Wiesz dobrze, że patrzę z uznaniem na to wszystko, czego dokonałaś, na Twą pracę nad sobą i jej efekty. Napisałam o staniu się własnym autorytetem po to, byś zrobiła kolejny krok na ścieżce własnego rozwoju. Byś uwierzyła wreszcie we własną mądrość, we własną siłę, we własną dojrzałość. Byś nie musiała szukać u nikogo potwierdzenia dla własnych poglądów.

Napisałaś o swym lęku pojawiającym się na myśl o tym, że nie będzie nikogo starszego nad Tobą, że boisz się dnia, gdy nikt nie orzeknie ?dobrze-źle? w stosunku do Ciebie i Twego zachowania. Porażającym jest dla mnie jedno: Twoja chęć bycia ciągle osobą zewnątrzsterowną. I, by być dobrze przez Ciebie zrozumianą, nie neguję potrzeby bliskiej osoby obok, nie neguję potrzeby wsparcia, zainteresowania, okazywania uczuć.

7

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?
Wielokropek napisał/a:

A może najwyższy czas, byś sama dla siebie była autorytetem? Byś miała zaufanie do siebie?

Właśnie miałam napisać to samo.
Autorytetów potrzebują małe dzieci, a osoba 35-letnia mogłaby być sama dla kogoś autorytetem.

Pozwól, że jeszcze się przyczepię do Twych słów: Nie wiem dlaczego tylu ludzi jest przeciwko Kościołowi? Dlaczego Bóg tak niektórym ludziom przeszkadza?  Co ma Bóg wspólnego z Kościołem?

Widzisz, Bog mógłby być dla Ciebie autorytetem doskonalym, ale patrzysz na Niego przez pryzmat Kościoła, a to wypacza.

8 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-08-20 12:13:40)

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Strzało, wiem że jest Ci trudno.

I nie potrafię powiedzieć niczego krzepiącego.

Fruwałaś sobie wśród chmurek, a tu ktoś chce Cię ściągnąć na ziemię...

Nie ma jednej prawdy. Jest wiele punktów widzenia. Wyobraź sobie drzewo. Z daleka wygląda inaczej, z bliska inaczej, gdy się jest robaczkiem na korze, inaczej, gdy się jest robaczkiem pod korą, inaczej. Ja widzę zielone liście, daltonista szare, odcinające się od niebieskiego nieba, żaba żadnych kolorów. Nie możesz się sugerować cudzymi opiniami, bo zginiesz.

Prawdą jest to, czego doświadczasz. To jedyna rzeczywistość. Przez nią masz filtrować słowa innych ludzi: przez własne doświadczenie. Opinie innych ludzi niekoniecznie wynikają z ich wiedzy, czasem z wyobrażeń. I nie ma kogoś, kto doświadczył WSZYSTKIEGO, a przede wszystkim nie ma takiej możliwości, żeby się ktoś z Tobą podzielił DOŚWIADCZENIEM. Refleksjami na temat - jak najbardziej, lecz nie DOŚWIADCZENIEM.

Masz rady innych ludzi - ok. Ale decydujesz Ty, a Twoje życie zależy głównie od Twoich decyzji. Teraz mówisz o męskiej decyzji. Dlaczego męskiej? Czyżby mężczyźni byli mądrzejsi, zawsze wiedzieli lepiej? Kobiety mają intuicję.

Jeśli podejmujesz decyzję, nie mając kompletu danych, ryzykujesz. Uprawiasz hazard. Ale... Czy kiedykolwiek ma się WSZYSTKIE DANE? Jeśli się dobrze zastanowisz, przyznasz, że nigdy. Ktoś wychodzi z domu do pracy i na przystanku żegna się z życiem, bo w tym miejscu właśnie niechcący zaparkował  kierowca TIRa. A praca była dobra!

Mówię o kierowaniu się intuicją, choć wiem, że czasem głos ze środka jest strachem, czasem mówi przerośnięte ego (w Twoim przypadku wydaje się że zagrożenie to jest nikłe, przynajmniej na razie). Mówię o kierowaniu się tym, co czujesz, bo to jedyna prawda. Mówię o tym, żebyś była w zgodzie z sobą. Bo gdy nie masz wszystkich danych, nie możesz być całkowicie pewna, czy osiągniesz założony cel. Jeśli więc osiągnięcie celu nie jest absolutnie pewne, to wybierając drogę i widząc jej fragment możesz tylko wiedzieć jak się będziesz czuła idąc nią (do zakrętu:). I uważam, że masz się czuć dobrze (żeby nie zmarnować życia). A o tym powie Ci Twoje ciało. Poczujesz. Jeśli osiągnięcie celu nie jest pewne, a droga wstrętna... Lepiej tego nie robić

Chciałabym, żebyś nie obierała sobie jednego autorytetu - są specjaliści w dziedzinach i ich trzeba się radzić. A decyzje MUSZĄ być Twoje, bo to Twoje życie. Gdy wybierasz sobie doradcę, proponuję żebyś zwróciła uwagę czy jest kompetentny w dziedzinie, w której radzi i życzliwy Tobie. W razie wątpliwości, zwróć się do innego.

Męski punkt widzenia: gdy ktoś mówi, słuchaj co mówi, ale też patrz kto to mówi i po co (jaki ma w tym interes).

CHCĘ, ŻEBYŚ WIEDZIAŁA, ŻE ŚWIAT NIE JEST SPRAWIEDLIWY I NIE WSZYSCY LUDZIE SĄ DOBRZY. Są osoby powtarzające z uporem godnym lepszej sprawy, że każdy jest w środku dobry. Być może. Ale może życia nie starczyć, żeby się dostać do tego środka. Więc radzę: szanuj siebie, trzymaj się z daleka od tych co Cię ranią i oszukują, JEŚLI CHCESZ DAĆ DRUGĄ SZANSĘ, OK, ALE TRZECIEJ NIE DAWAJ, SZKODA ŻYCIA. Rany... Znów mówię, co masz robić. Nie słuchaj mnie. SŁUCHAJ SIEBIE.

Pozdrawiam serdecznie

9

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?
strzała napisał/a:

Zastanawiam się ,dlaczego zawsze znalazł się ktoś, kto mi te autorytety niszczył.

Moim zdaniem dzieje się tak, bo:

strzała napisał/a:

zdanie i poglądy każdego można podważyc , zmienic.

strzało, nie ma na świecie poglądu, którego nie dałoby się wywrócić do góry nogami. To, w co wierzysz, zależy tylko od Ciebie i sądzę, że dobrze jest mieć własne poglądy, wykształcone w oparciu o własne, niezależne procesy myślowe i dociekanie prawdy na własną rękę. Na pewno jest to o niebo lepsze od opierania się ślepo na systemie wartości innych ludzi.

strzała napisał/a:

Ostatnio moim autorytetem stała się moja psycholog.
A ktoś mi pisze ,że nie jest profesjonalistką , bo ma inne zdanie na dany temat.
Ktoś mi tłumaczy ,żebym zmieniła ją.

Według mnie stawianie sobie za autorytet własnego psychoterapeuty jest bardzo ryzykowne. Terapeuta jest osobą, której nie znasz i nie możesz w pełni poznać. Jest to relacja nierówna, daleka od partnerskiej, bo Ty opowiadasz psychologowi o sobie, często o swoich najskrytszych sekretach, lękach i problemach, natomiast on nie mówi Ci o sobie prawie nic. Pomyśl, czy naprawdę chcesz wzorować się na praktycznie obcym sobie człowieku?

Pewnie, że dobrze jest mieć kogoś, komu się ufa, kogo można się poradzić w trudnej sytuacji i skonsultować ważną decyzję, ale ważniejsza od tego jest umiejętność samodzielnego podejmowania decyzji i posiadanie własnych wartości, do których można się odnieść w takiej sytuacji. Oczywiście każdy (lub prawie każdy) na jakimś etapie swojego życia miał przynajmniej jedną osobę, która była dla niego autorytetem, nie uważam, że trzeba się autorytetów kompletnie wyzbyć, jednak trzeba też umieć bez nich żyć. A przy ich wyborze pamiętać, że każdy człowiek jest tylko człowiekiem i popełnia błędy, tymczasem odnoszę wrażenie, że Ty poszukujesz osoby, na której opinii można bezwzględnie polegać i która zawsze rozwiąże za Ciebie każdy dylemat, w dotatku tak, by rozwiązanie było najkorzystniejsze dla Ciebie.

10 Ostatnio edytowany przez klarek (2012-08-20 14:11:50)

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Stań codziennie przed lustrem i powtarzaj jak różaniec smile: "to jest osobą której ufam, która potrafi podejmować samodzielne decyzje." Może sobie napisz taką "modlitwę". I potem ją sobie powtarzaj. Znajdź jakieś na początek małe cele, np. czy kupić czarny czy kolorowy pisak smile Przejaskrawiam, ale coś w tym stylu. Poważnie rozpatruj za i przeciw, i decyduj.
Dziecinada ? Może i dziecinada.

11

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Witam.  smile

strzała napisał/a:

Nieraz w swoim życiu próbowałam szukac jakichś autorytetów.
Było mi lepiej wiedząc,że mogę brac z kogoś przykład , czy wzorowac się na kimś , życ według zasad ,czy kierowac się tym, co jest dobre w życiu.
Czułam się bezpiecznie wiedząc ,że taka osoba gdzieś jest.
Zastanawiam się ,dlaczego zawsze znalazł się ktoś, kto mi te autorytety niszczył.
Czy rzeczywiście jest tak ,że tak serio to nie ma obok nas tych dobrych ludzi ,którym można ufac?

Są, tylko rozejrzyj się, bo nawet tu na forum Cię otaczają.
Moja rada: w kontaktach z ludźmi, stosuj zasadę OGRANICZONEGO ZAUFANIA.
Ufaj przede wszystkim SOBIE.

strzała napisał/a:

Wierzę w Boga , szanuję księży . Naczytałam się już tyle złych rzeczy na ten temat,że mózg się lasuje.
Nie wiem dlaczego tylu ludzi jest przeciwko Kościołowi? Dlaczego Bóg tak niektórym ludziom przeszkadza?

W Boga wierzę, nie wszystkich księży szanuję, bo osobiście dwóch nadużyło mojego zaufania.
Jedni wierzą w Boga, a drudzy prędzej, czy później uwierzą wg porzekadła: jak trwoga, to do Boga.
Ale to nie powinno Cię frustrować, bo każdy odpowiada za siebie, za swoje życie.

Dużo złych spraw, które dotyczą Kościoła ujrzało światło dzienne. Autorytet księży został bardzo podważony, a obecne czasy, to nie czasy ślepego posłuszeństwa i wiara w wygłaszane kazania księży, z których niejeden ma wiele ciężkich grzechów na sumieniu.
Nawet dzisiaj czytałam tu na forum wątek, w którym dziewczyna opisuje swoją historię, więzienia jej przez okres dwóch lat przez księdza, bicia, gwałcenia (nie pamiętam tytułu).
To tak ogólnie, bo więcej przykładów i wypowiedzi w temacie kościoła znajdziesz w dziale religia - warto poczytać.

strzała napisał/a:

Kiedyś moim autorytetem była wychowawczyni , niestety już jej nie ma.
Ostatnio moim autorytetem stała się moja psycholog.
A ktoś mi pisze ,że nie jest profesjonalistką , bo ma inne zdanie na dany temat.
Ktoś mi tłumaczy ,żebym zmieniła ją.

Strzałko, ten ktoś to Wielokropek. Skoro kierujesz zarzut w jej stronę, to ładnie byłoby zwrócić się do niej po imieniu, w tym momencie jest to jej nick. Używanie zwrotu "ktosika", to takie pokazywanie/wskazywanie tej osoby palcem.
Tym bardziej, że do tej pory była dla Ciebie tutaj na forum autorytetem, tak sądzę na podstawie Twoich wypowiedzi w niektórych wątkach.
Skoro już jesteśmy przy autorytetach, to pominęłaś koleżankę, której kiedyś też bezgranicznie ufałaś.

A wracając do tematu, to czytałam ten wątek o homoseksualistach i nawet się w nim wypowiedziałam - bo to on stał się zalążkiem do powstania tego wątku. To, że Wielokropek sugeruje Ci zmianę psychologa, zarzucając jej niekompetencje, tylko dlatego, że ich zdania w powyższym temacie się różnią, to Ciebie do niczego nie zobowiązuje. Bo to Ty chodzisz do pani psycholog na terapię, nawiązałaś z nią dobry kontakt, bo jej ufasz. Szanujesz ją jako człowieka i pracownika wykonującego solidnie swoją pracę w prowadzonych przez nią zajęciach z Tobą.
I w tym momencie starły się stanowiska dwóch osób, będące w jednym czasie dla Ciebie autorytetem, co wprowadziło w Twoje życie zamęt, zburzyło jakiś ustalony przez Ciebie porządek wartościowania.

Ale zauważ, że poglądy/wypowiedź pani psycholog wobec tej orientacji seksualnej, iż jest to nienormalne, są jej poglądami. Jeżeli je podzielasz, to jest to też TWÓJ pogląd, pod warunkiem, iż faktycznie tak myślisz, a nie dlatego, że chcesz mieć takie samo zdanie jak pani psycholog, bo jest ona dla Ciebie autorytetem.

Strzałko, myślę, że również ten temat - ciągłego szukania autorytetów - powinnaś przerobić na terapii.
Zauważ i podlicz, ile już ich zaliczyłaś, nie zawsze z dobrym dla Ciebie skutkiem.
To takie podczepianie się pod czyjąś osobowość, dopóki nie dojdzie do zdarzenia/sytuacji, że stwierdzasz, iż to nie jest TO, bo odbierałaś tę osobę inaczej. Twoje wyobrażenie o ludziach, jest często bardzo wyidealizowane i myślę, że jest to uciążliwe dla obu stron. Jeśli się od tego nie uwolnisz, to historia będzie się ciągle powtarzać.
Piszesz:

strzała napisał/a:

Jest mi zle, gdy tracę autorytety.
Potrzebuję ich, jak powietrza.

Kochanie, ONE/ONI (autorytety) też potrzebują powietrza.
Będzie prawidłowo i dobrze, jeżeli każda ze stron będzie oddychała swoimi płucami.

Pomyśl, jakie to proste. Nie zgadzasz się z czyjąś wypowiedzią, to wypowiadasz SWOJĄ opinię i nie jest ważne, jakie uczucie żywisz do tej osoby (lubisz ją, czy też nie cierpisz), bo przecież jej nie obrażasz tym, że Wasze poglądy są krańcowo różne i nie może to burzyć całego Twojego świata (czyt. zmieniać opinii o tej osobie).
A każde zdanie i poglądy można podważyć i zmienić - ilu ludzi, tyle opinii.

Pozdrawiam Cię serdecznie.   smile

12 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-20 20:30:29)

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

żyworódko,
nie sugerowałam strzale, by zmieniła psychologa. Nie podważałam też kompetencji jej terapeuty jako psychologa. Napisałam jedynie, że wiedza tej osoby o homoseksualizmie jest niezgodna ze stanem wiedzy medycznej. 
Na dowód tego kopiuję swój post zamieszczony w tamtym wątku:

Wielokropek napisał/a:

Wielka szkoda, że pani psycholog nie była uczestnikiem wykładów poświęconych seksualności. Dowiedziałaby się wówczas, że homoseksualizm został już dawno wykreślony z międzynarodowej listy chorób i problemów zdrowotnych (przez Światową Organizację Zdrowia). Dowiedziałaby się też, że homoseksualizm jest traktowany jako jedna z trzech (obok bi- i heteroseksualizmu) orientacji seksualnych. Dzięki wiedzy uzyskanej w trakcie tychże wykładów nie wygłaszałaby twierdzeń nie mających potwierdzenia w faktach.

***
Psycholog i lekarz to dwa różne zawody.

13

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?
Wielokropek napisał/a:

żyworódko,
nie sugerowałam strzale, by zmieniła psychologa. Nie podważałam też kompetencji jej terapeuty jako psychologa.

Wielokropku, najmocniej przepraszam  smile, musiałam się zasugerować tą wypowiedzią z tego wątku:

strzała napisał/a:

Ostatnio moim autorytetem stała się moja psycholog.
A ktoś mi pisze ,że nie jest profesjonalistką , bo ma inne zdanie na dany temat.
Ktoś mi tłumaczy ,żebym zmieniła ją.

Jednakże, co do tej poniższej wypowiedzi, to bym polemizowała:

Wielokropek napisał/a:

Napisałam jedynie, że wiedza tej osoby o homoseksualizmie jest niezgodna ze stanem wiedzy medycznej.

a, faktycznie wypowiedź z tamtego wątku miała brzmienie, cytuję: "Dzięki wiedzy uzyskanej w trakcie tychże wykładów nie wygłaszałaby twierdzeń nie mających potwierdzenia w faktach."
Natomiast Strzałka zacytowała zdanie/pogląd pani psycholog w temacie tej orientacji seksualnej, a mianowicie:

strzała napisał/a:

Każdy ma swoje racje i swoje zdanie.

Zacytuję tylko słowa mojej psycholog :

"Homoseksualizm to nie jest coś normalnego "

który nie musi być zgodny z naukowym opracowaniem, nawet jeśli posiadała/uzyskała taką wiedzę. Myślę, że to  była między nimi taka luźna rozmowa.

Wielokropek napisał/a:

***
Psycholog i lekarz to dwa różne zawody.

Oczywiście.

14

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Moim zdaniem, podczas spotkań psychoterapeuty z jego klientem nie ma miejsca na przedstawianie prywatnych poglądów terapeuty, zwłaszcza takich, które są sprzeczne z wiedzą, również medyczną.

15 Ostatnio edytowany przez strzała (2012-08-21 13:22:31)

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Bardzo dziękuję wszystkim za odpowiedzi. smile
Gdybym na co dzień mogła rozmawiac z takimi osobami jak Wy ...? Marzenia.

Na początku chciałam wyjaśnic  nieporozumienie związane z wątkiem "Homoseksualisci" . Tutaj chodziło na pierwszym miejscu o wypowiedz sierpniowej i to o Niej pisałam ktoś, a nie o Wielokropku.
Przepraszam ,jeśli kogoś uraziłam, również sierpniową .
Tak, to prawda tamten wątek skłonił mnie do założenia tego tematu.

Owszem na forum mam niejeden autorytet. To prawda ,że jest to Wielokropek.... Żyworódka  i kilka innych osób.
Nie jest łatwe zrównanie tych osób w jedno , bo jednak każda z tych osób jest inna.

Wielokropku, dzięki za troskę, płakac mi się chce ,jak słyszę ,że ktoś się o mnie martwi.
Nie mam Ci za złe ,że masz jakieś inne zdanie na dany temat.
Moja chęc bycia osobą zewnątrzsterowną nie zawsze wypływa z chęci, czasami nie mam wyjścia.
Choc fakt czasem mogłabym odpuścic , nie wiem czemu wciąż biorę wszystko na siebie. To chciałabym zmienic.
Podziwiam Twoją determinację, bo Ty jesteś właśnie autorytetem sama dla siebie.
To prawda ,że podczas spotkań z psychoterapeutą nie było miejsca na przedstawianie prywatnych jej poglądów, niech tak zostanie.

Catwoman, jakoś nie mogę się od tego odbic i czasem czuję się jak dziecko i wolę wtedy miec ten autorytet ,który mnie poprowadzi.
Nie wiem ,czy ktoś widzi we mnie autorytet, ale w pracy mam taką sytuację,że ciągle ktoś mnie o coś prosi (głównie pieniądze). Najlepszy kontakt mam właśnie z osobami starszymi od siebie. Właśnie w pracy często niektórzy zwierzają mi się. Czasem mnie to nawet śmieszy, choc nie okazuję tego. Z tego co mi opowiadaja wyciągam wnioski ,że głupota ludzka czasem nie zna granic. Staram się coś doradzic, ale czasem się nie da.
Nie pozwalam już nikomu na wykorzystanie mnie w jakikolwiek sposób , wszystko ok, ale w pewnych granicach.
Co do Kościoła to przecież fakt, że jest wspólnotą która ma swojego Boga. I faktem jest ,że ta wspólnota w naszych czasach robi się chora. Wszędzie tylko jest mowa o kasie . Tutaj nie ma miejsca dla Boga. Tak naprawdę Kościól stał się tylko jednostką na równi niemal z innymi urzędami . I to jest chore.
Zgadza się,że sam Bóg jest doskonały, ale wszelkie próby powiązania z Nim jednostek , już nie zdają egzaminu.

Artemida, nie wiem dlaczego np opinia ,że zebra jest biała w czarne paski dla innych jest wręcz odwrotna.
Nie wiem, dlaczego jakiś rzeczywisty system wartości, dla innych jest niczym.
Nie wiem, też dlaczego niektórzy wymyślają sobie swój własny system wartości tak ,aby uśpic własne sumienie. Czy wtedy na pewno jest lepiej , bo to czego nie chcemy przyjąc do siebie w nas śpi?
Czy rzeczywiście lepiej polegac  w danym momencie na sobie, jeśli nasza wiedza nie jest pewna.
Mam w sobie ten wewnętrzny głos , czasem o coś pytam ,choc z góry i tak wiem jak postąpię.
Wiem,że świat nie jest sprawiedliwy i wiem,że nie wszyscy ludzie są dobrzy. To akurat wiem za dobrze.
Chciałabym słuchac tylko siebie, ale tego się boję.

Klarek, wszystko jest do zrealizowania, ale potrzeba czasu.
Jeśli chodzi o kupno czegoś to zastanawiam się nad tym czasem z tysiąc razy, co wybrac,dlatego np mój mąż nie chodzi ze mną na zakupy .

Anemonne ,dzięki ,że się odezwałaś smile
Zgadzam się z tym co napisałaś. Ale ja mam z tym problem,że każdą osoba ,która okaże mi jakieś ciepłe uczucia staje się dla mnie autorytetem , wręcz ideałem. A potem nagle wszystko mi się wali , bo dowiaduję się właśnie,że ta osoba ma błędne rozumowanie jakichś spraw , negatywne podejście do tego co dla mnie jest jakąś wartością.
Właśnie  w taki sposób wyidealizowałam własnego ojca ,którego mało pamiętam. Ciężko mi o tym pisac ,że to nie prawda. Kiedyś znalazłam list mojej ciotki do mojej matki, w którym padło wiele złych słów na temat mojego ojca. Byłam w szoku i wcale mi się to nie mieści w głowie, choc wiem,że to prawda. Ale ja nie chcę o tym słyszec, ja nie chcę tego wiedziec. Zawsze będę go kochac.
Racja , nie da się stawiac sobie za autorytet psychologa. Przecież ja jej w ogóle nie znam. Okazała mi uczucia i to mi wystarczyło.
Wiem ,że jest sama . Wiem co myśli w moich sprawach. Wiem, jak okazuje uczucia.
Nie wiem, jak postępuje w życiu. Nie wiem, czy gdybym znała ją osobiście to nadal ten autorytet byłby w niej. Czy któregoś dnia znowu nie doznałabym zawodu.
Ale bardzo ją cenię ,szanuje i ciężko mi jest wyrzucic ją z mojego życia.

Żyworódko,pominęłam koleżankę , bo o tym nie chcę już pamiętac. To mój najgorszy błąd, jaki popełniłam w życiu. Bardzo tego żałuję.
To osoba bardzo przypominająca moją matkę. Ten sam charakter , podobne słowa i ciągła walka o jakieś uczucia.
Wina leżała po środku . Jestem szczęśliwa,że mam to już za sobą.
Słowa "Homoseksualizm to nie jest coś normalnego" są sprzeczne z moimi poglądami. Na 100 % to nie wiem , czy rzeczywiście od urodzenia mamy swoją orientację ,czy kształtuje się w nas w wyniku różnych doświadczeń. Nie potrafię jednoznacznie odpowiedziec na to pytanie.
Idealizowanie ludzi utrudnia mi życie, bo wciąż doznaję potem rozczarowania.
Choc tak naprawdę mało było tych osób ,które mnie znają tak dogłębnie.

Można ufac i wierzyc samemu sobie.
Można stworzyc swój własny system wartości, ale to jest bardzo trudne polegac tylko na sobie.
Czuję się w tym malutka.
Choc słyszę swój wewnętrzny głos to lepiej jest poczuc ,że ktoś też za tym stoi. Czuję taką wewnętrzną blokadę.

Dośc tego , ja i tak któregoś dnia to pokonam..., ale to jest silne.

Pozdrawiam

16

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Strzała, jakże ja dobrze Ciebie rozumiem...też chciałam mieć autorytet, kogoś o kogo mogłabym się oprzeć, kto by mnie prowadził za rękę, rozumiał i akceptował w całości, a ja oddałabym serce w zamian...i żyłabym prowadzona przez kogoś mądrzejszego i lepszego niż ja sama.

Wiele lat szukałam kogoś takiego. Niestety, co krok to porażka - każdy czegoś chce i nikt nie jest idealny.

Oszukujemy samych siebie i oszukujemy innych, manipulujemy bezwiednie z zagubienia - taka jest nasza, niedoskonała ludzka natura.

Dopiero niedawno to zrozumiałam i zaakceptowałam.

Co ciekawe - kiedy to zrozumiałam nagle zaroiło się wokół mnie od osób, które zachowują się tak, jakby upatrywały autorytetu...we mnie...

Nigdy wcześniej tak nie było. Może ze zrozumieniem nabrałam pewności siebie, która stwarza wrażenie, że sama mogę wskazać drogę?

Jednak nie czuję się na siłach brać odpowiedzialność za kogokolwiek. Decyzje każdy musi podejmować sam i sam ponosić ich konsekwencje.

Autorytetem na pewno nie jestem i nawet celowo lekko odpycham ludzi, którzy go we mnie próbują szukać - chcę by zobaczyli moje wady, bo jestem tylko człowiekiem, a bycie autorytetem zobowiązuje do nieomylności i perfekcji, której usilne pragnienie idzie w parze z nerwicą.

Nawet czasami noszę koszulkę z napisem "Don't follow me - I am lost".
Myślę, że to mówi samo za siebie...

17

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

strzało,
płakać Ci się chciało po moich słowach?
Toż nie napiszę ani słowa. Nie chcę, byś płakała przeze mnie. tongue

Napisałaś, że trudno jest polegać na sobie.
Wiesz, że nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Polegam na sobie bez oceniania: łatwo, trudno.

Napisałaś, że trudno jest polegać na sobie.
Ale na tym polega dojrzałość: na odpowiedzialności za siebie i swe decyzje.

18 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-21 22:47:31)

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Trochę mych kolejnych komentarzy, ale post trudnodarmo jest doskonałym przykładem stereotypowego myślenia o autorytetach.

trudnodarmo napisał/a:

(...)też chciałam mieć autorytet, kogoś o kogo mogłabym się oprzeć, kto by mnie prowadził za rękę, rozumiał i akceptował w całości, a ja oddałabym serce w zamian...i żyłabym prowadzona przez kogoś mądrzejszego i lepszego niż ja sama.(...)

Tutaj, autorytet jawi się jako osoba, która poprowadzi, powie co dobre, a co złe, która weźmie na swoje barki ciężar odpowiedzialności za wszystko. A osoba tak prowadzona kim będzie? Bezwolną kukłą?

trudnodarmo napisał/a:

(...)Jednak nie czuję się na siłach brać odpowiedzialność za kogokolwiek. Decyzje każdy musi podejmować sam i sam ponosić ich konsekwencje. (...)

A kilka wierszy wcześniej, gdy szukałaś autorytetu, chciałaś na tę osobę przerzucić odpowiedzialność za siebie i swe decyzje.

trudnodarmo napisał/a:

(...)Wiele lat szukałam kogoś takiego. Niestety, co krok to porażka - każdy czegoś chce i nikt nie jest idealny.(...)

trudnodarmo napisał/a:

(...)bycie autorytetem zobowiązuje do nieomylności i perfekcji, której usilne pragnienie idzie w parze z nerwicą. (...)

Zobowiązuje do nieomylności?
Zobowiązuje do perfekcji?
A w życiu!!!!
Tzw. autorytet to żywy człowiek (albo ktoś, kto był żywym człowiekiem), z wieloma zaletami i wadami. Żywy człowiek, nie zaś spiżowy pomnik. Ubieranie kogoś w kostium ideału, jest wyrządzeniem krzywdy i sobie, i tej osobie.

19

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Nie mam pojęcia jaka jest twoja przeszłość, więc też ciężko mi coś powiedzieć, ale chyba miałaś problemy z rodziną w dzieciństwie, prawda? I teraz za wszelką cenę szukasz kogoś kto będzie dla ciebie kimś takim, jakim w dzieciństwie są dla nas rodzice, czyli bezwarunkowi mentorzy. Nigdy nie powinno się traktować kogoś jako dobro całkowite, osobę nieprzeciętnie mądrą i z wiedzą na każdy temat, ponieważ bardzo łatwo można stracić zaufanie właśnie przez jakieś potknięcie tejże osoby.
Jak już wcześniej wspomniano - bądź sobie sama autorytetem, masz przecudowny stosunek do wiary i Boga, to bardzo dobrze, jesteś z pewnością bardzo silną kobietą i powinnaś pielęgnować tę siłę w sobie wink

20

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

trudnodarmo zgadzam się ,oddałabym serce w zamian..za taki autorytet. I tak zrobiłam, skończyło się to kolejnym moim załamaniem. Myślałam ,że z tego się już nie podniosę . To dotyczyło właśnie koleżanki . Robiłam  dla niej wszystko. Ale dzisiaj jestem szczęśliwa ,że to się już skończyło. Wtedy nie wyobrażałam sobie życia, ona miała zawsze byc gdzieś obok. W którymś momencie ja już nawet chciałam sama to przerwac  ,ale czułam się już jak w pułapce , już wiedziałam ,że sama nie wyjdę z tego.
To też wiem ,że nie mogę brac za kogoś całkowitej odpowiedzialności. Wiem na co stac mnie ,ale drugą osobę trudno jest rozszyfrowac tak do końca .
To w takim razie nikt też nie może brac za mnie odpowiedzialności.
Ale w sumie to chyba nie jest coś złego miec gdzieś taką osobę ,którą można czasem o coś zapytac,można jej się wyżalic itp. Przecież żyje się wtedy lepiej wiedząc ,że ktoś taki jest.
Już się zorientowałam ,że autorytety też mają wady i zalety. To normalni ludzie , a nie ideały. Przecież nie ma ludzi bez wad. smile Bingo smile

Wielokropku ale nie bądz taka ,pisz jak najwięcej takich słów tongue. A płacz to nie jest coś złego , OCZYSZCZA smile. Chyba nie chcesz ,żebym chodziła jak struta.
Trudno jest polegac na sobie, ale jasne ,a po co w ogóle nad tym się zastanawiac. Trudno to będzie, jak się wciąż będzie myślec o sobie.
Mam przecież życ ,a nie zastanawiac się ,czy będzie mi trudno podejmowac własne decyzje. Mam je podjąc, a nie dumac ,czy trudno.
Nie chcę byc pieskiem ,którego ktoś poprowadzi na smyczy i jeszcze mu powie: tu się nie załatwiaj, bo tutaj wlepiają mandaty.
Zle podjęte decyzje dają nam w kośc ,ale tym samym uczymy się na własnych błędach . Każdy popełnił w życiu jakiś błąd, nie tylko ja.

grace_west zgoda miałam problemy z rodziną w dzieciństwie(jeśli to rzeczywiście można nazwac rodziną). Nie wiem, co znaczy bezwarunkowi mentorzy.Nie chce kogoś takiego, kto będzie dla mnie, jak rodzic w dzieciństwie. Wolałabym uciec od takiej osoby. Choc wielce prawdopodobne,że takiego wzorca zawsze szukałam. Ale nie takiego jak był rodzic dla mnie, tylko takiego jakim byc powinien.

21

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Właśnie o tym mówię strzało, że wydaje mi się, iż szukasz właśnie takiego wzoru, bo w dzieciństwie go nie posiadałaś. To nic złego, jest wielu takich ludzi smile Przede wszystkim nie szukaj kogoś, komu będziesz robiła za "podpórkę", bo wtedy taki człowiek nie jest autorytetem, a zwyczajnie na kimś żeruje. Autorytetem powinna być osoba, która nasz do czegoś inspiruje, sprawa, że mamy ochotę coś robić i przy tym jest dla nas przykładem, ale oczywiście nie branym dosłownie, bo autorytet również ma wady smile Może tobie potrzeba przyjaciółki, w której będziesz miała oparcie albo partnera, któremu możesz ufać. Jest w twoim życiu taka osoba?

22

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

strzało,
przeczytaj uważnie swój późnowieczorny-wczesnonocny post.
Przeczytaj uważnie i pomyśl, czy tak myśli osoba potrzebująca jakichkolwiek podpórek?

Kiedy uwierzysz w fakty?
Kiedy uwierzysz, że jesteś mądrą osobą?
Kiedy uwierzysz, że możesz z innymi dzielić się swą mądrością życiową?

23

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?
grace_west napisał/a:

Przede wszystkim nie szukaj kogoś, komu będziesz robiła za "podpórkę", bo wtedy taki człowiek nie jest autorytetem, a zwyczajnie na kimś żeruje.

Kiedyś miałam silną potrzebę pomagania i "opiekowania" się całym światem. Doprowadziło to do tego ,iż ludzie zaczęli to wykorzystywac. Byłam na każde zawołanie, nigdy nie odmawiałam pomocy. Miałam tel o 2, czy 4 nad ranem, bo akurat ktoś był w ciężkiej sytuacji.
Mnie satysfakcjonowało to,że robię coś dla innych,że jestem kimś. W rzeczywistości byłam kimś ,ale tylko w momencie , gdy coś robiłam dla kogoś. Gdy już nie byłam potrzebna, mogłam dla danej osoby nie istniec. Nawet ktoś mógł  miec ze mnie potem ubaw ,bo dla mnie nie było rzeczy niemożliwych.
Ale to przeszłośc, już to przerobiłam.
Przyjaciel to duże słowo. W realu nie potrzebuję już tego. Boję się nawrotu uzależniania od ludzi. Zrywam kontakty ,gdy czuję ,że to idzie za daleko.
Ale trudno to wyjaśnic . Może bym chciała ,ale to jest wręcz nie realne.
Mam faceta ,męża już od 13 lat.

Wielokropek napisał/a:

strzało,
przeczytaj uważnie swój późnowieczorny-wczesnonocny post.
Przeczytaj uważnie i pomyśl, czy tak myśli osoba potrzebująca jakichkolwiek podpórek?

Kiedy uwierzysz w fakty?
Kiedy uwierzysz, że jesteś mądrą osobą?
Kiedy uwierzysz, że możesz z innymi dzielić się swą mądrością życiową?

Wielokropku gapię się w Twoje słowa. Czytam i czytam ten post. hmm
Mogę spojrzec na to z góry i ocenic autorkę postu , tak jakby pisał to ktoś inny.
Wtedy uważam ,że ta osoba ma jednak poukładane w tej głowie i w gruncie rzeczy ma racje i całkiem mądrze pisze.
Ta osoba poradzi sobie w życiu. Sporo przeszła, ale ma już to wszystko za sobą, wychodzi na prostą. Jest za silna w sobie .

Ok , wracam do siebie.
Nie lecą mi łzy po tych słowach , ale coś mi świta w głowie.
Przetrawię to wszystko. Na to potrzeba czasu.

24

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

A czy twój mąż nie jest dla ciebie wsparciem? Właśnie bezpieczeństwem, autorytetem w wielu dziedzinach życia? Nie twierdzę, że musisz go wielbić bezgranicznie, ale potrzeba takiej osoby przy której czujesz, że cały świat mógłby nie istnieć smile

25 Ostatnio edytowany przez strzała (2012-08-22 14:01:54)

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?
grace_west napisał/a:

A czy twój mąż nie jest dla ciebie wsparciem? Właśnie bezpieczeństwem, autorytetem w wielu dziedzinach życia? Nie twierdzę, że musisz go wielbić bezgranicznie, ale potrzeba takiej osoby przy której czujesz, że cały świat mógłby nie istnieć smile

Owszem mąż jest dla mnie niekiedy wsparciem, bezpieczeństwem.
Ale tutaj otwiera się pułapka, w którą sama mogę wpaśc.
Męża znam dobrze , wady i zalety. To jest to samo co dojście do wniosku ,że najlepiej byc autorytetem samemu sobie.

Jeżeli dojdę do wniosku,poczuję, że cały świat mógłby dla mnie nie istniec ,bo mam przy boku męża, to nie będzie dobrze.
Nie mogę skoncentrowac wszystkiego na mężu . Jest też ta reszta świata, a nie jednostka dla której miałabym popaśc w ...hm znowu uzależnienie.

26

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Gęba mi się śmieje, gdy czytam Twe posty. smile

27

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?
strzała napisał/a:

Nie mogę skoncentrowac wszystkiego na mężu . Jest też ta reszta świata, a nie jednostka dla której miałabym popaśc w ...hm znowu uzależnienie.

Oczywiście, że nie możesz, ale skoro kogoś takiego szukasz to on zapewne pomoże ci w odnalezieniu autorytetu w sobie, we wnętrzu ciebie. Po twoich postach wnioskuję, że jesteś tak silną kobietą, iż nie potrzebujesz nikogo innego w formie mentora. Ze swojej mocy możesz czerpać same korzyści wink

28

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

smile smile smile

Ot i cała prawda czarno na białym.

Dziękuję wszystkim .

Buziaki.

Pozdrawiam smile

29

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Powodzenia w dalszym życiu smile

30

Odp: Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

smile

Posty [ 31 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Komu można jeszcze ufac i wierzyc?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026