Witam,
Mój -powiedzmy- kłopot polega na tym, że chyba nie kocham swojego faceta tak, jak to było na początku. Dodam,ze jestesmy razem prawie 2 lata i spodziewamy się dziecka. Wiem,że hormony mogą zrobic z głowy sieczkę ,ale ja to czułam już przed zajściem w ciążę, sugerowałam mojemu facetowi ,ze coś jest nie tak,ze przestaje mi na nim zależec a uczucie zaczyna słabnąć, niestety nie zrobił nic , nie zareagował, obecnie sytuacja wygląda tak,że co drugi dzień- dosłownie- dochodzi do scysji między nami, on uważa ze winę ponoszę ja, bo o wszystko się czepiam, zostałam nawet uznana za kobietę , która wiecznie się wkurza, powtarza to tak często,że chyba zaczynam się z tym solidaryzować, dodam też , że od jakiegoś miesiąca po powrocie z pracy on siada do pracy, rozumiem ze chce zarobić więcej, bo czekają nas wydatki,ale chyba nie można przesadzać. Kiedyś kochaliśmy się prawie codziennie, a teraz raz w tygodniu to już jest sukces, powiedział mi ostatnio ,że jego potrzeby zeszły na dalszy plan, ale ja też mam swoje potrzeby i nie tylko w kwestii kochania się ,czasem po prostu mam ochote się poprzytulać. Chciała bym zapytać, czy któraś z Was znalazła się w sytuacji , w której czuje ,że jej uczucia do "ukochanego " wygasaja i co zrobiła ,żeby je ożywić
Podobne tematy
A czy Ty mu to powiedziałaś dosłownie, wszystko po kolei? Czy "rzuciłaś" tematem, że "coś jest nie tak" i czekałaś, ze on się domyśli, a on najzywczajniejw świecie olał sprawę?
nie jednokrotnie mówiłam , co jest nie tak, gdzie ja widzę problem i co mnie boli, niestety nie ma na to chyba rady, albo ja jestem za wymagająca...
Facet Ci nie pasował to trzeba było go zostawić. No ale łatwo powiedzieć. Cóż! Co możesz teraz robić? Nie wiem. Możesz odejść, możesz spróbować rozmawiać. Możesz przestać się czepiać o pierdoły. Możesz wychodzić? Wyjdź gdzieś sama, rozerwij się.
2 lata zwiazku to nie jest tak duzo ale wystarczająco zeby dobrze sie poznać... juz zakochanie mineło, nie ma różowych okularów i widzimy wady partnera... Z tego co piszesz to Wy poprostu nie jesteście dobrani, macie inne potrzeby. Mnie w ogole dziwi to, ze Ty mu powiedziałaś ze jest cos nie tak a on nie zareagował (!!!). Osobie, nie tylko tej bardzo zakochanej, ale tej ktorej zalezy to powinna zapalic sie czerwona lampka i zdecydowane działanie... brak reakcji swiadczy zle. A co z jego uczuciem? Okazuje Ci to jakoś?
już były akcje pt. rozstajemy się ,ale zawsze było ochłonięcie i było ok. Mnie zależało, po ostatniej kłótni, gdy szukając jakiegoś numeru w komórce na necie, wyświetlił się film porno ,ja stwierdziłam ze mam obrzydzenie do niego i wracając ze sklepu każde poszło w swoją stronę, wracając do domu zauważyłam że mój "pan" jedzie gdzieś na rowerze, przed blokiem okazało się ,że nie mam ani kluczy ani telefonu....więc czekałam godzinę, potem skorzystałam z telefonu kuzynki i w słuchawce na słowa,że nie mam kluczy i siedze przed blokiem ,usłyszałam "cóź". jak tylko wrócił i dał mi klucze od razu zaczęłam pakowac jego rzeczy i wystawiać na korytarz,kazałam się wyprowadzić, zabrać wszystko , nie zrobił tego , chodził po mieszkaniu coś mówiąc do mnie ,a ja byłam taka niewzruszona, jak nigdy, powiedział,że nie odejdzie , ze chce widziec jak dziecko rośnie w moim brzuchu i potem,że nie wyobraża sobie,żeby inny wychowywał jego dziecko. summa summarum po rozmowie było znowu ok , teraz juz wiem ze on nie odejdzie ,ma w zasadzie racje, również z tym,że jestem czepialska, ale jak tu nie być, skoro 25 letni ,podobno dojrzały facet, gra w gry, jak wstaje rano do pracy to minimum 20 minut poświęca na granie na komórce w łązience, a potem nagle jest spóźniony.... mówi,że on tego ptrzebuje, że to go relaksuje.. ehhh.....wiem,ze nikt mi nie poradzi co robić, chciałam się wyżalić, może to mi przyniesie ulgę....
najgorsze jest to ,że mam poczucie iż już nic dobrego w życiu mnie nie spotka,że już do końca będę z nim i będę musiała zagryźć wargi i faktycznie tolerować wszystkie jego wady i przywary...
a co do stwierdzenia: "Facet Ci nie pasował to trzeba było go zostawić." , to kiedys było inaczej, mam wrażenie ,że dopóki nie otworzył swojej firmy było mi z nim lepiej....
Zaintrygował mnie jeden fragment Twego postu. Ten:
(...)ma w zasadzie racje, również z tym,że jestem czepialska, ale jak tu nie być, skoro 25 letni ,podobno dojrzały facet, gra w gry, jak wstaje rano do pracy to minimum 20 minut poświęca na granie na komórce w łązience, a potem nagle jest spóźniony.... (...)
Dlaczego zajmujesz się spóźnieniami do pracy 25-letniego mężczyzny?
Czyżbyś tworzyła z nim związek opiekuńczo-wychowawczy?
To jest Twój partner życiowy, nie Twoje niesamodzielne dziecko.
mam w dupie jego spóźnianie się do pracy , ale czas poświęcony na grę na komórce mogły poświęcić na wyjście z psem na przykład.
owszem , mam poczucie ,że mam w domu duże dziecko. Jeśli to ma być partner, to niech nie mówi do mnie "przypomnij mi ,że... " albo "to trzeba było mi powiedzieć... " o czymś , co jest tak oczywiste i było tyle razy powtarzane, że aż się po raz kolejny nie chce o tym mówic
mnie też to dziwi,że nie zareagował, bo ja bym na rzęsach stawała, gdybym dostała taki sygnał z jego strony..on mi mówi,że mnie kocha, a ja nie potrafie odpowiedzieć "ja Ciebie też", czy okazuje? będziemy mieć dziecko ,wiec dopytuje jak się czuje, czy jadłam w pracy, po pracy jak potrzeba wyjść do sklepu to pójdzie , oczywiście nie sam z siebie,ale pójdzie jak poproszę, potrafi jak lezymy razem pocałowac mnie w dłonie, pogłaskać...ja wiem ,że to dużo, ale mnie chyba nie wystarcza...brakuje mi chęci z mojej strony, chciała bym miec potrzebę rzytulenia się do niego....
2 lata zwiazku to nie jest tak duzo ale wystarczająco zeby dobrze sie poznać... juz zakochanie mineło, nie ma różowych okularów i widzimy wady partnera... Z tego co piszesz to Wy poprostu nie jesteście dobrani, macie inne potrzeby. Mnie w ogole dziwi to, ze Ty mu powiedziałaś ze jest cos nie tak a on nie zareagował (!!!). Osobie, nie tylko tej bardzo zakochanej, ale tej ktorej zalezy to powinna zapalic sie czerwona lampka i zdecydowane działanie... brak reakcji swiadczy zle. A co z jego uczuciem? Okazuje Ci to jakoś?
Jesssu... 25 lat i Ty oczekujesz, że dojrzały będzie... No to oczekuj dalej. Traktuje Cię jak rzecz, ale się nie wyprowadzi, bo musi widzieć jak dziecko rośnie?! I co?! I ty masz zamiar tak się z nim męczyć?! A wywal darmozjada i w ogóle się nie zastanawiaj. Sam wybrał taki los to niech teraz nie jęczy, a to co on sobie wyobraża, albo nie to już nie Twój problem.
Wiem też, że bardzo często potrzeby kobiet w ciąży ulegają zmianie, że bardzo koncentrują się na sobie i dziecku i partner jest osobą co najmniej zbędną.
Rozumiem też, że Twój partner jest "nie taki", a Ty masz lepszy plan dla jego poczynań, Ty też przejmujesz odpowiedzialność za jego zachowanie i pamięć. Zastanów się, czego oczekujesz od swego partnera i może zmień swoje nastawienie wobec niego (jeśli chcesz "pobudzić w sobie uczucia").
wiecie co jest najgorsze ? że przez to wszystko, mam wrażenie ,że faktycznie całośc za niepowodzenia w naszym związku ponosze ja,że za dużo wymagam,ze za wiele oczekuję, ze -jak to kiedys powiedział- naoglądałam się amerykańskich seriali jak byłam nastolatką i teraż chcę mieć życie jak w filmie...ale co złego jest w tym,że chłowiek dąży do tego by było mu jak najlepiej.. nie kumam, faktycznie uważam ,że trochę pochopnie oceniłam iż 25 latek potrafi być dojrzały, niby dlatego ,że pracuje, że zarabia ,że założył firmę...to nie jest wyznacznikiem dojrzałości moim zdaniem
Wiesz, dobrze jest wymagać i oczekiwać, ale trzeba wiedzieć od kogo i czego.
oczywiście wiem, i dobrze tez mieć swiadomość,że samemu tez można być obiektem ,wobec któego się wymaga
(...)nie kocham swojego faceta tak, jak to było na początku. (...)
sugerowałam mojemu facetowi ,ze coś jest nie tak,ze przestaje mi na nim zależec a uczucie zaczyna słabnąć, niestety nie zrobił nic , nie zareagował, (...)
Zacytowałam te zdania, bo w nich jest rozwiązanie. Twoje uczucia zmieniły się do niego, jego do Ciebie - nie, ale oczekujesz z JEGO strony działania. Dlaczego?
Kiedyś przeżywałam podobne rozterki. I też mój mąż zaczął być "nie taki". On zmienił się niewiele, za to ja zapragnęłam żyć zgodnie z historią z "Ani z Zielonego Wzgórza". Zastanowiłam się też nad tym, czy dalej chcę żyć ze swoim mężem. Ponieważ chciałam, to JA włożyłam wysiłek w odnalezienie uczuć do męża, nie oczekiwałam tego od niego.
Powodzenia w pracy nad sobą. ![]()
no własnie o to chodzi ,że chcę nad sobą pracować , tylko za każdym razem gdy coś w sobie już wypracuję mój facet jakimś magicznym sposobem sprawia,że znów wraca dawna ja.... ja widzę w sobie błedy i wady on w sobie nie widzi, czy to nie jest trochę dziwne ?
Proponuję, byś pracowała nad swoją niezależnością psychiczną; byś pracowała bez względu na niego. To, że on nie zmienia swego zachowania, nie znaczy, że nie widzi swoich wad.
I przeczytaj zdania z mej sygnatury.
zobaczymy na ile starczy mi sił, ile wytrzymam chcąc się zmienić...
Jeśli jesteś zdecydowana na pracę nad sobą, to wytrzymasz wszystko.
Mogę Cię zapewnić, że efekty tej pracy, diabelnie trudnej, są warte każdego wysiłku.
masz rację, ale ja wychodzę też z założenia,że w związku każdy powinien nad sobą pracować ,a ja się obawiam,że moj facet jak zobaczy ,że ja nad sobą pracuję i jest lepiej , odpuści sobie pracę jakąkolwiek nad sobą,komentarze w stylu " nie będę się o ciebie starał do końca życia, bo już cie mam" lub w złości dawno temu "będziemy się pieprzyć wtedy kiedy ja będe miał ochotę a nie wtedy gdy ty będziesz miała ochotę" utkwiły mi w pamięci i nadal ,gdy o nich sobie przypomnę to mam nerwy.
Pierwsza zasada: podczas kłótni nie kopać poniżej pasa.
Druga zasada: praca nad sobą nie jest obowiązkowa.
Trzecia zasada: odzłoszczenie się (odreagowanie, ale nie na osobie) pozwala na przytomne spojrzenie i na siebie, i na związek, i na relacje.
Czwarta zasada: po odzłoszczeniu się (takim globalnym) należy zaprzestać ukrywania uczuć; ich odkładanie powoduje wybuchy złości w najmniej dogodnym momencie, a skutki są nieprzewidywalne (ale olbrzymie).
widzisz, on nie uważa by potrzebował czyjejś rady w kwestii postępowania, nie uważa,że powinien z kimś o tym rozmawiać , by móc porównać opinie, a ja szukam wsparcia wszędzie i biorę do siebie to ,co otrzymuję z każdej strony.... moja mama powtarza,że można tak zakręcić mężczyzną ,żeby się zmienił nie wiedząc nawet ,że to kobieta na niego wpłynęła:)
Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Ale nie kłótnia. Bez niepotrzebnych wybuchów negatywnych emocji.
A jak pobudzić w sobie uczucia? Na siłę się nie da tak od razu, ale małymi kroczkami. Jesteś teraz w ciąży, hormony mogą tak negatywnie na Ciebie działać. Staraj się być spokojna, nerwy szkodzą też dzidzi.
Może on nie zauważa co się dzieje? Wiesz facetom czasem trzeba tak wprost powiedzieć co leży na sercu i co robią źle, bo większość nie zrozumie jak nie przedstawisz jak krowie na rowie (czy jakoś tak
)
widzisz, on nie uważa by potrzebował czyjejś rady w kwestii postępowania, nie uważa,że powinien z kimś o tym rozmawiać , by móc porównać opinie, a ja szukam wsparcia wszędzie i biorę do siebie to ,co otrzymuję z każdej strony.... moja mama powtarza,że można tak zakręcić mężczyzną ,żeby się zmienił nie wiedząc nawet ,że to kobieta na niego wpłynęła:)
Strasznie się na nim skupiasz i widzę, że okropnie denerwuje Cię, że "jak to?! Ty nad sobą pracujesz, a on nie raczy?!?!" SOBĄ się zajmij i tylko sobą. Nie odpowiadaj na zaczepki, hamuj słowa i docinki. To dorosły facet, niech sobie robi co chce.
Twoja mama ma poniekąd racje, choć idę o zakład, że zna to powiedzenie jedynie w teorii? Każdego można "zakręcić" tak, że on sam myśłi, że sam na to wpadł, ale do tego są potrzebne duże zdolności, spryt i CIERPLIWOŚĆ. Ty daj sobie na wstrzymanie i przestań się nim zajmować. Sobą się zajmij.
Pamiętasz moje stwierdzenie o związku opiekuńczo-wychowawczym?
Każdy wybiera sobie rodzaj relacji w związku. Dla mnie traktowanie drugiej osoby jak niepełnosprytnej, jest uwłaczające dla obu stron. Postawiłam (i nie zawiodłam się) na układ partnerski.
Zastanów się nad tym, jaki rodzaj związku jest dla CIEBIE najlepszy. Jeśli zaś podejmiesz decyzję o wychowywaniu swego TŻ, to nie miej do niego pretensji o jego prośby o przypomnienie o jego obowiązkach. Coś za coś.
oj widzę ,że czeka mnie dużo pracy i muszę się uzbroić w mega cierpliwość,, bo już niejednokrotnie dawałam mu możliwość wykazania sie i za każdym razem rozczarowanie, no ale czego się nie robi dla związku:)
Zajmij się sobą. ![]()
I rób to dla siebie, nie dla związku. Związek tylko na tym skorzysta.
oj jak łatwo powiedzieć i postanowić poprawę a jak ciężko wykonać:)
Czy w którymś miejscu napisałam, że praca nad sobą jest sprawą lekką i łatwą?
Wiem, z własnego doświadczenia, że jest możliwą. Wiem też, że praca nad sobą jest kwestią wyboru. Wiem też, że bycie szczęśliwym nie jest obowiązkowe.
zgadza sie, nie kazdy musi być szczęśliwy, a mnie zawsze wszystko przychodziło ciężko i dużo musiałam się zawsze napracować,żeby było dobrze, więc czemu teraz miało by być inaczej:):):)