Cześć dziewczyny, mam problem.
Jestem w 5 letnim związku. Ponad rok temu poznałam na firmowym wyjeździe integracyjnym (byłam razem z moim facetem i znajomymi) faceta i jego znajomych z innego miasta, z którymi się wszyscy skumplowali. Bardzo się polubiliśmy, a nawet miałam wrażenie, że facet coś do mnie mógł poczuć- ukradkowe spojrzenia, maślane oczy, komplementy (wręcz monologi jaka jestem wspaniała), tańce, dość wymowne pożegnanie, jednak nie przekroczył granic przyzwoitości. Nie powiedział też wprost, że coś czuje. Cały czas jednak miałam wrażenie, że powstała jakaś dziwna więź między nami, a że z jego strony to w ogóle coś więcej. Przez rok utrzymywaliśmy kontakt telefoniczny- na początku dość regularny, potem +/- raz na 2 miesiące, pisał, że często myśli i fajnie byłoby się gdzieś znów razem wybrać. W międzyczasie zdążyłam zapomnieć o dodatkach do pakietu koleżeństwa
. A i walentynkę dostałam, ale dość ogólną.
W czerwcu spotkaliśmy się ponownie na wspólnym wyjeździe- byłam bez faceta, z kolegami i koleżankami. Jeszcze "dobrze się nie rozpakowałam", już czułam na sobie jego przenikliwy, nostalgiczny wzrok- nie wzrok amanta filmowego, taki nostalgiczny, smutny trochę, z przymykaniem powiek jakby chciał mi coś powiedzieć. Pierwszej nocy standardowo poleciały drinki i poszliśmy całą grupą do klubu. Około 2 byłam już dobrze wcięta i stałam przy filarze w ramach złapania "pionu". Nagle łapię jego wzrok z drugiego końca sali, po czym widzę, że idzie w moją stronę przez parkiet, podchodzi, bierze moją twarz w dłonie i szybki całus w usta. Po tym odszedł, ale zawrócił i jeszcze raz to samo. Trochę popłynęliśmy potem z tym całowaniem, ale na tym koniec.
Następnego dnia nawet mówił, że się świetnie bawił, ale jak się zapytałam, co to było z tym pocałunkiem (pod włos go wzięłam trochę,więc mógł się speszyć), to udał, że nie pamięta- dziwne, bo wszystkie inne szczegóły pamiętał świetnie
- i zaczął przepraszać i że co by mój facet na to powiedział- o niego też regularnie pytał, jak sie układa itp. Potem mówił w towarzystwie, że świetna impreza była i tyle się po % działo, że nawet się całował ze mną. Na tyle dobrze go znam, że spokojnie mogę stwierdzić, że w grę nie wchodzą przypadkowe dziewczyny, nawet po %. Zapytał się też przy kolegach jak było- powiedziałam zgodnie z prawdą- że średnio
. On na to (chyba w żarcie?), że zawsze można powtórzyć- ja na to w żarcie-dawaj, a on, że tak w miejscu publicznym? Powtórki nie było. Ja nie przejmowałam żadnej inicjatywy, ale też nie torpedowałam jego, więc nie wiem, czy poza pocałunkiem po pijaku 1 wieczoru dałam mu jakiś jasny sygnał- ręka? przytulanie?
Potem kolejna impreza, tańce itp. Całowania więcej nie było. Za to codziennie łapałam spojrzenia, obejmował, przytulał i brał za rękę (palce splecione) jak łaziliśmy po okolicy. Ostatniej nocy znów się zbliżył, powiedział, że bardzo mu się podobam (albo w klubie- pijana byłam i ciężko stwierdzić różnicę między "bardzo mi się podoba/sz"
) ale zaczęli mnie podrywać inni faceci i się zrobił zazdrosny, podocinał trochę i poszedł... Przed odjazdem chodził jak struty, w ogóle się nie odzywał do nikogo praktycznie- tylko patrzył tęsknym wzrokiem... Na koniec się zapytał smutnym głosem, czy z nimi jadę. Jak odjeżdżałam to długo się mi w oczy patrzył odwrócony... Kontakt mamy- koleżeński, odezwał sie tego samego dnia, co koniec integrala był.
Moje pytanie, czy to przyjaźń, czy podobanie? I po co w ogóle zaczynał? Chciałabym wiedzieć, na czym stoję, bo zastanawiam się, czy jechać na weekendowe spotkanie obu firm we wrześniu. Uprzedzając Wasze pytania, tak zamieszał mi trochę w głowie, ale nadal widzę w nim kumpla ale już z nutą faceta niestety-czyli mnie ciągnie do niego. A z facetem mi się nie układa. I sama nie wiem już, co o tym wszystkim myśleć.