Znalazłam pracę po 7 mc. poszukiwań w firmie ubezpieczeniowej za biurkiem. Bardzo się cieszę, tym bardziej,że dzieci we wrześniu idą do pierwszej klasy i mam rachunki do opłacenia, a już się martwiłam, że nie dam se rady, a tu się trafiło zatrudnienie. W sumie jakoś nigdy nie umiałam umierać ze zmartwień, jakoś zawsze się znalazło rozwiązanie, a to jakiś dodatek z opieki albo wyrównanie na dzieci i jakoś szło do przodu. No pop rostu nie umiem siedzieć ze zwieszoną miną i się umartwiać.
jestem sama i jakoś na siłę nie szukam faceta, jakoś nie mam na to ochoty, miałam dużo wolnego czasu i chodziłam se często do koleżanek na plotki lub z dziećmi siedziałam na dworze. TAK SIĘ ZASTANAWIAM, MÓWI się, że dobro powraca, ja temu byłemu tyle pomagałam, nakarmiłam głodnego no po prostu pełen full wypas, gdy ja tego samego dobra chciałam, to się odwrócił na pięcie ode mnie, teraz to ja mam krucho z finansami a on o mnie zapomniał, taki mój los- umiesz liczyć licz na siebie. Dobro kiedyś do mnie wróci?
Tak na marginesie, chciałam tu panów zapytać, co im trzeba do szczęścia od kobiety? czego szukają u pań, żeby stworzyć trwały związek?
czy jest coś w tym złego i odstraszającego jak kobieta chce liczyć tylko na siebie, bo ja se nie wyobrażam tego, żeby prosić faceta o pieniądze na swoje potrzeby, nie potrafię i nie lubię 10 razy się prosić,przyzwyczaiłam się do niezależności i samodzielności, choć czasem to trudne, ale i budujące. Nie wyobrażam se też wysłuchiwać od drugiej połówki pretensji i broń Boże awantur, bo mój dom to azyl i kocham ten święty spokój, ja bym tak chciała, żeby wszystko odbywało się w spokojnej atmosferze i żeby tak mój facet akceptował to, że czasem nic mi się nie chce i podłoga nie umyta albo pranie nie wyprasowane.