netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

35 odpowiedzi5 493 wyświetleniazałożony przez corazgorzejmi88, 28.07.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 36 ]

1

Temat: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Witajcie.
Kochani Uzytkownicy, jako ze jestem tutaj zupelnie nowa prosze o wyrozumialosc, jesli cos sie powiela itd.
Zdecydowalam sie napisac na forum, bo czasem w kazdym z nas jest tak, ze cos wzbiera i wzbiera i nagle peka. we mnie wlasnie sie tak wezbralo .nie mam sie komu wyzalic ani zwierzyc z tego wszystkiego co siedzi we mnie.
Prosze Was jednoczesnie o Wasze zdania na temat, ktory zaraz porusze, rady - co zrobic, zmienic zeby bylo lepiej.

Moja sytuacja jest zapewne jak miliony innych. Zwiazek, ja i on. ale po kolei.
Z moim Cz. znamy sie od najdawniejszych lat. Chodzilismy do jedej podstawowki, mieszkalismy w tym samym miescie, mamy po 24 lata. razem jestesmy od ponad 3,5 roku, mieszkamy razem od roku. po pol roku od poczatku naszego bycia ze soba on wyjechal na dwa lata do szkoly. widywalismy sie raz na dwa trzy tygodnie. nie moge jednak powiedziec, ze bylo zle. wiadomo, odleglosc dawala nam w kosc, jednak zawsze robil wszystko, zeby moc do mnie przyjechac, spedzic ze soba czas. w czasie naszej rozlaki powstalo wiele planow na nasze wspolne zycie, bo Cz. od samego poczatku mowil, ze chce ze mna sie zestarzec. i tak, ustalilismy, ze zaraz po jego szkole wprowadza sie do miasta, w ktorym studiowalam, tutaj zreszta dostal prace, wynajmujemy mieszkanie i spelniamy nasze pierwsze wielkie marzenie - koniec rozlaki, wreszcie wspolne zycie. i tak sie stalo. dokladnie rok temu wynajelismy mieszkanie, zaczelismy wspolne zycie. bylo wspaniale, w zasadzie jest tak czasem jeszcze teraz. jest strazakiem, dlatego z pracy wraca rano. czasem przynosil mi kwiatki, zawsze po wejsciu idzie przywitac sie czule ze mna. nie ukrywam, pod tym wzgledem nie mam mu nic do zarzucienia. dotarlismy sie naprawde super. nie klocimy sie o zmywanie, kto robi obiad czy o zakupy. wydatkami dzielimy sie po polowie, obowiazkami tez. od kiedy rozpoczelam prace, za kazdym razem kiedy jest w domu robi mi obiadki, herbatki... mozna powiedziec sielanka... smile
zeby nie bylo, ze problemow nie mamy...
zdarzaja sie nam sprzeczki, klotnie mniejsze i wieksze, ale ostatnio z drobiazgu zaczynaja sie tworzyc czasem calodzienne awantury. podczas nich padaja bardzo ale to bardzo obrazliwe slowa (zarowno w jego kierunku jak i moim), on zawsze jest ta strona spokojniejsza, jednak kazdy ma swoje granice. czasem zdarza sie mu rozplakac po tym, co powiem, a czasem po prostu ubiera sie i wychodzi. zdarzylo sie tez, ze dwa razy uderzylam go w twarz, bo po prostu stracilam juz nad soba kontrole. wiele razy pod wplywem klotni mowil, ze sie wyprowadzi, ze mam szukac sobie nowego lokatora lub nowego mieszkania. jednak kiedy emocje opadaja przeprasza za swoje zachowanie, ze mnie obrazil, ze wcale nie chce sie wyprowadzac. ja rowniez go przepraszam. jednak tak jest do kolejnego wybuchu (a do tego potrzeba nam bardzo niewiele). tu jest moj pierwszy wielki bol... co zrobic, zeby te awantury, ktore jak ostatnio przyznal, wykanczaja go, zaprzestac? o co sie klocimy? najczesciej o glupoty, typu: mowie, ze jest obiad na stole, on ze zaraz i to trwa duzo wiecej niz zaraz... zaczyna sie wtedy delikatnie od: to ja dla ciebie sie staram, a ty wolisz posiedziec przez telewizorem niz zjesc.i lawina rusza, konczac na ogromnej bolesnej awanturze. za kazdym razem, kiedy mowi, ze cos mu nie odpowiada, mowie, ze zawsze moze sobie mnie zmienic na lepsza, skoro jestem taka zla. wiem, ze go to boli, ale mnie chyba walsnie o to chodzi, zeby po prostu zrobic mu na zlosc, uderzyc w najczulszy punkt i zadac bol. sam powiedzial, ze moje lzy na niego nie dzialaja, ale jego na mnie bardzo... czuje sie wtedy bardzo zle.
wine za kazda awanture z wiekszego czy mniejszego powodu zwala na mnie, przy czym nie zawsze to faktycznie moja wina.mowilam mu o tym, ze nie zawsze faktycznie to ja jestem ta zla, ale on idzie w zaparte ze to moja wina.
sprawa numer dwa, ktora mnie nurtuje bardzo i tez jest przyczyna awantur miedzy nami, to jego rodzina. ma troje mlodszego rodzenstwa, rodzicow. mieszkaja od nas 140 km, tak wiec nie maja szans na keirowanie naszym zyciem, zreszta jego rodzice sa moze niezbyt zamozni, ale dobrzy. znamy sie od lat i nigdy, przenigdy nie dali mi odczuc czy cos ze jestem osoba nieakceptowana, ze maja do mnie "cos". za kazdym razem, kiedy kontaktuja sie z Cz. pytaja o mnie, pozdrawiaja itd, wiec nie chodzi o jakies relacje cos na wzor tesciowa - synowa. nie mieli nic przeciwko naszemu wspolnemu zamieszkaniu. jednyne co mnie hmm....denerwuje jest fakt, ze jestesmy ze soba 3,5 roku ponad, mieszkamy ze soba rok, a ja bylam u niego jedynie 2 razy... pochodzimy z jednej miejscowosci, nasze rodziny znaja sie. on u mnie jest stalym bywalcem. przyjezdzajac w trakcie szkoly spedzal u mnie praktycznie caly weekend. moja rodzina go bardzo lubi, akceptuje, jest naszym gosciem podczas kazdych swiat, kazdej uroczystosci. jest czlonkiem rodziny. dlugo zbieralam sie, zeby powiedziec Cz. o tym, ze taka sytuacja sprawia mi przykrosc, bo nie chodzi o wspolne obiadki, ale kiedy juz razem jestesmy w naszej miejscowosci, to byloby milo, gdyby zaprosil mnie chociaz na herbate. z tej rozmowy wyniknela ogromna awantura. jak stwierdzil, nie poinformowalam go, ze chcialabym przychodzic do niego, dlatego tez nie proponowal, bo jak sama kiedys powiedzialam, przesiadywanie u faceta byloby dla mnie nie na miejscu. nie dotarly do niego tlumaczenia, ze chyba nie trudno sie domyslec, ze to raczej naturalne, ze skoro mieszkamy razem, jestemy ze soba uz kawalek, to czasem moglby mnie zabrac do siebie. uparl sie ze to moj wymysl, moje widzimisie, ze go nie poinformowalam, a robie awanture (rozmawialam z nim najspokojniej na swiecie, to on podniosl glos, ale jak zwykle wina byla moja).
jego rodzina jako caloksztalt denerwuje mnie jednak w pewnej kwestii. nie znosze, kiedy do nich jezdzi. jako, ze mamy rozne prace i nie mozemy jezdzic oboje razem, jezdzimy oddzielnie. zwykle wtedy zostawia mnie na dwa dni. i przez dwa dni jest miedzy nami zle. jest najstarszy z rodzenstwa i najlepiej tez powodzi sie mu w zyciu. mam poczucie, ze oni po prostu wyciagaja od niego pieniadze, ze najzwyczajniej w swiecie jest ich sponsorem. niebawem jego 19-letnia siostra urodzi i jestem pewna, ze bedzie finansowal to dziecko. ona nie jest w stanie, bo nie pracuje, szanowny tatus tez. o to tez jest wiele awantur. niby mowi, ze nie bedzie nikogo sponsorowal, utrzymywal, to wiem, ze po praniu mozgu przez bliskich zrobi co mu kaza. tak bylo, kiedy najmlodsza siostra miala komunie. otrzymal dzien wczesniej sms, ze ma jej kupic prezent, bo mala na niego czeka. nie sadze, ze takie rzeczy jest sobie w stanie wymyslec mala, 8 letnia dziewczyna. zwlaszcza, ze u niego prezenty dawane sobie wzajemnie sa rzadkoscia...
jeszcze jedna sprawa, ktora mi bardzo lezy na sercu, to nasze plany na przyszlosc. wielokrotnie zapewnial mnie, ze chce byc ze mna do konca zycia, ze ja jestem ta wlasciwa, ze chce mi sie oswiadczyc i wziac slub, zbudowac dom i miec dzieci. poki co nic w tym celu sie nie dzieje. okres wspolnego mieszkania mial byc przejsciowy, ok.roku. mija rok i nic sie nie dzieje. za kazdym razem mi tlumaczy, ze najpierw musi zebrac pieniadze na slub, ze nie chce byc narzeczonym wiele lat, tylko zareczyny i za rok slub, ze nie chce tez zyc na kocia lape caly czas. ok, fajnie ze jest odpowiedzialny i mysli powaznie o calym przedsiewzieciu. jednak za kazdym razem kiedy pytam ze moze bysmy podjeli jakas decyzje, to slysze, ze on ma czas, ze jemu sie nie spieszy, ze to tylko papier, ze nic miedzy nami nie zmieni. nie mam jakiegos wielkiego cisnienia na slub, po prostu chcialabym wiedziec czy mam na co czekac jeszcze czy juz nie. za kazdym razem bardzo sie denerwuje. nie poruszam zatem tego tematu. ostatnio wybuchnal na mnie z powodu bardzo drobnego, bo wspomnialam o zblizajacym sie weselu kolezanki. zdenerwowal sie, ze znowu wracam do tematu, ze naciskam na niego i ze dopoki bede naciskac, to na pewno "nic nie bedzie".


przepraszam, ze taki elaborat mi wyszedl. musialam sie wyzalic i wyrzucic wszystko z siebie. mam nadzieje, ze pomozecie mi choc w czesci zeby wszystko jakos poukladac. czy to ze mna jest cos nie tak czy on jest dziwny? czy rzeczywiscie wina lezy tylko po mojej stronie? kochamy sie oblednie, nie potrafilibysmy bez siebie zyc. wiem, ze jest moja jedyna miloscia, podobnie jak ja jego, jednak dzieje sie zle. prosze Was o pomoc, bo sama nie potrafie chyba wszystkiego pojac.

2 Ostatnio edytowany przez Leila01 (2012-07-28 19:30:36)

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Ostre kłótnie...
Ale żeby bić po twarzy???

Obiad na stole?
Niech sobie je zimny.

Odwiedziny u rodziców?
Trzeba było zwyczajnie powiedzieć skoro KIEDYŚ nie przeszkadzało Ci, że tylko On u Ciebie przesuaduje /uważał, że jest dobrze skoro nic nie mówisz/.

JEGO SAMOTNE odwiedziny u rodziców...tu chyba przesadzasz. I te Twoje domysły...

Ślub...
Może przez te kłótnie wszystko się odwleka...

3

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Mam wrażenie, że im dłużej piszesz tym więcej rzeczy przypomina Ci się z tych które chciałabyś zmienić w swoich relacjach z Cz.
Z tego co napisałaś rozumiem, że to On jest tą spokojniejszą osobą w sporze i że to Ty wszczynasz kłótnie z byle powodu - a powodem wcale nie jest nie zjedzona na czas zupa tylko to co głębiej Cię gnębi (jego relacje z rodziną, obawy co do wspólnego życia..). Moja rada : postaraj się nie kłócić, usiąść spokojnie któregoś dnia naprzeciw niego i powiedzieć mu o swoich obawach (rzecz jasna bez orzekania o winie), jak dorosła osoba z dorosłą osobą.
Jeśli na tym etapie nie będziecie ze sobą rozmawiać, to zamiatane pod dywan sprawy oddalą was od siebie i któregoś dnia dojdziecie do wniosku że się wcale nie znacie.

4

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Dziekuje Ci za odpowiedz.
Kiedys to, ze tylko on mnie odwiedza mi nie przeszkadzalo, bo spotykalismy sie rzadko, czasem u mnie w innym miescie, a czasem u mnie w domu rodzinnym. mielismy malo czasu dla siebie z racji komunikacji miedzy jego szkola a domem, dlatego nie naciskalam. myslalam, ze to sie zmieni, ze zrozumie, kiedy zamieszkamy razem. ale sie nie zmienilo.

Ślub to temat, ktorego nie poruszam juz od dawna, zeby nie wywolywac klotni. mnie tez bardzo wykanczaja i wcale nie daze do ich wszczynania. napisze jednak jak jest: on doskonale wie, ze to dla mnie wazne, zebysmy byli rodzina, zalegalizowali nasz zwiazek. wie jaki mam gust i jakie pierscionek by mi sie spodobal. czasem nawet kiedy przechodzilismy kolo wystawy sklepowej pytal ktory mi sie podoba najbardziej. jednak dla mnie pierscionek nie ma znaczenia. wazniejszy jest fakt, ze to wlasnie mnei sobie wybral na reszte zycia, ze ze mna chce dzielic smutki i radosci. pierscionek moze byc a moze i nie byc, nie jest dla mnie najwazniejszy. najwazniejsze jest to jedno jedyne pytanie. ale ok, mialam nie naciskac, wiec nie naciskam.

klotnie u nas naprawde sa ostre. nie bede mowila, ze jestem aniolem, bo nie jestem. mam wybuchowy charakter, a kiedy ktos trafi w moj czuly punkt, nie znam litosci. mimo to bardzo boli mnie, ze potrafi mnie obrazic, wyjsc z domu, a potem twierdzic, ze nie ma mnie za co przepraszac.

5

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...
alfaalfa napisał/a:

Mam wrażenie, że im dłużej piszesz tym więcej rzeczy przypomina Ci się z tych które chciałabyś zmienić w swoich relacjach z Cz.
Z tego co napisałaś rozumiem, że to On jest tą spokojniejszą osobą w sporze i że to Ty wszczynasz kłótnie z byle powodu - a powodem wcale nie jest nie zjedzona na czas zupa tylko to co głębiej Cię gnębi (jego relacje z rodziną, obawy co do wspólnego życia..). Moja rada : postaraj się nie kłócić, usiąść spokojnie któregoś dnia naprzeciw niego i powiedzieć mu o swoich obawach (rzecz jasna bez orzekania o winie), jak dorosła osoba z dorosłą osobą.
Jeśli na tym etapie nie będziecie ze sobą rozmawiać, to zamiatane pod dywan sprawy oddalą was od siebie i któregoś dnia dojdziecie do wniosku że się wcale nie znacie.

Nawet nie wiesz ile razy probowalam z nim rozmawiac, ile razy prosilam, zebysmy porozmawiali na spokojnie, bez zbednych emocji o tym, co nam nie pasuje, co nas w sobie denerwuje itd. zawsze slyszalam: znowu chcesz rozmawiac? ja nie mam zadnych problemow, to tobie o cos chodzi, ja nie mam ochoty rozmawiac, a kiedy mowilam co mnie boli, to slyszalam tylko ze wymyslam sobie problemy albo ze juz szukam powodu do klotni. wszystko oczywiscie konczylo sie klotnia.
tak, to on jest ta spokojniejsza strona. nie mowie, ze jestem swieta, bo nie jestem. ale nie zawsze jest tak, ze wina jest tylko moja.

nie lubie kiedy wraca do domu chociaz na krotki czas, bo wtedy zawsze nasze relacje sie psuja. mowi mi, ze jestem jego rodzina. mozliwe ze tak, jednak tylko wtedy kiedy swojej pierwotnej nie ma pod reka. gdybym faktycznie byla dla niego rodzina, to nie byloby tak, ze zyje ze mna, dzieli lozko, a kiedy jestesmy tam nie zaprosi nawet na herbate.
jego rodzina nie wchodzi miedzy nas, nigdy tego nie robila i nie robi. wiem, ze nie pozwolil by na to sam on i zareagowal odpowiednio. kiedys nawet powiedzial, ze bylby ze mna nawet wbrew swoim bliskim. boje sie jednak, ze mimowolnie oddala nas od siebie.

6

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Wybacz mi, powiem wprost.
Nie rozumiem dlaczego bywanie u jego rodziny jest dla Ciebie ważniejsze niż Wasz wspólny związek. Teraz tworzycie przecież własną rodzinę. Może być, że jego rodzina nie utrzymuje tak silnych kontaktów jak Twoja, tak są wychowani i może wcale nie jest tak, że nie chcą byś ich odwiedzała - tylko nie przyszło im to na myśl, że Ty byś chciała. Jakie są Twoje z nimi relacje? Dzwonisz do nich? Starasz się utrzymać kontakt z jego mamą/rodzicami? Z tego co piszesz wynika, że chciałabyś ale się boisz - więc może czas wziąć sprawy w swoje ręce i zadzwonić od czasu do czasu do jego mamy, umówić się że pomożesz też w zakupach, zapytaj czego potrzebują bo właśnie Cz, się do nich wybiera i możesz im przez niego podać, bo właśnie dostałaś itd. Możesz też zacząć sama od siebie przesłać im czasem jakiś wyrób (np. placek czy coś innego) - aby Cz. podał, jak się będzie wybierał w ich strony, jako podarunek od Ciebie itp.

Co do zaręczyn/ślubu.. temat woda. Każdy związek jest inny. Ja bym powiedziała wprost, czego oczekuję.. albo sama się oświadczyła, gdyby mi tak bardzo zależało - ale każdy jest inny smile

7

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...
alfaalfa napisał/a:

Wybacz mi, powiem wprost.
Nie rozumiem dlaczego bywanie u jego rodziny jest dla Ciebie ważniejsze niż Wasz wspólny związek. Teraz tworzycie przecież własną rodzinę. Może być, że jego rodzina nie utrzymuje tak silnych kontaktów jak Twoja, tak są wychowani i może wcale nie jest tak, że nie chcą byś ich odwiedzała - tylko nie przyszło im to na myśl, że Ty byś chciała. Jakie są Twoje z nimi relacje? Dzwonisz do nich? Starasz się utrzymać kontakt z jego mamą/rodzicami? Z tego co piszesz wynika, że chciałabyś ale się boisz - więc może czas wziąć sprawy w swoje ręce i zadzwonić od czasu do czasu do jego mamy, umówić się że pomożesz też w zakupach, zapytaj czego potrzebują bo właśnie Cz, się do nich wybiera i możesz im przez niego podać, bo właśnie dostałaś itd. Możesz też zacząć sama od siebie przesłać im czasem jakiś wyrób (np. placek czy coś innego) - aby Cz. podał, jak się będzie wybierał w ich strony, jako podarunek od Ciebie itp.

Co do zaręczyn/ślubu.. temat woda. Każdy związek jest inny. Ja bym powiedziała wprost, czego oczekuję.. albo sama się oświadczyła, gdyby mi tak bardzo zależało - ale każdy jest inny smile

Bywanie u jego rodziny nie jest dla mnie wazniejsze. uwazam po prostu, ze tak jak on przychodzi do mnie, zeby spotkac sie ze mna, kiedy jestem u rodzicow, tak samo ja moge miec do tego prawo. mowi, ze jestem dla niego rodzina, jednak kiedy jest tam, a ja w naszym wspolnym domu, to calkowicie o mnie zapomina. twierdzi, ze ma duzo zajec i nie ma czasu do mnie wyslac choc jednej wiadomosci. jest mi z tego powodu przykro. podobnie jak przykro mi, ze skoro ja jestem rodzina i oni tez, to dlaczego mnie w takich relacjach nie traktuje na rowni, tylko zsuwa na dalszy plan.
nie dzwonie do jego rodzicow, zreszta oni do niego i on do nich dzwoni bardzo rzadko.
chcialabym najzwyczajniej w swiecie znalesc pokrycie jego slow w rzeczywistosci.

bylo miedzy nami naprawde swietnie, czulam, ze jestesmy dla siebie stworzeni, idealnie dopasowani. teraz wszystko sie psuje... mam wrazenie, ze nieodwolalnie cos sie wypalilo.

8

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Jakie widzisz wyjście z tej sytuacji?
Jakie masz pomysły aby zmienić wasze relacje i co zrobiłaś dotychczas?

9

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...
alfaalfa napisał/a:

Jakie widzisz wyjście z tej sytuacji?
Jakie masz pomysły aby zmienić wasze relacje i co zrobiłaś dotychczas?

szczerze mowiac jestem w takim punkcie, ze nie wiem co zrobic. czuje sie calkowicie bezradna. probowalam juz wszystkiego, ale nic nie skutkuje.

10 Ostatnio edytowany przez alfaalfa (2012-07-28 21:06:04)

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...
corazgorzejmi88 napisał/a:
alfaalfa napisał/a:

Jakie widzisz wyjście z tej sytuacji?
Jakie masz pomysły aby zmienić wasze relacje i co zrobiłaś dotychczas?

szczerze mowiac jestem w takim punkcie, ze nie wiem co zrobic. czuje sie calkowicie bezradna. probowalam juz wszystkiego, ale nic nie skutkuje.

Czego już próbowałaś?
Wyjaśnię szerzej: Nie pytam tu o metody wymuszenia posłuszeństwa u faceta, bo to, że rodzina jest dla niego ważna jest jasne. Wybór pomiędzy rodziną a dziewczyną jest abstrakcją..
Pytam o Twoje sposoby kontaktu/podtrzymania relacji z jego rodziną, sposoby jakich użyłaś aby zrozumiał jak ważny jest dla Ciebie ślub?

11

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...
alfaalfa napisał/a:

Wybacz mi, powiem wprost.
Nie rozumiem dlaczego bywanie u jego rodziny jest dla Ciebie ważniejsze niż Wasz wspólny związek. Teraz tworzycie przecież własną rodzinę. Może być, że jego rodzina nie utrzymuje tak silnych kontaktów jak Twoja, tak są wychowani i może wcale nie jest tak, że nie chcą byś ich odwiedzała - tylko nie przyszło im to na myśl, że Ty byś chciała. Jakie są Twoje z nimi relacje? Dzwonisz do nich? Starasz się utrzymać kontakt z jego mamą/rodzicami? Z tego co piszesz wynika, że chciałabyś ale się boisz - więc może czas wziąć sprawy w swoje ręce i zadzwonić od czasu do czasu do jego mamy, umówić się że pomożesz też w zakupach, zapytaj czego potrzebują bo właśnie Cz, się do nich wybiera i możesz im przez niego podać, bo właśnie dostałaś itd. Możesz też zacząć sama od siebie przesłać im czasem jakiś wyrób (np. placek czy coś innego) - aby Cz. podał, jak się będzie wybierał w ich strony, jako podarunek od Ciebie itp.

Co do zaręczyn/ślubu.. temat woda. Każdy związek jest inny. Ja bym powiedziała wprost, czego oczekuję.. albo sama się oświadczyła, gdyby mi tak bardzo zależało - ale każdy jest inny smile

Aolfa bardzo ladnie doradzila Ci zrobic... przeczytalas to wogole??

12

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...
alfaalfa napisał/a:
corazgorzejmi88 napisał/a:
alfaalfa napisał/a:

Jakie widzisz wyjście z tej sytuacji?
Jakie masz pomysły aby zmienić wasze relacje i co zrobiłaś dotychczas?

szczerze mowiac jestem w takim punkcie, ze nie wiem co zrobic. czuje sie calkowicie bezradna. probowalam juz wszystkiego, ale nic nie skutkuje.

Czego już próbowałaś?
Wyjaśnię szerzej: Nie pytam tu o metody wymuszenia posłuszeństwa u faceta, bo to, że rodzina jest dla niego ważna jest jasne. Wybór pomiędzy rodziną a dziewczyną jest abstrakcją..
Pytam o Twoje sposoby kontaktu/podtrzymania relacji z jego rodziną, sposoby jakich użyłaś aby zrozumiał jak ważny jest dla Ciebie ślub?

nie kaze mu nikogo wybierac. nigdy nie bede kazala. co do podtrzymania relacji ze jego rodzina to zacznijmy od tego, ze nie ma zadnej relacji - bo jaka moze sie wytworzyc po dwoch spotkaniach w jego domu? lubie ich rodzicow, bardzo szanuję. on mnie nie zaprasza do siebie, ja sie nie wpraszam nieproszona. za kazdym razem prosze zeby pozdrowil ode mnie rodzicow czy to osobiscie czy przez telefon. i tyle. nic wiecej nie moge zrobic z racji odleglosci i moich rzadkich wizyt w swoim domu.
co do slubu: odbylismy wiele rozmow, nie potrafie ich juz zliczyc. nie zaciagne go na sile do jubilera i nie powiem masz mi sie oswiadczyc! stwierdzil, ze mam na niego nie naciskac, wiec nie naciskam juz.
ze sie wypalilo miedzy nami mozna odczytac nawet po glupich kwiatach bez okazji, milych kolacjach czy wyjsciach na spacer. kiedys byly bardzo czesto, do tego wyznania jak to mnie bardzo kocha, jak to nie wyobraza sobie beze mnie zycia, jak to chce zbudowac ze mna dom. a teraz? teraz moge jedynie pomarzyc...

13

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...
mery90 napisał/a:
alfaalfa napisał/a:

Wybacz mi, powiem wprost.
Nie rozumiem dlaczego bywanie u jego rodziny jest dla Ciebie ważniejsze niż Wasz wspólny związek. Teraz tworzycie przecież własną rodzinę. Może być, że jego rodzina nie utrzymuje tak silnych kontaktów jak Twoja, tak są wychowani i może wcale nie jest tak, że nie chcą byś ich odwiedzała - tylko nie przyszło im to na myśl, że Ty byś chciała. Jakie są Twoje z nimi relacje? Dzwonisz do nich? Starasz się utrzymać kontakt z jego mamą/rodzicami? Z tego co piszesz wynika, że chciałabyś ale się boisz - więc może czas wziąć sprawy w swoje ręce i zadzwonić od czasu do czasu do jego mamy, umówić się że pomożesz też w zakupach, zapytaj czego potrzebują bo właśnie Cz, się do nich wybiera i możesz im przez niego podać, bo właśnie dostałaś itd. Możesz też zacząć sama od siebie przesłać im czasem jakiś wyrób (np. placek czy coś innego) - aby Cz. podał, jak się będzie wybierał w ich strony, jako podarunek od Ciebie itp.

Co do zaręczyn/ślubu.. temat woda. Każdy związek jest inny. Ja bym powiedziała wprost, czego oczekuję.. albo sama się oświadczyła, gdyby mi tak bardzo zależało - ale każdy jest inny smile

Aolfa bardzo ladnie doradzila Ci zrobic... przeczytalas to wogole??

przeczytalam, oczywiscie, ze tak! bardzo dziekuje za kazda rade, kazde zdanie. z kazdego Waszego wpisu staram sie wyciagnac wnioski.
tylko widzicie, trudno jest nawiazac jakakolwiek relacje kiedy mieszkam daleko, mam naprawde sporadyczny kontakt z nimi (i to tez na zasadzie dzien dobry gdzies na ulicy). on sam kontaktuje sie z nimi rzadko.
nie uwazam jednak ze to jest najwiekszy problem. sprawia mi to przykrosc, ale zniose to, nie takie sprawy przelykalam.

14

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Docieracie się. Naturalne jest że stan "zauroczenia" nie trwa wiecznie, mężczyźni tak mają że nie szastają bukietami codziennie, sama o tym pisałaś wcześniej, że pod tym kątem nie możesz narzekać...
Mnie niepokoi, że Ty nic od siebie nie dajesz a wymagasz żeby to inni dawali. Żyjemy w czasach, gdzie nawet dziadki wiedzą co to jest Skype, czy odróżniają komórkę od "komórki".. Dlaczego oczekujesz, że to matka/rodzice Twojego chłopaka powinni zabiegać o kontakt z Tobą? Jak dla mnie to Ty - jako przyszła żona - powinnaś wykazać się w tym względzie zaangażowaniem aby utrzymywać z nimi kontakt (chyba jestem starej daty hmm). I to nie poprzez chłopaka- tylko sama od siebie. Tak jak napisałam - możesz zacząć od telefonu z życzeniami na urodziny, imieniny, podarunkach przesłanych/przekazanych od Ciebie przez chłopaka.. potem samo się potoczy wink
Myślę też, że kiedy On zauważy, że cenisz jego rodzinę i zależy Ci na nich, nie będzie miał wątpliwości że wybrał właściwą osobę na partnerkę życia.

15

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

to teraz wychodzi na to, ze jestem jakos dziwnie wychowana, bo mnie nauczono, ze nieproszonym sie nigdzie nigdy nie wprasza, chocby przez telefon. nie jestesmy narzeczenstwem, wiec wszystko sie moze rozejsc po kosciach, moge nie byc jego zona. on rowniez nie zabiega o zaprezenotwanie sie mojej rodzinie z jak najlepszej strony jako moj przyszly byc moze kiedys maz.

pogadalam sobie, wyzalilam sie, a problemy jak byly tak sa. wyszedl rano i nie ma go do teraz.

16

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Twierdzisz, że kochasz go obłędnie.
Obłęd nie jest najlepszą sprawą w związku, lepszy jest rozsądek i szacunek do innych.

Kochasz go, ale jednocześnie wasza relacja ma się układać tak, jak Ty chcesz, według Twych zasad, on ma się do nich dostosować, inaczej masz "za złe". Tak, wiem, chcesz z nim porozmawiać (mężczyźni "uwielbiają" te kobiece rozmowy). Podczas tej rozmowy on ma uznać Twoje racje i wreszcie spełniać Twoje oczekiwania.

Zwróciłam uwagę na jeszcze jeden szczegół.
Tutaj, na forum, z osobami które udzieliły Ci różnych rad, zaczęłaś grać w grę "tak, ale...". Jest to kolejny dowód, że tylko Twoja wersja jest dobra, tylko Ty masz racje, tylko Ty masz jedyne dobre rozwiązania sytuacji.
Może najwyższa pora, byś skończyła z despotyzmem?

17

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Z moim Cz. znamy sie od najdawniejszych lat. Chodzilismy do jedej podstawowki, mieszkalismy w tym samym miescie, mamy po 24 lata. razem jestesmy od ponad 3,5 roku, mieszkamy razem od roku.

Uważasz, że tak długi związek "rozejdzie się po kościach"?? może nie będziesz jego żoną??
egh
Chcesz być w końcu jego żoną, czy szukasz tu tylko wymówki abyśmy Ci potwierdziły że to on jest zły, byś mogła od niego odejść??

Nie wiem już o co Ci chodzi. Twój post brzmi jak "a w ogóle to go nie znam.." wink Bądź szczera ze sobą i zastanów się czego chcesz.

ps. Z tego co piszesz wynika, że On nie ma problemu ze spotykaniem się z Twoją rodziną.

18

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

ale problemy.kobieto wez przesan.smiac mi sie chce jak panienka 24 lata pisze takie durnoty jak ty.wez sie w garsc i nie uzalaj sie nad soba bo jak sie takie cosik czyta to szok... jak diabli....prawdziwe klopoty sa dopiero przed toba.....i to jaakie!!!!!urodz dzieciaczki to sie przekonasz....ze to o czym piszesz too pryszcz!

19 Ostatnio edytowany przez Leila01 (2012-07-28 22:37:04)

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...
berlin42 napisał/a:

ale problemy.kobieto wez przesan.smiac mi sie chce jak panienka 24 lata pisze takie durnoty jak ty.wez sie w garsc i nie uzalaj sie nad soba bo jak sie takie cosik czyta to szok... jak diabli....prawdziwe klopoty sa dopiero przed toba.....i to jaakie!!!!!urodz dzieciaczki to sie przekonasz....ze to o czym piszesz too pryszcz!

Ale Ona ma DOPIERO 24 LATA i ma takie problemy jak przedstawiła wyżej.
Jak urodzi to wtedy będzie miała INNE PROBLEMY.
Teraz na jej głowie sa takie a nie inne.

Ty do momentu wyjścia za mąż i urodzeniu dzieci nie miałaś PROBLEMÓW?
Gratuluje.

Dla każdego jego problem jest najważniejszy więc z łaski swojej USZANUJ TO.

P.S. Może Ona będzie inaczej patrzyła na pewne sprawy i co nieco ją ominie.

20

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Nie musisz pisac drukowanymu literami bo to nie forum dla uposledzonych.dziewczyna chciala rady.ty dalas jej swoja a ja swoja a jeszcze ktos inny swoja wiec nie oceniaj nikogo bo to nie do nas nalezy.albo z czegos skorzysta albo nie .pozdrawiam

21

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Kłócić należy się również z szacunkiem, raz mogą ponieść nerwy jednej czy drugiej stronie ale drugi raz to już o raz za dużo (chociaż ja w ogóle jestem przeciwniczką "takiego" kłocenia się, wyzwisk, wulgaryzmów i nie daj Boże rękoczynów). Panuj nad emocjami, czujesz że wybuchniesz? Opuść pomieszczenia na ok 15 minut. Powinno wzburzenie przejść, nie przeszło? Pobądź sama kolejne 15 minut.

Twoje wizyty u Jego rodziny - nie wiedział, że tego potrzebujesz? Ok, teraz już wie, poinformowałaś go o tym, więc myślę, że jak zdarzy się okazaj on będzie o tym pamiętał i na tą herbatę Ciebie weźmie do domu.

Relacja jego z jego własną rodziną to uważam jego sprawa. Jeśli on wydaje własne pieniądze na pomoc dla nich nie Twoim kosztem (tzn, ze ty was utrzymujesz a on pcha pieniądze gdzie indziej), to uważam za kompletnie bezzasadny zarzut.

Pierścionek, ślub itd... mhm... też bym chciała, a mój nie. I co? No nic. Poprosił o "oddalenie sprawy" na okreslony termin, argumentu do mnie przemówiły i odpuściłam. Porozmawiaj o takim terminie ze swoim, tylko żeby ten czas był realny, nie naciskaj na wcześniejszy, bo on może jeszcze nie być gotów, będzie chciał więcej czasu a Ty będziesz rozczarowana.

22 Ostatnio edytowany przez Leila01 (2012-07-29 08:20:28)

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...
berlin42 napisał/a:

Nie musisz pisac drukowanymu literami bo to nie forum dla uposledzonych.dziewczyna chciala rady.ty dalas jej swoja a ja swoja a jeszcze ktos inny swoja wiec nie oceniaj nikogo bo to nie do nas nalezy.albo z czegos skorzysta albo nie .pozdrawiam

Forum upośledzonych?
Rusz wyobraźnią to będziesz wiedziała dlaczego użyłam wielkich liter.
Twoja "rada" to nie rada tylko wyśmianie problemów Kobiety młodszej od Ciebie tylko dlatego, że nie przeżyła np tyle co Ty.

Twoim zdaniem te forum to TYLKO dla osób, które mają dzieci i PRAWDZIWE problemy?


Czasami ciężko zrozumieć innych...

23

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...
Pytajka napisał/a:

Kłócić należy się również z szacunkiem, raz mogą ponieść nerwy jednej czy drugiej stronie ale drugi raz to już o raz za dużo (chociaż ja w ogóle jestem przeciwniczką "takiego" kłocenia się, wyzwisk, wulgaryzmów i nie daj Boże rękoczynów). Panuj nad emocjami, czujesz że wybuchniesz? Opuść pomieszczenia na ok 15 minut. Powinno wzburzenie przejść, nie przeszło? Pobądź sama kolejne 15 minut.

Twoje wizyty u Jego rodziny - nie wiedział, że tego potrzebujesz? Ok, teraz już wie, poinformowałaś go o tym, więc myślę, że jak zdarzy się okazaj on będzie o tym pamiętał i na tą herbatę Ciebie weźmie do domu.

Relacja jego z jego własną rodziną to uważam jego sprawa. Jeśli on wydaje własne pieniądze na pomoc dla nich nie Twoim kosztem (tzn, ze ty was utrzymujesz a on pcha pieniądze gdzie indziej), to uważam za kompletnie bezzasadny zarzut.

Pierścionek, ślub itd... mhm... też bym chciała, a mój nie. I co? No nic. Poprosił o "oddalenie sprawy" na okreslony termin, argumentu do mnie przemówiły i odpuściłam. Porozmawiaj o takim terminie ze swoim, tylko żeby ten czas był realny, nie naciskaj na wcześniejszy, bo on może jeszcze nie być gotów, będzie chciał więcej czasu a Ty będziesz rozczarowana.

Ja tez nie jestem zwolennikiem klocenia sia i tym bardziej rekoczynow, ale wybacz, nie bede znosila wyzwisk i oczerniania mnie. jestem bardzo cierpliwym czlowiekie i wiele trzeba zeby wyprowadzic mnie z rownowagi. potrafie zniesc naprawde wiele, ale wierz mi, kiedy slysze slowa w stylu: jestes jakas poje***, jestes nienormalna i wiele wiele innych gorszych, to nie potrafie juz nad soba zapanowac. ludzie, z ktorymi stykam sie na co dzien, szanuja mnie i uwazaja za normalna, sympatycza osobe. nie uslyszalam nigdy pod swoim adresem przykrych slow. wnioskuje z tego, ze nie jestem jakims dziwolagiem, ze nie zasluguje na takie slowa, a na szacunek jak kazdy inny czlowiek.
co do wizyt u jego rodziny - tak, byl temat, byla awantura, ktora on wywolal, ale zwalil wine na mnie. nie sadze, zeby "zalapal" zeby cos zmienic w tej kwestii. jest mu najwyrazniej wygodnie w takim ukladzie jaki jest. chetnie nawiazalabym relacje z jego rodzicami, ale jak?! nieproszona nie pojawie sie w domu badz co badz obcych dla mnie ludzi. a kiedy zapytalam dlaczego nie zaprosi mnie czasem do siebie, uslyszalam: a po co? mozemy przeciez wyjsc na spacer a nie przesiadywac w domu i ze : to z kim sie chcesz spotykac ze mna czy z rodzicami? jak widzicie trafiam na brzydko mowiac beton w postaci mojego Cz. on nie rozumie, ze w pewnym momencie relacje miedzy ludzmi sie zmieniaja. kiedy bylismy razem kilka miesiecy, a potem przez czas jego szkoly zupelnie oddzielnie, ok, taki uklad byl zrozumialy. ale teraz kiedy od roku mieszkamy ze soba to zupelnie inna relacja. tzn wedlug mnie. wedlug niego nic sie nie zmienilo, i "nie wie o co mi chodzi". rece opadaja.... sad

z tymi pieniedzmi to tez jest skomplikowane. bo on mowi, ze nie daje zadnych pieniedzy, ze oni maja swoje a on swoje dla siebie. ok, ale mieszkamy w jednej miejscowosci. malej. jego mama ma zawsze duzo do powiedzienia innym obcym ludziom (nie chcialam nazwac jej dosadnie, dlatego tak na okretke) i wlasnie z takich oto relacji od kogos dowiedzialam sie, ze przeplyw gotowki na lini Cz rodzina jest staly i plynny. ok, nie moja sprawa, tylko ze w takim razie mnie oklamuje i to podwojnie, bo po 1. wmawia mi, ze pieniadze zbiera na slub nasz, a nie zbiera, po 2.klamie, ze nie pomaga im finansowo,a od obcych ludzi przypadkiem dowiaduje sie, ze jest zupelnie inaczej. macie racje, niech robi chce. jednak uwazam, moze blednie, ale takie moje zdanie jest, ze skoro jestemy ze soba i twierdzi, ze mnie nie oklamuje i nie ma tajemnic, to to co robi jest zwyczajnym swinstwem i nieuczciwoscia. i nie piszcie, ze mam z nim porozmawiac. rozmowy byly dwie,z czego dwie zakonczone wielka awantura. nie bede wiecej rozmawiac, bo to nie ma sensu. przykro mi jest tylko, ze nasze plany nie sa dla niego wazne (bo z tego wlasnie to wynika), a pieniadze wklada tam, gdzie nie powinien (nikt w rodzinie nie pracuje zarobkowo, bo zwyczajnie im sie nie chce).

o slubie i pierscionkach nie wspominam juz od bardzo dawna. wykrzyczal, ze mam nie naciskac, wiec nie naciskam. nie wspomne o tym juz wedle zyczenia.


nie oceniajcie moich problemow. rozumiem, ze im bede starsza tym i problemow bedzie wiecej. piszecie o dzieciach. my ich nie chcemy miec. odbylismy kiedys na ten temat dluga i powazna rozmowe. na szczescie tu sie zgadzamy. nie chcemy miec dziecka dopoki nie bedziemy miec wlasnego dachu nad glowa i dopoki nie zaczniemy zarabiac sensownych pieniedzy, zeby utrzymac siebie i dziecko. niestety takie sa realia zycia, my ich nie zmienimy, mozemy jedynie sie dostosowac i podjac swiadoma, odpowiedzialna decyzje.

co do rozjescia sie po kosciach takiego zwiazku wiem, ze on nie mialby z tym problemow. jak sam mowi, rozchodzimy sie, wiec nic nas nie laczy i nigdy juz nie bedzie laczylo. stwierdzil, ze to naturalne, ze ludzie sa ze soba i przestaja byc. dla niego to naturalne i takie nic, a dla mnie...

ech... im wiecej pisze, tym bardziej mi ciezko na sercu jest.

24

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Powinnaś docenić, to że jesteś z kimś ;-) ja bym wiele dała, żeby znaleźć się w jakimś stałym i w miarę normalnym związku.
Uważam też, że nie jest sprawą najważniejszą podtrzymywanie kontaktów z jego rodziną. Po co? Dzień dobry i życzenia na imieniny i wystarczy ;-)
A kłótnie z rękoczynami to trochę niepoważne. On też nie jest ze stali...

25

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Przeczytałam z uwagą.. i też mi smutno, bo to wszystko tak wygląda, że mu się poważne deklaracje i plany pozmieniały.... i to uczucie jakby płytsze... nie wiem... Takie odniosłam wrażenie, że Ty chcesz być całym jego życiem, a więc wszędzie, gdzie i on, a on tak coś niespecjalnie by chciał być życiem Twoim...
Sama tego nie naprawisz i żadne wymuszane rozmowy tego nie zmienią...
To on musi przypomnieć sobie dlaczego wybrał Ciebie, chcieć naprawiać i razem z Tobą działać w tym względzie. Nie sądzę by chciał...
Jak nie reaguje na to co mówisz..nie naciskaj...tylko przestań mówić... przełam schemat kłótni...

26

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...
corazgorzejmi88 napisał/a:

jak stwierdzil, nie poinformowalam go, ze chcialabym przychodzic do niego, dlatego tez nie proponowal, bo jak sama kiedys powiedzialam, przesiadywanie u faceta byloby dla mnie nie na miejscu. nie dotarly do niego tlumaczenia, ze chyba nie trudno sie domyslec, ze to raczej naturalne, ze skoro mieszkamy razem, jestemy ze soba uz kawalek, to czasem moglby mnie zabrac do siebie. uparl sie ze to moj wymysl, moje widzimisie, ze go nie poinformowalam, a robie awanture (rozmawialam z nim najspokojniej na swiecie, to on podniosl glos, ale jak zwykle wina byla moja).

No wydaje mi się, że facet ma rację. Skoro najpierw zadeklarowałaś, że to nie na miejscu przesiadywać u niego w domu, potem masz pretensje , że on Cię tam nie zabiera.... zastanów się jak to brzmi wink

mam poczucie, ze oni po prostu wyciagaja od niego pieniadze, ze najzwyczajniej w swiecie jest ich sponsorem

A co w tym złego, że chce rodzinie pomóc? Nie możesz go za takie coś gnębić. On ma dobre chęci i powinnaś to uszanować. Mało tego - to duży plus dla niego, że potrafi pomyśleć o potrzebach innych.

Reasumując - wydaje mi się, że jesteś troszkę awanturnicą i powinnaś to w sobie zmienić wink

27

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Komy probujesz zamydlic oczy? Najpierw piszesz o szacunku jakim darzysz jego rodzine, pozniej z Twoich wypowiedzi wynika zupelnie cos przeciwnego, dzialaja na Ciebie jak plachta na byka, masz ich za bande nieudacznikow wyludzajacych pieniadze od Twojego partnera. Punkt drugi: Od niego oczekujesz zmiany podejscia do pewnych spraw, a sama nie jestes elastyczna. Punkt trzeci: Jezeli nadal tak bedziesz postepowala to on uzna, ze nie grasz w jego druzynie. Moja wizja zwiazku jest nastepujaca: Ludzie wiaza sie po to zeby razem lzej sie szlo przez zycie. Mysle ze Twoj facet sie zle czuje muszac opiekowac sie swoja rodzina, dodatkowo klocac sie z Toba o to(jezeli nadal bedziesz tak postepowac w koncu uzna Ciebie za wroga, nie partnerke). Jak Ty bys sie poczula gdyby Twoja rodzina miala problemy a Ty w momencie gdybys im pomagala spotykala sie z negatywna reakcja swojego partnera?

28

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Moja droga. Masz wyraźny problem i syndrom księżniczki. Z tego co opisujesz to dobry chłopak, ale Ty chcesz już i więcej. Przykład z obiadem - powiedziałaś, ze na stole i zamiast usiąść i zjeść to zaczęłaś mieć pretensję, że on przyszedł trochę później. No jak to?! Przecież Jaśnie Panna obiad zrobiła! Taki wyczyn, a on śmie nie biec w podskokach! Tak to wygląda, moja droga, niestety.
Druga sprawa rodzice. Skoro raz mówisz, że nie chcesz, a teraz on ma się DOMYŚLEĆ to już mi ręce opadają. MÓWI SIĘ, komunikuje, rozmawia. Jesteś idealnym przykładem panienki co fochy stroi i awantury robi, bo on się nie domyśla...
Chcesz wszystko na już, na teraz i ma być tak, jak Ty sobie wymyśłiłaś. Daj sobie na wstrzymanie, ugryź się w język, opanuj, bo to co robisz to prosta droga do rozwalenia związku.

29

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

daliscie mi sporo do myslenia. za wszystkie opinie bardzo dziekuje.
powiem Wam teraz jak jest. otóz... mielismy rozmowe bardzo dluga, z krzykiem z placzem, ze smiechem... generalnie emocji bylo jak w ulu i mieszaly sie ze soba wszystkie mozliwe. myslalam, ze cos to pomoze, ze doszlismy do wspolnych wnioskow itd.
1 sierpnia zaskoczyl mnie obiadem przy swiecach i generalnie milym popoludniem. bylo mi bardzo, ale to bardzo milo smile byla to nasza rocznica wspolnego mieszkania i nie ukrywam, ze zrobil mi niespodzianke smile potem bylo milo az do wczoraj. wczoraj znowu na mnie wybuchnal. zadzwonila jego mama, rozmawiali. zapytalam co u nich, wiecie tak po prostu z czystej ludzkiej ciekawosci, bez zadnych podtekstow, nerwow ani tym podobnych. wybuch byl wielki, ze o co mi chodzi, ze znowu sie czepiam, ze znowu mi cos nie pasuje itd.
dzis... hmmmm..... myslalam, ze przejdzie mu jak sie przespi, ale nie, nadal okazuje swoje fochy i wielka niechec do mnie. wyszedl i zapewne nie wroci do wieczora. a jutro jedzie do domu na kolejne dwa tygodnie.

30

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Jeśli mogę zapytać: do jakich wspólnych wniosków doszliście? możesz je napisać?

31

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

a Ja rozumiem corazgorzejmi88  i częściowo zgadzam się że są pewne rozbierznosci  w sygnałach jakie wysyłasz, może być faktycznie tak ze on nie zabiera cię do swoich rodziców bo kiedyś powiedziałaś że nie chcesz,Powiedz mu ze następnym razem jedziesz z nim i nie omawiaj już nic.

Jeśli chodzi o wspomaganie rodziny finansowe( a jak wspomniałaś oni nie pracują) to faktycznie jest dość dziwna sprawa i delikatna. doskonale rozumiem Twoje obawy i nie uważam że jesteś egoistką i nie daj sobie tego wmówić , po prostu martwisz się o wasze życie i wasze plany, a wiadomo pieniążków wtedy mniej, ślub się odwleka , dzieci , rodzina. Łatwo oceniać jak się nie zna Może facet jest za dobry i go wykorzystują czuje presje i z ich strony i z Twojej i zrobił sie nerwowy. .Ja tez miałam podobną sytuacje ze swoim facetem, który wspomagał swoja siostrę , która zarabiała nie małe pieniądze, ale wiecznie w długach i wiecznie potrzebująca , mało i mało....dodam ze na przepieprzanie. W końcu się wkurzyłam wygarnęłam kilka razy i uciął źródło.W końcu żyjemy w jednym gospodarstwie mamy wspólne konto większość wspólnych pieniędzy. Pożyczki są w banku. Człowiek oszczędza a tu obejdą  tzw.pasożyty u rób na to, a zwrotu brak.
Powinnaś się bardziej sprawie przyjrzeć co tam jest grane.

32

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

a ja się wpędziłam jeszcze lepiej mam 30 lat , facet 36 jesteśmy 12 lat razem mieszkamy 2 lata, zaręczyny 8 lat temu i nic,  najgorsze ze dorobiliśmy się wspólnej firmy, mieszkamy u niego.Mój facet to jest dopiero nie decyzyjny,rodzinę chce mieć  ,dzieci chce, ślub może też tylko wszystko sobie załatw sama bo on ma ważniejsze priorytety.Moje problemy z nim zaczęły się od wspólnego zamieszkania.Zacznę od tego że to bardzo dobry człowiek, wrażliwy,muchy by nie skrzywdził .... tylko ze niestety wychodzi na to ze nie dla mnie.Remont mieszkania już 2 lata robi mieszkamy fatalnie choć mamy pieniądze, obiecywał ze będę mieć choinkę i sylwestra w tym roku  i nic z tego nie wyszło, ciągle mnie zawodzi, a dla koleżków zawsze ma czas, dom otwarty. Jego brat został wyrzucony przez żonę bo pił i wyzywał zonę i dzieci i nie dawał na utrzymanie. Cham jakich mało sfrustrowany i zakompleksiony nieudacznik, pozostałe rodzeństwo nie chce go znać.Wiec mój facet stwierdził że go przyjmie na zimę (choć braciszek ma gdzie mieszkać tylko mu się palić nie chce i wydawać kasy na jedenie-wczesniej przez 20 lat żonka go sponsorowała), do tego stracił robotę przez picie( na chorobowym)teraz mam lokatora( choć mamy 2 pokoje), który dzień zaczyna i kończy na piciu i jeszcze zdarza się że robi pod siebie.Zamienia nasze życie w koszmar, taki jest dobry. Dodam że mnie tez zwyzywał po pijaku kiedyś od kochanek i cytuje"masz tu firmę bo dupy dajesz bratu mojemu" Mój facet kazał mu się uspokoić i na tym się skończyło, bo jak mi potem wytłumaczył to chory człowiek.Obiecuje mi coś ciągle umawia się ze mną że coś będziemy robić i nie dotrzymuje słowa  bo są ważniejsze priorytety, a to braciszek, a to koledzy.Zastanawiam się czy go nie zostawić bo z takim człowiekiem nie da  żyć i nic nie można zaplanować , szczerze mówiąc to już doprowadził do tego że jestem z nim dlatego ze mam firmę u niego i jak odejdę to zostanę bez środków do życia.Oczywiście mam rodziców , ale  nie mogę na nich liczyć finansowo. doprowadzi do tego że w depresje popadnę bo już mi się nie chce wstawać z łózka. Co jest ze mną nie tak, wcześniej nie było z nim żadnych problemów latał za mną i robił wszystko co chciałam, koszmar zaczął się kiedy zamieszkaliśmy razem.....ciągle tylko płacze ...Poradźcie!

33

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

1. obiad niech je zimny. Ty go zawołałaś , zrobiłaś wszystko, fajnie. niech Cię nie rusza że on zje sam, na dodatek już zimny obiad. idź robić swoje rzeczy. widocznie on tak lubi. ewnetualnie gotujcie/odgrzewajcie obiad razem aby uniknąć takich sytuacji.

2.tak nie poinformowałaś go że odkąd zamieszkaliście razem zmieniło się Twoje podejście do "przesiadywania u faceta". on to nadal tak widział.
powinna odbyć się stosowna, spokojna rozmowa że zmieniłaś zdanie. może on myślał że dopiero zmieni Ci sie np po ślubie. teraz już wie. obserwuj. jednak jego relacja z rodzina nie jest tu bez znaczenia. może nie jest tak silna jak Twoja z Twoją rodziną.

3.zawsze Twoja wina? hmmmmmm......

4.nie dziw się że jeśli ciągle tzn przy każdej nadarzającej się okazji wspominasz o Waszym życiu, że się denerwuje. ja też bym się wkurzyła w końcu i nie chciała o tym rozmawiać. daj mu spokój na pół roku , ani słowa. zobacz jak to się potoczy. no chyba że nie chcesz czekać to.. może powiedz mu że pogadacie za 3 miesiące o tym czy idziecie dalej czy już nic.

5.wydaje mi się że takie wyzywanie się, darcie, wychodzenie itp o czymś już świadczy. miałam do czynienia z krzyczeniem i wychodzeniem z pokoju, teraz wiem że nawet to u mnie nie przejdzie, nie szukam tego rodzaju wrażeń. dla mnie wyzywanie się oznacza koniec, no ale każdy widzi to ianczej.

34

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...
kwiatek99 napisał/a:

a ja się wpędziłam jeszcze lepiej mam 30 lat , facet 36 jesteśmy 12 lat razem mieszkamy 2 lata, zaręczyny 8 lat temu i nic,  najgorsze ze dorobiliśmy się wspólnej firmy, mieszkamy u niego.Mój facet to jest dopiero nie decyzyjny,rodzinę chce mieć  ,dzieci chce, ślub może też tylko wszystko sobie załatw sama bo on ma ważniejsze priorytety.Moje problemy z nim zaczęły się od wspólnego zamieszkania.Zacznę od tego że to bardzo dobry człowiek, wrażliwy,muchy by nie skrzywdził .... tylko ze niestety wychodzi na to ze nie dla mnie.Remont mieszkania już 2 lata robi mieszkamy fatalnie choć mamy pieniądze, obiecywał ze będę mieć choinkę i sylwestra w tym roku  i nic z tego nie wyszło, ciągle mnie zawodzi, a dla koleżków zawsze ma czas, dom otwarty. Jego brat został wyrzucony przez żonę bo pił i wyzywał zonę i dzieci i nie dawał na utrzymanie. Cham jakich mało sfrustrowany i zakompleksiony nieudacznik, pozostałe rodzeństwo nie chce go znać.Wiec mój facet stwierdził że go przyjmie na zimę (choć braciszek ma gdzie mieszkać tylko mu się palić nie chce i wydawać kasy na jedenie-wczesniej przez 20 lat żonka go sponsorowała), do tego stracił robotę przez picie( na chorobowym)teraz mam lokatora( choć mamy 2 pokoje), który dzień zaczyna i kończy na piciu i jeszcze zdarza się że robi pod siebie.Zamienia nasze życie w koszmar, taki jest dobry. Dodam że mnie tez zwyzywał po pijaku kiedyś od kochanek i cytuje"masz tu firmę bo dupy dajesz bratu mojemu" Mój facet kazał mu się uspokoić i na tym się skończyło, bo jak mi potem wytłumaczył to chory człowiek.Obiecuje mi coś ciągle umawia się ze mną że coś będziemy robić i nie dotrzymuje słowa  bo są ważniejsze priorytety, a to braciszek, a to koledzy.Zastanawiam się czy go nie zostawić bo z takim człowiekiem nie da  żyć i nic nie można zaplanować , szczerze mówiąc to już doprowadził do tego że jestem z nim dlatego ze mam firmę u niego i jak odejdę to zostanę bez środków do życia.Oczywiście mam rodziców , ale  nie mogę na nich liczyć finansowo. doprowadzi do tego że w depresje popadnę bo już mi się nie chce wstawać z łózka. Co jest ze mną nie tak, wcześniej nie było z nim żadnych problemów latał za mną i robił wszystko co chciałam, koszmar zaczął się kiedy zamieszkaliśmy razem.....ciągle tylko płacze ...Poradźcie!

w ogóle nie dba o Wasz związek, mieszkanie, i nie staje w Twojej obronie..

35 Ostatnio edytowany przez Le0na (2012-12-28 05:01:33)

Odp: Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Odniosę się do kwestii rodziny. Najpierw jedziesz po nich (przy swoim facecie), że daje im kasę, że są leniwi, że wszystko się psuje kiedy on do nich wyjeżdża, etc. Wyzywacie się przy tym, lejecie po twarzy, a za chwilę jest kłótnia o to, że on Cię nie zabiera do rodziny, i że jeździ sam.

WNIOSEK:

On boi się Ciebie zabrać do rodziny, bo obawia się, że zrobisz jakąś jazdę, np zaczniesz być złośliwa dla jego najbliższych, powiesz im w twarz, że są leniwi, że ciągną kasę od niego, zacznie się awantura, a Ty uderzysz jego matkę, albo po prostu narobisz mu wiochy i spali się ze wstydu.

Denerwuje się, że o nich pytasz, uznaje to za złośliwość bo najpierw ich obrażasz, jemu robisz wyrzuty, że daje im kasę, dochodzi przez to do mordobicia, a przy następnej okazji, ze słodkimi oczkami pytasz co tam u nich. Węszy podstęp i złośliwość.

Czarno widzę ten Wasz związek, on Ci nie ufa i prawdopodobnie jest przerażony Twoją metamorfozą, tzn. zanim zamieszkaliście razem to wszystko było zapewne cud, miód, malina, byłaś kochana, słodka i urocza, chciał wziąć z Tobą ślub, a tu nagle, po wspólym zamieszkaniu szok! Bo ta cudowna, kochana osoba nagle staje się wulgarną prostaczką wszczynającą o wszystko awantury i bijącą go po twarzy! Ba! Mało tego, Raz awantura o obiad, a za chwilę awantura pt. "czemu nie chcesz wziąć ślubu ze mna?". No co można sobie pomyśleć? Niezrównoważona psycholka chce mnie usidlić. Gdzie jest dziewczyna, w której się zakochałem? Czy ona kiedykolwiek istniała? Czy to wszystko to była tylko czysta iluzja?

Tak właśnie to wygląda. Twój związek dogorywa. Facet ma jeszcze przebłyski, że się stara, ale to jest spowodowane jego nieumiejętnością odnalezienia się w tej sytuacji i całkowitą dezorientacją. Teraz jeszcze są w nim jakieś resztki miłości, stąd te starania, ta kolacja etc. Niemniej jednak to wszystko działa na krótką metę, on właśnie przechodzi proces, w którym uświadamia sobie, że nie jesteś tą dziewczyną, którą pokochał i zaczyna to do niego docierać. Prawdopodobnie wkrótce uświadomi sobie, że Cię nie kocha i to nie ma sensu, bo życie z Tobą to udręka, wtedy po prostu powie któregoś, pięknego dnia: "nie kocham Cię, odchodzę" I TO ZROBI, a Ty napiszesz kolejny post na tym forum pt. :"Z dnia na dzień przestał mnie kochać, czy to możliwe? Pomóżcie"

Posty [ 36 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Kochamy się, ale dzieje się źle. Proszę Was o zdanie/radę/pomoc...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026