Witam, na forum znalazłam się dość przypadkowo.. , nie wiem czy będę tego żałować, czy też dziękować za to , że znalazłam się tu i teraz.
Piszę bo zwyczajnie szukam pomocy wśród osób, które mnie nie znają, które nie znają sytuacji w jakiej się znajduje.
Ale może zacznę wszystko od początku...
Jeśli miałabym podzielić swoje życie na to szczęśliwe i te mniej szczęśliwe to datą która rozgranicza te dwa życia jest 4 lipca 2012 r. dokładnie 16 dni temu....
Ciężko się piszę o rzeczach które tak bardzo bolą. Otóż 4 lipca straciłam w wypadku motocyklowym swego ukochanego chłopaka...
Pamiętam jego ostatnie słowa " Słuchaj dzień jest jeszcze długi za chwilę przyjadę"... I niestety nie przyjechał, potem już był tylko telefon, karetka , reanimacja, i ten paskudny zapach rękawiczek , a potem lekarz jego mina i słowa " On nie żyje, przykro mi".
I pamiętam siebie w tej całej sytuacji stojącej pośrodku sali szpitalnej i nie wiedzącej co się dzieje i dlaczego... Spytałam się tylko lekarza czy mogę tam wejść... Pozwolono mi.. I to co tak bardzo kochałam leżało na łóżku bez ruchu i oddechu.. Jedyne na co mogłam się zdobyć to podejść przytulić się i powiedzieć jak bardzo kocham.
Potem było oczekiwanie na pogrzeb... Pogrzeb niemiłosiernie się przedłużał, gdyż ciało wymagało sekcji... te 5 dni które dzieliły mnie od pożegnania z ukochanym były dramatyczne i traumatyczne... Z każdym dniem zasypiałam z myślą ze nie chce wstawać, nie chcę żyć...
Potem był pogrzeb, piękny pogrzeb, mnóstwo ludzi i ta piękna parada motocyklistów.... Nie zapomnę tego do końca życia , ani tego zapachu kwiatów, i ostateczne włożenie trumny do grobu.
Wróciłam do domu i modliłam się by to wszytko było tylko paskudnym snem z którego niebawem się obudzę..
Niestety mijały dni, mijały wieczory a Jego nie było... Już nie widziałam jego pięknych błękitnych oczu, jego uśmiechu, jego cudownie czarnych włosów... Już do mnie nikt nie mówił... Była tylko cisza i ta cholerna pustka.
Mówią, że człowiek znajduję prawdziwą miłość TYLKO raz w życiu... Ja znalazłam.. Między nami było różnie raz dobrze raz gorzej, ale On był dla mnie wszystkim , wszystkim co kochałam...i kochać będę...
Czasem myślę, że powinnam być z nim ze Bóg nas tak niesprawiedliwie rozłączył...
Odliczam już dni, godziny, minuty i sekundy, które przybliżają mnie do śmierci do spotkania z osobą którą tak bardzo kocham.
Moje serce i dusza umarła razem z Nim jedyne co funkcjonuje to moje ciało...
Mam 22 lata... straciłam ukochaną osobę i po raz pierwszy raz w życiu proszę o pomoc.. proszę o rozmowę, bo sama nie wiem gdzie mam uciec z myślami .....
Niektórzy pomyślą " zabiłabym się na jej miejscu" samobójstwo jest dla egoistów, dla tych co widzą czubek swego nosa i nie dostrzegają osób które w okół nich są... Nie chcę się zabijać nie chcę desperacko uciekać... Chcę towarzysza mych udręk, które są nie do zniesienia.
" Gdy ciało jest smutne serce powoli umiera"
Podobne tematy
To co napisze jest prozaiczne ale ludzie potrafia kochac kilka razy , kilka osob. Jestes mloda , Twoj czas jeszcze nadejdzie, napewno Twoj chlopak teraz trzyma kciuka za Ciebie i chce aby Ci sie ulozylo. Potrzebny napewno Ci jest czas na zrozumienie i na pogodzenie sie z bolem.
Z czasem minie wszystko , odretwienie, smutek , zal. Zostanie pamiec o fantastycznym chlopaku. I przyjda szczesliwe chwile. Napewno
Po prostu Daniel... Tak się złożyło , że przeczytałam Twego posta o żonie i o tym co się dzieje... Zadam pytanie.. Człowiek kocha wiele razy owszem , ale czy wyobrażasz sobie życie bez żony? Bez kobiety, którą tak bardzo kochasz i o którą tak walczysz?
Owszem kocha się wiele razy, można myśleć ze mając 22 lata nic się nie wie o życiu i pewnie się nigdy tak na poważnie nie kochało... zycie doświadczyło mnie już dość wystarczająco , boję się myśleć jak jeszcze doświadczy.
Co do miłości kocha się wiele razy ale Tylko raz w życiu spotyka się osobę do której czujesz coś innego niż do pozostałych nie czujesz tylko zwykłego pożądania, fascynacji , ale przede wszystkim bezpieczeństwo i tą szczególną więź... Po prostu przyjaźni.
Ja miałam tak samo, rozumieliśmy się bez słów, starczyło jedno spojrzenie a nawet głupi mały ruch i każde z nas wiedziało co się dzieje...
Tego dnia gdy zasiadał na motocykl po raz pierwszy w życiu widziałam na jego twarzy taki uśmiech... Nikt nie wiedział ,że jedzie po śmierć...
Jak to mówią życie motocyklisty liczy się w kilometrach...
Uprzedzę również domysły , że pewnie zmarł bo szalał na drodze tak jak inni "dawcy organów".. Otóż nie zajechał mu drogę kolega... , który uciekł z miejsca wypadku nie udzielając żadnej pomocy.
4 2012-07-20 01:34:23 Ostatnio edytowany przez Poprostu Daniel (2012-07-20 01:50:42)
Odpowiem, teraz nie wyobrazam sobie, nikt kiedy kocha sobie nie wyobraza i nie chce tego musiec robic, kazdy z Nas ma taki problem tu na forum. I w kazdym wypadku pewnie potrzebny jest czas.
5 2012-07-20 03:01:36 Ostatnio edytowany przez bags (2012-07-20 03:02:36)
Witaj,
Nie wiem od czego zacząć i co napisać w odniesieniu do Twojego postu.
Będąc w Twoim wieku straciłem w takim samym wypadku przyjaciela, pasjonata dwóch kółek z którym trzymałem się przez całą szkołę średnią. Byliśmy prawie jak bracia - ten sam wiek, ta sama pasja, ten sam "bakcyl" wokół motocykla. Zaczynaliśmy swoją przygodę śmiesznie na obecne czasy - razem od WSK-i i ten polski wehikuł czasu nas "połączył", potem On poszedł w tym temacie dalej, zrobił prawko, przesiadł się na Junaka i "zakończył" pasję na kanapie Hondy CBR. Godziny spędzone w garażu, na polnych duktach, zlotach. Przegadane setki wieczorów z Nim przy piwie, kielichu i z fantastycznymi ludźmi na zlotach z tego "światka".
We wrześniu będzie 9 lat jak odszedł. Widzieliśmy się i pożegnaliśmy ostatni raz z samego rana... w dniu Jego ślubu. Wybrał się w podróż do swojej wybranki serca, by wspólnie z Nią wstąpić na nową drogę życia. Chciał wraz ze znajomymi w paradzie zawieźć żonę do kościoła. Ale niestety do kościoła na motorach - przyjechała policja z pudełeczkiem obrączek i taką informacją. Po prawie roku po tym wydarzeniu dowiedziałem się o tym wypadku od Jego rodziców. Zakończyłem przygodę z motocyklami momentalnie.
Do dzisiaj się z tym Jego odejściem nie pogodziłem, patrzę na motocyklistów na drodze, na paradach na złotach jak mam okazję i ciągle "wypatruję" Jego, że a nuż gdzieś tam śmignie mi przed oczami. Niestety... zostało tylko wspomnienie.
Piszę o tym tutaj po raz pierwszy z łezką w oku... nawet moja obecna "jeszcze" żona o tym nie wie, choć zna moją motocyklową przeszłość.
Wiem co teraz przechodzisz, co prawda mocniej jako Jego partnerka, nie mniej jednak zachowaj sobie te najlepsze wspomnienia o nim w sercu.
Cierpienie teraz jest potworne, doskonale to wiem i rozumiem. Ono z czasem minie a ślad po Nim w pamięci pozostanie z Tobą na zawsze. On Cię kocha dalej, dalej jest przy Tobie jako 2 anioł stróż. Patrzy na Ciebie z góry i Trzyma za Ciebie kciuki byś była szczęśliwa w życiu. Uwierz mi.
Szczere wyrazy współczucia... 3maj się.
smierc osoby jest ciezka . ja 12 lat temu stracilem kobiete ktoranie wygrala walki z rakiem . uwierz mi ze wypadek to takie mniejsze zlo , " lepiej " niz patrzec na osobe ktora umiera codziennie przez rok jak w moim przypadku . to bylo 12 lat temu i wtedy rowniez myslalem ze juz po mnie . i pewnie tak by bylo dopoki nie spotkalem drugiej kobiety ( ktora juz nie jest moja kobieta poniewaz zdradzila i wziela moje dziecko ze soba :::)))) wiec troche juz przezylem, ale da sie z tym wszystkim zyc !!!!!!!! moze to nie trzyma sie kupy ale wszystko sie dzieje nie bez powodu . nawet to ze 3 raz sie zakochalem i po 2,5 roku znow zdrada !!!!!!! pije tydzien , zamiast byc bardziej doswiadczonym tojest coraz gorzej ale wiem ze to sie zmienii tylko trzeba czasu . to okropne alle tylko i wylacznie tylko czas zagoi rany i jakos trzeba se dac rade
Można powiedzieć , że mi mego chłopaka odebrała ta wielka pasja do motocykli.... To było czasami wręcz straszne z jaką adrenaliną potrafił wsiadać na motocykl i mknąć. Też obracałam się w tym świecie godzinnych rozmów na temat motocykli, zlotów, parad....
Ostatnio zadał mi pytanie " Jak myślisz ile motocykli przyjedzie na nasz ślub?".....
Na ślubie ich nie było, za to na pogrzebie był sznur motocykli i pięknie go pożegnali.......
Co do choroby... też straciłam osobę mi bliską która chorowała na białaczkę i też to przeszłam patrząc się każdego dnia jak umiera... do dziś pamiętam jej zapuchnięte oczy z błagalną prośbą " Nie chcę już żyć".
Podziwiam ludzi z pasją i ich niezmiernie szanuje, ale niech ta pasja nie zabija... a motocykle dla Niego były wszystkim , całym światem.... I zginął na tym co tak bardzo kocha...
Bags dziękuję Ci za to co napisałeś...
Co do tej dziewczyny , nawet sobie nie wyobrażam co czuła... , ale co się dzieje z nią teraz?
9 2012-07-20 12:37:00 Ostatnio edytowany przez Leila01 (2012-07-20 12:37:40)
http://www.netkobiety.pl/t2506.html
Tutaj jest wątek, w którym Ludzie, którzy stracili kogoś bardzo bliskiego naprawdę zostają zrozumiani i mają wsparcie.
Zawsze za największym zakrętem jest w końcu prosta droga gdzie widać słońce...
10 2012-07-20 14:45:43 Ostatnio edytowany przez bags (2012-07-20 14:48:12)
Bags dziękuję Ci za to co napisałeś...
Co do tej dziewczyny , nawet sobie nie wyobrażam co czuła... , ale co się dzieje z nią teraz?
Nie miałem i nie mam z Nią do dzisiejszego dnia żadnego kontaktu. Jedynie miałem okazję ją poznać jak zaczynali ze sobą chodzić na Naszej studniówce 12 lat temu.
Jak się o tym "incydencie" kościelnym dowiedziałem, to początkowo byłem wściekły na tamtejszą policję za takie podejście do tego tragicznego tematu. Z drugiej jednak strony nie mieli wtedy mundurowi innego wyjścia, by poinformować najbliższą rodzinę a co za tym idzie Jego przyszłą żonę.
Sam niespełna rok temu stanąłem na ślubnym kobiercu i potem mając przed oczami wizję Ich ślubu, to dla Niej musiała to być wielka tragedia w zderzeniu z tak wyjątkowym i jedynym dniu w życiu kobiety. Dostać obrączki od policjanta zamiast od przyszłego męża i jeszcze z taką informacją... brak mi słów co musiała przejść.
Nie chcę Ci sprawić większej przykrości w tej trudnej na chwilę obecną dla Ciebie sytuacji i w jakikolwiek sposób porównywać Ciebie do Niej, bo to nie jest odpowiedni czas ani miejsce na to.
Ze swojej strony wiem, że za parę lat Tobie samej na widok motocyklisty powrócą miłe wspomnienia z Nim związane. Mojego kumpla już długo nie ma na świecie a widząc jakiegoś "motonitę" na drodze miłe wspomnienia wracaja i uśmiech sam się "ciśnie" na usta.
On żyje dla mnie dalej i z Twoim chłopakiem jest i będzie tak samo - w Naszych wspomnieniach.
Nie myśl o tym teraz, by dołączyć do Niego, żyj nosząc jego cząstkę w sobie a za jakiś czas On "podeśle" Ci kogoś na Jego miejsce.
Powodzenia...
Straciłam męża 13 lat temu,zginął w wypadku samochodowym..Zostałam sama z dwójką małych dzieci..Wiem,co przeżywasz,więc nie muszę opisywać swoich przeżyć.Jest to straszne,już nigdy nic nie będzie takie samo..Płacz,rozpacz,bezsilność..Potrzeba czasu,dużo czasu,aby minęła żałoba.Podobno po dwóch latach mija.U mnie trwało 6..Ale Ty jesteś młoda,musisz dać radę i dasz.Gdy nie będziesz dawała rady sama,idź do lekarza,przepisze leki,które pomogą spać,funkcjonować w miarę normalnie.Psycholog też może pomóc,ale najlepiej pomoże rodzina,przyjaciele i Ty sama.Bądź silna,On by tego chciał...
Witam. Dzisiaj mija równy miesiąc od kiedy straciłam sens swojego życia, ja i mój ukochany mieliśmy szczęśliwy związek, mnóstwo planów na przyszłość, dobrą prace... Tak na prawdę nie brakowało nam nic. Nie będę ukrywała że bywały w naszym życiu jakieś większe problemy czy kłótnie ale to jak w każdym związku. 13.08.2012r - to było z niedzieli na poniedziałek godzina 00:00 ja i największy skarb mojego życia ''Pavol'' postanowiliśmy z dwójką znajomych pojechać nad morze to jakieś niecałe dwie godziny od naszego miejsca zamieszkania.. Taki spontan chcieliśmy zdążyć na zachód słońca
Nikt nie miał zamiaru się kąpać ani nic z tych rzeczy. Kiedy już dojechaliśmy na miejsce niestety okazało się że na zachód nie zdążyliśmy ale za to sam widok morza pięknych fal itp. był zdumiewający . Mój Aniołek ja i dwójka znajomych usiedliśmy na schodkach z dala od morza otworzyliśmy piwko i rozmawialiśmy, prawdę mówiąc o wszystkim... Nagle Pavol wstał i podszedł do morza, najbliżej jak się dało, po kilku sekundach postanowiłam że pójdę za nim..Zapytałam czy wszystko ok ? Odpowiedział '' tak kochanie '' wtuleni w siebie najmocniej jak się dało obserwowaliśmy widoki Blackpool . Pavol i ja mieszkaliśmy razem 8 miesięcy. Mieliśmy się zaręczyć w tym roku, kochaliśmy się najbardziej na świecie on był wyjątkowy od samego początku! Szanował mnie jak bym była jakąś księżniczką to było niesamowite uczucie, czuć że ma się u swego boku mężczyznę jak marzenie! Niestety moje szczęście nie trwało długo ;(( Mój skarb zapytał się mnie czy może wejść na chwilkę do morza, nie byłam zachwycona tym pytaniem ale przecież w końcu nie było tak zimno.. Tak bardzo go kochałam.. Bardzo rzadko się zdarzało że czegoś sobie zabranialiśmy więc w końcu odpowiedziałam '' jeżeli chcesz Misiuniu to ok '' (Ja nie weszłam ponieważ nie umiem pływać) Palko rozebrał się do bokserek wszedł do morza zanurzył się dwa razy..i dosłownie po 30 sekundach wyszedł o własnych siłach, zaczęłam go wycierać swoją bluzą, załorzyłam mu kurtkę i powiedziałam '' dobrze kochanie chodz idziemy już do auta musisz się ogrzać '' I wtedy zaczął się prawdziwy horror... Palko schylając się po buty powiedział że coś się z nim dzieje to wszystko działo się tak szybko....... Zapytałam '' O co chodzi kochanie ?? Przestań żartować to nie jest śmieszne! '' Nagle się wywrócił spojrzałam na jego oczy i wtedy zobaczyłam że na prawdę coś się dzieje... Palko stracił przytomność zaczęłam głośno krzyczeć wołać Daniela i Justynę żeby szybko przyszli. Justyna dzwoniła na pogotowie a ja reanimowałam mojego skarba nie mam pojęcia co się stało jak i dlaczego ???????? Byłam w szoku nie wiedziałam co się dzieje mój Palko robił się coraz bardziej fioletowy nie mogłam wyczuć pulsu więc zaczęłam go coraz szybciej, coraz mocniej reanimować nie wiem z kąd miałam tyle siły... Po mocniejszej reanimacji zaczęłam na szczęście wyczuwać puls ale bardzo słaby... Kiedy po 12 minutach przyjechało pogotowie Palko nadal był nieprzytomny, oddałam go w ręce lekarza żywego ze słabym pulsem! Lekarze zaczęli podejmować swoje kroki podłączyli go do aparatury i tlenu... niestety mój skarb nadal nie odzyskiwał przytomności znowu ginęło mu tętno więc podłączyli go do elektrowstrząsów było bardzo zle to wszystko działo się na moich oczch... Bardzo mocno krzyczałam modliłam się do Boga żeby go odratowali.. Rzucałam się po plaży dosłownie mówiąc '' Wyrywałam sobie włosy z głowy '' Policja wsadziła mnie i znajomych do radiowozu pojechaliśmy na pogotowie kazali nam czekać w takim małym pokoiku gdzie się czeka na wiadomości od lekarzy... Mijały długie minuty, gdzie mnie się wydawało że to czekanie trwa juz jakieś 4 godziny czułam się jakby ktoś wyrywał mi na żywca serce, nikt z was nie ma zielonego pojęcia co się ze mną działo jak bardzo się bałam!!!!! Na reszcie po godzinie przyszedł lekarz, w tej samej minucie powiedział mi dwa zdania ; Z pani chłopakiem jest bardzo zle... więc doszła już do mnie jakaś nadzieja że jest zle ale dzięki Bogu żyje.... niestety za chwile usłyszałam zdanie '' Pavol nie żyje przykro mi '' Myślałam że zabije wszystkich zaczęłam walić głową w ścianę zaczęłam znowu wyrywać sobie włosy zaczęłam sie bić, krzyczeć to było najgorsze co mogło mnie spotkać!!!! Po jakimś czasie pozwolili mi zobaczyć zwłoki mojego najważniejszego skarba na świecie ! Przyszłego ojca moich dzieci i mojego męża !!!!!!!!!!! Ten widok zabił całą mnie ! Dnia 13.08.2012 o godzinie 6:10 straciłam sens swojego życia, mój świat się zapadł... Wciąż zadaje sobie pytanie - Dlaczego mu pozwoliłam wejść do tego cholernego morza ???????? Dlaczego Palko mój skarb ?????? Przecież to On dawał mi sens życia i motywacje do działania bez niego wszystko runęło poszło hen w dal... Dzisiaj mija równy miesiąc od kiedy odszedł człowiek którego tak bardzo mocno kochałam który był całym moim sercem i jest nadal.. zawsze będzie !!!!! Od miesiąca jestem na silnych prochach które usypiają połowę mojego mózgu żeby się nie zabić bo tylko to chodzi mi po głowie! Jestem pod stałą opieką psychiatrów. Śmierć mojego Palko nie została wyjaśniona do tej pory... Za 3 miesiące będzie znana dokładna przyczyna zgonu. Chwilowo mieszkam z mamą ale ja nie wiem jak żyć co robić.. Mój Aniołek odszedł z tego świata z dnia na dzień wcześniej na nic nie chorował... Wciąż przed oczami mam jego wywracające się oczy, zmiane koloru ciała , reanimacje , i jego zapach... Zapach śmierci... Nie radze sobie, więc korzystam z kliniki psychiatrycznej, 3 razy w tyg przychodzi do mnie pani i próbuje pomóc mi rozmową mija już miesiąc a ja nie jestem w stanie zrobić sobie herbaty... a robienie jednej małej kanapki zajmuje mi 10 minut. Nic mi nie pomaga a słowa przyjacioł znajomych które brzmią np. Czas leczy rany lub będzie dobrze doprowadzają mnie do jeszcze większej histerii. Przecież ja nawet nie wiem czemu jeszcze żyje czemu się nie zabiłam ?? !! Nic nie wiem ..... Potrzebuje pomocy ... Czy jest coś co może mi w jakikolwiek choć najmniejszy sposób pomóc zdjąć ten ciężar i tę pustkę w sercu ?? Czuje sie jak zamknięta w szklanej kuli w której kończy mi się tlen...
PALKO ANIOŁKU KOCHAM CIĘ NAJBARDZIEJ NA ŚWIECIE [*]
WIECZNY SPOCZYNEK RACZ U DAĆ PANIE [*]
Witaj Alicjo21
wysyłam Ci link do tego forum , do tego tematu http://www.netkobiety.pl/t2506.html wejdź proszę i poczytaj historię mnóstwa kobiet, które straciły swoich ukochanych...
Bardzo dobrze Cię rozumiem, wiem co to znaczy gdy w jednej sekundzie wali Ci się świat.... Kochana zapraszam na ten wątek , tam jest mnóstwo dziewczyn, które przeżywają dokładnie to samo co MY. Pomożemy Ci .
Bardzoo mocno Cię pozdrawiam i napisz do nas koniecznie. Te forum naprawdę ma magiczną moc.
Witaj Alicjo21
wysyłam Ci link do tego forum , do tego tematu http://www.netkobiety.pl/t2506.html wejdź proszę i poczytaj historię mnóstwa kobiet, które straciły swoich ukochanych...
Bardzo dobrze Cię rozumiem, wiem co to znaczy gdy w jednej sekundzie wali Ci się świat.... Kochana zapraszam na ten wątek , tam jest mnóstwo dziewczyn, które przeżywają dokładnie to samo co MY. Pomożemy Ci .
Bardzoo mocno Cię pozdrawiam i napisz do nas koniecznie. Te forum naprawdę ma magiczną moc.
wyrazy wspolczucia dla ciebie
przykro mi
Z całego serca dziękuję za odpowiedz. Przeczytałam forum tych kobiet ze łzami w oczach, ale z mojej perspektywy widzenia nie do końca każda z nas jest dokładnie w tej samej sytuacji... ponieważ niektóre z tych kobiet a nawet większość ma dziecko z ukochanym, czyli ma cząstkę swojego Św.Pamięci najukochańszego męża czy narzeczonego. Ma dla kogo żyć bo to w tym dziecku płynie krew ukochanego. Ja również chciałam mieć z Palko dziecko, staraliśmy się o nie dość długo, gdy okazało się że to nie takie proste i że nie mogę zajść tak szybko w ciąże po prostu przestaliśmy się aż tak bardzo w to angażować dla dobra naszej wspólnej psychiki uznaliśmy że widocznie to jeszcze nie ta pora... ale mimo tego nadal się nie zabezpieczaliśmy może zabrzmi to trochę dziwnie lecz mówiliśmy sobie '' Jeżeli nam się uda to wspaniale a jeżeli nie to na pewno sam kiedyś przyjdzie ten moment gdzie z dnia na dzień okaże się iż jestem w ciąży '' . Śmierć najbliższego człowieka jest bardzo bolesna nie ma słów które mogą wyrazić to co kobieta po utracie narzeczonego czuje, jakie myśli jej przychodzą do głowy. Każda z nas zadaje sobie to śmieszne a zarazem tak mega ważne pytanie '' Dlaczego On '' i żadna z nas za życia nigdy się tego nie dowie... Czytając wasze forum dziewczyny znalazłam gdzieś odpowiedz '' Wyjdz gdzieś do ludzi, do znajomych '' - NIE DA SIĘ !!!!! Dlatego że każde miejsce przypomina mi mojego ukochanego Aniołka, wychodząc z domu wpadam w gorszą histerię w gorsze samopoczucie bardziej się pogrążam w tęsknocie i pustce a ja, jak i zapewne reszta kobiet w tej sytuacji nie mają siły na rozdrapywanie tak bardzo bolesnych ran! Nawet jeżeli któraś z nas rzeczywiście wyjdzie do znajomych to czego będzie dotyczyła rozmowa ?? - pogody ?? Ja nie jestem w stanie skupić się na czymś innym, jężeli rozmawiam z teściową, mamą, babcią czy ciocią to każda rozmowa dotyczy śmierci mojego PALKO [*] A czy to jest dla mnie dobre ?? Lubie wspominać jakim był człowiekiem i jak wiele dobrego uczynił na tym świecie, uwielbiam go chwalić... Czasami nawet czuje jego obecność ale nie wiem czy jestem aż tak bardzo zdesperowana czy naprawdę jego dusza czuwa nade mną [*] Sama nie wiem czemu do was napisałam co mnie tknęło. Przykro mi to stwierdzić ale ja osobiście nie wierzę że rozmowy na forach pomagają, być może się mylę, staram sie wszystkiego próbować ale czy jest choć jedna z was która po takich rozmowach jak '' TE '' pomogły ?? Czy odczuła którakolwiek z was choć odrobinę ulgi ?? Przepraszam jeżeli moja odpowiedz kogoś uraziła nie chciałam zle... Szukam sensu w tym wszystkim.... Jeżeli mam być szczera to każdego dnia myślę o tym żeby skończyć z sobą.., boje się tego owszem ale mam wiarę że jeżeli to zrobię to zobacze się z moim Palko z moim skarbem i znowu będziemy RAZEM TAK BARDZO SZCZĘŚLIWI !!!!! <3 . Tabletki pomagają ale za trzy tygodnie musze je odstawić i zejść na zwykłe antydepresanty musi dojść do mnie cała rzeczywistość i co wtedy ?? To będzie koniec... Jestem za słaba żeby zwalczyć to cierpienie. Od śmierci Palko stałam się straszną egoistką ale nie do końca, ponieważ mam małą 4-letnią siostrę i kochającą mamę to dla nich staram się walczyć.., Czasami są momenty kiedy głośno wołam mamę i proszę ją żeby dała mi tabletkę nasenną bo czuje że za chwile wykorzystam moment jej nieuwagi wezmę sznurek i powieszę się... Jak walczyć ??????????? Co robić ???????????? Próbowałam chyba wszystkiego nie pomaga nic prócz kilka tabletek nasennych. ;((
Moje serce wciąż krwawi..
Pustka przeszywa...
Tęsknota zabija... !
KOCHAM CIĘ PALKO NAJMOCNIEJ NA ŚWIECIE NIECH PAN BÓG MA CIĘ W SWOJEJ OPIECE [*]
NA ZAWSZE TWOJA P.A. [*]
Witam Was ..
Otóż chciałam Wam przedstawić moją historię.
2 lata temu był dla mnie najgorszym rokiem w życiu !! Odeszły ode mnie 3 bliskie mi osoby babcia,babia i szwagier.
Wiadomo z śmiercią babci i jednej i drugiej się pogodziłam lata już miały każdy wie ,ze nie ma życia wiecznego..
Prawda:
"Rodzimy się by żyć ,żyjemy by umierać''
Ale cięzko mi było się pogodzić ze śmiercią mojego szwagra
miał dopiero 26 lat młody człowiek ,który miał przed Sobą całe życie i mnóstwo planów , jednak Pan Bóg tak zdecydował.
Otóż mój szwagier zachorował na nowotwór leczył się rok przyjmował chemioterapię bardzo cierpiał przyjeżdzajac ze szpitala do domu sama chemia go wykańczała był bardzo słaby jednak mieliśmy cały czas iskierkę nadziei ,że to dziadostwo odejdzie on jest za młody żeby tak szybko odchodzić miał synka ,który miał 2 latka bardzo przezywał to będąc w szpitalu ,ze jego syn obchodzi 2 urodziny bez obecności ojca nic się nim nie nacieszył będąc cały czas w szpitalu . Po długim przyjmowaniu dawki leków oraz chemii miał mieć Badania tzw PET .Niestety znów wszystko się pogorszyło spadły mu wyniki lekarze nic nie mogli zrobić ..następnego dnia popadł w śpiączkę niestety już się z niej nie wybudził ;(
Strasznie mi z tym się pogodzić i do dziś nie chce mi się wierzyć ,że go juz z nami nie ma
Ale wiem ,że jego dusza czuwa nad rodziną i się opiekuje.
Czas leczy rany...pozostaje ból, pustka, straszny żal,,,wspomnienia, które duszą wręcz, ale trzeba życ.
Piszesz, że nie mozna kochac dwa razy..otóż można, kochałam bardzo swojego pierwszego męża, kocham nadal drugiego, chociaż nie jestesmy juz razem.I mam nadzieję, że może kiedyś sie jeszcze zakocham.
Każda miłośc jest inna, każda inaczej postrzegana, ale każda piekna, i każda wnosi w Nas coś innego.
Dasz radę sie podnieść, kiedyś będziesz jeszcze szczęsliwa, chociaz teraz wydaje Ci się, ze tak nie będzie.
Mój Synek, zmarł 3 lipca 2012..nie ma wiekszego bólu niż ból matki, która traci dziecko, potem odszedł jego ojciec czyli mój mąż.A ja żyję,..jestem innym człowiekiem, nie znanym czasami sobie.Te doświadczenia tak mnie zmieniły, ale żyję,...i jeszcze mam nadzieję...
Trzymaj się i dasz radę, tylko daj sobie czas na pożegnanie, żałobę, potem musi być lepiej.
Tak!!!
Nie ma nic gorszego jak rodzice chowają swoje dziecko !