Witam ![]()
Mam mały problem z moim facetem. Jesteśmy razem już parę dobrych lat i chyba za bardzo go rozpieszczałam.. Sama robiłam wszystko - sprzątałam, gotowałam, wszystko gotowe podstawiałam mu pod nos.. I to był mój wielki błąd (i jestem w pełni świadoma swojej głupoty), bo on teraz myśli, że tak po prostu powinno być.. A ja poprostu już dłużej tak nie mogę... Rozmowa z nim niestety nie pomaga..
Od roku staram się to zmienić, lecz za każdym razem kończy się to fiaskiem i "fochem" z jego strony...
On nie robi dosłownie nic, prócz chodzenia do pracy.. Ja natomiast powinnam - w jego mniemaniu - iść do pracy, po powrocie ugotować i podać obiad w między czasie sprzątając, nie zapominając o "zadowoleniu" królewicza i sporządzenia mu posiłku do pracy, nie zapominając jednak o drobnych zachciankach (przynieś, podaj, zrób mi...). Kiedy go o coś poproszę albo wogóle tego nie robi, albo ewentualnie uściśli się do minimum tego, co powinien zrobić z wielkimi pretensjami oczywiście... Po moim powrocie z pracy nieraz proszę go o pomocną dłoń, ale swoim zachowaniem doprowadza za każdym razem do tego bym wysłała go spowrotem usiąść przed telewizorem, by nie musiał nic robić(specjalnie robi mi na złość, szczela drzwiami..itd).. Próbowałam go "reformować" na wiele sposobów - od próśb, płaczu poprzez szantaż - lecz niestety... Za każdym razem próba zakończona niepowodzeniem..
Kiedy słucham o związkach koleżanek, poprostu najzwyczajniej w świecie strasznie im zazdroszczę.. Aż mi się ciężko na sercu robi, że ja nie mogę się na ten temat odezwać - bo szkoda gadać... Poza tym holernie się wstydzę...
Marzę, że pewnego dnia wrócę do domu, w którym będzie posprzątane, a mój facet będzie czekał na mnie z bukietem głupich róż za parę złotych... Lub zwyczajnie spyta czy nie potrzebuję pomocy... Taka błahostka a odmieniłaby moje życie.. Kurcze...
Może macie jakieś pomysły jak go "zreformować" ???
Każda pomoc mile widziana.. ![]()