Witam wszystkich. Chciałabym Wam opowiedzieć moją historię ku przestrodze. Jak zaczynacie się z kimś spotykać miejcie oczy szeroko otwarte. Na tym świcie są naprawdę różni ludzi. I to, że Wy jesteście uczciwi nie gwarantuje, że wszyscy tacy są. To co mnie spotkało wygląda jak kilka kadrów żywcem wyjętych z serialu argentyńskiego. Dosłownie. Niechętnie wracam do tych sytuacji. Nawet nie wiecie ile przez to wycierpiałam. Przeszło rok dochodziłam do siebie. Może też przez to, że jestem wrażliwa i bardzo liczę się z opinią innych ludzi a siebie traktuję zbyt krytycznie a wobec innych jestem bardziej liberalna. Wiele to mnie wszystko kosztowało. Czułam się zaszczuta. Moją oazą był dom. Tylko tam czułam się bezpieczna. Miałam wrażenia, że mam wypisane na czole to co mnie spotkało i wszyscy to widzą. Płakałam po nocach, zarywałam szkołę, bo nie miałam sił aby rano wstać na zajęcia. Cieszę się, że to już jest za mną i się całkowicie wyleczyłam z tych miłości i mogę dowoli cieszyć się z nowej, która daje mi wiele szczęścia.
A więc przechodzę już do rzeczy.
Wszystko zaczęło się trzy lata temu. Przyszłam do liceum. Jak chyba każdy na początku czułam się nieswojo, ale szybko przyzwyczaiłam się do nowej sytuacji i przyjednałam sobie koleżanki, z którymi do dziś jestem w kontakcie. Był tam pewien nauczyciel od języka polskiego. Okazało się, że będzie uczył naszą grupę. Wiecie, młody, bo zaledwie 26-letni, świeżo po studiach, w miarę przystojny, kawaler. I z tego co sam mówił na zajęciach nie miał dziewczyny. Więc stąd ni zowąd wszystkie dziewczyny zaczęły się nim interesować, podkochiwać. Pamiętam, że zawsze przed lekcją polskiego ubikacje były przepełnione, bo każda dziewczyna przychodziła poprawiać makijaż. Ja jako, że jestem i byłam rozsądną dziewczyną nie przywiązywałam uwagi do osoby nauczyciela. Dla mnie było jasne, że nauczyciel to nauczyciel i nie ma co się spoufalać. Dla mnie najważniejsze były oceny więc skupiałam się na nauce przy czym inne dziewczyny szalały za panem P. Lecz z dnia na dzień zauważałam, że wykładowca podczas zajęć ciągle mi patrzy w oczy. Uśmiecha, kokietuje i puszcza oczko przy wszystkich. Byłam w szoku. Miałam wtedy zaledwie 16 więc nie miałam żadnych doświadczeń damsko-męskich. Byłam naiwna, ale tłumaczę to właśnie młodym wiekiem i tym, że nie miałam wcześniej żadnych relacji z facetami. Robił wszystko to co robi facet aby zdobyć kobietę. Ciągle mnie faworyzował. Były takie momenty, że się zapatrzył w moje oczy zapominając co miał mówić. Ja na niego patrzę on na mnie a klasa nie wiedziała co się dzieje. Powtarzał na lekcjach, że się zakochał. Mówiąc to patrzył na mnie. Rysował serduszka na tablicy. Puszczał miłosne piosenki zawsze patrząc na mnie. No i cóż, stało się. Uwiódł mnie. Po pół roku zaczęliśmy się spotykać. Oczywiście w tajemnicy żeby nikt się nie dowiedział. Obawiał się opinii innych. Wszak on był nauczycielem a ja jego uczennicą. W dodatku niepełnoletnią. Zrozumiałam to. Powiedział, że będziemy się mogli z tym wszystkim ujawnić jak będę pełnoletnia. Zgodziłam się na taki układ. Spotykaliśmy się przez kolejne pół roku. Mięła pierwsza klasa liceum i przyszły wakacje. Umówiliśmy się, że podczas wakacji nie będziemy się spotykać. Na to też się zgodziłam. Po raz pierwszy z utęsknieniem czekałam na wrzesień. I w końcu przyszedł. Na rozpoczęciu zostałam wezwana do dyrekcji. Gdy weszłam był dyrektor i on. Przeraziła się, ale usiadłam i pełna niepokoju czekałam co powie dyrekcja. Dowiedziałam się, że ktoś, najprawdopodobniej z klasy doniósł na nas. Ktoś się zorientował i podzielił się swoją opinią z dyrektorem. Nie wiedzieliście co poczułam gdy P nagle zaprzeczył jakoby coś nas łączyło. Ale o zgrozo, ja także temu zaprzeczyłam. Żałuję tego do dziś. Jakbym wiedziała, że to wszystko się tak potoczy wyśpiewałabym wszystko czego się dopuścił. Dyrekcja oznajmiła nam, że to pewnie jakaś mściwy uczeń wymyśla niestworzone historię, ale dla dobra wszystkich pan P zostanie odsunięty od klasy a zamiast niego przyjdzie inny wykładowca. Wyszłam z gabinetu załamana. A potem on mnie wziął na stronę. Powiedział żebym o wszystkim zapomniała, że od dziś mnie nie zna ani ja jego. Byłam zdruzgotana. W międzyczasie doszło do buntu w grupie po tym jak wyszło na jaw, że P nie będzie już nas nauczył. Doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie napisać petycję o przywrócenie nauczyciela. Na czele stanęłam ja. Jako, że jestem uzdolniona w kierunku humanistycznym podjęłam się napisania petycji. I jak się później okazało niewiele ona pomogła. Gdy zaczęłam się godzić ze stratą ukochanej osoby jaką był mój nauczyciel on ciągle podsycał moje zainteresowanie swoją osobą. Nie dawał mi o sobie zapomnieć. Dawał dyskretnie znać, że ciągle jest mną zainteresowany. Więc nie przekreśliłam go zupełnie. Pozostawiłam mu otwartą furtkę. Wszystko było tylko uzależnione od niego, jaką postawę przyjmie i co najważniejsze jak mnie potraktuje. Ale już nie uzależniała wszystkiego od niego. Postanowiłam, że teraz będę bardziej otwarta na propozycje chłopaków, których nigdy nie brakowało. Więc jeszcze tego samego miesiąca, bo we wrześniu napisał do mnie na portalu społecznościowym mężczyzna. Nazwijmy go R. Mówił, że ma 24 lata. Lecz jak się później okaże okłamał mnie, bo w rzeczywistości był o 10 lat starszy . I to nie tylko w tej kwestii mnie okłamał lecz do tego również dojdziemy. Spotykaliśmy się przez rok czasu. W międzyczasie zainteresowanie pana P słabło moją osobą, ponieważ pojawiły się kolejne głosy jakoby byśmy się spotykali. Więc jak to dla niego typowe ? schował głowę w piasek. Podświadomie nadal go kochałam jednak skupiłam się bardziej na R. Przez ten rok czasu moja sytuacja z R nie posuwała się do przodu. Wszystko było w stagnacji, nie wiedziałam na co mogę z jego strony liczyć. Nic się nie wyklarowało mimo upływu znacząco czasu. Spotykaliśmy się tak co dwa tygodnie. Nie były to typowe randki, tylko na pierwszą zaprosił mnie do restauracji i kina. Potem już tylko spacerki, parki, alejki aż w końcu zaproponował hotel. Już pewnie domyślacie się, że nasze spotkania miały charakter erotyczny. Nie doszło do seksu ani z nim ani z P, ponieważ przeczuwałam, że coś jest nie tak a nie chciałam tracić dziewictwa z kim popadnie, z kimś na kogo nie mogę liczyć. To były jedynie drobne igraszki. Chciałam bardzo to zmienić, chciałam żeby R traktował mnie jak swoją dziewczynę a nie tylko jako partnerkę do łóżka. Walczyłam z nim o to przez cały rok, nie potrafiłam się z nim dogadać. Nie byłam w nim zakochana jednak coś mnie do niego ciągnęło. Miał to coś. Mimo roku znajomości formalnie nie chodziliśmy ze sobą, nic o nim nie wiedziałam, nie byłam nigdy u niego, jak czegoś się chciałam dowiedzieć ucinał rozmowę, nie wiedziałam co robił w danej chwili, odzywał się tylko jak zapragnął kontaktu ze mną. To było upokarzające. Dokładnie po roku znajomości z R dowiedziałam się przez przypadek, że jest żonaty. Że tak naprawdę ma rodzinę, dom, mieszka nieopodal mojego miasta, zupełnie gdzieś indziej gdzie mi opowiadał. Okazało się też, że nie jest R tylko K. Oszukał mnie praktycznie pod każdym względem. Myślałam, że się zabiję. Już planowałam powiesić się. Jednak opowiedziałam wszystko mamie. Nigdy nikomu nie podzieliłam się moimi sekretami. Koleżanki były, ale nie ufam im i w życiu bym w takie sprawy je nie wtajemniczała I Wam tego typu praktyki również odradzam. Mama zawsze była moją najlepszą przyjaciółką. Więc opowiedziałam jej zarówno o P jak i o R. To dzięki niej wyszłam na prostą. W czasie gdy zainteresowanie P słabło a pojawił się w moim życiu R był też jeden chłopak. To był Ł. Byłam z nim też rok i dokładnie rok temu, we wrześniu gdy dowiedziałam się o kłamstwach R zerwałam również z Ł. Zapytacie o powód. Zataił przede mną poważną chorobę genetyczną. Nie pozostało mi nic innego jak zakończyć znajomość. I tu też przeżyłam załamanie nerwowe, ponieważ przez bite trzy miesiące jego rodzina wydzwaniała do mnie z pretensjami, że go wykorzystałam i zostawiłam. Byłam w szoku, przecież ludzie się rozstają i na pewno rodzice się w to nie wtrącają. Tym bardziej, że zrobiłam to kulturalnie, bez jakiś tam ekscesów. Grozili mi, raz nawet koczowali pod moim domem. To był horror. Wszystko nałożyło się na mnie w jednym momencie. To mnie kompletnie rozbiło. Ale nie potrzeba było długiego czasu, ponieważ już w grudniu poznałam W i z nim jestem do dzisiaj. Czasami jest dobrze, czasami gorzej, jak to w każdym związku. Ale planujemy razem przyszłość. Ostatnio często wspomina o zaręczynach, ślubie, dzieciach. Jestem w końcu szczęśliwa. Dziś już nie czuję ani bólu, ani żalu, ani goryczy do P i R. Ich osoby stały mi się obojętne. Mimo ile cierpienia mi wyrządzili życzę im szczęścia w życiu. Wiem, że w tym wszystkim jest też sporo mojej winy, że dałam się tak oszukać jednemu i drugiemu. Ale ja jako młodziutka dziewczyna byłam pełna wiary w ludzi, nie sądziłam, że ktoś może zrobić drugiemu człowiekowi takie świństwo. Nie proszę Was o słowa wsparcia, bo sama się pozbierałam do kupy, normalnie funkcjonuję i nie odczuwam smutek. Piszę to aby przestrzec przed znajomościami z Internetu i w ogóle abyście zawsze miały oczy szeroko otwarte gdy zawieracie nową znajomość. Dziękuję tym, którzy dotrwali do końca mojej opowieści.